kabaczek - (Cucarbita pepo); grupa odmian dyni zwyczajnej o przekroju krzaczastym i jadalnych, wydłużonych owocach. Posiada wielki liście i złociste kwiaty. Owoc tej rośliny używany jest jako jarzyna. Pochodzi z Ameryki. Szybko rozpowszechnił się po całej Europie a w XVII wieku był już ulubioną potrawą na terenie Ukrainy.
Kabari - Inna nazwa Indian Nadeb.
Kabinapek - Inna nazwa Indian Pomo Środkowych.
Kabixi (1) - Cabichi lub Cabishi; Indianie z Brazylii, żyjący po prawej stronie górnego biegu rzeki Guaporé, koło Vila Bela w Mato Grosso. Spokrewnieni z Indianami Cujuna, Cumana, Mataua, Wanham, Urunumacan. W 1986 roku liczebność ich szacowano na 100 osób.
Kabixi (2) - Inna nazwa Indian Parecis.
Kabixi (3) - Inna nazwa Indian Nambikuara.
Kabotie, Michael - Urodzony w 1942 roku artysta-plastyk z plemienia Hopi.
kachina - U Indian Hopi i Zuni jest to nazwa duchów przodków, które przychodziły do wiosek w dzień przesilenia zimowego i na święto sadzenia fasoli. Były zamaskowanym wcieleniem zmarłych. Kukły przedstawiające kachiny wisiały w domach, same nie były jednak czczone, lecz służyły do przypominania o istnieniu duchów zmarłych. W kult kachin wtajemniczano chłopców między siódmym a dziesiątym rokiem życia.
kaczka - Indianie Cheyenne nazywali ją śé'śe, Indianie Shawnee - si'sipa, a Indianie Huron - yoon-ghek.
Rosół z kaczki, przyrządzany przez Indian Chippewa, szczególni im smakował z ugotowanymi i stłuczonymi żołędziami.
Kaczka Cyranka - Śiya'ka; Teal Duck. Nosił też imię: Orzeł Który Straszy; Wanbli'wana'-peya; Eagle-Who-Frightens. Był Indianinem Yanktonai-Teton. Zamiast być znanym przez Anglików pod swym równoznacznym imieniem w ich języku, zwracano się do niego w jego sjouańskim brzmieniu, znają go jako Śiya'ka. Nie był wodzem dziedzicznym, lecz wybrany został na tę pozycję przez grupę. Będąc młodym mężczyzną, wziął dwa razy udział w Tańcu Słońca i był jednym z czterech młodzieńców wytypowanych do zawieszenia na palu w Tańcu Słońca. Pierwszy raz wziął udział w tej ceremonii mając 21 lat i spełniając swe ślubowanie poprzez holowanie swego ciała. W towarzystwie 26 wojowników wyruszył na wyprawę przeciw Indianom Mandan i Arikara. Około 20 z tych wojowników (łącznie z nim) ślubowało wziąć udział poprzez taniec w następnym Tańcu Słońca, a reszta ślubowała uczestniczyć w tej ceremonii w inny sposób. Stoczono jedną bitwę i wszyscy uczestnicy wyprawy wrócili do domu żywi. Kolejny raz wziął udział w Tańcu Słońca mając 25 lat i jako świadectwo spełnionych modlitw nosił po trzy długie blizny na każdym ramieniu. Był jednym z plemiennych delegatów na waszyngtońskie rokowania. Zmarł w marcu 1913 roku.
kacyk - Nazwa wywodzi się z języka hiszpańskiego, od określenia cacique. W Ameryce Łacińskiej był to przywódca plemienia indiańskiego, szef wspólnoty wiejskiej, szlachcic indiański, który z tytułu posiadania ziemi był opiekunem wsi i reprezentował ją wobec władz hiszpańskich. Sprawował władzę we współdziałaniu z kapłanami, wróżbitami i starszyzną wojowników. Początkowo słowo to używane jedynie na Haiti, przez Hiszpanów przeniesione zostało do Ameryki Środkowej i Południowej. W XIX wieku słowo to zaczęło oznaczać przywódcę lokalnej oligarchii, który miał swych stronników - klientów. Zapewniał im opiekę i poparcie wobec władz oraz ochronę przed roszczeniami innych kacyków lub ich klientów. Uzależniał od siebie swych sąsiadów głównie za pomocą środków ekonomicznych, udzielając pożyczek na lichwiarski procent itp.
Kadiweu - Mbaya-Guaikuru, Caduveo lub Ediu-Adig. Indianie z Brazylii (Mato Greosso do Sul), żyjący wokół Serra da Bodoquena w trzech wioskach. Zaliczeni do rodziny językowej guaicuruan. Indian tych nazywano również Payagua, czyli Wróg..
U Indian Kadiweu zaobserwowano interesujący taniec. Młodzi chłopcy i dziewczęta tworzyli oddzielne szeregi trzymając się za ręce lub za kibić i poruszali się miarowo do przodu i do tyłu od uderzenia bębnów i muzyki fletów. Od czasu do czasu mężczyźni łamali szeregi i obracali się wokół dziewcząt, albo też oddzielne pary wykonywały różne obroty. Były to przeważnie dwa wolne i jeden szybki krok naprzód z powrotem do pozycji wyjściowej. Ciało było przy tych krokach lekko zgięta i pochylone do przodu, cofało się natomiast przy ostatnim kroku. Inny taniec Indian Kadiweu przeprowadzony przez kobiety dla uczczenia gości polegał na wykonywaniu szeregu małych kroków przy równoczesnych ruchach kołyszących ciała oraz rąk. Przy jeszcze innym z tańców tworzono męskie i żeńskie kręgi taneczne, które obracały się następnie na znak przewodnik w odwrotnych kierunkach, z tym że tancerze imitowali przy tym zrywanie kiści kukurydzy z łodyg.
Indianie Kadiweu z połowy XX wieku wierzyli w wodnego demona, który przybierał postać byka i żył w wodzie w pewnych określonych miejscach. Gdy któraś z kobiet przychodziła do kąpieli, demon atakował ją i zabierał na dno rzeki, lub jeziora, dokonują tam gwałtu. Jeśli kobieta po tym stosunku nie otrzymała pomocy czarownika, czekała ją śmierć.
Jedna z gier współczesnych Indian Kadiweu polega na przeciąganiu liny przez młodzieńców z jednej a kobiety z drugiej strony. Gdy kobiety zaczynają przegrywać, paru silnych mężczyzn wkracza do akcji i przechyla zwycięstwo na stronę kobiet. Celem tej zabawy wydaje się być zamiar zawstydzenia młodzieńców przez kobiety. Inna gra polega na utworzeniu kręgu przez kobiety i mężczyzn, wzajemnym spleceniu rąk i możliwie ja najszybszym obracaniu się w koło. Osoba, która pada na ziemię, przegrywa zabawę i wycofuje się.
Wśród Indian Kadiweu kobiety często występowały też w pokazowych walkach na pięści.
W roku 1995 liczebność ich (w zależności od źródła szacowano na 1800 lub 1200 osób. 20 do 50% Indian Kadiweu jest piśmiennych.
Kado - Inna nazwa Indian Caddo.
Kadohadacho - Kä'dohada'cho, czyli Właściwi Indianie Caddo lub Prawdziwi Indianie Caddo; plemię Konfederacji Indian Caddo mylone czasem z samą Konfederacją. Dialekt ich jest bardzo bliski Indianom Hainai i Anadarko. Obyczajami i ceremoniami przypominali innych Indian Caddo.
Mooney podaje, że plemiona Konfederacji Caddo, a więc i Indianie Kadohadacho, mieli dziesięć następujących klanów: Suko (Słońce), Kayahanin (Piorun), Iwi (Orzeł), Kishi (Puma), Oat (Szop), Tao (Bóbr), Kagaih (Wrona), Nawotsi (Niedźwiedź), Tasha (Wilk), Tanaha (Bizon). Klan Bizona nazywano czasem Koho (Aligator), "Gdyż obydwa te zwierzęta ryczą w ten sam sposób". Członkowie grupy nie zabijali zwierząt od których wzięli swoją nazwę, z wyjątkiem orła, którego piór używano do ozdób i w czasie uświęconych ceremonii. Ptak ten mógł być jednak zabity tylko przez mężczyzn przechodzących odpowiednią ku temu inicjację. Rytuały i pieśni towarzyszące przygotowaniom do zabicia orła uległy zapomnieniu wraz ze śmiercią ostatniego ich strażnika i ludzie musieli zacząć zwracać się z prośbą o potrzebne pióra do innych plemion.
Indianie Kadohadacho ukształtowali się jako plemię na rzeką Red w Luizjanie i w jej najbliższej okolicy, nie udając się ze swymi pobratymcami na żadną południową czy północną wędrówkę. Po raz pierwszy zetknęli się z Białymi w 1541 roku, kiedy De Soto ze swymi ludźmi przebywał wśród niektórych ich odłamów nad rzeką Washita i w pobliżu Missisipi. Hiszpanie w XVI i XVII wieku nigdy nie dotarli do ich wiosek leżących nad jeziorami północno-zachodniej Luizjany, lecz Indianie poznali hiszpańskich żołnierzy i osadników z zachodu, łącząc się z wyprawami wojennymi innych plemion. Do domów przynoszono zdobyte przedmioty wyrobu europejskiego. Gdy do Indian tych dotarły w 1687 roku zmierzające na północ niedobitki wyprawy La Salle, znali oni już konie, lecz nie posiadali jeszcze broni palnej. Od blisko dwóch lat La Salle utrzymywał bezpośrednie stosunki z plemionami Konfederacji Caddo mieszkającymi w Teksasie, więc gdy doniesiono o przybyciu Francuzów, powitano ich jak przyjaciół, a nie jak obcych. Wódz Indian Kadohadacho z kamuletem w dłoni wraz z wojownikami wyszedł blisko 5 kilometrów na ich spotkanie i poprowadził z honorami do wioski nad rzeką Red. Po przybyciu "Kobiety, - jak podaje Dovay - jak każe zwyczaj, umyły nam głowy i stopy w gorącej wodzie i osadziły nas na podwyższeniu pokrytym bardzo ładnymi białymi matami. Później udaliśmy się na ucztę, Taniec Kamuletu, i inne zabawy, które trwały noc i dzień." Przyjaźń z Francuzami nigdy nie została zerwana. Na początku XVIII wieku Francuzi założyli w ich wiosce młyn i placówkę handlową, lecz w kilka lat później zlikwidowali je na skutek swych sporów z Hiszpanami. Spory te, wraz z wrogością plemion wyrzuconych ze swych siedzib przez napierających osadników oraz nieznanymi dotąd chorobami (szczególnie czarną ospą i odrą), przyniosły wiele nieszczęść i poważne zmniejszenie liczby ludności. W ostatnich 25 latach XVIII wieku Indianie Kadohadach puścili swe wioski znad jezior północno-zachodniej Luizjany, przekroczyli rzekę i osiedli w pobliżu swych pobratymców, Indian Nachitoche. Na początku XIX wieku przestali istnieć jako odrębne plemię. Wymieszali się z innymi plemionami Konfederacji, dzieląc wszystkie ich niedole.
Kagwahibm - Inna nazwa Indian Juma.
Kagwahiv - Inna nazwa Indian Juma.
Kagwahiva - Inna nazwa Indian Juma.
Kagwahiph - Inna nazwa brazylijskich Indian Kawahib.
Kagwantan - Indianie zamieszkujący Północno-Zachodnie Wybrzeże Pacyfiku Ameryki Północnej, w pobliżu wyspy Kuiu. Słynęli ze swej wojowniczości.
Kaibab - Odłam Indian Paiute, którego nazwa znaczy prawdopodobnie "Na Górze". W 1873 roku, kiedy to żyli w okolicy Kanab w południowo-zachodniej części stanu Utah, liczyli 171 osób. Ich imieniem Powell nazwał płaskowyż Kaibab z północno-zachodniej Arizony. W 1903 roku ich liczebność szacowano na 140 osób, z których 30 mieszkało koło Cedar City w Utah, a 110 wraz z wyznaczonym im agentem. W 1906 roku było ich 109, lecz już bez agenta.
Kaigani Haida
Kaigwu - Czyli Właściwi Indianie Kiowa; grupa Indian Kiowa. Byli najstarszym odłamem, od którego całe plemię wzięło swą nazwę. Członkowie tej grupy mieli obowiązek utrzymywania tajemniczego tipi w którym spoczywał "wieli lek" plemienia.
Kaikavilo - Duch-Wąż Indian Araukan. Butny twórca trzęsień ziemi i tajfunów. Ma jedną, ale za to bardzo zgubną namiętność; jest śmiertelnie zakochany w rusałce Pire-Net. Ta natomiast, jako osoba płocha i lekkomyślna, często dla żartu chowa się. Kaikavilo, szukając jej, gniecie swym potwornym cielskiem skały, góry i rzeki; ba... zmienia nawet bieg morza. Dlatego też od czasu do czasu powstają różne anomalie pogodowe.
Kaimbe - Indianie z Brazylii. W 1986 roku liczebność ich szacowano na 1100 do 1400 osób. Dziś mówią po portugalsku.
Kaingang - Coroado, Coroados, Caingang lub Burge; Indianie z Brazylii (Paraná, Santa Catarina, Rio Grande do Sul). Zaliczeni do rodziny językowej kaingang, grupy ge-kaingang. Wyróżnia się u nich cztery dialekty językowe.
Indianie Kaingang opowiadają, że w dawnych czasach nie znali oni ani pieśni, ani tańca. Pewnego razu Kayurukre, ich heros kulturowy, idąc na polowanie, spostrzegł dwie gałęzie tańczące pod drzewem. Jedna z nich miała na czubku dynię, która w rytm melodii śpiewanej przez niewidzialną istotę wydawała grzechotliwe dźwięki. Towarzysze Kayurukre wzięli te gałęzie jako pałeczki do wystukiwania rytmu tanecznego, a on sam zatrzymał sobie dynię jako grzechotkę. I tańczyli wszyscy przy dźwiękach tych instrumentów. Kilka dni później Kayurukre spotkał wielkiego mrówkojada, który stał wyprostowany na tylnych łapach i śpiewał. Śpiewał tę samą melodię, którą Kayurukre słyszał, kiedy patrzał na tańczące gałęzie. Wtedy zrozumiał, że owymi tajemniczym śpiewakiem był wielki mrówkojad. Mrówkojad zażądał zwrotu swoich gałęzi i zaczął z nimi tańczyć. Przepowiedział on Kayurukre, że jego żona urodzi mu chłopca.
U Indian Kaingang kobiety biorą udział w tańcu w okazji inicjacji chłopców.
Wśród Indian Kaingang przeprowadzano między innymi pozorowane walki, do których kobiety wkraczały pod ochroną tarcz, podnosiły leżące na ziemi maczugi i wręczały je swoim partnerom.
Około 1800 roku na terenach stanów Santa Catharina i Parana żyło około 3000-5000 Indian Kaingang. W sierpniu 1882 oku doszło do walk; w ciągu dwóch miesięcy zginęło 300-400 Indian a padło 79 osadników. W 1883 roku zdziesiątkowała ich epidemia ospy. Zmarło około 2000 Indian. 12 września 1883 roku, podczas rozmów pokojowych zginęło 149 Indian Kaingang (w tym 107 kobiet). Na początku 1884 roku część Indian Kaingang postanowiła poddać się białym z powodu napływu na ich tereny Indian Botocudo. Wykorzystując tę sytuację, utworzono dla nich rezerwat 3 maja 1884 roku. W rezerwacie zebranych zostało 409 Indian, w misjach pozostało 72, na fermach pracowało 40-60 a na wolności przebywało jeszcze 600-800 Indian. W 1885 roku "dzicy" Indianie Kaingang połączyli się z Indianami Coroado i w ten sposób zamknął się niepodległościowy byt niepodległości tego szczepu.
W 1980 roku ich liczebność szacowano na 215 osób. W 1814 roku zdziesiątkowała ich epidemia grypy.
W 1989 roku liczebność ich szacowano na 18000 osób żyjących w 21 miejscach. Większość z nich, jako drugim językiem, mówi po portugalsku. Są piśmienni.
kainit - Minerał, którego kryształy są bardzo rzadko spotykane i powstają na skutek odparowania słonej wody. Jest używany głównie do wyrobu nawozów sztucznych.
Niewielkie złoża kainitu napotkano m.in. w USA. W Polsce występuje w Inowrocławiu, Kłodawie i Wapnie.
Kaiova - Inna nazwa południowoamerykańskich Indian Kaiwa.
Kaiwa - Caiwa, Caingua, Cayua, Caiua, Kayova, Kaiova; Indianie z Brazylii (Mato Grosso do Sul) i Argentyny. Zaliczeni do rodziny językowej guarani. Wyróżnia się trzy używane przez nich dialekty: teui, tembekua i kaiwa. Pod koniec XX wieku w Brazylii żyło 15000 Indian Kaiwa a w Agrentynie - 512. Od 15 do 25% Indian Kaiwa było wtedy piśmiennych.
kajman krokodylowy - (Caiman crocodylus); gad z rodziny aligatorów zasiedlający duże rzeki wolno płynące, rozlewiska i bagniska, na obszarach od północnych krańców Ameryki Południowej po Argentynę. Ciało o oliwkowo-zielonym grzbiecie i żółtawym brzuchu osiąga długość 2,5 m. Odżywia się rybami i słodkowodnymi krabami. Ciągle jeszcze pospolity, chociaż jest masowo zabijany dla skóry, z której wytwarza się wyroby galanteryjne.
kakaowiec prawdziwy - (Theobroma cacao); tropikalne, wiecznie zielony krzew lub drzewo osiągające 10-15 metrów wysokości. Należy do rodziny zatworowatych.
Kakaowiec uprawiany był przez Indian Ameryki Środkowej już 2000 lat temu. Indianie Mexica ze zmielonych ziaren tej rośliny (zmieszanych z mąką kukurydzianą, ostrą papryką i wanilią), wyrabiali napój zwany przez nich xocolatll, który był pierwszą formą spożywanego do dziś napoju zwanego pitną czekoladą. Nasiona kakaowca Indianie Mexica nazywali cacahtl, i stąd dziś używana nazwa - kakao.
Kakao było ulubionym napojem i lekiem wśród Indian Mexica. Posiadało też dla nich ustaloną wartość i w związku z tym pełniło funkcję zbliżoną do funkcji pieniądza.
Indianie Yanoama używali suchych patyków dzikiego kakaowca do rozniecania ognia.
Roślina ta została odkryta dla Europy prawdopodobnie przez Kolumba w 1502 roku.
Produkty kakaowca mają właściwości wzmacniające i pobudzające, ale głównie używane są dziś jako napój i środek zapachowy. Owoce zawierają wiele nasion zanurzonych w soczystym miąższu, w nasionach ponad 50% tłuszczu, około 20% białka i 10% skrobi oraz alkaloidy: teobromina i kofeina. Poddane fermentacji brunatnieją i w takiej postaci są surowcem do produkcji masła kakaowego, kakao w proszku i czekolady.
Kakaskia - Grupa Indian Illinois.
Kake - grupa Indian Tlingit
kaktus - Roślina należące do rodziny kaktusowatych (Cactaceae). Występuje w ponad 2000 gatunkach rosnących w strefie tropikalnej i subtropikalnej obu Ameryk (na innych kontynentach zawleczone). Większość z nich rośnie na sawannach, prażących pustyniach lub w kresowych rejonach górskich. Nie brak również i gatunków żyjących na wilgotnych terenach tropikalnych.
Jest sprawą oczywistą, że w takich warunkach mogą żyć jedynie rośliny, które w procesie ewolucji wykształciły lub zmodyfikowały odpowiednie organy pozwalające na przetrzymanie długich okresów suszy, bardzo silnego promieniowania słonecznego i wysokich temperatur. W przypadku kaktusów przystosowanie polegało na "zamianie" zdrewniałego pnia w mięsisty pęd, "przemianie" liści w ciernie, wytworzenie specyficznych organów, takich jak wełna, włosy, szczecina oraz zmodyfikowanie systemu korzeniowego.
Pęd rośliny zbudowany jest głównie z wody, która wypełnia elastyczne komórki mogące zmieniać swoją objętość w dość dużych granicach. Zmagazynowana woda pozwala roślinie nie tylko na przetrwanie długich czasami kilkuletnich okresów suszy, ale również dalszy wzrost, kwitnienie i owocowanie.
Większość kaktusów to sukulenty łodygowe, gromadzące wodę w zgrubiałej łodydze, pozbawione liści i pokryte cierniami. Wielkość kaktusów jest bardzo zróżnicowana - od kilku centymetrów do ponad 20 metrów. Również kształty kaktusów są bardzo różne - istnieją formy kuliste, wydłużone, spłaszczone, rozgałęzione itp. Kwiaty kaktusów są niekiedy bardzo efektowne, barwne, czasem pachnące.
W swojej ojczyźnie, w ubiegłych stuleciach, wiele z kaktusów czczono jako bóstwa lub też używano do obrządków rytualnych. Niejednokrotnie ogromne egzemplarze gatunków kulistych stanowiły ofiarne ołtarze, a zdrewniałe mocne ciernie używano do zabijania ofiar. Nie należy jednak sądzić, że wszystkie kaktusy stanowiły przedmiot kultu. Większość z nich, podobnie jak i inne rośliny, dostarczała zamieszkującej tam ludności szeregu surowców do wyroby przedmiotów codziennego użytku. Owoce i młode pędy wielu gatunków po odpowiednim przygotowaniu stanowiły pokarm i często były podstawowym artykułem żywnościowym, dzięki któremu można było przeżyć okresy klęski nieurodzaju spowodowanego suszą.
Kaktusy znalazły się wśród pierwszych trofeów przywiezionych do Europy ze średniowiecznych wypraw do Indii Zachodnich. Dziś często uprawiane jako rośliny ozdobne. Zastosowanie gospodarcze kaktusów niezbyt duże - używane na żywopłoty, jako pasza lub źródło wody w terenach pustynnych, owoce niektórych gatunków jadalne.
kaktus wielkanocny - (Ripsalidopsis); występuje w dwóch gatunkach, R. gaertneri o kwiatach szkarłatnych i R. rosea o pięciokątnych, owłosionych trzonach i różowych kwiatach. Pochodzi z Brazylii.
Kakwa - Inna nazwa Indian Cacua.
kaladium - (Caladium); bylina o bulwach z których wyrastają ozdobne liście o długich ogonkach. Dzięki tym liściom, przypominającym strzały, kaladium jest jedną z najbardziej atrakcyjnych roślin o ozdobnym ulistnieniu. Pochodzi z Ameryki Południowej, głównie z dorzecza Amazonii.
Kalapalo - Inna nazwa Indian Kuikuro-Kalapalo.
Kalapuya - lub Calapooya; nazwa własna odłamu Indian zaliczanych do rodziny kalapuańskiej, zamieszkujących niegdyś dział wód między rzekami Willamette i Umpqua w Oregonie. Potocznie używane określenie obejmuje jednak wszystkie grupy mówiące dialektem języka kalapuańskiego i jest synonimem nazwy rodziny. To podwójne określenie, wraz ze skąpymi danymi, powiększa zamieszanie w klasyfikowaniu grupy, którego nie można potwierdzić. Według Gatschela odłam ten tworzą następujące grupy: Ampishtna, Tsanchifin, Tsanhlightemifa, Tsankupi i Tsawokot. Utrzymywali się głównie z łowienia zwierząt i zbierania dzikiej żywności.
kalatea - (Calathea) lub ostrzeszyn. Roślina o długo utrzymującym się kwiatostanie o jasnopomarańczowym kolorze na tle ciemnozielonych liści. Pochodzi z Brazylii. Występuje w wielu gatunkach.
kalceolaria pantofelnik
kalcyt - Bardzo rozpowszechniony minerał. Składa się z wapnia, węgla i tlenu. Jego kryształy charakteryzują się różnorodnością kształtów większą niż innych minerałów. Po skruszeniu przybiera formy romboidalnych prostopadłościanów. Jeśli spojrzy się przez taki kryształ to zobaczy się podwójne litery. Zazwyczaj jest biały, ale może być też szary, zielony, żółty, czerwony lub niebieski. To kalcyt tworzy osad w czajniku, gdy gotuje się twardą wodę.
Znajduje ogromne zastosowanie w gospodarce. Miliony ton wapieni rocznie zużywa się do wyrobu cementu, płyt budowlanych i słupów przydrożnych.
Napotkać go można niemal w każdym kraju - w Polsce pokrywa znaczną część jej południowych regionów jako różne wapienie i marmury. Ładne kryształy kalcytu można znaleźć w pegmatytach strzegomskich.
Na Ziemi Indian najbardziej interesujące i największe wystąpienia kryształów kalcytu znane są ze stanozjednoczeniowego Illinois i Tennessee, gdzie osiągają wielkość do 10 cm. Są to z reguły żółte i miodowo brązowe kryształy o doskonałej przezroczystości, często zbliźniaczone. Duże, żółte i doskonale wykształcone kryształy kalcytu występują również w złożach rud cynku i ołowiu koło Joplin w stanie Missouri. Niekiedy wyrastają one na dużych kryształach galeny, osiągając sporadycznie wielkość dochodzącą do 1 cm. Wspaniałe, lśniące kryształy kalcytu znajduje się również w rejonie Guanajuato (Meksyk). Krystaliczny kalcyt występuje też w skałach wulkanicznych okolic West Paterson i New Jersey (USA). Znajdowany bywa także w pustakach skał bazaltowych w rejonie Taos w Nowym Meksyku. Występujące tutaj doskonale przezroczyste kryształy kalcytu typu islandzkiego osiągały niekiedy rozmiary 6 x 2 m., a niektóre bloki wydobyte z tych złóż miały ciężar przekraczający 25 ton. Podobne złoża znajdują się w stanach Montana i Kalifornia w USA oraz w okolicy Chihuahua na terenie Meksyku, gdzie znaleziono łupliwe kryształy zielonego kalcytu. Kolekcjonerzy wysoko cenią przezroczyste kryształy kalcytu w postaci skalenoedrów dochodzących do 10 cm wielkości, które występują wśród złóż miedzi rodzimej nad Jeziorem Górnym (Michigan). Z roztworów wodnych wytrącają się również kuliste skupienia kalcytu zwane pilaslitami, spotykane m.in. wokół gejzerów na terenie Parku Narodowego Yellowstone w stanie Wyoming.
Piękne, wykonane z kalcytu groty do oszczepów i dzid znaleziono w ofiarnej Świętej Studni miasta Indian Maja - Chichen Itza.
kalebasa - Naczynie u niektórych plemion Indian południowoamerykańskich, często bardzo artystycznie zdobione, wyrabiane z tykw baryłkowatych owoców drzewa kalebasowego.
Wykonane z kalebasy instrumenty muzyczne były świętością dla kobiet Indian Mojo i Baure.
kalendarz - W czasie przybycia Europejczyków do Ameryki Północnej Indianie i Eskimosi rozróżniali poszczególne fazy Księżyca, co też służyło im do liczenia miesięcy. Nie mieli jednak tak rozwiniętego systemu liczenia i odpowiednio opracowanego sposobu notowania swych spostrzeżeń, aby rozwinąć kalendarz do takiego stopnia, w jakim jest on dziś używany. Pierwszymi zaś plemiennymi kalendarzami były drewniane laski, na których nacinano karby służące do zliczania dłużących się ciemnych dni zimowych.
Wiele plemion dzieliło rok na miesiące księżycowe, które nazywane były mającymi duże znaczenie ekonomiczne i religijne zdarzeniami.
Indianie Haida z Północno-Zachodniego Wybrzeża dzielili rok na 12 miesięcy księżycowych, które okresowo zmieniano, gdyż taki rok księżycowy jest krótszy od roku słonecznego. Położenie promieni słonecznych odnotowywane było każdego poranka i zaznaczane na węglu drzewnym leżącym na podłodze i pokrytym już kreślonymi w ciągu całego roku liniami. Według społeczności Indian Nootka, Księżyc pojawiał się w pierwszej kwadrze, a nie po nowiu, jak to zostało przyjęte w dzisiejszym systemie świata.
Proste kalendarze składały się więc z odpowiednio nazwanych miesięcy księżycowych, a nazwy te przekazywane były z pokolenia na pokolenie w ustnej tradycji. "Liczenie Księżycy" było zjawiskiem popularnym a każdy taki "Księżyc" nosił nazwę odpowiednią do występujących w czasie jego bytności zjawisk przyrody, takich jak; przybycie ryb, biegi ptactwa wodnego czy też innych, podobnych. Społeczeństwa myśliwych i zbieraczy w celu jak najlepszego wykorzystania bogactw przyrody obozowały w różnych miejscach podczas określonych pór roku. Takie socjalne zmiany miejsca pobytu nazwane zostały rocznym cyklem. Cykl taki zawsze jednak związany był z nazwami nadanymi miesiącom księżycowym. Wśród takich to społeczności, które nie odczuwały potrzeby określania czasu przy pomocy "Księżyców", czas podzielony był na zaobserwowane pory roku. Dal odmiany zaś - społeczeństwa agrokulturalne dzieliły rok na okresy dojrzewania roślin, przy czym z naciskiem podkreślano takie okresy jak sadzenie, uprawa i zbiór. Okresy te były oddzielane od siebie organizowanymi wielkimi ceremoniami i fiestami. Zazwyczaj też poprzez odpowiednie uroczystości podkreślano mające duże znaczenie dni związane z letnim i zimowym przesileniem.
Rok Indian Iroquois składał się z 12 miesięcy podstawowych z możliwością występowania nowego Księżyca. Zdarzał się więc wśród nich rok trzynastomiesięczny, podczas którego dodatkowy "Księżyc" ustalano podczas pory zimowej. Cały zaś ten system zależał od ruchu grupy siedmiu gwiazd - Plejad. Nowy rok zaczynał się z chwilą ukazania się na niebie nowego Księżyca i osiągnięcia w tym okresie przez Plejady swego zenitu na północnym niebie, co też zazwyczaj zdarzało się pod koniec stycznia. Kwietniowe położenie Plejad było sygnałem dla kobiet sadzenia roślin. Wiosenne i letnie miesiące poprzedzone były ceremoniami związanymi z budzeniem się przyrody do życia. Gdy Plejady ponownie unosiły się w sierpniu do góry, był to znak, że nadszedł już czas żniw.
Kalendarz zimowy - Dotychczas wiadomo, że jedynie Indianie Teton i Kiowa używali takiego sposobu zapamiętywania historii. Studiując je łatwo odnajdujemy pewien zbiór dobrze znanych symboli, które można rozpoznać wszędzie, znające ich wymowę. Tak więc martwy człowiek to zawsze prosta linia; postać w kapeluszu to zawsze był biały człowiek, podkowy zawsze oznaczały konia w danym kontekście, fajka z piórami zawsze symbolizowała jakieś święto lub obrzęd. Postać znaczona wieloma punktami zawsze oznaczała jakąś epidemię. Czerwony punkt na ramieniu oznaczał ranę.
Jeden z najbardziej znanych kalendarzy sporządzony został przez Lone Doga. Jego odczytywanie zaczyna się w środku i dalej po okręgu. Ten za początek ma w roku 1800-1801, z 24 prostymi kreskami oznaczającymi zabitych. W tym przypadku było to 50 Indian Sioux zabitych przez Indian Crow podczas wyprawy do Montany.
Kalihna - Inna nazwa Indian Carib.
Kalinya - Inna nazwa Indian Carib.
Kalispel - Popularnie nazywani byli Pend d'Oveilles, czyli Obwisłe Uszy. Żyli nad rzeką i jeziorem o tej samej nazwie na skraju stanu Idaho i w północnym-wschodzie stanu Washington. Zaliczani do rodziny językowej salish. Zamieszkiwali półziemianki. Utrzymywali się głównie z polowania na duże zwierzęta. Tradycyjnie graniczyli z Indianami Spokane, z którymi byli blisko spokrewnieni. Gibbs dzieli ich na Kalispelms, czyli Pend d'Oveilles znad Dolnego Jeziora i na Slka-tkml-schi, czyli Pend d'Oveile znad Górnego Jeziora. Doktor Dart podaje, że ci pierwsi liczyli w 1851 roku 520 osób a drudzy 480. Mc Vickar wyróżnia trzy odłamy plemienia: Dolni Pend d'Oville, Górni Pend d'Oville i Micksuckseslton.
Tradycje Indian Kalispel odnotowały pierwsze pojawienie się koni w sposób następujący:
"Jacyś ludzie zobaczyli ślady koni, przecinające pas piasku. Zawołali oni innych, żeby zastanowić się, jakie zwierzęta mogły zostawić takie ślady, które nie były nikomu znane. Później, blisko brzegu rzeki, inni ludzie dostrzegli zbliżającego się na koniu mężczyznę. Zauważyli, że palił tytoń i że wydawał się być spokojny. Patrzyli, jak wchodzi do wody i na grzbiecie konia przepływa przez rzekę. Zebrali się potem i z wielkim zdziwieniem mówili o zwierzęciu."
Lewis I Clark w 1805 roku podali, że było ich 1600 w trzydziestu chatach. W 1907 roku 640 Górnych Pends d'Ovilles znajdowało się wraz ze 197 Indianami Kalispel w agencji Flathead w Montanie oraz 98 Indian Kalispel w agencji Colville w stanie Washington.
W 1964 roku liczebność Indian Kalispel szacowano na 102 osoby.
Obecne miasto Kalispel, leżące w Montanie, nazwane zostało ich imieniem.
Obecny rezerwat Kalispel, leżący w stanie Washington, liczył w 1985 roku 259 osób i podlegał Agencji Spokane.
Kalkalshnatash - W latach trzydziestych XIX wieku jeden z licznych wodzów Indian Nez Percé. Przyjął chrześcijaństwo, otrzymując na chrzcie imię Jazon. 12 sierpnia 1868 roku wraz z innymi wodzami Nez Percé podpisał w Waszyngtonie traktat, na mocy którego Indianie stracili siedem ósmych swych ziem w zamian za małe rezerwaty i niewielką odpłatność.
Kalosze - Nazwa nadana przez Rosjan wszystkim ludom północno-zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej. Pochodzi ona od rosyjskiego słowa ???????, oznaczającego kołek. Powstała około 1750 roku, kiedy to Rosjanie ujrzeli pierwszych mieszkańców Wyspy Królowej Szerloty, którzy to właśnie w dolnej wardze, albo w kącikach ust, nosili takie kościane, lub drewniane, ozdoby.
Kaluschian Tlingit
Kamakan - lub Ezeshio; Indianie z brazylijskiego z obszaru Bahia. Zaliczeni do rodziny językowej kamakan. Wymarli.
Kamaiura - Inna nazwa brazylijskich Indian Kamayura.
Kamayira - Inna nazwa brazylijskich Indian Kamayura.
Kamayura - Kamaiura, Camaiura lub Kamayira; Indianie z Parku Xingu leżącego w brazylijskim stanie Mato Grosso. Zaliczeni do rodziny językowej kamayura, grupy tupi-guarani. Myśliwi, rybacy, rolnicy. Częściowo są dwujęzyczni. W 1995 roku ich liczebność oszacowano na 279 osób.
Kamba - lub Camba; Indianie z brazylijskiego Mato Grosso do Sul, żyjący koło Corumbá, gdzie przybyli z Boliwii. Być może ich język zaliczyć można było do rodziny językowej tupi. Wymarli.
Kame Caingang (z Parany)
Kamemixa - Inna nazwa Indian Camsa.
Kamia - Indianie południowo-wschodniej Kalifornii (San Diego). Zaliczani do rodziny językowej hokan-yuman. Mieszkali w kopulastych domach krytych korą, strzechą lub skórą. Utrzymywali się głównie ze zbierania żołędzi. Byli sprzymierzeni z Indianami Diegueno i liczyli około 1000 osób.
Kamiakin - (Kamai'äkan); urodził się około 1820 roku koło obecnego Lewiston w Idaho. Najstarsze dziecko Jayayaheha (Indianina Nez Perce) i Kuemoxnith (córki Weowichta, wodza Indian Yakima). Miał młodszego brata o imieniu Skloom. Gdy miał około 10 lat, matka wróciła wraz z nim poprzez Kolumbię do doliny Yakima.
Stał się bogatym człowiekiem posiadającym duże stada koni i bydła oraz sady owocowe. Naczelny wódz Indian Yakima i skonfederowanych plemion wschodniej części stanu Waszyngton, objętych układem z 1855 roku. Na skutek nasilenia się imigracji do Oregonu i odkrycia złota w kraju Indian Colville i Coeur d'Alene z północno-wschodniego stanu Waszyngton i sąsiedniego Idaho, wiosną 1855 roku gubernator Waszyngtonu, Stevans, zawarł z różnymi plemionami regionu szereg układów na mocy których miały one osiąść w rezerwatach. Indianie pod wodzą Kamiakina stawili silny opór wszelkim porozumieniom mającym pozbawić ich najmniejszej choćby cząstki swych ziem i przekazania jej białym. Z wielkim trudem zawarto więc szereg traktatów z różnymi plemionami, lecz wkrótce stało się jasne, że wszyscy Indianie Cayuse, Yakima, Walla Walla, Palouse, Spokane (i inni) stanowczo oparli się opuszczeniu ojczyzny i zamknięciu w rezerwatach. W międzyczasie, choć traktaty nie zostały ratyfikowane i nie wyznaczono terminu przeprowadzki, górnicy i osadnicy zaczęli masowo napływać do raju Indian a starcia przybierały coraz bardziej na sile. Wojna zaczęła się we wrześniu 1855 roku zabiciem specjalnego agenta Sohona, który miał zorganizować konferencję z Kamiakinem. Ten ostatni wyjawił publicznie swój zamiar wyrzucenia siłą wszystkich białych z jego kraju i zagroził wojną każdemu plemieniu, które nie stanie po jego stronie. Do pierwszej bitwy doszło 4 i 5 października na południowym krańcu doliny Simcoe, między oddziałem osiemdziesięciu czterech regularnych żołnierzy pod majorem Hallerem a dużą siłą Indian prowadzonych osobiście przez Kamiakina. Wojsko zmuszono ostatecznie do odwrotu, choć straty Indian były chyba wyższe.
Obliczono w tym czasie, że na polu znajdowało się 1500 wrogich Indian i że niepokój ogarnął plemiona zachodniego Waszyngtonu i południowego Oregonu a nawet niektóre plemiona z południowego wybrzeża Alaski. Czołowym przywódcą w zachodnim Waszyngtonie był Leshi. We wrześniu 1856 roku doszło w pobliżu Wallawalla do nowej konferencji z kilkoma wodzami, lecz nie dała ona żadnych rezultatów. Kamiakin w ogóle się nie zjawił, a obecni wodzowie nie chcieli przystać na żadne warunki oprócz opuszczenia kraju przez białych. Podjęte na nowo działania cechowały napady, zabójstwa i drobne starcia z ochotnikami i wojskiem regularnym. W 1857 roku uśmierzono powstanie na zachód od Kaskadów, gdzie powieszono kilku przywódców. Najważniejszym zdarzeniem wojennym w tej części kraju był zdecydowany atak na Seattle 25 stycznia 1856 roku. Miasto ocalało jedynie dzięki oddziałowi marynarki wojennej, który akurat wtedy stanął w porcie.
17 maja 1858 roku silny oddział dragonów pod dowództwem pułkownika Steptoe został pobity kilka mil od obecnego Calfax w południowo-wschodnim Waszyngtonie przez połączone siły Indian Palouse, Spokane i Skitswish (Coeur d'Alene), lecz w kilka miesięcy później pułkownik Wright na czele 700 ludzi kawalerii i artylerii zakończył wojnę zadając dwie ciężkie klęski siłom indiańskim pod wodzą Kamiakina. Bitwy stoczono 1 i 5 września w pobliżu Czterech Jezior nad południowym dopływem rzeki Spokane. Oprócz zabitych i rannych Indianie stracili 800 koni, ogromne zapasy żywności na zimę i wieś, którą sami spalili, aby nie wpadła w ręce wroga. Wśród rannych był Kamiakin. 17 września George Wright na konferencji w misji Coeur d'Alene podał soje warunki pokonanym. Nie mogący się już oprzeć Indianie został potraktowani niezwykle srogo; 24 czołowych wodzów różnych plemion zastrzelono lub powieszono. Kamiakin nie prosił pokój, lecz przekroczył granicę i schronił się, wraz z bratem Skloomem (który był wtedy już starym, prawie ślepym, schorowanym starcem), w Kolumbii Brytyjskiej i przebywał wśród Indian Crow, dopóki tęsknota jego żony za domem i swoimi nie zwalczyła w nim obawy przed powrotem. Co prawda już w połowie 1859 roku, dzięki staraniom jezuitów nie był już w oczach władz jeńcem wojennym, ale Kamiakin nie ufał białym. Po powrocie zamieszkał wśród swych krewnych z plemienia Indian Palouse i utrzymywał się z prowadzenia małej farmy, dorzucając 500 dolarów rocznej pensji obiecanej mu przez rząd USA.
kamienna róża - Kamienna różą, czy też róża pustyni jest piękną odmianą gipsu, wysoko cenioną przez kolekcjonerów. Ma zazwyczaj jasną, piaskową barwę, ale domieszki tlenków żelaza mogą nadawać niektórym okazom także ciemniejsze, brunatne odcienie. Kryształy kamienne róży kształtują się w formie soczewek zrastających ze sobą i tworzących formy przypominające płatki róży.
Przypominające płatki kwiatów skupienie kryształów, nazywane potocznie kamiennymi różami, tworzy jednak nie tylko gips. Podobne formy znane są również dla barytu i kilku innych minerałów. Róże barytowe znane są z południowych stanów USA.
Znajdowana w środku stanu Oklahoma kamienna różą jest czerwono-brązowym kamieniem przypominającym swym wyglądem kwiat róży w rozkwicie. Stara legenda Indian Cherokee mówi, że kamień ten to krew bohaterów i łzy dziewic, które przebyły w XIX wieku znany i tragiczny w ich historii Szlak Łez.
W USA kamienne róże znajdowane są też w stanie Arizona i Nowy Meksyk.
kamień -Bryła skalna, zwykle twarda, spoista i ciężka. Indianie Shawnee nazywają go shequomur.
Hernando Colon w spisanych przez siebie "Dziejach żywota i znamienitych spraw admirała don Krzysztofa Kolumba" wspomina m.in.:
"A większość kacyków ma też trzy kamienie, które tak oni jak i ich poddani czczą nad zwykłą wiarę. Jeden kamień sprzyja wschodzącemu zbożu i ogrodowiznom, drugi ciężarnym białogłową pomaga bezboleśnie rodzić, trzeci zaś sprowadza wodę i słońce".
Wydaje mi się jednak, że najprawdopodobniej chodziło tu o jakieś kamienne rzeźby.
W jednym z rozdziałów książki M. Buchowskiego zatytułowanej "Amerykańska antropologia kognitywna" zapoznać się można ze sposobami wykorzystywania określonych kamieni przez Indian Aguaruna zamieszkujących wschodnie podnóże Andów. W tamtejszych lasach deszczowych cała materia ulega ciągłemu przekształcaniu i bardzo szybkiemu rozpadowi. Jedynym wyjątkiem są kamienie, którym przypisano cechy magiczne. Mogą one przyciągać zwierzęta łowne, ptaki, ryby, a także pożądane osoby płci przeciwnej. Jedne kamienie sprzyjają wzrostowi uprawianych roślin, inne ułatwiają pogoń za wrogami, czy odszukanie ukrytych kochanków.
Ziemia i jej ukształtowanie często jest w mitologii ludów świata miejscem pochodzenia ludzkości. W folklorze Indian Paressi, pierwszym ich przodkiem była Kobieta-Kamień. Panowała wówczas ciemność i nie było ani rzek, ani ziemi, ani lasów. Przez wprowadzenie kawałka drewna do swej pochwy Kobieta-Kamień stworzyła rzeki i ziemię. Od niej również wywodzą swój początek dalsi ludzie z kamienia, m.in. pierwszy mężczyzna, który z kolei wraz ze swą żoną stworzył wszystkie zwierzęta, Słońce i Księżyc. Kobieta-Kamień zaaferowała się jednak rozmnażanie papug i węży, zaczarowała swoją synową - a ta z kolei porodziła pierwszego Indianina Paressi.
Kobiety Indian Jivaro przed rozpoczęciem prac przy sadzeniu nowych bulw manioku zbierają się razem, aby wspólnie błagać swą patronkę, opiekunkę ziemi i sadzonek manioku - Nungui o opiekę nad polami. Tę nadprzyrodzoną postać symbolizuje zwykle kamień o dziwacznych, niespotykanych kształtach. Sądzi się, iż moc tego żeńskiego ducha wegetacyjnego została ukryta we wnętrzu otaczanego kultem głazu. Wokół tego kamienia koncentrują się magiczne obrzędy płodności, których zadaniem jest podporządkowanie sobie mocy duchowych i skłonienie do ożywienia bulw, które przeznaczone zostały na sadzonki dla nowych plantacji.
Schematyczne symbole Słońca, nieba i wody odnaleźć można w Araukanii i na wielu samotnych, wyróżniających się w danej okolicy wielkością i kształtem kamieniach, które pełniły dawniej funkcję ołtarzy ofiarnych. Te święte kamienie, czyli "piedras santas", zwane w języku mapuche cura, znajdowano najczęściej w pobliżu zbiorników wodnych, rzek i strumieni. Wyróżniały się one nie tylko pokrywającymi je rytami w kształcie krzyży i kół symbolizujących deszcz i Słońce. Posiadały bowiem na swej górnej powierzchni głębokie, sztucznie wybrane niecki, służące za naczynia ofiarne. W trakcie uroczystości mających na celu sprowadzenie deszczu i zapewnienie powodzenia w polowaniu, kapłani wlewali w nie chichę zmieszaną z ziarnami kukurydzy i innych roślin uprawnych. Niejednokrotnie poświęcano z tej okazji lamę lub jagnię a ofiarna krew wypełniała wówczas kamienne zagłębienie. W ten sposób starano się wpłynąć na "ducha kamienia", którego uważano najczęściej za przodka grupy rodowej. Przypomina o tym araukański mit o potopie. Mówi on, że ludzie, którzy nie zdołali na czas ujść przed nacierającymi na ląd wodami, zostali prze nadprzyrodzone moce zamienieni w wodne stwory lub martwe kamienie. Po ponownym zaludnieniu się odrodzonego świata kobiety, które przypadkowo przechodziły w pobliżu owych zaklętych w głazy mężczyzn, w cudowny sposób zachodziły za sprawą tychże duchów w ciążę, dając w ten sposób początek wielu araukańskim rodom. W tym więc kontekście inwokacje błagalne do duchów kamieni i prośby o zesłanie deszczu są niejako częścią kultu przodków związaną poprzez swą symbolikę ze zwyczajami agrarnymi i magią płodności. Kamienie te łączyły się także z magią myśliwską i wojenną. Dzięki zanurzeniu grotów strzał i lanc w ofiarnej krwi wypełniającej kamienne niecki, uzyskiwano pewność, iż broń ta nie zawiedzie swego właściciela, przynosząc mu powodzenie w łowach oraz zwycięstwo w walce. W czasach współczesnych znaczenie tych kamieni rodowych zmieniło się nieco, choć nadal są one uważane za siedlisko sił nadprzyrodzonych. W trudnych sytuacjach życiowych Indianie zwracają się do ducha kamienia z prośbą o spełnienie ich życzeń.
Rozpoczynając swoją pracę w kamieniu, kamieniarze z Codegua mówią do niego: "Kamieniu, będę cię obrabiał. Pozwól mi, żeby nic się nie stało". Więc kamień daje pozwolenie i szczęście. We wszystkie kolejne dni obróbki kamienia wznoszona jest taka sama modlitwa błagalna, kierowana do ngen-kurra, ducha-właściciela kamienia. Synkretycznym przypadkiem ngen-kurra jest "święty kamień" z Lumaco - wielka skała, która według wielu świadectw przekroczyła rzekę i wzniosła się na zbocze wzgórza. Miejsce to jest zarazem celem pielgrzymek zarówno Indian Mapuche jak i wszelkich innych ludzi. "Święty kamień" posiada dwie części: po prawej stronie wykonuje się rytuały Indian Mapuche związane z drzewem canelo, składa ofiary ze zwierząt i innej żywności oraz gra na bębnie kultrun; a po drugiej stronie odprawia się rytuały chrześcijańskie - z modłami, czuwaniami nocnymi i kwiatami.
Sława nadprzyrodzonej mocy tych kamieni przekroczyła krąg kultury indiańskiej i zakorzeniła się również wśród metyskiej i białej ludności Chile. Wędrowcy, przejeżdżający koło takiego "świętego kamienia", starają się złożyć na nim choćby najdrobniejszą ofiarę, np. szczyptę tytoniu, drobną monetę, zapaloną świeczkę lub nawet tylko w tym celu zerwaną małą gałązkę z krzewu lub z drzewa. Pamięć o duchu żyjącym w "piedra santa" ułatwić ma, w ich przekonaniu, dalszą podróż, która bez tego tradycyjnego rytuału ofiarnego mogłaby zostać urozmaicona szeregiem niespodziewanych przeszkód.
Państwo Koprowscy z argentyńskiego Comodoro Rivadavia posiadają w swoich prywatnych zbiorach niezwykle cenna i słynną kolekcję kamiennych, granitowych i marmurowych przedmiotów wykonanych przez Indian Tehuelche. Są tam całe serie kamiennych noży, siekier, końcówek do włóczni. Jest zbiór kamiennych sprzętów używanych w gospodarstwie domowym, jak na przykład szydła, skrobaczki do czyszczenia skór zwierzęcych i inne narzędzia o nie zawsze wiadomym przeznaczeniu. Są i jakieś prymitywne ozdoby noszone przez Indianki, kilka pięcioramiennych gwiazdek - wszystko wykonane z kamienia.
Najbardziej fascynujący, najcenniejszy i największy jest tu jednak zbiór końcówek strzał do łuku. Cechuje je mistrzostwo i precyzja wykonania. Groty mają idealny kształt delty z wydłużonym ogonkiem-końcówką służącą do przymocowania do drzewca strzały. Niektóre są bardzo cienkie i jeśli zostały wykonane z przezroczystego kamienia - prześwieca przez nie światło. Ich krawędzie i szpice są ostre jak igły. Najstarsze z nich pochodzą sprzed 15 tysięcy lat, najmłodsze - sprzed kilkuset. Zagadką pozostaje do dziś to, w jaki sposób obrabiano te maleńkie cudeńka.
Część tych końcówek do strzał na pewno wykonane przez obtłukiwanie innym kamieniem i szlifowanie. Podobno zwierzę guanaco ma jedną kość (znali ją Indianie Tehuelche) tak twardą, że można nią ścierać kamień, i ponoć tą kostką obrabiali niektóre końcówki strzałek, ale pozostaje to w klimacie hipotez.
Zagadkę stanowi wciąż jednak sposób wykonania tych grotów najmniejszych, najbardziej precyzyjnie obrobionych, posiadających idealne kształty. Niektóre z nich nie mają centymetra długości a grubość ich zaledwie przekracza jeden milimetr. Państwo Kaprowscy dowiedzieli się kiedyś, że pewni poszukiwacze-rabusie grobów indiańskich w Patagonii rozkopali mogiłę ponoć jakiegoś sławnego wodza. Oprócz różnych drobnych znalezisk wykonanych z kamienia w grobie tym miało znajdować się oryginalne naczynie z bardzo twardego kryształu górskiego, wypełnione ciemnym, gęstym płynem. Znalazcy uronili kilka kropel płynu na kamienie i okazało się, że w kamieniach powstały dziury, jak w żelazie od kwasu siarczanego. Złodzieje w jakiś sposób płyn zużyli i ślad po nim zaginął. Być może jednak w nim tkwiła zagadka sposobu produkowania przez Indian Tehuelche tak precyzyjnych wyrobów z kamienia, co może być bardzo zastanawiające tym bardziej, że po bliskim przyjrzeniu się grotom, wręcz wyraźnie widać na nich jakby ślady wytrawiania.
Huaca w wierzeniach dawnych Indian peruwiańskich to przedmiot posiadający cechy świętości, a więc mogła to być świątynia, święta góra lub też i kamień. Huaca obdarzona była mocą nadprzyrodzoną. Pozornie zwykły kamień mógł odpowiedzieć przedkolumbijskiemu Peruwiańczykowi na każde pytanie. Peruwiańczycy z ery pokolumbijskiej, przybyli z Europy Hiszpanie oraz dzisiejsi mieszkańcy tej południowoamerykańskiej republiki, tak biali jak i Metysi, mianem huaca określali jednak tylko najważniejsze, widoczne święte miejsca dawnych Indian, głównie ich piramidy.
Tragiczna była miłość jednej z wybranych kobiet, która w podaniu ludów środkowo-andyjskich, zakochała się z wzajemnością w pasterzu, lecz gdy ta niedozwolona miłość została odkryta, oboje zamienieni zostali w kamienie.
Czarownicy Indian Maja odczytywali choremu diagnozę z układu rzuconych przez siebie kamyków. Kamyczki kładzione też na piersi chronić miały dawnych Meksykanów przed nocnymi marami.
Stanozjednoczeniowe Mystery Hill dzięki dziwnym kamiennym konstrukcjom, podobnym do tych w Europie, zyskało miano "amerykańskiego Stonehenge". Miejsce to powstało 4000lat temu, być może kompleks astronomiczny. Zachowane tam inskrypcje przypominające styl celtycki doprowadziły do powstania hipotezy, że może to być dzieło ludzi z Europy. W skład kompleksu wchodzą układane bez zaprawy mury, pionowo stojące kamienie o wysokości do 1,5 m., przypominające dolmeny, kamienne komory, oraz płyta o wadze 4,5 tony nazwana "stołem ofiarnym".
Nad Jeziorem Górnym w Ameryce Północnej jest kamień, na którym siedział legendarny bohater mitu Indian Chippewey - Nanabozho po to, aby odpocząć po skoku przez jezioro i wypalić fajkę. Każdy przechodzący obok niego Indianin zostawia na tym miejscu szczyptę tytoniu, żeby Nanabozho miał czym nabić fajkę w swoim szałasie na dalekim Zachodzie.
Zgodnie z legendą Indian Seneca, plemię to o tym co działo się w czasach kiedy świat jeszcze nie istniał, dowiedziało się z opowieści pewnego kamienia.
Na Wielkich Preriach napotkać można ryło leżące kamienie, zazwyczaj o dziwacznych kształtach, które służyły tamtejszym Indianom do przywoływania duchów.
Cztery wiatry, i kierunki z których wieją, miały jednakowe znaczenie dla indiańskich myśliwych, rolników i rybaków. Indianie Blackfoot - łowcy bizonów z Wielkich Równin - pragnąc oddać cześć Napi (Staremu Człowiekowi), swojemu bohaterowi kulturowemu, twórcy ludzkości i panu wiatrów - układali na równinach kamienie w kształcie krzyża.
Ostatniego dnia święta Zielonej Kukurydzy Indianie Creek odbywali kąpiele oczyszczające. Miały one na celu zapewnienie skuteczności leków na wzmocnienie płodności. W czasie takiej kąpieli wydobywali z dna rzeki cztery kamienie i zakreślali nimi czterokrotnie znak krzyża na piersi.
Kamienie mogą występować jako mówiące i działające osoby. Spotykamy się z tym w micie Indian Menominee, Manibosho i kamień w którym przemawia jako człowiek i powierza bohaterowi w celu przekazania Indianom pieśni o określonej melodii. Kamień ten potrafi siedzieć, choć nie miał nóg (ani też i rąk) i powiadał o sobie - Ja żyję wiecznie.
Indianie północno - zachodniej Ameryki Północnej wykorzystywali kamienie w sposób bardziej przyziemny. Po rozżarzeniu wrzucano je do gęsto plecionych koszy, czym też powodowano zagotowanie wody lub jakiegoś pokarmu.
Kamienie w połączeniu z talizmanem i modlitwą służyły szamanom Indian Cherokee do odnajdywania zgubionych przedmiotów.
Marek Has w swoich "Medytacjach szamańskich" w taki oto sposób naucza rozmowy z kamieniem;
Postaw sobie jakieś pytanie, jakiś problem, który chciałbyś rozwiązać. Udaj się następnie na spacer w dziką okolicę i wędruj tak długo, aż jakiś kamień w szczególny sposób przyciągnie twoją uwagę. Powinien być on raczej większy, rozmiaru np. dwóch pięści. Podnieś go i usiądź w jakimś spokojnym miejscu. Wpatruj się w kamień, zadaj mu pytanie z którym przyszedłeś na to odludzie. Obracając go w dłoniach, przyglądaj mu się z uwagą. Niezależnie od tego, czy uzyskasz odpowiedź, czy też nie, podziękuj kamieniowi i odłóż go dokładnie w tej samej pozycji i w to samo miejsce z którego go podniosłeś.
Kamień był dla wielu narodów indiańskich nieograniczonym materiałem rzeźbiarskim służącym do tworzenia nie tylko rzeźb, ale i narzędzi. Zwrócić tu można jednak uwagę -na dzieła dawnych Indian Ekwadoru, którzy pozostawili po sobie występujące jedynie w okolicy Cerro Jaboncillo masywne, kamienne trony.
kamień księżycowy - Kamień księżycowy jest popularną, nienaukową nazwą biało lub błękitnie iryzujących okazów skalenia potasowego, zazwyczaj ortoklazu. Najlepsze okazy tego kamienia półszlachetnego wykazują błękitną lub mleczną iryzację, która już starożytnym przypominała blask księżycowy. Niekiedy można odkryć we wnętrzu kryształu przepiękną tęczę. Duże jego okazy o jakości użytkowej są rzadkie; podwyższa to ich wartość, ale zmniejsza praktyczne zastosowanie kamienia w jubilerstwie i innych gałęziach rękodzieła.
Atrakcyjne kamienie księżycowe o jubilerskiej wartości występują w wielu rejonach Stanów Zjednoczonych. Zupełnie niezwykłe okazy pochodzą na przykład ze stosunkowo niedawno odkrytych złóż w okolicy kanionu Noonday w paśmie Black Range (Grant County, Nowy Meksyk). Są to kryształy sanidynu osiągające niekiedy całkiem wyjątkowe rozmiary od 30 do 60 cm długości. Zewnętrzna ich część jest najczęściej mlecznobiała, podczas gdy partie środkowe są przezroczyste. Na wulkanicznych obszarach Nowego Meksyku zlokalizowano obecnie wiele innych stanowisk, gdzie spotykane są skalenie, które wykazują charakterystyczną dla kamieni księżycowych grę barw. Duże kryształy w monzonitach kwarcowych występują na obszarze Burro Mountains e rejonie Grant County, Luna i Otero. Wspaniale wykształcone bliźniaki karlsbadzkie znane są z monzonitów porfirowych występujących w rejonie rzeki Red (Taos County). Podobne, chociaż nieco mniejsze okazy pochodzą z Arizony (okolice Ray, Pinal County), gdzie występują w dużych złożach na przełęczy o wymownej nazwie Crystal Pass. Przypominają one słynne szwajcarskie adulary i występują w postaci pojedynczych kryształów lub bliźniaków, które niekiedy osiągają 2 cm długości. Księżycowe kamienie tworzą również kryształy sanidynu. Spotykane są one m.in. w liparytach na obszarze Ragged Mountain (Gunnison County) w stanie Kolorado. Występuje też i w Brazylii. W Polsce jego niewysokiej jakości okazy znaleźć można w pegmatytach strzegomskich.
Kamień księżycowy działa korzystnie na hormony i system limfatyczny. Przy zablokowaniu limfatycznym może być kładziony dokładnie na chore miejsce. Oddziałuje na jelita i podbrzusze. Pomaga przy ciąży i porodzie, a także w przypadku dolegliwości menstruacyjnych. Stosuje się lecznicze wibracje kamienia przy chorobach skórnych.
Działa bardzo uspakajająco i wyrównująco, a także uświadamia nam nasze uczucia. Czyni nas świadomymi naszej pasywnej, marzycielskiej strony natury, która niestety tak rzadko i krótko panuje. Dzięki wibracjom tego błękitno-białego, opalizującego minerału nasz rozwój duchowy przebiega harmonijnie, rośnie intuicja i wzmocniona zostaje nasza sensytywność.
kammereryt - Obecnie nazwami Kammereryt charakteryzuje się piękną purpurową barwą. Po raz pierwszy napotkano go w 1840 roku. Należy do chlorytów i zawiera chrom. Określa się go i innymi, nie zalecanymi: chromchloryt, rhodochrom, bungonit i rhodophyllit.
Kammereryt jest rzadkim minerałem akcesorycznym, występującym w niektórych skałach magmowych, zwanych perydotami. Można go praktycznie znaleźć jedynie w złożach chromitu, gdzie jest zwykle produktem późniejszych zmian tego minerału. Nigdzie jednak nie występuje w większych ilościach.
Znaleźć go można w Lancaster County w Pensylwanii (USA). W Polsce napotkano na niego koło Sobótki na Dolnym Śląsku.
Kampa - Inna nazwa Indian Campa.
Kamsa - Inna nazwa Indian Camsa.
Kamse - Inna nazwa Indian Camsa.
Kanakuk - Duchowy przywódca Indian Kickapoo. Dawał swoim wyznawcom modlitewne pałeczki wykonane z kory brzozowej i pokryte piktografami. Używano ich podczas modlitwy w ten sposób, że przesuwano palcami od górnych znaków do dolnych, odmawiając i śpiewając modlitwy przez około 10 minut.
Kanamanti - Inna nazwa Indian Jamamadi.
Kanamare - Inna nazwa Indian Kanamari.
Kanamari - Kanamare, Canamari; Indianie z Brazylii, stan Amazonas. Żyją u źródeł rzeki Jurua, Jutai i Itaquai.
Kanamanti - Indianie z brazylijskiego stanu Acre.
Kanaskata - Indianin Kittits. Zabity po powstaniu z lat 1855-58.
Kandoshi - Inna nazwa Indian Candoshi-Shapra.
kandyra wandelia
Kanela - Inna nazwa Indian Canela.
kanibalizm - Spośród wszystkich "dzikich" praktyk chyba najwięcej przerażenia i wstrętu budzi u nas przypadek ludożerstwa. Według definicji jest to zwyczaj zjadania ciał, części ciała zabitych wrogów lub osób przeznaczonych na ofiarę. Czy jednak jest to jedynie nieludzka, pozbawiona sensu praktyka, lub też wynikająca z konieczności sposób pozyskiwania cennego dla życia białka...? Chcąc uniknąć błędnej interpretacji, do jakiej może nas pchnąć niewiedza, należy przyjrzeć się sprawie z jeszcze innej strony.
Oprócz tych form kanibalizmu, w których apetyt na ludzkie mięso tłumaczy się brakiem pokarmu zwierzęcego (jak na niektórych wyspach Polinezji), istnieją formy, które można by nazwać pozytywnymi, te, które zależą od przyczyn mistycznych, magicznych lub religijnych, np. spożywanie cząsteczki ciała przodka lub trupa nieprzyjaciela, aby pozwolić na wcielenie się jego cnót, lub zneutralizować jego władzę. Pod taką postacią ludożerstwo praktykowali m.in. Indianie Iroquois, u których miało ono wyłącznie charakter obrzędowy. Wierzyli bowiem, że przez spożycie kawałka ciała mężnego wojownika udzieli im się odwaga i śmiałość zmarłego. Tego rodzaju obrządki wypełniane są najczęściej w sposób bardzo dyskretny i wymagają małych ilości materii organicznej, sproszkowanej lub zmieszanej z innymi pokarmami.
Wśród wielu szczepów indiańskich, zamieszkujących głównie dżungle Montanii (rejonu obejmującego wschodnie, leśne obszary dzisiejszego Peru i Ekwadoru) rozpowszechniony był zwyczaj ludożerstwa polegający na konsumpcji ciał zmarłych krewnych - tzw. endokanibalizm. Bardziej wysublimowaną jego formą było spożywanie spalonych popiołów zmarłego, zmieszanych z "masato" - rodzajem piwa z manioku. Ten rytualny kanibalizm niektórzy badacze wzięli za szczególnego rodzaju identyfikację ludzi i roślin uprawnych. Uważano bowiem, iż podobnie jak popioły powstałe po spaleniu kawałka selwy są niezbędne do wzrostu posadzonych tam roślin, tak samo spożycie spopielonych szczątków zmarłego przez jego żyjących krewnych jest koniecznym warunkiem umożliwiającym duszy dalszą, bezcielesną egzystencję. Sam napój, z którym miesza się prochy, także, nie bez przyczyny, jest sporządzony z manioku, który aby dojrzeć musiał uprzednio czerpać swą moc wzrostu z użyźniającego popiołu. Podobnie więc, jak spalone drewno i listowie było niezbędnym warunkiem płodności roślin, tak spopielone kości przodka, zmieszane z "masato" podczas rytualnej uczty, miały zagwarantować siłę i pomyślność pozostałych przy życiu krewnych zmarłego.
Wśród Indian brazylijskich kanibalizm występował między innymi u Indian Parintintin. Przy tej okazji należy tu zaznaczyć, że ludożerstwo wśród Indian występowało dość rzadko. Pierwotnie popychał do tego głód lub zemsta. Powodem ludożerstwa było też ratowanie szlachetnych części ciała, jak mózg i serce, przed pochłonięciem ich przez zwierzęta lub ziemię. Niektórzy nawet uważali za swój obowiązek zjadać te części po krewnych oraz wdowach; przez co rzekomo przyswajano sobie wiedzę i zdolności zmarłego.
Sam termin "kanibal" (dawniej caribal) wywodzi się ponoć z nazwy dużej grupy ludów indiańskich - Caribe (Karaibów) zamieszkujących północną część Brazylii, niektóre regiony Wenezueli i Gujany - wśród których zwyczaj kanibalizmu był najbardziej rozpowszechniony.
Nie ulega wątpliwości, że dla niewtajemniczonego obserwatora "uczta" kanibalistyczna, bez względu na to, jaką formę by przyjęła, będzie wyrazem bezdusznego aktu wykraczającego poza ramy człowieczeństwa. Nie znając motywów i wartości, hołdując którym uprawiano owe obrzędy, mimowolnie nasuwa się ich jednoznaczna ocena. Na takiej właśnie podstawie pierwsi osadnicy, którzy zetknęli się z przypadkami ludożerstwa wśród plemion indiańskich, stworzyli mit o okrutnych, bezdusznych dzikusach pożerających swoje ofiary podczas kanibalistycznych uczt.
Już w XVI wieku w krajach Półwyspu Iberyjskiego, w kołach dworskich i klasztorach, toczono spory wokół zjawiska ludożerstwa spotykanego nie tylko wśród wielu plemion Ameryki Południowej. Kolonizatorzy świeccy we własnym interesie uznawali ludożerstwo za niewątpliwy dowód "braku duszy", a tym samym i człowieczeństwa u tubylców. Jak wiadomo jednak, w owych czasach zdarzały się okrucieństwa po obu stronach. Szerząc taki pogląd o tubylcach kolonizatorzy chcieli jedynie rozgrzeszać siebie samych z zarzutów ludobójstwa i wyrafinowanego postępowania w stosunku do Indian. Odmawiając im "statusu człowieczeństwa" usprawiedliwiali traktowanie miejscowych jako zwierząt pociągowych używanych do najgorszych robót.
Odmienne stanowisko w sprawie autochtonów zajmowali stykający się z nimi w innych celkach misjonarze należący do różnych zakonów. Dążyli oni do włączenia indiańskich narodów do społeczeństwa chrześcijańskiego, czego warunkiem miało być przede wszystkim zwalczenie wśród nich obyczajów, a w głównej mierze kanibalizmu. Metodyka działań zakonników była jednak o wiele łagodniejsza. Opierała się na pozyskiwaniu zaufania tubylców poprzez obcowanie z nimi w życiu codziennym na jednakowej stopie. W efekcie katechizacji Indianie praktykowali kanibalizm już po kryjomu, zaczynając wstydzić się tego zwyczaju przed misjonarzami.
Kulturowymi pobudkami, jakimi kierowali się autochtoni w swych praktykach, nie można wytłumaczyć postępowania osadników portugalskich, którzy (jak podają kroniki), w celu zjednania sobie plemion mogących pomóc im zdobyć taniej niewolnice, brali nawet udział w urządzanych po zwycięstwach ucztach ludożerczych. Sprytniejsi od Indian i nie żywiący skrupułów natury moralnej, osiedleńcy portugalscy w wykupywaniu przeznaczonych na zjedzenie jeńców odkryli szansę pozyskiwania sobie taniej siły roboczej.
Istnieje wiele podań i zapisów dotyczących kanibalizmu. Niektóre z nich przedstawiają temat w niezwykle drastycznym świetle. Otóż np. niektóre źródła (których wiarygodność została poważnie zakwestionowana) podają, że wśród plemion grupy Caribe miano specjalnie hodować dzieci na "uczty", a nawet pożerać kobiety ciężarne wraz z płodem. Podobnie mieli postępować szczepy Arma, które posądzano o pożeranie wszystkich jeńców wojennych, bez względu na ich wiek i płeć. Według podań niektórych hiszpańskich kronikarzy, jeńców zmuszano nawet do stosunków płciowych z własnymi kobietami celem spłodzenia dzieci, które miały być przeznaczone na pożarcie.
Najlepsze opisy kanibalistycznych uczt zachowały się w odniesieniu do Indian Tupinamba. Pierwsze kontakty kobiet z jeńcami wojennymi zaczynały się z chwilą zwycięskiego powrotu wojowników z wyprawy wojennej do własnej wioski. Na widok powracających, kobiety tłumnie wybiegały im naprzeciwko, wyrywały jeńców z rąk wojowników i wprowadzały ich do wioski, wychwalając głośno zwycięstwo i bohaterskie czyny swoich wojowników. Następnie zbliżały się z jeńcami przed chatę, gdzie znajdowały się uświęcone grzechotki i zmuszały jeńców do tańców, wymieniając głośno czas, miejsce i sposób uśmiercenia podczas uroczystych uczt.
Skoro czas egzekucji nadszedł i wszystkie przygotowania były już ukończone, jeniec, odpowiednio pomalowany i przystrojony, spędzał pierwszą noc uroczystości w towarzystwie starych kobiet, które opiewały jego śmierć. Następnego dnia kobiety przygotowywały ognisko na placu wioski, a pozostali uczestnicy uroczystości i to zarówno kobiety jak i mężczyźni tańczyli wokół ognia. Trzeciego dani zezwalano jeńcowi na pozorowaną ucieczkę, a skoro go znów złapano, wykonywano taniec przy wtórze instrumentów muzycznych. Jedna z kobiet trzymała koniec sznura, którego drugi koniec zawieszano na szyi skazańca. W trakcie całej uroczystości obrzucano się nawzajem zniewagami i obelgami, wychwalając własną odwagę i własne zalety. Ostatnią noc spędzał delikwent ponownie w towarzystwie kobiet, które karmiły go specjalnymi orzechami mającymi na celu zahamowanie upływu krwi. W tym czasie kobiety przygotowywały do uroczystości duża kultową maczugę, którą miano zabić jeńca. Po ozdobieniu maczugi, odbyciu tańców i odśpiewaniu pieśni kobiety zawieszały maczugę pod dachem czaty.
Następnego dnia kilka starych kobiet wywlekało jeńca na miejsce egzekucji przy dźwiękach instrumentów muzycznych, okrzykach i pieśniach. Mężczyźni przejmowali jeńca z rąk kobiet, kobiety natomiast otaczały go kołem, wyszydzały i obrzucały obelgami. W tym samym czasie kilka starych kobiet, pomalowanych czarną i czerwoną farbą, z naszyjnikami wykonanymi z ludzkich zębów, wybiegało ze swoich chat z świeżo pomalowanymi naczyniami, przeznaczonymi do gromadzenia krwi i wnętrzności skazańca. Po zabiciu jeńca i prowizorycznym kazaniu żalu przez jego żonę, rozpoczynano ucztę, w której żona zabitego uczestniczyła na równi z innymi.
Najpierw stare kobiety wypijały ciepłą jeszcze krew ofiary, po czym dzieci zanurzały w krwi swoje ręce. Karmiące matki mazały krwią swe sutki i dawały piersi swym niemowlętom, aby i one zakosztowały krwi jeńca. Po pokrajaniu ciała na poszczególne części kładziono je na ruszt i smażono na ogniu, a stare kobiety, które były najbardziej skwapliwe, zlizywały tłuszcz ściekający po rusztach. Zabójca jeńca oraz wszyscy jego krewni otrzymywali nowe imiona, które następnie siostry i kuzynki wykonawcy wyroku głośno obwieszały całej wiosce.
Chociaż ludożerstwo było szeroko rozpowszechnionym zwyczajem wśród niektórych szczepów, udział kobiet nie u wszystkich upodabniał się do zwyczajów praktykowanych wśród Indian Tubinamba. Wśród Indian Witito, Andoke i Resigero kobiety z zasady wyłączano z tych uczt. Wyjątek pod tym względem stanowiła żona wodza, której po zabiciu jeńca ofiarowano jego organy płciowe jako symbol płodności. Wśród Indian Cubeo genitalia męskie również uważano za oznakę płodności. Podczas tańca z okazji zwycięstwa, jeńcom obcinano penis i woreczek mosznowy, suszono je nad ogniem a po wykonaniu tańca, podczas którego wojownik zawieszał wysuszone genitalia nad swymi własnymi, żona wojownika pożerała genitalia celem zapewnienia sobie płodności. Jeszcze większe oznaki ludożerstwa miano zaobserwować wśród szeregu innych szczepów, lecz ostatnio poważnie zakwestionowano wiarygodność niektórych informacji. Wśród Indian Caribe miano na przykład specjalnie hodować dzieci do tych celów, a nawet pożerać kobiety ciężarne wraz z płodem. Podobnie mieli postępować przedstawiciele Indian Arma, których posądzano o pożeranie wszystkich jeńców wojennych bez względu na ich wiek i płeć. Kobiety miano pożerać wraz z potomstwem, a jak podają niektórzy hiszpańscy kronikarze, jeńców zmuszano nawet do stosunków płciowych z własnymi kobietami, aby te mogły spłodzić dzieci przeznaczone na pożarcie. Owe wynaturzenia nie występowały jednak zbyt często, natomiast o wiele częściej praktykowano zwyczaj zawierania małżeństw jeńców z kobietami własnego szczepu, celem zapewnienia im odpowiedniej opieki i tuszy na uroczystość pożarcia.
U niektórych szczepów szczególne znaczenie miało spożywanie jedynie tych części ciała schwytanych jeńców, które symbolizowały pewne wartości. Tak np. wśród Cubeo genitalia męskie były oznaką płodności. Podczas ceremonialnego tańca jeńcom obcinano penis i woreczek mosznowy, po czym wojownik zawieszał sobie wysuszone uprzednio genitalia nad swoimi własnymi i wykonywał rytualny taniec, po którym jego żona pożerała te narządy celem zapewnienia sobie płodności.
Kanibalizm nie obcy był i północnoamerykańskim Indianom Coaque z wyspy Malhado wybrzeża Teksasu. Gdy przybył do nich Cabeza de Vaca, zaistniał u nich tak silny głód, że "myśleli zabić" przybyszów, lecz powstrzymał ich przed tym Indianin opiekujący się Cabezą de Vaca. Zaobserwowano także, że w okresach totalnego braku pożywienia zjadali oni z głodu swoich zmarłych.
Indianie Choctaw różne plemiona z południowo-zachodniej Luizjany oraz południowego i południowo-wschodniego Teksasu określali mianem "kanibali" pochodzącym od ich słów hatak, czyli "człowiek" i apa, czyli "je". Penicaut zapisał, że w końcu 1703 roku dwóch spośród Francuzów, których Bienville wysłał z biegiem Madeline, by zobaczyli jakie plemiona zamieszkują w tym rejonie, powróciło z wieścią, że przebyli ponad 100 legw w głąb lądu, odkryli siedem różnych plemion i, że będąc pośród ostatniego z nich, ich towarzysz został zabity i zjedzony. Indianie ci nazywali się Attacapa.
Chociaż z licznych zapisów wiadomo, że ludożerstwo było szeroko rozpowszechnionym zwyczajem wśród niektórych szczepów, wiarygodność opisów, co do dokładności przebiegu i motywów owych obrzędów, pozostaje pod znakiem zapytania.
W niektórych rejonach Ameryki, tak jak to miało miejsce na Północno-Zachodnim Wybrzeżu Ameryki Północnej, ludożerstwo było swoistym rytuałem podczas uroczystości inicjacyjnych do bractw, czy tajnych stowarzyszeń religijnych. W mitologii Indian Kwakiutl występował BaxbakualanuXsi'wae, Duch Kanibal, powiązany z Bractwem Hamasta. Podczas końcowej fazy przyjmowania do tego stowarzyszenia nowych członków, zgromadzeni na uroczystości ludzi udawali się na skraj wioski i szukali adepta, by go pochwycić. Gdy usiłowali go złapać, on, jak opętany, zaczynał biegać między zebranymi, starając się ukąsić czyjeś ciało, lub nożykiem odciąć kawałek skóry. Kiedy wreszcie zostawał pojmany, ukazywała się przed nim kobieta-sługa, niosąca ku niemu spreparowane zwłoki ludzkie (zabity na tę okazję niewolnik). Kobieta kusząco machała delikwentowi zwłokami, tuż przed jego nosem, chcąc w ten sposób zwabić go do wejścia do tanecznego domu. Tam, w specjalnym, sekretnym pomieszczeniu, pokonując wszelkie opory, musiał skosztować ludzkiego mięsa. Po tym następowało bogate zakończenie ceremonii a dalsze ceremonie oczyszczania nowego Hamasta odbywały się tylko w obecności członków tajnego stowarzyszenia. Hamasta był zmuszony do przestrzegania przez pewien czas bezwzględnego tabu. Mógł jeść tylko wyznaczone potrawy i używać specjalnych naczyń, w których inni jadać nie mogli. Zaraz też po ceremonii podawano mu morską wodę. Miało to spowodować wymioty po zjedzeniu ludzkiego mięsa. Po tych oczyszczeniach pozostawał w samotności przez cztery miesiąc. Przez rok czasu nie mógł pracować. W tym okresie uczył się wszystkiego od nowa, by móc powrócić do społeczności jako w pełni znaczenia człowiek.
Zbigniew Stolarek w wydanej w 1962 roku swej książce zatytułowanej "Czerwone oczy maski" umieścił przełożony przez siebie tekst, który zatytułował: "Śpiewy ludożerczego bractwa z plemienia Kwakiutlów":
Pokarm mi będzie dany, pokarm mi będzie dany,
otrzymałem ten magiczny skarb.
Pochłaniam oto pokarm żywy: jem ludzi żywych.
Pochłaniam bogactwo, pochłaniam bogactwo,
które teraz już ojciec mój bierze.
Teraz będę jadł.
Twarz mam bladą jak twarz widma.
Mam jeść pokarm, dar od Baxbakualamichsiwae,
Który pierwszy zjadł człowieka, tam gdzie ujście rzeki.
Będziesz znany w całym świecie, będziesz znany w całym świecie,
po najdalsze krańce świata,
jesteś Wielki, który wracasz
zdrów i cały spośród duchów.
Będziesz znany w całym świecie, będziesz znany w całym świecie,
po najdalsze krańce świata.
Byłeś u Baxbakualamichsiwae,
gdzie suszone ludzkie mięso jadłeś pierwszy,
zaniesiono cię u niego do jego pala ludożerców,
na honorowe miejsce domu,
a jego dom jest naszym światem.
Zaniesiono cię u niego do jego pala ludożerców,
który jest drogą, mleczną drogą stworzonego dla nas świata.
Zaniesiono cię u niego do jego pala ludożerców,
na prawicę stworzonego dla nas świata.
Po podboju Północno-Zachodniego Wybrzeża przez Białych, kiedy rytuały te zostały zabronione, Indianie poczęli utajniać przed obcymi owe praktyki oraz ograniczali je do symbolicznego kąsania przez wtajemniczonego ramion uczestników ceremonii a także zjadania ciasta uformowanego na kształt ludzkiego ciała. Z czasem także zmieniło się pojmowanie samego sensu tegoż rytuały.
Innym, poza Duchem Kanibalem, opiekunem Bractwa Hamasta, był Wina'lagilis, Duch Wojownik, którego moc pozwalała wtajemniczonym być odpornym na ból i cierpienie, i sprowadzić na wrogów "niewidzialne", śmiercionośne choroby.
Kanibal Olbrzym - Potwór z mitologii Indian Chilkat z Północno-Zachodniego Wybrzeża Pacyfiku Ameryki Północnej. Indianie ci prezentują po dziś dzień Taniec Kanibala Olbrzyma. Opowiada on o olbrzymim potworze, który zwykł jadać ludzi. Kiedy się zestarzał, i nie był już w stanie dłużej ich łapać, zjadł wszystkie ryby, jakie kobiety indiańskie przygotowały jako zapas na zimowe dni. Olbrzym zostaje w końcu złapany i unicestwiony. Oryginalny Totem Kanibala Olbrzyma znajduje się w Klukwan.
Kanjobal - Indianie zamieszkujący Meksyk i Gwatemalę (od miasta San Jose Montenegro w Meksyku po miasta Ixcoy i Santa Cruz Barillas w Gwatemali). Zaliczeni do rodziny językowej maya-quiché.
Kanoe - Canoe, Guarategaya, Guarategaja, Koaratira, Guaratira, Amniape, Mequens; Indianie z Brazylii, stan Rondonia. Zaliczeni do rodziny językowej tupi. W 1995 roku liczebność ich szacowano na 30 osób. Obecnie mówią wyłącznie po portugalsku.
Kanomihu - Grupa Indian Salish żyjąca w widłach rzeki Salmon w Kalifornii.
Kansa - lub Kaw. Indianie Prerii i Równin. Zaliczani do rodziny językowej siouan-dhegiha. Mieszkali w ziemiankach. Utrzymywali się głównie z polowań i hodowli kukurydzy.
Indianie Kansa, których nazw oznacza Ludzie Z Południowego Wiatru, spokrewnieni są zarówno z Indianami Osage jak i Omaha. Pierwotnie żyli nad rzeką Ohio i Wabash. Później przenieśli się w dół Missisipi i ruszyli w górę Missouri. W 1673 roku natknął się na nich ojciec Jacques Maruette u ujścia rzeki Kansa. W 1846 roku przyznano im rezerwat koło Topeka w Kansasie. W 1850 roku liczebność Indian Kansa wynosiła około 1700 osób. W 1859 roku Indianie ci odsprzedali Stanom Zjednoczonym połowę swego rezerwatu, a jego resztę sprzedano między 1872 a 1880 rokiem. Uzyskany ze sprzedaży dochód użyto do kupienie nowego rezerwatu otwartego w czerwcu 1873 roku na Terytorium Indiańskim. Początkowa liczebność Indian Kansa w nowej Agencji Kaw wynosiła 533 osoby, ale do 1889 roku spadła do 194. Między 1902 a 1906 rokiem ziemia Indian Kansa podzielona została wśród pozostałych 247 członków plemienia.
Według danych z 1970 roku liczyli wtedy około 1400 osób.
W 1985 roku Indianie Kaw z oklahomskiej Agencji Pawnee liczyli 543 osoby.
Wybitnym Indianinem Kansa był Charles Curtis, były senator stanu Kansas i późniejszy wice-prezydent Stanów Zjednoczonych.
kanu - Długa i wąska łódź ostra na obu końcach, o zaokrąglonych burtach, zrobiona zazwyczaj z lekkich materiałów (jak kora, skóra, brezent, lekkie drewno albo metal). Eskimoski albo indiański pierwowzór kajaka i kanadyjki. Nazwa wywodzi się z języka Indian Arawak, od słowa canoa. Indianie Shawnee nazywają je holakeesi lub olagashe.
Według Indian Algonquin pierwsze kanu zbudował ich szaman, Grzechotnik, biorąc na wzór szkielet węża.
kaolin - Osadowa skała ilasta, biała lub żółtawa, stosowana głównie w ceramice.
Z kaolinu Indianie uzyskiwali farbę koloru białego, stosowaną do malowania ciała.
Kapanawa - Inna nazwa Indian Capanahua.
kapelusz -Nakrycie głowy składające się zwykle z główki i ronda, wykonywane ze skóry, filcu, słomki lub innych materiałów. Indianie Shawnee nazywają go petakhowe. A. Barrett pisał o Indianach Kwakiutl, że: "W dawnych czasach jedynie wodzowie nosili malowane kapelusze. Ich żony używały takich kapeluszy, lecz już bez malunków."
kapibara - (Hydrocherus hydrochaeris); największy ssak z rzędu gryzoni, zamieszkujący nadrzeczne rejony wilgotnych lasów i moczary równikowej części Ameryki Południowej. Masywne ciało pokryte z wierzchu szarobrunatną, od spodu żółtawą sierścią osiąga długość 1,2 m i ciężar 50 kg. Nogi ma dość długie, palce spięte błoną pływną. Prowadzi ziemnowodny tryb życia. Jest aktywna w ciągu całej doby, a jej pokarmem są rośliny.
Kapitan Jack - czyli Kintpuash. Kapitanem Jackiem nazwany został przez Białych z powodu swego zamiłowania do mundurów wojskowych. Był wodzem Indian Modoc, którzy zostali przez Białych wyzuci z ziemi i zesłani do rezerwatu Indian Klamath w Oregonie. Dwa plemiona nie potrafiły żyć w zgodzie, ponadto Kongres w Waszyngtonie nie uchwalił dla Indian Modoc żadnych przydziałów, więc głodujące plemię wróciło w połowie 1872 roku na zasiedlone przez białych swoje dawne tereny. Początkowo Kintpuash był przeciwny wojnie z białymi, ale ostatecznie z niezwykłą odwagą i przebiegłością dowodził swoim ludem zarówno na terenie Lava Beds, jak i podczas całego konfliktu 1872-1873 roku. Doszło do dwustronnych mordów i starć z wojskiem, po których Kapitan Jack ukrywał się przez kilka miesięcy ze swoimi ludźmi w wulkanicznych górach północnej Kalifornii. Wmanewrowany przez część wojowników w sytuację bez wyjścia, a następnie zdradzony, został pojmany w czerwcu 1873 roku, Osądzony za morderstwo w Fort Klamath w lipcu 1873 roku i skazany na śmierć. Został powieszony 3 października 1873 roku wraz z trzema innymi wojownikami. W nocy po egzekucji jego ciało zostało w tajemnicy odkopane, przewiezione do Yreki i tam zabalsamowane. Później pokazywano je na jarmarkach w miastach na wschodzie.
Kapitan Jacobs - Był wodzem Indian Delaware, który wziął udział w bitwie z generałem Braddockiem, a później wraz z Shingą (Shingisem) dokonywał napadów i masakr, jakie nastąpiły po klęsce Anglików na granicy Pensylwanii. Za głowy obydwóch wyznaczono ceny. Swój punkt zborny mieli w Kittanning w Pensylwanii, dokąd sprowadzali łupy i jeńców. Przeciwko tej wiosce wyruszył pułkownik John Armstrong i zaskoczył ją o świcie 8 września 1756 roku. Zaskoczeni Indianie walczyli do końca spoza swych płonących wigwamów. Jacobs zginął wraz z całą rodziną.
kapryfolium wiciokrzew
kapucynka - (Cebus); szerokonosa małpa z rodziny płaskowatych. Występuje w takich gatunkach jak: kapucynka czarnobiała - (Cebus capucinus); małpa szerokonosa, kapucynka czubatka - (Cebus apella); małpa szerokonosa.
kara - Środek represyjny stosowany względem osób, które popełniły przestępstwo lub w jakikolwiek sposób naruszyły normy prawne lub obyczajowe.
Na podstawie rysunków pokrywających ceramikę Indian Mochica stwierdzono, że stosowali oni rozmaite kary; wiele osób przedstawianych na tych obrazkach ma obcięte wargi, nosy, stopy i inne części ciała. Karano również przez ukamienowanie.
Wśród matrylokalnych Indian Carib znad rzeki Barama mąż ma prawo ukarać żonę za to, że jest leniwa i nie wywiązuje się należycie ze swych obowiązków.
Kobiety Indian Camayura wierzą, że święte flety wykonane są przez jednego z demonów. Jeśli któraś z kobiet choć przypadkowo spojrzy na nie podlega karze śmierć i cała grupa wykonuje wyrok.
Wśród Indian Achagua podczas pewnych tańców obnoszono wizerunki istot nadprzyrodzonych składające się z masek i kostiumów, na które kobietom nie wolno było spoglądać pod karą śmierci.
Wśród Indian Baniva podczas niektórych uczt pijackich odbywają się tańce, w których biorą udział zamaskowani tancerze. Tańce mają na celu udobruchanie złego ducha, a kobietom nie wolno brać udziału w uczcie ani uczestniczyć w tańcu pod karą śmierci. Gdy któraś z kobiet spojrzy na taniec, czeka ją śmierć z ręki jednego z jej męskich krewnych, który musi wyrok wykonać.
Wśród Indian Caraja kobietom nie wolno było poznać sekretów męskich misteriów. Skoro któraś z kobiet przekroczyła ten zakaz została zgwałcona przez wszystkich mężczyzn wioski i pozostawała już nierządnicą.
karabin - Ręczna broń palna o długiej gwintowanej lufie. Indianie Shawnee nazywają go m'tekwa.
Karahawyana - Indianie z Brazylii, stan Amazonas. Prawdopodobnie mówili językiem z rodziny carib. W 1995 roku ich liczebność szacowano na 40 osób. Dziś część z nich żyje z Indianami Waiwai, a cześć z Indianami Hixkaryana i mówi językami tych plemion.
Karaja - Xambioa, Chamboa; Indianie z brazylijskiego Mato Grosso, żyjący przy rzece Araguaia. Zaliczeni do rodziny językowej macro-ge. W ich języku wyróżnia się dialekt javae (javahe). Mężczyźni mówią innych dialektem niż kobiety. Rolnicy, myśliwi. W 1995 roku liczyli 1700 osób. 75% Indian Karaja jest piśmiennych.
Karankawa - Indianie północnoamerykańscy ze stanu Teksas, znad zatoki Meksykańskiej. Mówili własnym, izolowanym, językiem. W swoich rytuałach Indianie Karankawa stosowali tak zwany "czarny napój" wykorzystywany jako środek przeczyszczający, stymulujący oczyszczenie organizmu, inspirujący przed ceremoniami pogrzebowymi, wypowiedzeniem wojny i ceremoniami rolniczymi.
W 1528 roku po raz pierwszy zetknęli się z nimi Hiszpanie. W pierwszej połowie XVIII wieku (po 1702 roku) Hiszpanie założyli wśród nich swoje placówki misyjne.
Karapana - Inna nazwa Indian Carapana.
Karapano - Inna nazwa Indian Carapana.
karibu - Renifer amerykański. Nazwa wywodzi się z języka algonkińskiego, od słowa caribou.
Karijona - Inna nazwa Indian Carijona.
Karina - Indianie z Surinamu, Wenezueli i brazylijskiego stanu Amapa. W 1999 roku ich liczebność Indian Karina żyjących w Surinanie szacowano na 2500 osób, tych z Wenezueli na 11141 osoby.
Karitiana - lub Caritiana; Indianie z Brazylii, stan Rondonia. Zaliczeni do rodziny językowej tupi. W 1995 roku liczyli 150 osób. Są pismienni.
karmazyn - Łowiony był przez Indian Makah.
karmienie - Żywienie potomstwa własnym mlekiem przez kobiety.
Wśród Indian Crao matki nie przestają palić tytoniu nawet podczas karmienia i bardzo często podają fajkę swym niemowlętom.
karneol - Kamień ozdobny, zawdzięczający swoją czerwoną barwę zawartości żelaza. Występuje m.in. w Rio Grande do Sul (Brazylia) i w Urugwaju.
Wróży powodzenie i pomyślność Pannie. Obdarza swego posiadacza poczuciem zadowolenia i daje mu pewność siebie. Karneole mają silną strukturę psychiczną, nigdy nie poddają się przeciwnością losu. Są bardzo pracowite, lubią porządek i czystość.
Miesiąc Indian Maja trwający od 10 do 30 września nosił nazwę Cen, rządził nim pan podziemia, bóg Ah Puch. Bóstwo to przedstawiane w postaci starca, wokół którego głowy krążą nietoperze, sprawowało władzę nad 9 sferami podziemi i ich władcami - 9 pomniejszymi bogami określanymi wspólnym mianem dziewięciu bóstw Balontiku.
Ah Puch nie należał do bóstw domowych, czczonych przez plemiona Indian Maja niejako na co dzień. Ów ponury pan podziemi wspominany był niekiedy przez kapłanów w rytualnych modłach pod koniec roku, występował też w wielu legendach. Kamieniem mu poświęconym był karneol. Kamień ten służył nie tylko Indianom Maja i Mexica do wyrobu amuletów - wiadomo, że talizmany z karneolu nosili Egipcjanie, a także Hindusi, Grecy i Celtowie. W Późniejszych epokach karneol był najczęściej używanym kamieniem pierścieni herbowych.
Ludziom, którzy przyszli na świat w miesiącu Cen, kapłani Indian Maja przypisywali wiele pozytywnych cech. Urodzeni pod wpływem karneolu odznaczać się mieli pogodnym usposobieniem, zdrowym rozsądkiem, pewną dozą potrzebnego w życiu realizmu, a przy tym nieobce im było zwracanie myśli ku rzeczom nie związanym z codziennością - sprawą religii, filozofii, nauki.
Wielu spośród Karneoli obdarzonych jest artystycznymi talentami, lub bodaj zmysłem piękna i estetyki. Mają dobry gust, wysoko cenią sobie rzeczy ładne, lubią aby każdy drobiazg w ich otoczeniu spełniał wymogi dobrego smaku.
Pogoda ducha rzadko kiedy łączy się u tych ludzi z lekkomyślnością - Karneole mają wiele wrodzonej mądrości, która pozwala im omijać bezpiecznie życiowe rafy. W stosunkach do innych ludzi osoby te są dość bezpośrednie i otwarte, chociaż nie lubią spoufalać się. Większość z nich chciałaby wobec otoczenia grać rolę kogoś życzliwego i pomocnego, ale jednocześnie stojącego nieco z boku. Cieszy ich poczucie własnego autorytetu i szacunek, jaki ich osoba budzi w kręgu współpracowników czy znajomych.
Karneole są z natury ambitne, chociaż ambicje ich dotyczą niekoniecznie spraw zrozumiałych dla większości ludzi. Rzadko kiedy na przykład ludzie ci dążą do zdobycia majątku czy władzy. Chcieliby raczej posiąść dobra duchowe - studiują więc najrozmaitsze dziedziny, bardziej dla swojej satysfakcji niż konkretnego celu; doskonalą świadomie swoje charaktery, czasem oddają się sprawą mistycznym, poświęcają wiele dla jakichś społecznych idei. Krewni i znajomi nieraz krytykują te dążenia i zarzucają Karneolom hołdowanie dziwactwom, czym zresztą ludzie ci nie przejmują się nadmiernie.
Ciekawe, że osoby symbolizowane w Kręgu 18 Klejnotów przez karneol potrafią ze swoich niecodziennych i nieżyciowych zainteresowań wyciągać nieraz, jakby przez przypadek, realne korzyści dla siebie. Dziwi to wielce otoczenie krytykujące dotychczas ich poczynania.
Niektóre Karneole cechuje pewna nadmierna porywczość w działaniu - podejmują wówczas zbyt pochopne decyzje, których potem żałują, składają obietnice, jakich nie mogą spełnić, tracą czas na sprawy nie mające szans powodzenia. Karneole nie lubią słuchać cudzych rad, ani korzystać z cudzych doświadczeń, raczej nie podlegają wpływom - tak dobrym jak i złym. Wszelkie ich postępki i życiowe wybory wynikają z ich własnego przekonania, że tak, a nie inaczej, powinni uczynić.
Kobiety - Karneole lubią być ośrodkiem zainteresowania otoczenia i potrafią wiele zrobić, aby osiągnąć dobrą pozycję towarzyską, Lubią podkreślać nie tylko swoją urodę, ale i przymioty duchowe. Prawie zawsze odznaczają się pewnością siebie, a nierzadko występuje u nich pewna chełpliwość. Pani - Karneol interesuje się wieloma sprawami z różnych dziedzin, w dużej mierze po to, aby swe wiadomości przekazać w efektownej formie w towarzyskiej rozmowie. Jest zawsze dobrze poinformowana o wszystkim, lubi wydawać autorytatywny sądy, bardzo odpowiada jej rola władczyni dusz.
Panie - Karneole uprawiają czasem efektowne hobby, nieraz związane ze sztuka, a fakt ten podkreślają z dumą w towarzyskich rozmowach. Można by nawet twierdzić, że podobne umiejętności służą im przede wszystkim po to, aby wywoływały podziw otoczenia.
Jako żony, Kobiety - Karneole potrafią wiele poświęcić dla kariery męża i bardzo przeżywają sytuacje, gdy ich partnerowi nie wiedzie się. Na szczęście rzadko podobny los bywa ich udziałem, gdyż panie urodzone w okresie tego symbolu mają wiele instynktu w wyborze odpowiedniego dla siebie towarzysza życia.
Swoje dzieci chciałyby widzieć również na eksponowanych miejscach - można by twierdzić, że ambicje tych pań wobec potomstwa nie mają granic. Matki - Karneole czynią czasem dzieciom krzywdę swym dzieciom, wskazując im życiowe drogi nie całkiem zgodne z ich upodobaniami czy zdolnościami, lecz w oczach matek - zaszczytne i efektowne.
W dzieciństwie Karneole nie sprawiają rodzicom nadmiernych kłopotów, są bystre, pilne w nauce, inteligentne. Niektóre odznaczają się ujmującą powierzchownością i miłym sposobem bycia, są śmiałe, a nawet przemądrzałe, lubią się popisywać.
Chciałyby wyróżnić się czymś z grona rówieśników, zdobywać ich podziw i odgrywać wiodącą rolę w kręgu innych dzieci.
Współcześni, polscy metafizycy w taki oto sposób określają moc i działanie tego kamienia;
Czyści krew, wspomaga wypróżnienie, obniża gorączkę, przynosi ulgę przy reumatyzmie i bólach nerwowych. W przypadku dolegliwości wątroby można nim masować jej okolice. Zwalcza depresje.
Karneol ułatwia koncentrację i pobudza witalność organizmu. Oczyszczając i rozwijając świadomość, powstrzymuje od negatywnych uczynków, co prowadzi do lepszego zrozumienia prawdziwego znaczenia życia, daje prze to klucz do mądrości. Karneol powoduje, że aktywnie i z zaangażowaniem wypełniamy nasze zadania życiowe. Rozwija duchowo i budzi ukryty w nas twórczy potencjał.
karnero wandelia
karnotyt - Karnotyt jest jaskrawo zabarwionym, złocistożółtym minerałem, który powstaje przez przeobrażenia pierwotnych minerałów zawierających uran i wanad. Główne jago wystąpienia odnotowano m.in. w USA.
Karok - Indianie północnoamerykańscy, żyjący nad rzeką Klamath w Kalifornii. Zaliczeni do rodziny językowej hoka. Zajmowali się przede wszystkim polowaniem na ssaki morskie i rybołówstwem, a także zbieractwem (jagody, cebula camas). W 1964 roku liczyli 83 osoby.
karple - Rodzaj obuwia stanowiący owalne obręcze wypełnione rzemienną plecionką, które przymocowane do stóp ułatwiają chodzenie po śniegu. Zwane są też butami śnieżnymi lub rakietami śnieżnymi. Nazwa anglojęzyczna - snowshoes. Występują w arktycznych i subarktycznych regionach Ameryki i Eurazji. Używanie karpli rozpowszechniły indiańskie plemiona Algonquin i Athabaska.
Według Indian Algonquin pierwsze rakiety śnieżne zbudował ich szaman, Grzechotnik, wzorując się na łusce grzechotnika.
Karusakaibu - Bóg-Stwórca występujący w folklorze Indian Mundurucu. Pojął on za żonę zwykłą Indiankę Mundurucu o imieniu Sikrida. Spłodziła ona dwóch synów, a następnie uwodziła jednego z nich. Gdy ojciec dowiedział się o tych skłonnościach matki zwrócił swój gniew na syna i prześladował go. Ten jednak zwlekał z ucieczką i dalej utrzymywał stosunki płciowe z szeregiem natrętnych kobiet napotykanych po drodze. Na koniec ojciec dorwał w swe ręce syna i zamienił go w tapira, a kobiety w ryby.
Karutana - Inna nazwa Indian Carutana.
Kasihta - Grupa Indian Creek.
kasja - (Cassia); strączyniec lub senes. Jest to niewielkie drzewo, krzew lub bylina z rodziny motylkowatych o liściach pierzastych, kwiatach przeważnie żółtych i długich, walcowatych strąkach używanych po wysuszeniu po środek przeczyszczający. Rośnie w około 550 gatunkach w Ameryce, Indiach, Egipcie i Arabii. Korzeń strończyńca marylandzkiego, (C. Marilandica), stłuczony i zwilżony wodą używany był przez Indian Cherokee jako kład na bolące miejsca.
Kaska - Indianie z Kolumbii Brytyjskiej i Terytorium Yukon. Zaliczeni do atapaskańskiej rodziny językowej. Zamieszkiwali w tipi. Utrzymywali się głównie z połowu karibu i łosia amerykańskiego.
kasyno - Dom gry, lokal, w którym odbywa się gra hazardowa.
Dochody indiańskich kasyn w 2003 roku przekroczyły 16,7 mld dolarów - głosi raport Krajowej Komisji Indiańskiego Hazardu (NIGC). W stosunku do roku 2002 odnotowano wzrost o ponad 2 mld dolarów. Najwięcej zarobiły indiańskie kasyna w Kalifornii oraz na Wschodnim Wybrzeżu.
- Dzięki wzrostowi obrotów w kasynach plemiona mogą tworzyć nowe miejsca pracy, rozwijać się ekonomicznie, budować infrastrukturę w swych społecznościach, a także zapewniać swym członkom podstawowe usługi - powiedział Phil Hogan, przewodniczący Komisji.
Przywódcy plemion, zgromadzeni w Waszyngtonie na spotkaniu z kongresmanami, nie kryli swego zadowolenia z osiągniętych rezultatów. Hogan powiedział, że zdaniem analityków Komisji dobra passa indiańskich kasyn będzie trwała jeszcze co najmniej pięć-sześć lat.
Największe kasyno na Wschodzie, Mohegan Sun, zatrudnia około 10 tysięcy pracowników, zaś w kasynie Foxwoods pracuje około 13 tysięcy osób.
kasyteryt - Ten czerwono-brunatny kamień znany jest ludziom od ponad 5 tysięcy lat. Posiada barwę brązową, czarną, rzadziej żółtawą. Tworzy doskonale wykształcone kolumnowe kryształy, często zbliźniaczone. Znacznie częściej występuje w postaci zbitej i ziarnistej lub tworzy skupienia włókniste. Choć niektóre jego kryształy mają wartość jubilerską to stosowany jest on głównie w przemyśle, jako podstawowe źródło przy pozyskiwaniu cyny.
Znajdowany jest m.in. w Boliwii, Meksyku i USA (Kalifornia).
kat ciernik
Kata - Grupa Indian Kiowa. Nazwa pochodzi od K'át'a, czyli "gryzący", (co odnosi się do Indian Arikara), zwani tak byli nie od ich rzekomego pochodzenia od Indian Arikara, lecz z racji ich ścisłych kontaktów z tym plemieniem w czasach gdy Indianie Kiowa żyli na północy.
Kataka - Jedna z nazw, jaką określano Indian Kiowa-Apache. Pochodzi ona z języka Indian Pawnee.
Katauixi - Inna nazwa Indian Juma.
Katheri Tekakwitha - Znana też jako "Indiańska Święta", La Sainete Sauragesse lub Lilia Indian Mohawk. Córka wojownika Indian Mohawk i chrześcijanki z plemienia Indian Algonquin wziętej do niewoli przez Indian Iroquois w Quebeku. Urodziła się w 1656 roku nad rzeką Mohawk koło obecnego Auriesvile w stanie New York. W 1675 roku został ochrzczona na Wielkanoc przez ojca Lamberville. Z tej racji dyskryminowana, a nawet zagrożona śmiercią od swoich. Całe życie dziewica, pilnie wypełniająca obowiązki domowe (szczególnie ceniona za kunszt wyrabiania wampumów). Niosła ulgę i pomoc chorym i jeńcom. Stała się pierwszą zakonnicą wśród Indian Iroquois w Szpitali Sióstr Ville-Marie w Montrealu. Zmarł 17 kwietnia 1680 roku i pochowano ją na południe od wodospadów La Chine w połowie drogi między La Prairie a Caughnawaga w Quebeku. Podczas gdy francuscy jezuici wyśmiewali indiańskie czary, trzeźwo zarazem pisali o cudownym leczeniu dokonywanym poprzez połykanie zmieszanego z wodą lub zupą proszku z grobu Kateri Tekakwitha.
Kathlamet - Grupa Indian Chinook. Zamieszkiwali Wybrzeże Północno-Zachodnie Ameryki Północnej.
Katlagulak - Kla'gulaq; Indianie zaliczani do czinukańskiej rodziny językowej. Żyli na południowym brzegu rzeki Columbia w oregońskim okręgu Columbia, dwie mile poniżej Rainier.
Katlamimmin - Indianie zaliczani do czinukańskiej rodziny językowej. Zamieszkiwali południowy kraniec wyspy Sauvier w oregońskim okręgu Multnomah. Ich główna wieś leżała w południowo-zachodniej części wyspy, na rzece Willamette. Lewis i Clark oszacowali w 1806 roku ich liczebność na 280 osób mieszkających w 12 domach. W 1850 roku, jak podał Lane, połączyli się z Indianami Cathlacumup i Namoit.
Katlamoik - Według Boasa mieli to być Indianie zaliczani do czinukańskiej rodziny językowej, żyjący kiedyś na miejscu współczesnego miasta Bainier w oregońskim okręgu Columbia, lecz potem ten sam Boas mówił, że była to nazwa ją Indianie Chinook określali okolice i samo Rainier.
katleja - (Cattleya); rodzaj z rodziny storczykowatych, obejmuje około 60 gatunków występujących w Ameryce Południowej. Większość posiada duże, barwne kwiaty stąd katleji cenione są jako rośliny ozdobne. Największe kwiaty (do 25 cm średnicy) posiada katleja Warszewicza (Cattleya warszewiczii), pochodząca z Kolumbii, nazwana na cześć polskiego podróżnika i zbieracza roślin, Józefa Warszewicza. Uprawiana w szklarniach.
Kato - Indianie północnej Kalifornii. Zaliczeni do atapaskańskiej rodziny językowej. Zamieszkiwali prostokątne domy z desek. utrzymywali się z łowiectwa i zbieractwa dzikiej żywności.
katu - Targi w państwie Inków.
Katukina - Indianie z brazylijskiego stanu Acre.
kauczukowiec brazylijski - (Hevea brasiliensis); drzewo z rodziny wilczomleczowatych, występujące dziko w dorzeczu Amazonki, najważniejsza roślina kauczukodajna, dostarczająca sok mleczny (lateks) do produkcji kauczuku naturalnego. Lateks otrzymuje się przez nacięcie kory drzewa. Wyciekający sok mleczny zbiera się do odpowiednich naczyń, a następnie poddaje obróbce prowadzącej do uzyskania kauczuku. Z kauczuku Indianie południowoamerykańscy wyrabiali między innymi piłki służące im do gier i zabaw.
Indianki Zaparo stosowały depilację owłosienia sromowego, nakładając na owłosione miejsce gorącą gumą kauczukową i zdzierając włosy po stwardnieniu kauczuku.
Zainteresowanie pozyskiwaniem kauczuku na większą skalę datuje się od wynalezienia sposobu produkcji gumy poprzez wulkanizację i sposobu impregnowania materiałów. W Ameryce Południowej kauczukowiec eksploatowany był w stanie dzikim, później udało się go przenieść na inne kontynenty i obecnie większość kauczuku uzyskuje się z plantacji w Azji Południowo-Wschodniej.
Kauyari - Inna nazwa Indian Cabiyari.
Kavahiva - Inna nazwa Indian Juma.
Kavanaugh, Bradley - Artysta-plastyk z plemienia Ojibwa z Winnipeg, Manitoba. Uczył się sztuki w lokalnych szkołach. Powiedział, że "kulturalne pamiątki dawnego życia, duchowe wierzenia, tradycje i muzyka mają największy wpływ na moją sztukę".
Kavelchadom - Indianie z Arizony. Zaliczeni do rodziny językowej hokan-yuman. Zamieszkiwali kopulaste domy kryte korą, strzechą lub skórą. Utrzymywali się głównie ze zbieractwa dzikiej żywności i polowania na małe zwierzęta.
Kaw Kansa
Kawahio - Inna nazwa Indian Juma.
Kawahiwa - Inna nazwa Indian Cauaiua.
Kawaib - lub Kagwahiph; Indianie z Brazylii (prowincja Amazonas). Sami siebie nazywają Kagwahiva. Zaliczeni do rodziny językowej kawahib grupy tupi-guarani. W 1940 roku liczebność ich szacowano na 300 osób. W 1993 roku liczebność ich szacowano na 7 osób. Są bliscy wymarcia.
Kawaiisu - Indianie kalifornijscy z Sierra Nevada. Zaliczeni do uto-azteckiej rodziny językowej. Zajmowała izolowany obszar na obydwu stronach gór Tehachapi w Kalifornii. Mieszkali w tipi. Utrzymywali się głównie ze zbierania dzikiej żywności i polowania na małe zwierzęta. Spożywali między innymi dziką sałatę.
Kawá-Tapuya - Drobne plemię należące do grupy plemion Hohódene. Język z rodziny arawak. Zamieszkuje na pograniczu Kolumbii i Brazylii, między rzekami Içana (Isana) i Ayari. Podstawą ich gospodarki jest uprawa roślin żywieniowych, głównie manioku systemem żarowym.
Kawchodinneh - Nazwa własna Indian Hare.
Kawillary - Inna nazwa Indian Cabiyari.
Kaxarari - Lub Kaxariri; Indianie z Brazylii, znad Alto Rio Marmelo, dopływu Rio Abuna. Zaliczeni do rodizny językowej pano. W 1995 roku liczyli 220 osób.
Kaxinaua - Inna nazwa Indian Cashinahua.
Kaxinawa - Inna nazwa Indian Cashinahua.
Kaxynawa - Inna nazwa Indian Cashinahua.
Kayova (1) - Indianie z Paragwaju i argentyńskiej prowincji Misiones. W 1999 roku Liczebność Indian Kayowa z Paragwaju szacowano na 11000 osób.
Kayova (2) - Inna nazwa południowoamerykańskich Indian Kaiwa.
Kayurukre - Indianie Caingang z Brazylii opowiadają, że w dawnych czasach nie znali oni ani pieśni, ani tańca. Pewnego razu Kayurukre, ich heros kulturowy, idąc na polowanie, spostrzegł dwie gałęzie tańczące pod drzewem. Jedna z nich miała na czubku dynię, która w rytm melodii śpiewanej przez niewidzialną istotę wydawała grzechotliwe dźwięki. Towarzysze Kayurukre wzięli te gałęzie jako pałeczki do wystukiwania rytmu tanecznego, a on sam zatrzymał sobie dynię jako grzechotkę. I tańczyli wszyscy przy dźwiękach tych instrumentów. Kilka dni później Kayurukre spotkał wielkiego mrówkojada, który stał wyprostowany na tylnych łapach i śpiewał. Śpiewał tę samą melodię, którą Kayurukre słyszał, kiedy patrzał na tańczące gałęzie. Wtedy zrozumiał, że owymi tajemniczym śpiewakiem był wielki mrówkojad. Mrówkojad zażądał zwrotu swoich gałęzi i zaczął z nimi tańczyć. Przepowiedział on Kayurukre, że jego żona urodzi mu chłopca.
kącicierń - (Bougainvillea)lub bugenwilla. Roślina pochodząca z Brazylii. Występuje w dwóch gatunkach. B. glabra to kącicierń gładki. Jest pnączem o ciernistych pędach dorastających do wysokości 4-5 metrów. Liście ma owalne a kwiaty otoczone dużymi, bardzo drobnymi, różowoczerwonymi przykwiatkami.
B. spectabilis to kącicierń okazały. Rośnie silniej i ma liście większe od poprzedniego gatunku, owłosione.
Kechua - Indianie Ameryki Południowej, keczuańskiej rodziny językowej, zamieszkujący obszary Peru oraz częściowo Ekwadoru i Boliwii. Wraz z Indianami Aymara stanowili dominującą grupę państwa Inków. Współcześnie zamieszkują głównie tereny wiejskie, trudniąc się uprawą ziemi i hodowlą oraz rzemiosłem (głównie tkactwem i garncarstwem).
Na początku kwietnia 2003 roku Indianie Keczua i Achuar z dżungli ekwadorskiej wysłali petycje do prezydenta Lucio Gutierreza, prosząc o ogłoszenie dżungli amazońskiej rezerwatem przyrody. Miałoby to chronić ją przed dewastacją związaną z poszukiwaniem i wydobyciem ropy naftowej, a jednocześnie chronić samych Indian przed wysiedlaniem z rejonów roponośnych.
Kekchi - Indianie gwatemalscy.
Keechi Kichai
Kekchi - lub Quekchi; Indianie ze wschodniej Gwatemali (departamenty Alta Verapaz, Izabal, Petén) i na południowym Belize. Zaliczeni do rodziny językowej pocomam. Podstawę ich gospodarki stanowi rolnictwo, na ogół bardzo prymitywne. Liczebność ich ocenia się na około 25 tys. osób.
Kekughtanowie - Indianie zaliczeni do rodziny językowej algonquin. Przed przybyciem na kontynent amerykański osadników Białych, zamieszkiwali dorzecza rzek York i James.
Kenawa - Mający Wiry Wodne lub Połykający.; zły duch Indianie Shawnee, który żyje w wodzie, wciągając przedmioty i ludzi na dno rzeki.
Kennebeck - Indianie Ameryki Północnej. Jednym z ich sławnych wodzów był Assaminasqu.
Kenny, Maurice - Indianin Mohawk, urodzony w 1929 roku nad rzeką Św. Wawrzyńca u stóp gór Adirondack. Przez 20 lat mieszkał w Brooklynie. W 1998 roku miał dom w Saranac Lake, na północy stanu Nowy Jork. W roku 1990 opublikował zbiór opowiadań "Rain and Other Fictions". Do 1998 też roku wydał dwadzieścia tomików poezji, wśród których znalazły się: "The Shorf and the Long of It" (1990), "Last Mornings in Brooklyn" (1991), "Tekonwatonti: Molly Brant, Poems of War" (1992), "On Second Thought. A Compilation" (1995).
Keno - W miejscu tym odkryto amfiteatr z głazem na platformie, który mógł uchodzić za inkaski przedmiot kultowy, gdyż w pewnych okresach podobny jest do pumy.
Keokuk - Kio'kag, czyli Ten, który Jest Zawsze Czujny. Urodził się w klanie Lisa około 1780 roku nad rzeką Rock w obecnym stanie Illinois. Jego matą była pół-Francuska. Nie wywodził się z klanu wodzów. Przywódcą został dzięki nieprzeciętnym zdolnością, sile charakteru, darowi oratorskiemu i zręcznie prowadzonym intrygom. Doprowadziło to do objęcia przez niego roli głównego członka rady plemienia Indian Sauk. Otwarty konflikt między nim a wodzem Czarnym Jastrzębiem wynikł na tle sporu o porozumienie zawarte przez grupę Indian Sauk dowodzoną przez Kwasakwamię z rządem Stanów Zjednoczonych, mocą którego Indianie zrzekli się kraju Rock River. Czarny Jastrząb i większość Indian Sauk nie uznali porozumienia, a Keokuk zachowując bierną postawę utracił wpływy. Intrygi Keokuka spowodowały rozłam w plemieniu. Wtedy Keokuk został mianowany naczelnym wodzem przez rząd Stanów Zjednoczonych. Rozłam uniemożliwił Czarnemu Jastrzębiowi zmobilizowanie całego plemienia do walki w 1832 roku. Keokuk częściowo odzyskał uznanie Indian Sauk i Fox, gdy na naradzie w Waszyngtonie zgłosił oficjalnie pretensje tych plemion do terenów stanowiących obecnie stan Iowa. Keokuk zmarł w Kansas w 1848 roku.
Kepi-kiri-uat - Indianie spokrewnieni z Indianami Nambicuara. Zamieszkują nad rzeką Pimenta Bueno w Serra do Norte w Brazylii.
kernit - Nazwa tego minerału pochodzi od Kern County (Kalifornia, USA), gdzie to został on odkryty w 1927 roku. Chociaż kernit jest minerałem rzadkim, był on kiedyś wykorzystywany jako ważne źródło boraksu i innych związków boru. W stanie świeżym, bezpośrednio po wydobyciu ze złoża, kernit jest minerałem bezbarwnym, ale szybko pokrywa się na powierzchni żółtawobiałą powłoką.
Kernit tworzy się w osadowych złożach boranów powstałych w wyniku ewaporcji (odparowania) wody pewnych typów słonych jezior. Największy znaleziony kryształ kernitu mierzył 240 cm długości i 90 cm szerokości.
Klasycznym miejscem występowania kernitu jest Tincalayu (Argentyna). Innymi ważnymi miejscami występowania kernitu są: region położony między Salta i Catamarca (Argentyna) oraz Kalifornia (USA), zwłaszcza bogaty w borany dystrykt Kremer koło Rich w Kern County.
Ketsilind - Ketsili'nd; "Ludzie z ruiny nad Rio Chiqut". Odłam Indian Jicarilla Apache, których dawna ojczyzna znajdowała się na południe od puebla Taos w Nowym Meksyku. Wywodzili się prawdopodobnie ze związków z Indianami Picuris.
Khabenapo - Inna nazwa Indian Pomo Środkowych.
Khana - Inna nazwa Indian Pomo Środkowych.
Kichai - Indianie równin i prerii Teksasu. Nazwa pochodzi od Kítsäsh, ich własnej nazwy oznaczającej tyle, co Czerwona Tarcza. Znani też byli jako Kitsash lub Keechi. Zaliczeni do kaddoańskiej rodziny językowej. Mieszkali w ziemiankach. Utrzymywali się głównie z hodowli kukurydzy.
Byli pierwszymi Indianami zauważonymi przez Białych w 1701 roku w górnych dopływach rzeki Trinity i Red, gdzie żyli w stowarzyszeniu z Indianami Wichita i handlowali z Indianami Kiowa. W 1712 roku pewne ich odłamy prowadziły wojnę z Indianami Hainai, którzy zamieszkiwali w dolnym biegu rzeki Trinity. Już wtedy posiadali konie. Wydaje się, że byli sojusznikami północnych i zachodnich plemion Konfederacji Caddo i zawierali małżeństwa z Indianami Kadohadache. W 1719 roku La Harpe spotkał kilku Indian Kichai nad rzeką Canadian, gdy wraz z innymi kaddoańskimi plemionami wyruszyli do Nowego Meksyku na wyprawę przeciwko Indianom Apache. W tym też czasie zawarli przyjaźń z Francuzami, którym pozostali do końca oddani. Tak jak i inne plemiona, ucierpieli od zawleczonych nowych chorób i od konfliktów zbrojnych wynikających z rywalizacji Hiszpanów, Francuzów i Anglików o władzę nad krajem, a liczba ich uległa drastycznemu zmniejszeniu. W 1772 roku główna wieś Indian Kichai leżała na wschód od rzeki Trinity, niedaleko od współczesnej Palestine, prawdopodobnie nieco na północny-wschód. Liczyła sobie wówczas 30 domów zajmowanych przez 80 wojowników w większości młodych". Druga ich wioska, która w 1778 roku "odłączyła się od większości plemienia", znajdowała się dalej na południe, nieomal w prostej linii od San Pedro do wiosek Indian Tawakoni, prawdopodobnie na miejscu obecnego Salt City. Junta de Guerra w tym samym roku obliczyła, że Indianie Kichai posiadali 100 wojowników. W 1842 roku, kiedy Zachary Taylor wstąpił do wielkiej rady Narodu Indian Creek, Indianie Kichai też tam byli obecni. Podczas Wojny Secesyjnej większość plemienia pozostała lojalna wobec Unii i ruszyła na północ do Kansasu ze swych domów leżących nad rzeką Washita na Terytorium Indiańskim. W 1849 roku liczebność ich szacowano na 300 osób. Wraz z kilkoma innymi, małymi plemionami Teksasu, otrzymali od rządu USA w 1855 roku rezerwat nad rzeką Brazos. Większość Indian Kichai wyginęła w 1867 roku podczas epidemii cholery, a ci, którzy przetrwali, powrócili na Terytorium Indiańskie, gdzie połączyli się z Indianami Wichita i mieszkańcami rezerwatu Wichita-Caddo. W 1894 roku liczebność ich szacowano na 52 osoby. W 1905 roku naliczono 30 Indian Kichai. W roku 1950 było 47 Indian Kichai w oklahomskim rezerwacie Anadarko.
kichawiec lekarski - (SchoenocauloJt officinaze A; Gray) (Sabadilla officinlarum Brandt.) lub sabadyla. Roślina górska, występująca w Gwatemali i Wenezueli. Należy do rodziny liliowatych. Bylina z podługowatą cebulą, o łodydze wysokości ponad 1 m, z pękiem równowąskich, rynienkowatych liści odziomkowych i głębikiem, zakończonym do 50-centymetrowym gronem kwiatów. Torebka jajowata, zawierająca podługowate, czerwonobrunatne nasiona, silnie trujące. W nasionach znajdują się trujące i drażniące alkaloidy, tzw. weratyna, środek przeciwko wszawicy.
Po raz pierwszy w XVI wieku doniósł o niej hiszpański lekarz Monardes, jako o środku używanym przez Meksykanów do leczenia ran.
Kichesipirini - Indianie z kanadyjskiej prowincji Quebek, zaliczeni w XVII wieku go grupy nazwanej ogólnie Indianami Algonquin.
Kickapoo - Indianie północnoamerykańscy, mówiący dialektem kickapoo z algonkińskiej rodziny językowej. Nazwa wzięta od słowa Kiwigapawa oznaczającego tyle co "przybyli, zostali, są". Indianie północnoamerykańscy ze stanu Washington. Zaliczeni do algonkińskiej rodziny językowej. Mieszkali w domach krytych korą, strzechą lub skórami. Utrzymywali się głównie z polowania i hodowli kukurydzy.
Biali dowiedzieli się o istnieniu tych Indian w 1667 roku napotykając ich w południowym Wisconsin. W roku 1795 podpisali Traktat Greenville.
Pierwotnie żyli przy Wielkich Jeziorach. Spokrewnieni byli z Indianami Fox i Sauk. W połowie XVII wieku żyli między Missisipi a Jeziorem Michigan, zajmując około 18 milionów akrów ziemi. W 1763 roku przystąpili do powstania Pontiaca. 27 kwietnia 1763 roku wzięli udział w naradzie nad rzeką Ecorse. W imieniu Indian Kickapoo, Wea i Potawatomi 29 lipca 1795 roku przemawiał Mały Żółw do Stanozjednoczników negocjujących z Indianami traktat Greenville. Traktat podpisany został m.in. przez przedstawicieli Indian Kickapoo 3 sierpnia. Traktat gwarantował Indianom Kickapoo m.in. to, że otrzymywać oni będą co roku towary w równoważnej cenie 500 dolarów.
Kolejny traktat z Indianami Kickapoo podpisany został w roku 1809 za staraniem gubernatora terytorium Indiany - Williama H. Harrisona.
Indianie Kickapoo znaleźli się w konfederacji Indian zawiązanej przez Tecumcseha w latach 1811-1813.
Po wojnie 1812 roku rozpadła się konfederacja plemion obszaru północno-zachodniego, a granica z białymi przesunęła się na zachód, za rzekę Missisipi. W związku z tym władze stanozjednoczeniowe obiecały przeniesienie plemion (W tym i Indian Kickapoo) w górę rzeki Osage i Missouri, gdzie nikt by im już nie przeszkadzał. Jednakże Indianie Kickapoo odmówili opuszczenia swoich terenów plemiennych w stanie Illinois, gdzie byli właścicielami wielkich prerii, oraz w stanie Missouri, gdzie zamieszkiwali wzgórza. Część plemienia zamiast pójść na północ w kierunku wskazanym przez władze Stanozjednoczników, podążyła na południe i przekroczyła granicę hiszpańską na rzece Red (obecnie stan Teksas). Grupa ta pozostała tam do chwili obecnej, a część ich mieszka do dziś w Meksyku. Reszta plemienia przygotowywała się do pójścia w ślady swych współplemieńców. Tymczasem federalni agenci próbowali natychmiast doprowadzić do przesiedlenia całego plemienia do stanu Missouri i zapobiec migracji na południe. Wśród tej pozostałej grupy działał prorok Kanakuk. Zachęcał on do pozostania na ziemi przodków, tzn. zarazem zachęcał i do migracji na południe jak i do proponowanego rezerwatu na północy. Mówił, że sam nie ruszy się krokiem z ziemi plemiennej, dopóki choćby jeden Indianin Kickapoo na niej pozostanie. Doktryna religijna Kanakuka miała charakter typowo synkretyczny: krytykował on pewne elementy tradycji indiańskiej, jak np. malowanie ciała, używanie woreczków z lekami i czarownictwo. Jednocześnie przyjął pewne zalecenia chrześcijańskie, w tym np. zakaz picia alkoholu; uważał bowiem, że nałóg ten niszczy jego rasę. W 1828 roku Kanakuk odbył podróż, podczas której nauczał zasad swojej doktryny. Sam się uznał za następcę Tenskwatawy i anonimowego proroka Indian Delaware.
Religia Kanakuka została odebrana jako forma chrześcijaństwa, gdyż ceremonie odbywały się w niedziele. Kanakuk zyskiwał sobie zwolenników dzięki darowi wymowy i łagodnemu, szlachetnemu charakterowi. Jego wpływy rozeszły się na stan Michigan i wielu spośród Indian Potawatomi zaliczało się do jego uczniów. Kanakuk dawał swoim wyznawcom modlitewne pałeczki z brzozowej kory z piktografiami. Używano ich podczas modlitwy w ten sposób, że przesuwano palcami od górnych znaków do dolnych.
Pozostawione przez nich ziemie podzielono między weteranów wojny 1812 roku.
W 1819 roku odstąpili swoje ziemie w Illinois rządowi USA w zamian za rezerwat w Missouri. W roku 1825 ich liczebność szacowano na 220 osób.
W roku 1825 ich liczebność szacowano na 220 osób. W 1832 roku rezerwat swój znów odstąpili, tym razem w zamian za malutki rezerwat w Kansasie. Część Indian Kickapoo nie zgodziła się na tę ostatnią propozycję i ruszyła do Teksasu by połączyć się z Indianami Cherokee.
W latach 1830-tyvh przyłączyli się do sprzymierzeńców Czarnego Jastrzębia.
W roku 1839 Indian Kickapoo połączona z Indianami Cherokee została pobita przez Teksańczyków i zmuszona do przyłączenia się do Narodu Indian Choctaw żyjącego na Terytorium Indiańskim.
W 1849 roku zanotowano mowę Kanakuka, duchowego przywódcy plemienia Kickapoo, który po relacjonowanej poniżej wizji stał się prorokiem synkretycznego ruchu religijnego w swoim plemieniu. Oto, co powiedział:
"Mój ojciec, Wieki Duch, trzyma cały świat w swoich rękach. Modlę się do niego, abyśmy nie zostali wyrzuceni z naszej ziemi. Ulituj się nad nami i pozwól nam pozostać, gdzie jesteśmy [...]
Mój Ojcze, Wielki duch, umieścił nas wszystkich na Ziemi. Naszemu narodowi też dał kawałek ziemi. Dlaczego chcecie nam ją odebrać i sprawić nam tyle kłopotów? Powinniśmy żyć w pokoju i szczęściu, zarówno z innymi Indianami, jak i z białymi. Słyszeliśmy o różnych problemach i dyskusjach wokół naszej ziemi. Przyszedłem do was i wszystko wyjaśniłem. Mój Ojciec, Wielki Duch, ukazał mi się. Zobaczył, że moje serce jest pogrążone w smutku z powodu naszej ziemi. Kazał mi nie porzucać sprawy, lecz pójść do mego Wielkiego Ojca, a on mnie wysłucha.
Mój Ojcze, gdy mówiłem do wielkiego ducha, widziałem wodzów trzymających mocno ziemię. Powiedział mi, że życie naszych dzieci jest krótkie i że ziemia zostanie zatopiona.
Mój Ojcze, wyjaśnię ci, ci Wielki duch kazał mi czynić. Muszę zrobić pewne znaki. Wielki Duch mówi, mój Ojcze, że wystartowaliśmy z punktu A, jesteśmy w B, a gdy będziemy w C, Wielki duch znów mi się każe. W punkcie B Wielki duch dał swe błogosławieństwo Indianom i kazał im, aby mówili swym ludziom, żeby porzucili woreczki z lekami, nie kradli, nie kłamali, nie mordowali, nie kłócili się i spalili woreczki z lekami. Jeśli tego nie zrobią, to nie będą mogli się dostać na prostą drogę, lecz będą musieli iść krzywą, krętą ścieżką [...]"
W 1850 roku Indianie Kickapoo połączeni z Narodem Indian Choctaw przenieśli się do Meksyku. W 1905 roku grupie meksykańskiej wyznaczono rezerwat na Terytorium Indiańskim.
W 1906 roku Indianie Kickapoo przejęli od Indian Comanche pejotyzm.
W roku 1925 ich liczebność oszacowano na 194 osoby.
Żyją na granicy USA i Meksyku, mając ziemie na terenie stanu Coahuila, Teksas, Oklahoma i Newada a ich mały rezerwat leży w północno-wschodniej części stanu Kansas. Na terenie stanu Oklahoma żyją w rezerwacie Shawnee. Cóż z tego, kiedy wszystkie są tak złe, że zaledwie pozwalają im wegetować. Mówią trzema językami: hiszpańskim, angielskim i kikapu. W Meksyku noszą imiona hiszpańskie, w USA - angielskie. Jacinto Pérez po przekroczeniu granicy nazywa się Gerard Smith. W połowie XX wieku znane było nazwisko Scybuck'a - artysty-samouka pochodzącego z plemienia Kickapoo.
W 1964 roku w stanie Kansas żyło 360 Indian Kickapoo a w stanie Oklahoma - 291. W roku 1970 szacowano ich ogólną liczbę na około 1249 osób. W 1983 roku Kongres USA uznał teksańską grupę za Indian amerykańskich i przyznał jej 100 akrów ziemi w hrabstwie Maverick.
W 1985 roku liczebność Indian Kickapoo żyjących w Rezerwacie Kickapoo w Kansasie szacowano na 603 osoby, podczas gdy meksykańscy Indianie Kickapoo żyjący w Oklahomie liczyli 1001 osób, a żyjący w Teksasie - 463.
Kicking Bear Kopiący Niedźwiedź
kielichowiec wonny - (Calycanthus floridus), ozdobny krzew z zachodniej części Ameryki Północnej o wonnych, purpurowych kwiatach, sadzony w parkach. Ma kwiaty ciemno - wiśniowo - brązowe o średnicy do 5 cm mające przyjemny zapach jabłek.
W Polsce sadzony bywa kielichowiec wonny, którego nasiona zawierają trujący alkaloid - kalikantynę, a liście - kwas pruski.
Kikiade - Mały duszek przedstawiany pod postacią małej rybki występujący w mitologii niektórych plemion z Północno-Zachodniego Wybrzeża Ameryki Północnej.
Kikima - Indianie z Meksyku i USA.
Kiliwa Kiliwi
Kiliwi - Grupa Indian Yuma, która w kwietniu 1867 roku, w czasie wizyty Gabba, zamieszkiwała w pobliżu misji Santo Tomas, 150 mil na północny-zachód od Santa Borja w dolnej Kalifornii. Gabb sporządził słownik ich języka, który ukazał się w roku 1877. W 1906 roku wciąż jeszcze istnieli.
Kiliwi - Indianie meksykańscy.
Killaxthokle - Zaliczane do czinukańskiej rodziny językowej plemię lub wioska zwane tak od swego wodza, zlokalizowane nad zatoką Shoalwater w stanie Washington. W 1805 roku Lewis i Clark wspominają o nich dwukrotnie, dowiadując się od indiańskich informatorów, że w liczbie 100 osób zamieszkiwali osiem domów a dalsze 200 osób mieszkało w dziesięciu domach.
Killisno - Grupa Indian Tlingit.
Kilvasa Gulgaissen
Kina - Obrządek zastraszania kobiet wśród Indian Yahgan.
Kingep - Grupa Indian Kiowa. Nazwa pochodzi od słowa Kiňe znaczącego tyle, co Wielkie Tarcze. Grupa ta stanowiła najważniejszy i najliczniejszy odłam Indian Kiowa.
kinnikinick - U niektórych plemion Indian północnoamerykańskich mieszanka tytoniowa służąca do leczenia chorych i przedłużania życia, preparowana z dzikiego tytoniu z dodatkiem kory krzewu mącznicy, czerwonej wierzby i derenia.
Kiowa - Jedno z najbardziej wojowniczych plemion Południa. Nazwa pochodzi od ich własnej nazwy kai-gwa (a według innych źródeł - Kaui-gu) znaczącego "Główny Lud". Ich legenda mówi o tym, że pochodzą z rejony rzeki Yellowstone, ze środka Montany.
Byli narodem górali, których język nigdy nie został zaklasyfikowany do żadnej z głównych rodzin językowych. Był on pełen nosowych i zduszonych dźwięków, nie nadaje się zbytnio do układania wierszy.
U Indian Kiowa istniało m.in. Stowarzyszenie Starych Kobiet a w ich mitologii występuje m.in. Tai-me.
Indianie Kiowa nie posiadali systemu rodowego i nie uwzględniali zakazu zawierania małżeństw pomiędzy swoimi odłamami, których mieli 6, razem ze stowarzyszonymi z nimi Indianami Kiowa-Apache.
Odłamy Indian Kiowa w kolejności miejsc zajmowanych w kole obozowym, od wejścia przy południowym-wschodzie, przedstawiają się następująco: Kata, Kogui, Kaigwu, Kingep, Semat (czyli Kiowa-Apache) i Kongtalyui.
Kaigwu, czyli Właściwi Indianie Kiowa byli najstarszym odłamem, od którego całe plemię wzięło swą nazwę. Członkowie tej grupy mieli obowiązek utrzymywania tajemniczego tipi w którym spoczywał "wieli lek" plemienia.
Kata - od K'át'a, czyli "gryzący" (co odnosi się do Indian Arikara), zwani tak byli nie od ich rzekomego pochodzenia od Indian Arikara, lecz z racji ich ścisłych kontaktów z tym plemieniem w czasach gdy Indianie Kiowa żyli na północy.
Kingep - nazwa pochodzi od słowa Kiňe znaczącego tyle, co Wielkie Tarcze. Grupa ta stanowiła najważniejszy i najliczniejszy odłam Indian Kiowa.
Nazwa kolejnej grupy Indian Kiowa, Kogui, wywodzi się od słowa Kó'gúi znaczącego tyle, co Łosie.
Kolejna grupa Indian Kiowa, Kongtalyui, wywodzi swą nazwę od słowa Kontä'lyui, znaczącego tyle co "Czarni Chłopcy". Indianie ci nazywani też byli czasem Sindiyúi, "Dzieci Sindi". Grupa ta praktycznie nie istniała już na początku XX wieku. Członkowie tej grupy mieli ponoć ciemniejszy kolor skóry od reszty plemienia, co wskazywałoby na ich obce pochodzenie. Sindi jest wielkim, legendarnym bohaterem Indian Kiowa.
U Indian Kiowa występowało sześć stowarzyszeń wojennych: Królika, Młodej Górskiej Owcy, Końskiego Czerpaka, Czarnej Nogi, Szalonego Konia i Naczelnych Psów.
Stowarzyszenie Królika obejmowało chłopców w wieku 10-12 lat, zaprawionych do swych obowiązków przez wyznaczonych po temu starców. Chłopcy mieli swój taniec podczas którego naśladowali skoki królika.
Stowarzyszenie Naczelnych Psów liczyło tylko dziesięciu wybranych, wypróbowanych wojowników o niezrównanej odwadze. Każdy z nich, z własnego wyboru, zakładał uświęconą szarfę Stowarzyszenia, przysięgając, że nosząc ją nie odwróci się w bitwie plecami do wrogów, o ile nie poprosi go o to cała grupa. Obowiązkiem przywódcy wyprawy, który nosił wokół szyi czarną szarfę zwisającą do ziemi, było zejść z konia i stanąć przed frontem szarżujących przeciwników, unieruchomiony poprzez przybicie lancą końca szarfy do ziemi. Jeżeli bitwa była przegrana, wówczas wojownicy, wyrywając lancę, mogli go w ten sposób uwolnić, lecz gdy zaniechali tego w pośpiechu, lub ucieczce, wówczas ginął na miejscu. Na skutek tego szarfę Koitsenko wojownik zakładał tylko wtedy, gdy zamierzał stoczyć rozstrzygający bój. Wybitnym Koitsenko był Satank.
Byli ostatnią kulturą, jaka rozwinęła się w Ameryce Północnej, przybywając tam z Kanady około 1650 roku. Najwcześniejsze świadectwo ich istnienia umiejscawia ich u źródeł rzeki Yellowstone w zachodniej Montanie. Później ruszyli w dół do Black Hills, gdzie sprzymierzyli się z Crow. Od nich nauczyli się użytkowania konia (do tego czasu używali psów jako zwierząt jucznych) i znaleźli się w kręgu kultury preryjnej. To przymierze nigdy nie zostało złamane i często Kiowa nazywali Crow "swoimi krewnymi". Ciemnoskórzy i ciężkiej budowy cała, Indianie Kiowa tworzyli sobą kontrast z plemionami Prerii żyjącymi dalej na północy, które były bardziej smukłe i miały jaśniejszą skórę.
Kroniki hiszpańskie po raz pierwszy wspominają o nich w 1732 roku.
Najstarsze ich podania, które zgadzają się z odpowiednimi tradycjami Indian Shoshone i Arapaho, umieszczają Indian Kiowa w okolicy, gdzie łączą się rozwidlenia Jefferson, Madison i Gallatin, w końcowym biegu Missouri, w pobliżu współczesnego Virginia City w Montanie. W 1740 zawarli pokój z tymi plemionami i później wielokrotnie działali razem.
Bardziej znani są od czasów, gdy skupili się wokół górnego Arkansasu i Canadian w Kolorado i Oklahomie.
Opowieści Indian Kiowa mówią, że gdy po raz pierwszy stanęli nad rzeką Arkansas, napotkali na swej drodze Indian Comanche, którzy cały kraj na południe od tej rzeki uważali za własny. Wybuchła więc wojna zakończona ostatecznie pokojem, skutkiem którego Indianie Kiowa znaleźli się na południowym brzegu Arkansasu i stworzyli wraz z Indianami Comanche konfederację. Wraz z tymi sojusznikami nieustannie pustoszyli nadgraniczne osiedla Meksyku i Teksasu, zapuszczając się w swych najazdach na południe, aż po Durango. Uważano ich za najbardziej rozbójniczych i krwiożerczych ze wszystkich plemion Prerii i prawdopodobnie zabili więcej Białych w stosunku do swej własnej liczby, niż jakiekolwiek inne plemię.
Odegrali istotną rolę w zaopatrywaniu plemion indiańskich górnej Missouri w konie przejęte od Hiszpanów. Stali się łowcami bizonów, zasłynęli również jako znakomici jeźdźcy.
W drugiej połowie XVII wieku rozpoczęli długą wędrówkę na wschód i na południe. Po drodze zaprzyjaźnili się z Indianami Crow, od których przejęli część swej kultury. Ich ziemie rozciągały się d rzeki Dymiącego wzgórza aż po rzekę Red i od górnych dopływów rzek kanadyjskich aż do rozwidlenia Arkansasu i Cimarron.
Jak mówi tradycja Indian Kiowa, około 1780 roku zostali oni zaatakowani przez przeważające siły Indian Sioux. Indianie Kiowa postanowili ratować się ucieczką, lecz wódz Indian Kuato Kiowa zabronił swoim ludziom uciekać, "bo gdyby to zrobili, to ich bliscy na tamtym świecie mogliby się ich wyprzeć". Stawili więc opór i wyginęli do ostatniego, podczas gdy reszta plemienia zdołała uciec. K'uato znaczy tyle, co "Wyciągający z ziemi" albo "Wyciągający z dziury". Mówili oni odmiennym od pozostałych grup dialektem. Ich miejsce w kole obozowym nie jest znane.
W 1805 roku Lewis i Clark znaleźli ich nad Platte.
Latem 1833 na nie broniony obóz Kiowa napadli Indianie Osage (Masakra Cutthroat) i skradli najświętszy przedmiot Kiowa - Tai-Me. Oddano ja rok później, a wódz Dohasan ustanowił przymierze miedzy oboma plemionami. W 1868 roku zmuszono Indian Kiowa do zamieszkania w rezerwacie w południowo -zachodniej Oklahomie jako efekt podpisania traktatu w Medicine Lodge Creek.
Pierwszy swój kontakt z rządem USA zawarli w 1837 roku.
Pod koniec XVIII wieku Indianie Kiowa, szukając unormowania swej sytuacji, zwrócili się w stronę hiszpańskiego Teksasu. W roli ich wysłanników wystąpili Indianie Skidi, którzy mieli tam dostęp przez swych przyjaciół, Indian Wichita i Taovay znad rzeki Red, od dawna handlujących z Hiszpanami. W lutym 1795 roku kilkunastu Indian Skidi złożyło wizytę gubernatorowi Manuelowi Munozowi w San Antonio. Powiedzieli mu, że krzywdy, jakich doznali od Stanozjednoczników sprawiły, że opuścili swą ojczyznę i że mówią w imieniu trzydziestu trzech innych narodów, które chcą przyjaźni Hiszpanów.
Wczesną jesienią 1800 roku Indianie Kiowa przekroczyli północną granicę Nowego Meksyku wraz z Indianami Skidi Pawnee i Północnymi Indianami Apache w łącznej sile blisko siedmiuset wojowników i stadem dwóch tysięcy koni. Nie była to z pewnością zwykła wyprawa wojenna. Niemniej wypuszczając się ze swej bazy u podnóża Gór Skalistych, narobili wystarczająco dużo szkód w okolicy Abiquiu, aby rozwścieczyć Indian Jicarilla i Ute. Ci ostatni przybyli ze skargą do władz hiszpańskich proponując wspólną wyprawę przeciw intruzom. Zanim jednak genizaros i hiszpańscy żołnierze odkryli ich obóz, najeźdźcy zdążyli w spokoju odejść na północ. Indianie Comanche podejrzewali, że najeźdźców z północy prowadził ich jeniec z plemienia Indian Skidi, którego wychowywali d dzieciństwa, a który przy pierwszej okazji wydał w ręce Indian Skidi sześciu wojowników Indian Comanche i uciekł do swoich. Mieszkańcy Nowego Meksyku i ich indiańscy sprzymierzeńcy zachodzili w głowę, kiedy narody północy znów uderzą i przygotowywali się na najgorsze.
W roku 1800 napór Indian Sioux zmusił plemię Kiowa do opuszczenia Black Hills w Dakocie Południowej. Przenieśli się na Południe, gdzie nawiązali pokojowe stosunki z Indianami Comanche, a później Arapaho i Cheyenne. W sojuszu z Indianami Comanche panowali nad całością południowych równin. Zaliczeni więc zostali do Indian Prerii.
W 1830 roku Indianie Kiowa posiadali więcej koni na głowę niż jakikolwiek inny szczep na Wielkich Równinach, a kulturę Indian tego okresu nazwano później kulturą końską lub kulturą centaurów. W tym samym roku szacowano też, że Indianie Crow posiadali po 15 koni na jedno tipi. W 1830 roku urodził się ponadto Satanta, późniejszy wódz Indian Kiowa.
U Indian Kiowa zaistniał między innymi święty związek wojenny zwany Końskim Czerpakiem oraz związek Szalonego Konia.
Od 1832 roku w swego rodzaju sposób zaczęli spisywać swoją historię. Był to rodzaj kalendarza piktograficznego, malowanego na bizonich skórach i uaktualnianego dwa razy w roku; zimą i latem.
W 1833 roku urodził się nad Elk Creek Zepko-eete, czyli Wielki Łuk (Big Bow), późniejszy wódz wojenny.
W połowie XIX wieku Kiowa rezydowali przede wszystkim w dolinach górnego Arkansasu i zachodniej Oklahomie, a także południowo-wschodnim Colorado. Wspólnie z Indianami Comanche występowali przeciw osiedlaniu się białych. Wyprawiali się też do Meksyku, zganiając liczne stada koni i meksykańskich jeńców.
W 1862 roku, kiedy Indianie Cheyenne, Arapaho, Comanche, Kiowa i Kiowa-Apache zebrali się nad Arkansasem, by odebrać swe przydziały, agent zagroził im represjami, jeżeli nie zaprzestaną swych najazdów. Wódz India Kiowa, Dohásän II wysłuchał do końca w zupełnej ciszy, po czym zerwał się na równe nogi i ukazując agentowi setki tipi rozbitych poniżej, w dolinie, odpowiedział charakterystycznym przemówieniem:
- Biały wódz jest głupcem. Jest tchórzem. Jego serce jest małe - nie większe od kamyka. Jego ludzie nie są silni. Są zbyt słabi, by oprzeć się moim wojownikom. To kobiety. Jest tutaj trzech wodzów. Wódz Białych, wódz Hiszpanów i ja sam. Ja i wódz Hiszpanów jesteśmy mężczyznami. Czasami wyrządzamy sobie zło - kradniemy konie i bierzemy skalpy, lecz nie tracimy rozsądku i nie postępujemy jak głupcy. Biały wódz jest dzieckiem i, jak dziecko, postępuje pochopnie. Gdy moi młodzieńcy, by chronić swe kobiety i dzieci od głodu, biorą od Białych przemierzających nasz kraj i zabijających i wypłaszających nasze bizony, garść cukru, lub kawy, wódz Białych unosi się gniewem i grozi wysłaniem swych żołnierzy. Od długiego czasu wyglądałem ich przyjścia, lecz oni nie nadeszli. Wódz Białych jest tchórzem. Jego serce jest sercem kobiety. Powiedziałem. Przekaż me słowa wielkiemu wodzowi.
24 listopada 1864 roku miała miejsce pierwsza bitwa pod Adobe Walls. 300 kawalerzystów oraz 100 Indian Ute i Jicarilla Apache pod dowództwem pułkownika Kita Carsona odnalazło Indian Kiowa i Comanche nad potokiem Kit Carson w teksańskim Panhandle, koło starej placówki Benta - Adobe Walls. Wojsko zaatakowało górną część wioski zabijając kilku starych, oślepionych jaskrą wojowników i przystąpiło do jej niszczenia. Zaalarmowani przez Dohasana wojownicy z obozów położonych w dole potoku pośpieszyli z odsiecz. Tylko haubice górskie porucznika Pettisa ocaliły oddział od zagłady. Bitwa zakończyła się odwrotem wojska długo ściganego przez Indian.
26 października 1865 roku Indianie Kiowa wraz z Indianami Arapaho i Cheyenne, zawarli z białymi traktat pokojowy ograniczający ich terytoria łowieckie do rzeki Arkansas oraz przewidujący budowę na ich ziemiach linii kolejowej. Sygnatariuszem traktatu był między innym wódz Indian Kiowa, Satanta.
Satanta pozycje wodza zdobył dzięki swym osiągnięciom wojennym, mając zaledwie 20 lat, Był doskonałym dyplomatą i świetnym mówcą. Jego wielkie poczucie humoru czyniło go postacią lubianą przez oficerów i innych Białych, choć latami przebywał na wojennej ścieżce, głównie na wyprawach w głąb Teksasu. Był potężnie zbudowany, o wyniosłej postaci i przenikliwym wzroku. Jego kruczoczarne włosy sięgały mu do potężnych ramion. Jego ramiona i nogi były dobrze umięśnione, a z otwartej twarzy biła pewność siebie.
21 października 1867 roku Satanta podpisał traktat nad Medicine Lodge Creek, choć podczas trwających wówczas rozmów powiedział, że wędrujące i polujące plemiona nie mogą się zgodzić na życie w zamknięciu. Został jednak przegłosowany i Indianie Kiowa zgodzili się zamieszkać w rezerwacie. Podpis Satanta widnieje jako podpis drugiego Indianina Kiowa.
Indianie Kiowa zwlekali jednak z wejściem do rezerwatu tak długo, aż pułkownik George Custer uwięził Satanta i Samotnego Wilka. Wówczas zgodzili się na przesiedlenie, a oficer uwolnił wodzów.
W rezerwacie postanowiono nauczyć Indian uprawiać kukurydzę. Rozbawiło to bardzo Satanta, który zapytał:
- Czy to nie Indianin pierwszy nauczył Białego jak sadzić i hodować kukurydzę?
24 grudnia 1868 roku pułkownik Evans na czele 200 żołnierzy zaatakował koło Soldier Spring liczącą 60 tipi wieś Indian Nokoni Comanche, na których czele stał Grot Strzały. Usłyszawszy huk armat na pomoc pośpieszyli im Indianie Kiowa grupy Serca Kobiety. Przegrana przez Indian walka ustała po zmierzchu, a niszczenie wioski trwało do północy. Indianie stracili cały dobytek i zapasy żywności, co sprawiło, że wkrótce poddali się w Forcie Cobb. Wśród kapitulujących był Mow-way.
W 1869 roku generał Custer uwięził ich wodza, Satanta, zmuszając przez to całe plemię do kapitulacji wobec niego i wobec generała Sheridana.(!?!?) Osadzono ich w rezerwacie leżącym wzdłuż rzeki Red, w stanie Oklahoma, próbując tam przekształcić ich w rolników. Dopóki pojawiały się stada bizonów, Kiowa - wbrew zakazowi - polowali na nie poza granicami rezerwatu.
Wiosną 1870 roku Indianie Kiowa mocno zaczęli głodować i rządowy przedstawiciel zezwolił im na prowadzenie polowania na bizony. W tym też roku niejaki William S. Soule wykonał znane nam zdjęcie Satanta.
Od czasu, kiedy Indianie zostali zamknięci w rezerwacie, Biali przeprowadzili wiele zmian na ich dawnych terenach łowieckich. Satanta to spostrzegł i powiedział generałowi Hancockowi:
- Ci żołnierze ścinają moje drzewa, zabijają bawoły, gdy to wszystko widzę to rozdziera się moje serce, jest mi bardzo przykro... Czy Biały stał się dzieckiem, że lekkomyślnie zabija nie po to, aby jeść, ale po to, aby tyć i nie umrzeć z głodu?
Satanta mówił też o milionach bizonów zabitych przez myśliwych białych i porzuconych po odarciu ze skóry.
17 maja 1871 roku Satanta wraz z Setangy i Wielkim Drzewem poprowadził atak nad Salt Creek na karawanę dostawcy rządowego, Henry'ego Warrena, zabijając siedmiu przewoźników i odpędzając 41 mułów. Przywódcy wyprawy, głównie Satanta, obszernie opowiedzieli o tym agentowi Lawrie Tatumowi, który powiadomił o tym pułkownika Benjamina Griersona, dowódcę Fortu Sill. 8 czerwca wodzowie zostali aresztowani i wysłani pod eskortą na sąd do Jacksboro w Teksasie. Setangya zginął zabity po drodze, zaś Satanta i Wielkie Drzewo, po trzech dniach procesu, zostali 8 lipca 1871 roku skazani na powieszenie. Wyrok ten zamieniono później na dożywocie.
Latem, 1870 roku, podczas ceremonii Tańca Słońca zaczęli planować wojnę przeciw białym. Wodzowie nie byli jednak jednomyślni w podjęciu ostatecznej decyzji. Część plemienia przystała jednak na to i stanęła pod przywództwem Kopiącego Ptaka, który zaczął robić wszystko, aby zachować pokój, w wyniku czego stracił wśród plemienia swój autorytet.
W październiku 1873 roku, dzięki pomocy Samotnego Wilka z plemienia Indian Seneca, gubernator Edmund J. Davis ułaskawił Satantę i Wielkie Drzewo, co spotkało się z powszechnym potępieniem. Kiedy wybuchła wojna na rzeką Red, Satanta wziął w niej czynny udział, walcząc między innymi 27 kwietnia 1874 roku w bitwie pod Adobe Walls. Indianami (około 700 wojowników) dowodził Isatai i Quanah Parker. Wśród Indian Kiowa byli Satanta, Ptasi Łuk, Samotny Wilk, Biały Koń. Łowcy bizonów zdołali się obronić. Indianie stracili blisko 15 zabitych. Spośród Indian Comanche zginęli Tsa-yat-see, Co-bay, Esa-que, Tasa-ua-te i meksykański jeniec Sayi-yan.
Satanta wziął też udział w zaistniałej 22 sierpnia w potyczce pod Anadarko.
27 września 1874 roku grupa Indian Kiowa dowodzona przez Maman-ti, Samotnego Wilka, Wielkiego Łuku i Słabego Bizona wzięła udział w potyczce z wojskiem USA w kanionie Palo Duro. Znajdowali się tam też Indianie Cheyenne i Comanche. Indianie nie wystawili żadnych straży sądząc, że wojsko zgubiło ich trop, toteż zaskoczenie było kompletne. Wojsko szarżowało kolejno szwadronami goniąc Indian uciekających w popłochu z kolejnych wiosek.
W potyczce tej zginął tylko jeden Indianin Kiowa, K'ya'-beeen, czyli Czerwony Pióropusz. Wojsko miało jednego rannego. Indianie stracili ponadto cały dobytek oraz 1400 koni i mułów wystrzelanych przez żołnierzy.
Po poddaniu się w październiku 1874 roku Satanta został wysłany do stanowego więzienia w Huntsville w Teksasie.
Gdy w więzieniu odwiedził go pewien podróżnik, napisał później, że ujrzał "wysokiego, pięknie zbudowanego mężczyznę o książęcym sposobie bycia, noszącego z wdziękiem nawet więzienny strój". Satanta przyjął swego gościa "z takim dostojeństwem i czarem jak monarcha w rozmowie z ambasadorem obcego państwa".
Wśród zesłanych na Florydę w 1875 roku Indian Kiowa był między innymi Serce Kobiety. W 1875 roku było 1070 Indian Kiowa.
Będąc w więzieniu, gdy od miejscowego szeryfa dowiedział się, że już nigdy nie wyjdzie na wolność. Satanta zgłosił się do lekarza mówiąc:
- Moje serce jest już chore.
Na następny dzień, 11 października 1878 roku, ujrzano go w oknie drugiego piętra więziennego szpitala. Stał na parapecie z rozpostartymi ramionami, patrzył w niebo i śpiewał pieśń śmierci Indian Kiowa. Zanim zdążono cokolwiek zrobić, skoczył w przestworza i poszybował wolny jak ptak, głową ku kamieniom dziedzińca.
Nie będąc chyba nigdy zbyt wielkim plemieniem, zostali poważnie przerzedzeni wojną i chorobami. Ostatnim strasznym ciosem, jaki w nich uderzył, była epidemia odry zaistniała wiosną 1892 roku, która to zabrała życie ponad 300 osobom z trzech skonfederowanych plemion.
Indianie Kiowa do dzisiaj czczą jego imię. W 1963 roku prochy Satanta sprowadzono z Hentsville, aby pochować je na cmentarzu Fortu Sill obok innych wodzów plemienia.
W 1885 roku liczebność Indian Kiowa szacowano na 1169 osób.
W 1886 roku Wielki Łuk poprowadził kilku współplemieńców do Anteloe Hill by, za pozwoleniem agenta, odzyskać stado uprowadzone przez koniokradów. Otoczyli oni i zabili złodziei odzyskując konie, choć mieli tylko kilka sztuk amunicji.
W 1887 roku odbyli swój ostatni Taniec Słońca.
W 1893 roku tradycję prowadzenia plemiennego kalendarza wziął na siebie George Podawa.
W 1895 roku liczebność Indian Kiowa oszacowano n 1037 osób.
W 1905 roku naliczono 1195 Indian Kiowa.
W 1939 roku zmarł George Podawa kontynuujący plemienną tradycję prowadzenia zapisków kalendarzowych.
W 1970 roku liczyli 4337 osób, a według innych źródeł - 2692.
W 1985 roku doliczono się 3999 Indian Kiowa żyjących w oklahomskiej Agencji Anadarko.
Zabytki, dzieła sztuki oraz pamiątkowe przedmioty związane z historią Indian Kiowa prezentowane są w mieszczącym się w oklahomskim mieście Carnegie Plemiennym Muzeum Indian Kiowa. Adres:
Kiowa Tribal Museum
P.O. Box 369
Carnegie, OK 73015
USA.
W 1987 roku Indianie Kiowa należący do Agencji Anadarko liczyli 9026 osób.
Kiowa-Apache - - Małe plemię athapaskańskie, stowarzyszone od najdawniejszych czasów z Indianami Kiowa, i tworzące stałą część obozowego koła tego plemienia, ale zachowujące swój odmienny język. Samych siebie nazywali Na-i-shan-dina, czyli Nasz Lud. W dawnych zapiskach Francuzów z XVII wieku, w relacji Lewisa i Clarka i z pierwszych układów jaki zawarli z rzędem USA w 1837 roku znani są pod różnymi formami słowa Gattacka - nazwy, którą nadali im Indianie Pawnee. Oni są też prawdopodobnie Indianami Kaskaia, Złymi Sercami, których napotkał w 1820 roku Long. Indianie Kiowa nazywali ich pogardliwie Semat, Złodzieje. Ich popularna nazwa, Kiowa-Apache, wzięła się od mylnego przekonania, że będąc atapaskańskiego pochodzenia, są oderwaną grupą Indian Apache z Arizony, o których dowiedzieli się prawdopodobnie na początku XVIII wieku.
Indianie Kiowa-Apache nie przywędrowali do kraju Równin z południowego zachodu, lecz razem z Indianami Kiowa z Równin północno- zachodnich, które też są sceną ich najstarszych tradycji. Prawdopodobnie, tak jak ich pobratymcy, Indianie Sarsi, przybyli wzdłuż wschodnich podnóży gór Rock, po oderwaniu się od zasadniczej grupy Indian Athapaska z basenu rzeki Mackenzie.
Widząc, że sami są zbyt słabi, stowarzyszyli się z Indianami Kiow, a będąc praktycznie częścią, nie doczekali się obszernego, własnego opracowania. Ich potwierdzona faktem historia, jest starsza o blisko 100 lat od historii Indian Kiowa. Pod nazwą Gattacka wspomina o nich po raz pierwszy De La Salle w 1681 lub 1682 roku, pisząc z placówki leżącej w obecnym stanie Illinois. Podał on, że Indianie Pana (Pawnee) żyją ponad 200 legw na zachód, nad jednym z dopływów Missisipi i są "sąsiadami i sojusznikami Indian Gattacka i Manrhoat (Kiowa) zamieszkującymi na południe od ich wsi i którzy sprzedają im swoje konie, które chyba porywają Hiszpanom w Nowym Meksyku."
Wynika z tego, że Indianie Kiowa-Apache, tak jak i Indianie Kiowa już w tym okresie poruszali się w tych samych stronach w jakich dali się bardziej poznać 100 lat później; mianowicie pomiędzy rzeką Platte a granicą Nowego Meksyku i że już wtedy mieli konie pobierane z hiszpańskich osiedli.
Wydaje się również, że już wtedy przyjaźnili się z Indianami Pawnee chociaż, co jest bardziej prawdopodobne, nazwa Pana dotyczyła Indianami Arikara, będącymi odłamem właściwych Indian Pawnee i starymi, handlowymi partnerami, Indian Kiowa i Kiowa-Apache. Z tej racji, że handlowali końmi z innymi plemionami, i z tego, że sam de La Salle chciał nabyć od nich konie (lub od ich sąsiadów) można się domyśleć, że czasami odwiedzali francuską faktorię nad jeziorem Peoria. W 1719 roku La Haue, nazywając ich Quataquois, podaje, że wraz z Indianami Tawakoni, i innymi sprzymierzonymi plemionami, zamieszkiwali wieś nad rzeką Comarron, w pobliżu jej ujścia do rzeki Arkansas, na terenach należących na początku XX wieku do Narodu Indian Creek w Oklahomie.
W 1805 roku Lewis i Clark znaleźli Indian Kiowa-Apache pomiędzy dwoma rozwidleniami rzeki Cheyenne w Black Hils, w północno-wschodnim Wyoming, w liczbie 300 Ludzi żyjących w 25 tipi. Indianie Kiowa żyli wówczas nad północną Platte i oba lemiona łączyły wspólne obyczaje i mieszane małżeństwa. Posiadały one wielkie stad koni, które sprzedawali Indianom Arikara i Mandan. W 1837 roku Indianie Kiowa-Apache, wraz z In-dianami Kiowa i Tawakoni, zawarli swój pierwszy układ z rzędem USA. Późniejsza ich historia jest ściśle związana z historią In-dian Kiowa. W 1853 roku słynęli jako wojownicza grupa wędrująca w okolicach rzeki Canadian, na tych samych terenach, które przemierzali Indianie Comanche, z którymi też często wyruszali na wojenne wyprawy. Mocą traktatu zawartego nad Little Arkan-sas w 1865 roku, na własną prośbę zostali odłączeni od Indian Kiowa i przyłączeni do Indian Cheyenne i Arapaho co wynikało z powodu wrogości Indian Kiowa okazywanej Białym. Porozumienie to nie sprawdziło się jednak w praktyce i mocą traktatu podpi-sanego nad Medicine Lodge w 1867 roku formalnie znowu połączyli się z Indianami Kiowa, chociaż część z nich nadal żyła z In-dianami Cheyenne i Arapaho, aż do upadku powstania z lat 1874-75. Podczas tych zaburzeń, jako plemię, zachowywali się spo-kojnie i przyjaźnie względem Białych. W 1891 roku liczyli 325 osób. Tak jak i Indianie Kiowa, srodze ucierpieli od epidemii ospy 1892 roku, tracą ponad 1 swej liczebności. W 1903 roku Indianie Kiowa-Apache z oklahomskiej Agencji Kiowa liczyli 156 osób.
W 1905 roku liczebność ich szacowano na 155 osób.
Kinonche - Indianie z kanadyjskiej prowincji Quebec, zaliczeni w XVII wieku go grupy nazwanej ogólnie Indianami Algonquin.
kipu - Zwane też khipu, quipu lub quipo [keczua: quipu - węzeł]), stosowany przez Indian andyjskich, m.in. w państwie Inków, system zapisu liczb oraz mnemotechnicznego utrwalania innych danych (np. ważniejszych wydarzeń, danych statystycznych) za pomocą węzłów wiązanych na różnokolorowych sznurkach, o różnej długości, powtarzających się w sekwencjach odchodzących od głównego sznura. Kipu było wełnianą lub bawełnianą linką, długości ok. 60-70 cm, z której zwisało kilkadziesiąt kolorowych sznurków z zawiązanymi węzełkami. Ilość węzełków oraz ich umiejscowienie oznaczała liczby, kolor sznurka - określone przedmioty, osoby lub pojęcia abstrakcyjne (np. kolor żółty - złoto, czerwony - wojowników, czarny - czas).
Corocznie specjalnie wyznaczeni urzędnicy, tzw. quipu kamayoo, dostarczali do stolicy kipu zawierające informacje dotyczące poszczególnych prowincji państwa inkaskiego odnośnie liczby ludności, produkcji artykułów rolnych i surowców mineralnych. Kipu po zinterpretowaniu przez specjalnych urzędników były przechowywane, stanowiąc swego rodzaju archiwum.
Współcześnie kipu posługują się czasami pasterze indiańscy w Andach przy liczeniu owiec lub lam. Motyw kipu był podejmowany przez wielu pisarzy, np. w zbiorze opowiadań J. J. Szczepańskiego "Kipu" (1978 r.).
Kirineri - Grupa Indian Matsigenka, zamieszkująca nad rzeką Paquiría i Serjali w południowo-wschodnim Peru. Indianie ci zaliczani są do rodziny językowej arawak, podrodziny maipure. Liczebność ich szacowana jest na maksymalnie 100 osób, z czego nad samą Paquiría około żyje 60 (dane z 2002 roku).
Kirisaman Crichana
Kisakon - Indianie z kanadyjskiej prowincji Quebec, zaliczeni w XVII wieku go grupy nazwanej ogólnie Indianami Algonquin.
Kitamat - Indianie wschodnio-środkowej Kolumbii Brytyjskiej. Zaliczeni zostali do algonkińskiej rodziny językowej. Zamieszkiwali półziemianki. Utrzymywali się głównie z połowu dużych zwierzą i ryb.
Kitch-Ugin-Si - Według mitologii Indian z Wyspy Sitka, jest to pierwszym władca Ziemi był, który za żonę pojął własną siostrę. Wszystkie dzieci urodzone w tym związku uśmiercał, bo według przepowiedni, jego potomek miał mu odebrać władzę nad ludźmi, a może i życie. Rodzaj ludzki, zaludniający w owym czasie Ziemię, był paskudny i grzeszny; dlatego Kitch-Ugin-Si zesłał na Ziemię Wielką Wodę. Część ludzi ocalała. Ślady ich canoe i sznurów jakimi były przywiązane do wierzchołków gór, można do dziś znaleźć na wysokich szczytach. Żona-siostra władcy Ziemi uciekła od krwiożerczego brata-męża, wędrując wzdłuż wybrzeża. Na jednej ze skał wysuniętych w morze spotkała pięknego młodzieńca któremu opowiedziała o swoich niedolach. Ten podarował jej okrągły, gorący kamień, który nakazał kobiecie połknąć. Obiecał Indiance, że na wiosnę urodzi syna, który będzie niepokonany. I rzeczywiście - kiedy drzewa pokryły się liśćmi, urodziła chłopca. Dziecku dała imię Elkch (Potężny, Bogaty). Matka nauczyła chłopca pięknie mówić i polować na ptaki. Wdzięczny syn uszył dla niej ze skóry ptaków piękną suknię. Magia matki ochraniała chłopca nawet w powietrzu, kiedy to po zabiciu pewnego białego ptaka wzleciał w górę, posługując się jego skrzydłami. Wtedy okazało się, że nie umie bezpiecznie wylądować, ale czary matki i tu pomogły, sprowadzając Elkcha na ziemię. Kiedy chłopiec dorósł, wyruszył na [oszukiwanie strasznego wuja. Odnalazł wodza w jego chacie na krańcu Ziemi, po czym zabił potwora za pomocą wody. Następnie na swoich skrzydłach znów wzleciał w chmury. Lecąc tak wśród obłoków, zahaczył końcówką skrzydła o skałę nadmorską, upadł i zemdlał. Gdy się ocknął, zobaczył wydrę morską. Ta wzięła Elkcha na swój grzbiet i zawiozła do kekura (tj. skały ostańcowej, wysuniętej w morze) na Wyspie Sitka. Tam czekała już jego matka i przewrotny wuj, który cudem ocalał. Zebrał się też wielki tłum ludzi. Korzystając z tak licznego zgromadzenia, wuj przekazał siostrzeńcowi władzę nad wszystkimi kaloszami.
Kite - lub Staitan; Indianie z Black Hills. Zaliczeni do siouańskiej rodziny językowej. Mieszkali w tipi. Utrzymywali się głównie z polowania.
Kitekehahki - lub Republican Pawnee; grupa wchodząca w skład zawiązanej w 1600 roku Konfederacji Indian Pawnee. Indianie ci żyli na północno-zachodnich równinach Nebraski.. Mieszkali w stałych osiedlach, hodowali rośliny domowe i polowali na bizony. Znana jest historia napadu na Indian Kitkehahki dokonanego przez Indian Omaha.
kitemoka - Indianie z boliwijskiego departamentu Santa Cruz.
Kitkasan - lub Kitsan; Indianie północnoamerykańscy z Kolumbii Brytyjskiej, znad rzeki Skeena.
kitnia anturium
Kittitas Kitits
Kitits - lub Kittitas; Indianie ze środkowego stanu Washington. Zaliczeni do rodziny językowej Penutian-sahaptin. Mieszkali w półziemiankach. Utrzymywali się głównie z połowu ryb i polowania na duże zwierzęta. Wzięli udział w powstaniu z lat 1855-58 po którym to zabito ich wodzów o imieniu Owhi, Qualchin i Kanaskata.
Kitsash Kichai
kiva - Pomieszczenie budowane w osiedlach indiańskich zwanych pueblo od czasów tzw. kultury Cliff Dwellers na południowym zachodzie dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, pełniące funkcje religijne. Kiva posiadały okrągły kształt, odbywano w nich ceremonie religijne, do których nie miały dostępu kobiety i chłopcy przed osiągnięciem dojrzałości. Wejście do kiva zapewniał niewielki otwór w dachu, z którego opuszczano się do środka po drewnianej drabinie. Wewnątrz znajdowały się swego rodzaju ołtarze, na których zazwyczaj umieszczano podobiznę zwierzęcia totemowego odpowiedniej fratrii.
Kiwahca - Indianie nikaraguańscy.
kiżucz - (Oncorhynchus kisctch), ryba żyjąca m.in. u wybrzeży Ameryki Północnej.
Klallam - lub Clallam; Indianie Północno-Zachodniego Wybrzeża Pacyfiku, ze stanozjednoczeniowej strony cieśniny Juan de Fuca. Zaliczeni do rodziny językowej salish. Zamieszkiwali prostokątne domy z desek. Utrzymywali się głównie z połowu ryb. W 1964 roku liczyli około 1000 osób.
Klamath - Indianie z pogranicza Oregonu i Kalifornii, mówiący dialektem klamath-sehaptin. Mieszkali w półziemiankach i w tipi. Byli blisko spokrewnieni z Indianami Modoc i żyli podobnym stylem życia, jako myśliwi i zbieracze. Pierwsze insekty z rodzaju Saltatoria były ich sezonowym przysmakiem.
Indianie Klamath po raz pierwszy spotkali Białego w 1826 roku i zostali ponownie odwiedzeni przez ekspedycję Johna Charlesa Fremonta w roku 1843 i 1846. W 1845 roku napadli na ekspedycję Ch. J. Fremonta. W 1864 osiedli w rezerwacie, który dzielili wraz z 35 innymi plemionami, w tym z Indianami Modoc, co też spowodowało między tymi dwoma grupami szereg konfliktów. W drugiej połowie XIX wieku prowadził wśród nich badania A. S. Gatschet. Ich liczebność w kalifornijskim Rezerwacie Lower Klamath wynosiła 374 osoby w roku 1868, 1125 osób w roku 1880, 213 w 1887, 673 w roku 1897 i 791 w roku 1911. Poza rokiem 1887 liczby te prawdopodobnie zawierają też w sobie inne plemiona niż Indianie Klamath. W roku 1964 liczyli 937 osób, a w roku 1970 ich liczebność szacowano na 550 osób.
klamath-sehaptin - Podgrupa językowa rodziny penutian do której należeli między innymi Indianie Nez Perce i Klamath.
klarkia dzierotka
Klasset Makah
Klatskanie - lub Clatskanie; Indianie z północnego wybrzeża Oregonu. Zaliczeni do saliszańskiej rodziny językowej. Zamieszkiwali prostokątne domy z desek. Utrzymywali się głównie z połowu ryb.
kleistokaktus - (Cleistocactus baumannii), smukły, niezbyt wysoki, krzewiasto rozrastający się kaktus z Boliwii, Peru, Paragwaju, Urugwaju i północnej Argentyny. Dorasta do wysokości 1,8 - 2 m. Ma 16 żeber, soczyście zielonych, gęsto pokrytych żółtymi, wełniastymi włosami i żółtymi (do brązowych) cierniami. Posiada interesujące kwiaty - wałeczkowate, o zgiętej rurce. W zależności od gatunku kwiaty są żółte, pomarańczowe lub czerwone. Opisano około 50 gatunków tego rodzaju.
Do hodowli domowej poleca się: C. laniceps (czerwony) C. strausii(bordowy) C. wendlandiorum (odcienie pomarańczowe). C. strausii, kleistokaktus Straussa, pochodzi z Argentyny i Boliwii. Osiąga wysokość do 1,5 metra a grubość jego pędów wynosi 8 centymetrów.
kleoma - (Cleome L.); dekoracyjna roślina pochodząca z Ameryki Środkowej i Afryki. W naturalnych stanowiskach rośnie na skrajach lasów. Osiąga wysokość do 2 metrów. Liście ma dłoniastodzielne. Kwiaty rozwijają się od dolnej części kwiatostanu i osiągają kolor biały i różowy do niebieskofioletowego. Rodzaj obejmuje około 70 gatunków. C. spinosa Jacq., to kleoma kolczasta lub chełpa ciernista. Występuje w Ameryce Północnej i Południowej. Jest cała owłosiona. Dorasta do 1,5 metra.
Klikitat - Indianie północnoamerykańscy, których nazwa pochodzi z języka czinukańskiego i znaczy tyle, co "po tamtej stronie", co odnosi się do Gór Kaskadowych. Zaliczeni do rodziny językowej penutian-sahaptin. Mieszkali w półziemiankach. Utrzymywali się głównie z połowu ryb. Ich dawną ojczyzną były rozlewiska rzek Cowlitz, Lewis, White Salmon i Klickitat na północ od Kolumbii w waszyngtońskich powiatach Klickitat i Skamania. Ich wschodnimi sąsiadami byli mówiący bardzo podobnym językiem Indianie Yakima a na zachodzie różne saliszańskie i czinukańskie plemiona. W 1805 roku Lewis i Clark zastali zimujących nad rzekami Indian Yakima i Klikitat w liczbie blisko 700 osób.
W latach między 1820 a 1830 rokiem plemiona z doliny Willamette nawiedził epidemia febry czyniąc wśród nich spustoszenie. Korzystają z osłabienie tych plemion, Indianie Klikitat przekroczyli Kolumbię i zajęli siłą kraj aż po dolinę Umpqua na południu. Jednakże ich panowanie na tym obszarze trwało tylko jakiś okres czasu, po którym zmuszeni zostali do szybkiego powrotu na swe łowiska nad północną Kolumbię.
Indianie Klikitat zawsze słynęli jako ruchliwi, przedsiębiorczy kupcy, a dzięki swemu korzystnemu położeniu stali się pośrednikami w handlu między plemionami z wybrzeża a tymi, którzy zamieszkiwali na wschód od Kaskadów.
9 czerwca 1855 roku Indianie Klikitat wraz z Indianami Yakima podpisali układ w Camp Stevens Washington mocą którego oddali swe ziemie Stanom Zjednoczonym.
W drugiej połowie XX wieku prawie w całości zamieszkiwali rezerwat Yakima w stanie Washington, gdzie tak wymieszali się z pokrewnymi sobie plemionami, że nie jest możliwym podanie ich dokładnej liczby.
klinochlor - Minerał, chloryt magnezowo-glinowy. Może również zawierać zmienne ilości żelaza zastępującego magnez, zatem tworzy szereg kryształów mieszanych z chlorytami żelazawymi. Okazy uważane za najładniejsze znajdowane są m.in. w USA.
Kloketen - Obrządek zastraszania kobiet podczas inicjacji chłopięcych wśród Indian Ona.
klon - (Acer L.); drzewo liściaste z rodziny klonowatych, którego owocem jest podwójny skrzydlak rozpadający się na dwa jednonasienne orzeszki. Indianie Mohawk nazywali go owahta. Występuje w około 150 gatunkach, głównie w strefie umiarkowanej półkuli północnej. A. negundo L. - klon jesionolistny, pochodzi z Ameryki Północnej. A. saccharinum L.; nazwa anglojęzyczna - sugar maple to klon srebrzysty lub klon cukrowy. Pochodzi ze wschodniej części Ameryki Północnej. Indianie Chippewa nazywali go a'nina'tig. Dorasta do 25 m wysokości i 15 m szerokości. Liście ma głęboko klapkowate, zielone ze srebrzystym spodem; jesienią żółte. Jest źródłem syropu cukrowego, dostarcza drewna oraz soku, z którego lokalni Indianie od wieków pozyskiwali cukier. Sok wydobywany z pnia w okresie wiosny zawiera około 5% sacharozy.
Drewno klony cukrowego, twarde i trudno łupliwe używane jest do wyrobu mebli, fornirów itp., a sok znajduje zastosowanie w przemyśle cukierniczym.
Gatunek klonu cukrowego jest w Polsce rzadki i osiąga wysokość do 15 metrów.
W Polsce występują w stanie dzikim trzy gatunki: klon jawor (A. pseudoplatanus), zwany też jaworem, mający pięcioklapkowe liście i jasne drewno; klon pospolity (A. Platanoides) o rozłożystej koronie i dużych 5-7 klapowych liściach; klon polny, inaczej paklon (A. Campestue) - krzew lub niskie drzewo o niedużych liściach.
klonik - (Abutilon), zwany też abutilonem lub zaślazem. Bujnie rosnący krzew o klonowatych liściach i zwisłych kwiatach osadzonych na delikatnych szypułkach. Liście ma często pstre, z białymi lub żółtymi plamkami. Występuje w około 150 gatunkach, których ojczyzną jest Ameryka Południowa. A. striatum thompsonii - pstry klon pokojowy. A. hybridum sauitzi - biały klon pokojowy.
kluzja - (Clusia); krzew (rzadziej drzewo) z rodziny dziurawcowatych, występujący w pomad stu gatunkach w Ameryce tropikalnej. Ma olbrzymie, skórzaste, purpurowo czerwone liście.
Indianie andyjscy nazywają tę roślinę shitana i powszechnie używają jej owoców do zakwaszania mleka oraz przy wyrobie serów.
Dziś dostarcza żywicy używanej do celów kosmetycznych i technicznych.
Koasati - Zwani też Choushatta lub Koasota; Indianie z Alabamy. Zaliczeni do algonkińskiej rodziny językowej. Mieszkali w prostokątnych domach krytych strzechą. Utrzymywali się głównie z połowu ryb.W swym lecznictwie, Indianie Koasati korę chionanthusa wirgińskiego używali do leczenia bólu zębów. Stosowali ja też jako zewnętrzny plaster na bóle wewnętrzne i jako gorące okłady na rany i skaleczenia. Gotowali też korzeń bawełny-rośliny i podawali w postaci herbatki kobietom przy lekkich bólach porodowych, co też było i jednym ze sposobów stosowanych przez białych najeźdźców.
Koasota Koasati
Kobeua - Inna nazwa Indian Cubeo.
Kobewa - Inna nazwa Indian Cubeo.
kobieta - Dorosły człowiek płci żeńskiej. Indianie Nez Perce starą kobietę nazywają ayat.
Stara legenda Indian Yahgan głosi, że kobiety we wczesnych okresach rozwoju ludzkości przewodziły szczepowi i sprawowały władzę nad mężczyznami. Obchodziły one uroczystość zwaną kina i poszukiwały wielkiego złego ducha, wędrując od okolicy do okolicy i zastanawiając się nad tym czy on w ogóle istnieje i czy wyjdzie z ziemi aby uczestniczyć w uroczystości kina. Ponieważ go nie odnalazły, zdecydowały się w końcu osiąść na stałym miejscu i aby władzę i zarazem przewagę nad mężczyznami utrzymać, postanowiły ich oszukać oświadczając, że odnalazły złego ducha, który wyszedł z ziemi i przebywa z nimi. Urządziły więc uroczystość z dzikimi wrzaskami, mężczyźni uwierzyli i żyli odtąd w przerażeniu, wykonując wszystkie prace narzucone im przez kobiety. W końcu jednak oszustwo wykryto, mężczyźni zbuntowali się i zabili wszystkie kobiety z wyjątkiem bardzo młodej dziewczynki.
Indianie Otomac wierzyli, że kobiety łączy z Księżycem jakiś specjalny stosunek. Gdy nadchodziło zaćmienie, mężczyźni wypominali kobietom ich błędy, które, zdaniem mężczyzn, doprowadziły do zaćmienia i rosili kobiety, aby ubłagały powrót Księżyca. Obdarowywali je różnymi podarunkami i ozdobami, aby w ten sposób zdobyć ich przychylność i współpracę. Gdy tarcza Księżyca była znów czysta i widoczna, kobiety wychodziły przed swoje chaty i witały go.
Wśród Indian Nambicuara panuje przekonanie, że dusza mężczyzny wciela się po jego śmierci w jaguara, natomiast dusza kobiety ulatuje w powietrze, gdzie się rozwiewa i na zawsze już pozostaje. Dlatego też nie dopuszcza się kobiet do niektórych uroczystości.
Duralde podał też, że tylko kobiety teksańskich Indian Attacapa pracowały w domu i na polach, i że wznosiły kopce pod nadzorem wodzów, a których każdy chciał zamieszkiwać wyżej od innych.
Historyczna rola kobiet lakockich jest zbyt często pomijana i lekceważona ze względu na koncentracje uwagi wokół "kultu wojownika". Tymczasem prawdziwą bohaterką, twórczynią kulturowej tożsamości była Jałówka Białego Bizona, która przyniosła Indianom Lakota świętą fajkę ze wszystkimi ceremoniami i obyczajami.
Lakocka kobieta, tak jak wszystkie kobiety na świecie, była pierwszym wychowawcą dziecka. To głównie kobiety, jako strażniczki ogniska domowego i serce kultury Indian Lakota, wpajały wartości społeczne, takie jak hojność, odwaga, wytrzymałość i mądrość.
Nie przeczy to jednakże wpływowi mężczyzny, głowy i obrońcy rodziny oraz tiyospaye, czyli szerszej rodziny. W tradycyjnej społeczności lakockiej istniała równowaga między męskimi i kobiecymi rolami, w której miłość, szacunek i honor były dzielone po równi.
Jedną z głównych wartości charakterystycznych dla kobiet była cnotliwość. Była ona podstawowym warunkiem wybrania kobiety na jedną z czterech ścinających święte drzewo do Tańca Słońca. Tak jak mężczyzn wzywano do czynów wojennych, tak dziewczyna, ze względu na cechy jej charakteru, mogła być wezwana do ubiegania się o ten zaszczyt. Z tego powodu w tradycyjnej społeczności Indian Lakota bracia i kuzyni strzegli jej honoru. Istniała ściśle określona procedura zalotów, w której udział brali szacowni mężowie.
Indianie Lakota uważali rolę kobiety za ważną, ale trudną. Coroczna ciąża w ich nomadycznym życiu nie była oczekiwaną normą. Za obowiązek kobiety uważano za to przygotowanie rzeczy obejścia domowego oraz przedmiotów potrzebnych do honorowania. Kulturowo akceptowane było przedłużające się karmienie piersią czy wyparcie się swojej płci powodowane nadprzyrodzonym przekazem.
Kobiety prowadzące wzorowe życie, odpowiadające kulturowym wymaganiom, nazywano "dobrymi kobietami". Dla starszej kobiety szczytem uznania i honoru była ceremonia zwana "Gryzieniem Noża".
Kobiety lakockie były ekspertkami, jeśli chodziło o gromadzenie zapasów pożywienia. Przyrządzały nie tylko pemmican, ale często również samo suszone mięso, timpsila (suszona preryjną rzepa), suszone i sproszkowane czereśnie, suszone śliwki i jagody, a poza tym wszystkim sporządzały z pęcherzy worki do przechowywania wody.
Rzadkie i rozrzucone, istnieją wzmianki o kobietach indiańskich, które wyruszyły na wyprawę wojenną, by pomścić ukochanego, lub zginęły w ataku.
Osiągnięcie pewnego wieku było jednym z istotnych i najważniejszych wydarzeń społecznych dla kobiety Indian południowoamerykańskich. Obok Indian Apinaye, wśród których nie było żadnych grup wieku dla kobiet a jedynie dla mężczyzn szereg innych plemion różnie klasyfikowało kobietę w ujęciu jej przydatności społecznej. Wśród Indian Caribe znad rzeki Barama, wśród Indian Nambicuara, Canella i Sherente wszystkie siostry matki grupuje się z matą i odróżnia przy tym od sióstr ojca oraz braci matki, którzy z kolei uważani są jako identyczni w rodzicami współmałżonka, a więc teściami. Również wśród Indian Siriona matka i jej siostry znane są pod jednym i tym samym terminem, natomiast siostra ojca i żona brata pod innym. Więzy pokrewieństwa odgrywają wśród niektórych plemion tak ważną rolę, że często służą Indianom do zwracania się do siebie w zastępstwie imion. O tym, że rola kobiety w społeczności nie jest bez znaczenia, może również przekonać przykład martonymicznego szczepu Bacairi, wśród którego panuje zwyczaj czerpania imion od matki lub innego żeńskiego przodka, a już jasnym przykładem uprzywilejowanej pozycji kobiety są szczepy uznające pochodzenie w linii matki oraz rezydencję martylokalną.
Wśród Indian Chiriguano, gdzie kobiety uczestniczą w ucztach na równi z mężczyznami, zezwala się im nawet na przysłuchiwanie się dyskusjom mężczyzn, co wśród niektórych innych szczepów byłoby nie do pomyślenia.
Wśród dorosłych, jednym z najbardziej charakterystycznych dla Indianek momentem działalności rozrywkowej był ich udział w walkach pokazowych, w których uczestniczyły bądź w charakterze widza lub też przeprowadzały je między sobą. Wśród Indian Mocovi, Mbaya, Guana i Caduveo kobiety często występowały w pokazowych walkach na pięści a wśród Indian Payagua walczyły nawet z mężczyznami. Podobne mecze staczano wśród dawnych Indian Tereno oraz wśród Indian Botocudo, gdzie kobiety mocowały się i walczyły na pięści z kobietami przeciwników, natomiast wśród Indian Ona kobiety uczestniczyły w walkach jedynie jako widzowie. Pozorowane walki przeprowadzano między innymi wśród Indian Caingang, do których kobiety wkraczały pod ochroną tarcz, podnosiły leżące na ziemi maczugi i wręczały je swoim partnerom. Charakter walki posiadała również gra "w żółwia" wśród Indian Cashinawa, w trakcie której kobiety usiłowały uwolnić żółwia związanego sznurami. Podczas gry do akcji wkracza grupa mężczyzn, która po prostu napada na kobiety i stara się nie dopuścić do uwolnienia żółwia. W trakcie walki do gry dochodzą inne kobiety, które z kolei biją przeciwniczki i uwalniają swoich partnerów.
Indianki Otomac uczestniczyły na równi z mężczyznami w grze w piłkę, wkraczając jednakże do akcji dopiero w południe, podczas gdy mężczyźni grali od rana. Gra polegała na wyłapywaniu przez mężczyzn gumowych piłek, podbijanych pakami przez kobiety. W inny sposób zabawiały się w piłkę kobiety Indian Chiriguano, które na ułożone rzędami ziarna kukurydzy rzucały piłkami, wykonanymi z kamienia lub pustej gliny wypełnionej małymi kuleczkami. Wśród Indian Yahgan kobiety również uczestniczyły w grach z piłkami.
Udział kobiet w grach i zabawach zanotowano ponadto wśród Indian Tehuelche, gdzie kobiety uczestniczyły w wyścigach konnych i w grze w kości, wśród Indian Mataco, gdzie zabawa polegała na przedstawianiu przez dziewczęta rosnących drzew, które następnie jeden z chłopców ścinał przez uderzenie dziewcząt i upadek tychże oraz wśród Indian Araucan, gdzie kobiety zabawiały się grą podobną do dzisiejszego hokeja. W związku z tą grą Indianie Araucan odbywali szereg magiczno-religijnych obrzędów, podczas których między innymi obowiązywało powstrzymywanie się od stosunków płciowych. Wśród Indian Mbaya kobiety i dziewczęta zbawiały się często w ten sposób, że jedna z nich trzymała parę rogów i udawała jelenia, reszta zaś polowała na niego. Kobiety Indian Abipon lubiły zabawiać się zwierzątkami, zaś wszystkie matki szczepów Chaco chętnie zabawiały swe dzieci grzechotkami; wśród Indian Chamacoco rolę grzechotek spełniały często wiązki jelenich kopyt. Bardzo często Indianki wypełniały swój wolny czas śpiewami, które są wykonywane chóralnie razem z mężczyznami lub bez nich, albo też indywidualnie. Są to monotonne pienia niewiele mające wspólnego z pieśniami w naszym znaczeniu.
Indianie wierzyli, że los wojowników i powodzenie wyprawy wojennej zależna są choć w części od właściwego zachowania się kobiet w domu. Dlatego też kobiety niektórych plemion obowiązywały pewne zakazy czy nakazy, których przestrzeganie miało decydujący wpływ na pomyślność wyprawy. Kobietom Indian Pilaga nie wolno było w tym czasie prząść. Wśród Indian Araucan kobiety powstrzymywały się od życia płciowego, natomiast wśród Indian Jivaro kobiety śpiewały pieśni z zaklęciami oraz odbywały specjalny taniec w intencji powodzenia wyprawy.
Osobisty udział kobiet w wyprawach wojenny ograniczał się jedynie do sporadycznych przypadków. Wśród Indian Amahuaca starsze kobiety wybierały się razem z mężczyznami na wyprawy wojenne i opiekowały się ich bronią raz zaopatrywały ich w żywność, natomiast młode kobiety i dzieci ukrywano na przeciąg całej wyprawy w głębi puszczy wraz ze wszystkimi zapasami żywności, podobnie jak wśród Indian Charrua, gdzie przed każdą walką zabezpieczano kobiety i dzieci w niedostępnym miejscu. Kobiety Indian Otomac towarzyszyły swoim wojownikom podczas wypraw wojennych i zbierały strzały w trakcie walki, które nie dochodziły do swego celu. Podczas jednej z walk kobiety Południowych Indian Cayapo brały aktywny udział w boju i stojąc bezpośrednio za mężczyznami podawały im strzały.
Wśród niektórych plemion z obszaru Uaupés-Caqetá kobiety mogą brać udział w tańcach z panfletami, lecz muszą opuścić tancerzy zanim mężczyźni nie skończą tańca. Żadnej kobiecie nie wolno dotknąć instrumentu, nie mówiąc już o tym, żeby mogła na nim zagrać.
Kobiety Indian Camayura wierzą, że święte flety wykonane są przez jednego z demonów. Jeśli któraś z kobiet choć przypadkowo spojrzy na nie podlega karze śmierć i cała grupa wykonuje wyrok.
Wśród Indian Achagua podczas pewnych tańców obnoszono wizerunki istot nadprzyrodzonych składające się z masek i kostiumów, na które kobietom nie wolno było spoglądać pod karą śmierci.
Wśród Indian Inga kobiety wierzą, że przy odgłosach trompetów przodkowie odwiedzają wioskę. Zamykają się wówczas w chatach, gdzie biczuje się je na równi z chłopcami.
Wśród Indian Baniva podczas niektórych uczt pijackich odbywają się tańce, w których biorą udział zamaskowani tancerze. Tańce mają na celu udobruchanie złego ducha, a kobietom nie wolno brać udziału w uczcie ani uczestniczyć w tańcu pod karą śmierci. Gdy któraś z kobiet spojrzy na taniec, czeka ją śmierć z ręki jednego z jej męskich krewnych, który musi wyrok wykonać.
Wśród Indian Caraja kobietom nie wolno było poznać sekretów męskich misteriów. Skoro któraś z kobiet przekroczyła ten zakaz została zgwałcona przez wszystkich mężczyzn wioski i pozostawała już nierządnicą.
Kobiety Indian Piro są bardzo skromne i zachowują się w społeczności z należytą rezerwą, lecz nie okazują przestrachu, jak to często bywa wśród innych szczepów. Okazują one swą skromność przez opuszczenie na twarz swych luźnych włosów i opuszczenie głowy.
Wśród Indian Mura pozycja kobiety w społeczności była bardzo upośledzona. W życiu rodzinnym była właściwie sługą swego męża, który bardzo często zdobywał ją jako wygraną w meczach bokserskich pomiędzy mężczyznami. Bez precedensu była również postawa obozu męskiego, którzy do tego stopnia obawiali się swoich odwiecznych wrogów, Indian Mundurucu, że zgadzali się bez oporu na rabunek kobiet, gdy ci przybywali do nich w poszukiwaniu żon.
Związki kobiece występujące wśród Indian południowoamerykańskich nie są wytworem samodzielnym, lecz powstały na skutek chęci przeciwstawienia się mężczyznom i ich metodom zastraszania. W Ameryce Południowej związki owe związki kobiece występują bardzo rzadko, bo zaledwie w paru wiarygodnie stwierdzonych przypadkach i to w formie nieco odbiegającej od związków męskich. Najwyraźniej można to stwierdzić wśród Indian Sherente, gdzie tendencja do tworzenia związków kobiecych jest jedynie refleksem męskich związków i nie ma żadnego gospodarczego czy religijnego znaczenia, ani też nie jest pewnego rodzaju protestem przeciwko hegemonii mężczyzn. Ponieważ mężczyźni Indian Sherente mają kilka związków, jest rzeczą zrozumiałą, że u kobiet mogły się ujawnić pewne skłonności naśladowcze, tym bardziej, że przejście z matrylinealizmu i rezydencji matrylokalnej do patrylinealizmu i odojcowskiej rezydencji pomałżeńskiej mogło u nich nastąpić w nie tak odległej przeszłości. Kobiety gromadzą się razem przy obchodach związanych z nadaniem szczególnej nazwy dwom młodym chłopcom i regularnie przynoszą swe dzieci na miejsce zebrania. Organizacja tego spotkania jest podobna do typu męskiego. Kobiety malują się podobnie jak mężczyźni, mają podobnych dwóch kierowników i dwóch pomocników zebrania, natomiast nie ma u nich formalnego dopuszczenia do organizacji. W trakcie obrządków mężczyźni podejmują pozorowaną próbę zastraszenia kobiet przez słabe i niezręczne odtworzenie zabójstwa kobiety.
Pewne znikome przejawy działalności zbiorowej, które niekoniecznie muszą mieć charakter związków, zaobserwowano wśród Indian Yaruro. Gdy mianowicie wieczorem na niebie pojawiają się gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy, kobiety udają się zbiorowo do lasu w kierunku zachodnim i znikają z pola widzenia i słyszenia. Po pewnym czasie wracają i spokojnie zajmują się przygotowaniem cygar dla mężczyzn. Nie zdołano stwierdzić jaki jest cel i przeznaczenie tej wędrówki..
Udział kobiet w tańcach Indian Ameryki Południowej jest niejednolity. Spotykamy tu przypadki zupełnego włączenia kobiet z tańców, poprzez sporadyczne uczestnictwo aż do czysto kobiecych tańców, które często, jak na przykład wśród Indian Mojo i Baure, odbywały się w oddzielnych chatach. Wśród dawnych Indian Tereno przebrani i pomalowani mężczyźni odbywali taniec z okazji pierwszego ścinania kukurydzy, w którym kobietom nie wolno było uczestniczyć. Kobiety Indian Siriono również nigdy nie tańczą razem z mężczyznami a zamężne kobiety Indian Maue były w ogóle wyłączone z tańców. Z typowo kobiecych tańców, z których mężczyźni byli wyłączeni wymienić należy taniec kobiet Indian Guaranoca przedstawiający pogoń za mrówką, która ugryzła człowieka oraz taniec przedstawiający pewne czynności związane z uprawą ziemi. Podobny taniec odbywają kobiety Indian Jivaro po zasadzeniu maniokiem swoich pól. W ciągu pięciu zastępujących po sobie nocy kobiety proszą boginię Ziemi o dobre zbiory przy pomocy tańców i śpiewów.
Wśród Indian Chake odbywa się taniec z okazji narodzin dziecka. Biorą w nim udział wszystkie dziewczęta i kobiety i jedynie dwaj mężczyźni asystują im przy tym. Wśród Indian Sae kobiety odtwarzały taniec podczas uroczystości związanych z osiągnięciem przez dziewczynę dojrzałości płciowej i równoczesnym wyborze męża. Kobiety tańczyły wokół dziewczyny, zaś cztery inne kobiety trzymały nad jej głową kosz pełen żywności. Często kobiecie wystąpienia miały również miejsce w tańcach odbywanych z okazji wypraw wojennych. Wśród Indian Roamaina kobiety tańczyły wokół słupków z zatkniętymi na nich czaszkami, a wśród Indian Chiriguano kobiety śpiewały i wykonywały tańce celem podniesienia odwagi wojowników. Bardziej aktywny udział kobiet występował wśród kanibalistycznych uczt Indian Tupinamba, gdzie kobiety tańczyły przez trzy dni z rzędu, przed właściwym pożarciem jeńców. Równie często miały miejsce tańce kobiece przy uroczystościach pogrzebowych, jak na przykład wśród Indian Abipon, gdzie stare kobiety odtwarzały magiczny taniec.
Tradycja przypisuje kobietom pierwszeństwo przy wprowadzaniu pieśni do tańca. Od początkowego wybijania taktu rękami, poprzez pierwsze melodyjne słowa i wersety, aż do długich hymnów, kobiety miały włączyć pieśni w charakter tańca. Wśród Indian znajomość tańca uważana była za właściwość uświęconą i dlatego też była często powodem dopuszczenia kobiet do uczestnictwa lub nawet prowadzenia tańców. Praktykowali to w szerokim zakresie Indianie Guarani, gdzie kobieta znająca wiele pieśni mogła zastąpić nawet czarownika przy prowadzeniu tańców. Ograniczony udział kobiet w niektórych tańcach zanotowano wśród szczepów znad rzeki Yuaupes-Caqueta, wśród współczesnych Indian Aymara i wśród Indian More, gdzie na przykład kobiety przygotowują napoje i farby, malują nią ciała mężczyzn oraz swoje własne i śpiewają razem z tańczącymi mężczyznami, lecz same w tańcach nie uczestniczą.
Z pozostałych tańców z udziałem kobiet na uwagę zasługuje jeszcze Taniec Miłosny wśród Indian Jivaro, przeprowadzany przez mężczyznę z towarzyszeniem kobiety, taniec dziewcząt Indian Yuracare, które wykonują go w ozdobnym stroju z przytwierdzonymi do ramion pęczkami piór, dzwonkami i skrzydełkami pewnych chrząszczy, Taniec Jaguara wśród Indian Zaparo, w którym mężczyzna ugania się za kobietą, potrząsając ją od czasu do czasu, rytmiczny taniec wśród Indian Camayura, do którego para młodych kobiet dołącza pod sam koniec oraz taniec wśród Indian Puri, pod koniec którego kobiety i dziewczęta rozsypują się jak gdyby w ucieczce, a następnie czynią to samo mężczyźni z chłopcami. Taniec Jaguara odbywano również wśród Indian Toba celem ochrony kobiet przed atakami drapieżnika. Chłopcy i dziewczęta tańczą w kręgu, a każdy chłopiec biczuje lędźwie swojej partnerki kawałkiem tkaniny. Dziewczęta padają wówczas na ziemię, a czarownik odgrywający rolę jaguara podchodzi do nich, dmucha na nie i udaje, że wysysa im krew. Ciekawy szczegół odnośnie tańca stwierdzono wśród Indian Crao. Kobiety tańczą tam przeważnie przy wschodzie Słońca. Zapytane przez jednego z podróżników (Wustmann 1960) dlaczego tańczą, odpowiedziały, że nie wiedzą.
Ucztom pijackim często towarzyszyła muzyka, taniec i śpiew. Udział kobiet w tej uroczystości jest różnorodny. Wśród Indian Caribe znad rzeki Barama starsze wiekiem kobiety jak również mężczyźni często pobudzają młodych do aktywności przy pomocy żartów i pieśni. Wśród Indian Mojo i Baure uczty odbywały się w specjalnie na ten cel zbudowanych domach. Kobietom zezwalano na uczestnictwo, z tym że śpiewaczki i tancerki mogły na ich być obecne, natomiast zamężnym kobietom wolno było oprócz tego konsumować napój z manioku. Czasami na uczty zapraszano mieszkańców innych wiosek i gdy konsumpcja napojów alkoholowych osiągała punkt kulminacyjny, goście okazywali gospodarzom swe zadowolenie i szacunek w ten sposób, że owijali żonę gospodarza i jego córki całkowicie z spódniczki, nakładali na głowy kaptury i zabierali je wspólnie na miejsce kultu, do którego zakapturzone kobiety wchodziły w tanecznym rytmie ze śpiewem na ustach. Wewnątrz otrzymywały odpowiednie porcje chicha, a następnie zezwalano im na krótkie tańce w towarzystwie mężczyzn.
Bardziej aktywny udział wykazują kobiety Indian Jabuti, które uczestniczą w ucztach i tańczą na nich do upadłego aż do rana. Ponieważ zaczynają one nieco później od mężczyzn konsumować chicha i tańczyć, zachowują trzeźwość w czasie gdy obóz męski jest już dawno odurzony alkoholem. Kobiety piją wówczas dalej, tańczą nawet z drobiem domowym i w końcu dobierają się do broni mężczyzn wywijają nią w odurzeniu, tak że bardziej trwożliwi mężczyźni uciekają od nich. Dopiero nad ranem, gdy alkohol i zmęczenie dają o sobie znać, taniec się kończy i wszyscy się uspokajają. Uczestnictwo kobiet w tańcach i konsumpcji napojów alkoholowych podczas uczt pijackich stwierdzono ponadto wśród Indian Warrau i Sae.
Równe uczestnictwo mężczyzn i kobiet zauważono wśród Indian Cuna, gdzie wszyscy piją do zupełnego zamroczenia alkoholowego, a następnie kobiety przenoszą swoich mężów do hamaków i skraplają ich wodą. Również i kobiety Indian Otomac dbały bardzo o swych pijanych mężów. Ciekawy szczegół zauważono wśród uczt pijackich Indian Siriono. Podczas pewnych uroczystości związanych z ucztami nakłuwa się kobiety, będące w poosiadaniu dzieci, kolcem pewnej ryby na górnym ramieniu, co pozostawia następnie dekoracyjne blizny stanowiące oznakę dojrzałości. Zasadniczo jednak Indiankom Siriono nie wolno na ucztach siedzieć razem z mężczyznami. Siedzą one w pewnym oddaleniu od nich i wypijają resztki nabojów z kalebas. Jeśli natomiast zapasy chicha są wystarczające, kobiety urządzają sobie uczty we własnym zakresie.
Wśród niektórych plemion z obszaru Gujany stare kobiety oraz dziewczęta, które nie doszły jeszcze do dojrzałości płciowej brały nawet udział przy obrzędach związanych z wtajemniczeniem czarowników.
Indiance Yahgan nie wolno jest się swobodnie rozglądać i dlatego zawsze trzyma głowę nieco pochyloną.
Wśród południowoamerykańskich Indian Cenu funkcje wodzów ponoć sprawowały kobiety a ich synowie mieli dziedziczyć po nich władzę. Również i wśród Indian Chiriguano zdarzały się przypadki, że kobiety przewodziły pewnym grupom w charakterze wodzów, a wśród Indian Chane zachowały się nawet nazwiska kilku żeńskich naczelników. Stosunkowo wiarygodne formacje na temat większego wpływu kobiet w sprawach politycznych posiadamy ze szczepu Goajiro, gdzie kobiety zajmują czasami stanowisko wodza i wykazują przy tym dużo rozwagi i umiejętności zwłaszcza przy interweniowaniu w kłótniach i rozstrzyganiu sporów.
Wzajemny stosunek żony do męża kształtuje się różnie wśród poszczególnych plemion. Wśród Indian Sherente żona jest bardzo uległa i znosi swój los ze stoickim spokojem. Bardzo często jest ona do tego stopnia przywiązana do męża, że popełnia samobójstwo w przypadku porzucenia jej przez niego. Wśród Indian Palicur żona jest bardzo niezależna, wynikiem czego jest jej aroganckie zachowanie i postępowanie. Żony Indian Nambicuara są przez mężów traktowane bardzo poważnie, one same zaś wykazują dużo cierpliwości i zręczności. Ów szacunek odnosi się jedna do stanowiska żony w domu, bo jako członka społeczności traktuje się kobietę z pewnym lekceważeniem i żartobliwym pobłażaniem. Podobnie pozytywne ustosunkowanie się męża do żony można zauważyć wśród Indian Cubeo, gdzie mąż i żona są do siebie bardzo przywiązani raz wśród Indian Ona, gdzie mąż bardzo o nią dbał w domu i przeznaczał dla niej najlepsze partie żywności. Według przekazów niektórych autorów, żony Indian Cariri miały nawet mieć w rodzinie głos decydujący.
Obok pozytywnego stanowiska żony w rodzinie, które uzależnione jest przede wszystkim od pewnych założeń życia społecznego, trafiały się równie często przypadki negatywnego ustosunkowania się do żony w życiu rodzinnym. Wpływa na to często tryb życia oraz szereg urządzeń społecznych, które z góry uniemożliwiają harmonijne współżycie rodzinne i rozbijają jedność w rodzinie. Zaliczyć tu trzeba przede wszystkim zwyczaj separowania obu płci, przynależność mężczyzny do związków społecznych i związany z tym częsty pobyt w domach klubowych, następnie charakter małżeństwa poliginicznego oraz w mniejszym stopniu zwyczaj zastraszania kobiet. Trudno bowiem o harmonijne życie tam, gdzie mąż i żona zmuszeni są oddzielnie spożywać osiłki, lub też zamieszkują dwie oddzielne chaty, nie mówiąc już o jaskrawych przypadkach domów klubowych jak na przykład wśród Indian Bororo czy Sherente, gdzie mężczyzna spędza większość czasu w domu męskim i tylko od czasu do czasu zagląda do swej rodziny.
Wśród szczepów, gdzie ilość rąk do pracy w rodzinie była niewystarczająca, jak na przykład wśród Indian Toba, Mbaya i Abipon, pierwsza żona zwykle chętnie witała dalsze współtowarzyszki, które odciążały ją przecież od pracy.
U Indian Warrau, gdzie mężczyzna często sprowadzał do gospodarstwa domowego młode dziewczęta jako kandydatki na przyszłe żony, pierwsza żona pouczała je zwykle o czekających obowiązkach i zapoznawała z pracą domową. Wojownicze szczepy uzupełniały ponadto ten nie dobór siły roboczej brankami wojennymi, które wspomagały żonę w gospodarstwie domowym.
Odnośnie pozycji żony w rodzinie na uwagę zasługuje jeszcze fakt zachowania dystansu żony wobec ojca swego męża. Zwyczaj ten jest z pewnością odbiciem zakazów istniejących przy współżyciu zięcia z teściowa i występuje w wyraźnej formie u niektórych szczepów. Wśród Indian Yaruro zachowanie żony w stosunku do swego teścia jest pełne rezerwy, chociaż praktycznie biorąc bardzo rzadko się z nim spotyka. Także wśród Indian Caribe znad rzeki Barama żona nie zwróci się nigdy bezpośrednio do swego teścia czy nawet teściowej, lecz podchodzi do nich zawsze z rezerwą. Dzięki matrylokalnej rezydencji lub niezależnej rezydencji pomałżeńskiej kontakt z nimi jest jednak bardzo znikomy. Wśród Indian Sherente społeczne obcowanie synowej z teściem również jest ograniczone szeregiem zakazów, a wśród Indian Araucan jest ono w ogóle zabronione.
Indianki Sherente często popełniają samobójstwo w przypadku opuszczenia przez męża lub jego śmierci.
Podstawowym zajęciem kobiety w rodzinie była troska o należyte utrzymanie gospodarstwa domowego. Pierwsze oznaki tego zainteresowania uwidaczniały się już w trakcie budowania chaty, przy którym kobiety czynnie wspomagały mężczyzn. Wśród Indian Alacaluf na przykład mężczyźni ostrzyli drewniane pale i żerdzie, a kobiety wbijały je do ziemi, zaginały na zakończeniach i wiązały je razem. Po wybudowaniu chaty kobiety troszczyły się o zaopatrzenie jej w świeżą wodę do picia, którą następnie przechowywano w zbiornikach wykonanych przez kobiety ze skóry lub kory drzewnej. Do dalszych zajęć żeńskich należało podtrzymywanie ognia oraz przenoszenie go z miejsca na miejsce przy koczowniczym trybie życia. Ponieważ wśród ludów nadbrzeżnych ogień przewożono na łodziach, tym samym w trakcie wędrówek kobiece przypadała w udziale opieka nad łodzią i całym dobytkiem. Aby ogień przez cały czas wędrówki utrzymać, trzeba go było przez cały czas podsycać, co również wchodziło w zakres czynności kobiecych, z tym że często pomagali im przy tym mężczyźni. W trakcie wędrówek kobiety wiosłowały i sterowały łodzią na równi z mężczyznami.
Do dalszych czynności domowych wykonywanych przez kobiety należało gotowanie względnie przyrządzanie posiłków, troska o stan chaty oraz, w zależności od szczepu, obróbka, wyprawianie i szycie skór, wyplatanie oraz transport przyborów domowych podczas dalszych wędrówek.
Drugą zasadniczą czynnością kobiet nie związaną bezpośrednio z gospodarstwem domowym była pomoc mężczyznom przy gromadzeniu żywności. Pomoc ta ograniczała się u ludów nadbrzeżnych zasadniczo do zbierania pokarmu nadbrzeżnego lub też do łowienia czy nurkowania za rybami, muszlami, skorupiakami i innymi drobniejszymi żyjątkami morskimi, Czynności te nabierały o tyle ważności, ponieważ dostarczały ludności jednego z główniejszych źródeł żywności i tym samym podwyższały czynnie w społeczności stanowiska kobiety.
Zbieractwo nadbrzeżna obejmowało poszukiwania na plażach oraz wśród skał. Na płytkich wodach kobiety używały kijów do wyławiania skorupiaków lub też po prostu nurkowały za nimi. Wśród Indian Yahgan nurkowanie i łowienie wpław były wyłącznym zajęciem kobiecym. Ten interesujący szczegół wynika z faktu, że kobiety są bardziej odporne na zimno, a ponieważ woda jest w tych okolicach bardzo zimna, nurkowanie ograniczano do paru zanurzeń, po czym wracano do ogniska. Kobiety Indian Alacaluf łowiły ponadto ryby na większych głębokościach przy pomocy oszczepów. Bardzo często udawały się one wraz z dziećmi do wody i pływały po wodach nadbrzeżnych uderzając kijami w wodę, aby wypłoszyć w ten sposób ryby i spędzić je na płycizny, gdzie następnie łowiono je wprost rękami lub przy pomocy szczepów. Gdy kobiety wybierały się z mężczyznami na dalsze połowy, ich obowiązki ograniczały się jedynie do wiosłowania i prowadzenia łodzi.
Jeśli chodzi o palenie tytoniu przez Indian południowoamerykańskich, było ono swego czasu wśród większości plemion ściśle ograniczone do mężczyzn. Z biegiem czasu kobiety przejęły jednak ten zwyczaj i obecnie wiele kobiet praktykuje go na równi z mężczyznami. Kobiety znad rzeki Ucayali nie palą tytoniu, lecz wchłaniają go przy pomocy rurki wykonanej w kształcie litery V. Sproszkowany tytoń wkłada się w ramiona rurki, po czym jedno ramię rurki wkłada się w otwór nosowy, drugie natomiast ramię inna osoba bierze do ust i wdmuchuje tytoń do nosa partnerowi. Podobnie zażywają tytoń kobiety Indian Amahuaca i Panobo. Większość kobiet z obszaru Gran Chaco żuje tytoń, albo też soli. Wśród India Crao matki nie przestają palić nawet podczas karmienia i bardzo często podają fajkę swym niemowlętom.
Wśród myśliwskich plemion puszcz tropikalnych kobiety często pomagały mężczyznom przy polowaniach. Wśród Indian Bororo i Warrau kobiety pomagały swoim mężom przy sprowadzaniu upolowanej zwierzyny do obozowiska, wśród Indian Nambicuara kobieta również uczestniczy w polowaniu, ponieważ zbiera po drodze wszystkie jadalne produkty i tym samym przyczynia się do zaopatrzenia rodziny, a wśród innych plemion kobiety jedynie towarzyszą mężczyznom podczas dłuższych polowań i utrzymują po drodze obozowiska. Samo podtrzymywanie ognia, które zasadniczo nie powinno nastręczać większych trudności, staje się w pewnych przypadkach kłopotliwe dla kobiety. Wśród Indian Camayura, którzy nie noszą żadnego odzienia, hamak żony zawieszony jest zawsze najniżej ziemi pod hamakiem męża. Czynnością żony jest bezustanne pilnowanie i podtrzymywanie ognia, co bardzo często kończy się dla niej bolesnymi oparzeniami od iskier.
Plemiona kopieniacze potraktowały różnorodnie podział pracy. Wśród bardziej prymitywnych szczepów kobiety zajmują się obok zbieractwa i uprawą ziemi, a więc zasiewami, plewieniem, zbiorami i gromadzeniem żywności. Bardzo często pomagają im przy tym mężczyźni. Szczepy zajmujące się równocześnie i rybołówstwem korzystają także z pomocy kobiet. Wśród niektórych plemion kobietom wolna jednak łowić ryby jedynie przy pomocy pewnych ustalonych technik łowienia. Kobiety Indian Ashluslay na przykład łowią przy pomocy koszy, natomiast kobietom Indian Chane i Chiriguano wolno łowić jedynie na płytkich wodach, podczas gdy mężczyźni zapuszczają się na głębsze wody i łowią przy pomocy sieci.
Jedną z dalszych czynności, którą u przeważającej większości szczepów wykonywały wyłącznie kobiety, było przyrządzanie i gromadzenie napojów alkoholowych przygotowywanych z okazji szeregu uroczystości.
W 1949 roku Kalervo Oberg tak opisał dzień pracy kobiety Indian Tereno zamieszkujących południowe obszary Mato Grosso. Wszyscy mieszkańcy wioski budzą się tam zwyczajowo o brzasku i pierwsza osoba, która wstaje, czy to kobieta czy mężczyzna, zapala ogień i gotuje wodę. Następnie kobieta się myje i przygotowuje w swej chacie herbatę przez naparzenie liści mate, którą cała rodzina pije przy pomocy specjalnych rurek. Po spożyciu porannego posiłku mężczyźni udają się do swych zajęć, kobiety zaś pozostają w chatach, chyba że praca na polach wymaga ich obecności. Zajmują się one przyrządzaniem południowego posiłku, szyciem i praniem. Wybierają się również po wodę, którą następnie transportują w garnkach na swych głowach do chat, zachowując się przy tym bardzo swobodnie i wesoło. Po powrocie mężczyzn i spożyciu posiłku wszyscy odpoczywają w hamakach. Podczas pory deszczowej kobiety zajmują się pracami domowymi, przędzeniem, sporządzaniem odzieży, wyplataniem hamaków i wyrobem garnków.
Jednym z ulubionych zajęć kobiet podczas chwili odpoczynku jest iskanie wszy. Zajęcie to sprawia przeważnie przyjemność obu stronom zapełnia Indianom chwile nudy. Wśród Indian Caribe znad rzeki Barama kobiety siadają rzędem jedna za drugą i iskają się nawzajem za następnie rozgryzają wszy między zębami i wypluwają je. Kobietom Indian Nambicuara pasożyty odpowiadają do tego stopnia, że nawet je zjadają. Ten przykry z naszego punktu widzenia zwyczaj rozpowszechnił się w jednej z prowincji państwa Inków do tego stopnia, że władca państwa, celem wyplenienia tego zwyczaju, zmuszali poszczególnych naczelników do składania świadczeń w postaci większych wszy.
Indianki Yahgan wybierając się w odwiedziny, zawsze malowały swoje twarze.
Pozycja kobiety jako teściowej omówiona jest w haśle teściowa.
Wśród Indian Crao kobiety kapą się codziennie bez względu na wiek, a wśród Indian Warrau podczas wspólnych kąpieli opryskiwanie kobiety wodą należało nawet do aktów zalotnych i było mile przez nie widziane. Z innych ciekawych zwyczajów odnośnie higieny osobistej wymienić należy mycie włosów w fermentowanym moczu ludzkim, praktykowane przez kobiety Indian Uru znad jeziora Titicaca oraz depilację owłosienia sromowego u kobiet, dokonywaną wśród szczepów Indian Zaparo przez nakładanie na owłosione miejsce gorącej gumy kauczukowej i zdzieranie włosów po stwardnieniu kauczuku.
Bardzo często rzecznikami gościnności są kobiety. Wśród Indian Chipaya i Camayura zdarzały się przypadki bardzo gościnnego przyjęcia Białych przez kobiety i obdarowania ich różnymi smakołykami, a wśród Indian Chaco kobiety zajmują się rozpalaniem ogniska, gdy wódz wioski przyjmuje jakiegokolwiek gościa. Bardzo ciekawy zwyczaj, tak zwane "płaczące powitanie", zachował się wśród Indian Sherente, Timbira i Północnych Indian Cayapo. Gdy któryś z członków rodziny wraca po dłuższej nieobecności do domu, siada wówczas w swoim macierzystym domu na platformowym łóżku, gdzie otaczają go wszystkie starsze spokrewnione z nim kobiety, siadają wokół niego, kładą ręce na jego ramieniu albo też opierają się o niego i około pół godziny płaczą. Celem tego zwyczaju jest okazanie żalu za wszystkimi mieszkańcami, którzy zmarli podczas nieobecności powitanej w ten sposób osoby oraz okazanie współczucia z powodu długiej nieobecności samego witanego. Zwyczaj ten praktykują jednak tylko starsze kobiety, natomiast nie wolno go praktykować mężczyznom, dziewczętom i młodszym kobietom.
Osobne miejsce w religii w państwie Inków zajmowały tak zwane wybrane kobiety. Nie zaliczano ich w skład warstwy kapłańskiej, były z nią jednak ściśle związane i tworzyły rodzaj zamkniętego zakonu, zamieszkując budynki zbudowane w pobliżu oficjalnych świątyń Słońca. Według wypowiedzi niektórych kronikarzy hiszpańskich wybrane kobiety były zobowiązane do wiecznej czystości, zwłaszcza te, które w przyszłości miały zostać konkubinami władcy. Zanim poświęciły się całkowicie służbie w świątyni, przechodziły one specjalne przeszkolenie obejmujące wiadomości z dziedziny religii, wyrobu tkanin i napojów kultowych oraz innych kobiecych zajęć. Po przeprowadzeniu selekcji część wybranych kobiet pozostawała w świątyniach na stałe, gdzie pilnowały wiecznego ognia, wyrabiały wszelkie przedmioty kultowe, odzież i przedmioty użytkowe przeznaczone wyłącznie dla władcy oraz wszystkie produkty ofiarne. W rzadkich przypadkach przeznaczano je również jako żywe ofiary dla bóstw.
Niewiele wiemy o pozycji kobiety w kulcie zmarłych. Zagadnienia te są intymne i traktowane zarazem z pewnym pietyzmem, dlatego też lubią się wymykać spod obserwacji. Wśród szczepów znad rzeki Uaupes-Caqueta w kulcie przodków występuje tylko jedna kobieta, która podczas uroczystości pogrzebowych przybywa na Ziemię i łagodzi smutek żałobników. Bardziej interesującą jest rola, postępowanie i pozycja kobiety żywej przy uroczystościach związanych z pochówkiem.
Najczęściej spotykaną i zarazem najlepszą do uchwycenia czynnością kobiet przy śmierci bliskich osób jest głośne okazanie swego smutku i żalu w formie płaczu, krzyku, lamentów, zawodzenia czy śpiewu. Zwyczaj ten jest chyba rozpowszechniony wśród wszystkich ludów i stał się niejako przywilejem kobiet, zwłaszcza starszych.
Wśród Indian Witoto obcinanie włosów kobiecie po śmierci bliskiej osoby jest oznaką wybitnego przywiązania do zmarłego męża i zarazem zapowiedzą, że wdowa już nigdy nie zamierza ponownie wyjść za mąż. Wśród Indian Piro ponowne zamążpójście wdowy może nastąpić dopiero wówczas gdy jej odrosną włosy, które obcina krótko z chwilą śmierci męża. Wśród Indian Minuane kobiety obcinały jedynie część włosów, resztę natomiast opuszczały na twarz na znak żałoby. Wśród Indian Nore i Guaca przy śmierci wodza włosy obcinano nie tylko jego żonom, ale również i najbliższym krewnym. Zwyczaj obcinania włosów na znak żałoby jest tak silnie zakorzeniony, że dziś jeszcze stare kobiety Indian Tereno obcinają je przy śmierci członka rodziny. Kobiety Indian Chiriguano obcinały włosy i składały je na grobie zmarłego, a wśród Indian Guato długość obciętych włosów zależała od tego, za kogo się żałobę nosiło: gdy umierał mąż, wdowa obcinała włosy na krótko, a gdy umierało dziecko obcinano połowę długości włosów. Wśród Indian Araucan kobiety wyrywały sobie nawet włosy przy zawodzeniu w trakcie pochówku, a kobiety Indian Tehuelche obcinały włosy lub końce włosów i rzucały je do ognia. Obcinanie włosów zamieniono wśród Indian Mocovi i Abipon na golenie głowy, zwłaszcza u tych ostatnich, gdzie głowy golono nie tylko wdowie, ale i najbliższym żeńskim krewnym. Wdowy nakrywały głowy siatkami i zdejmowały je dopiero przy powtórnym zamążpójściu. Podobne praktyki zanotowano wśród Indian Mataco, Pilaga i Viela.
Za niezbyt uprzywilejowaną pozycję kobiety w społeczności Indian Patangoro, Amani i Ceberre należy uważać zwyczaj przygotowywania przez stare kobiety trucizny do strzał.
Przed wyruszeniem w podróż grupy mężczyzn, stare kobiety śpiewają i odbywają wokół nich tany, polegające na skokach i podnoszeniu obu rąk w górę.
Wśród Indian Conebo wraz ze zmarłą kobiet a grzebane są również jej naszyjniki i inne ozdoby, natomiast wszelkie przybory kuchenne, z którymi zmarła stykała się przy codziennej pracy, zostają połamana. Wśród Indian Sipibo oraz Roamaina zmarłą kobietę grzebie się pod klepiskiem własnej chaty, z tym, że wdowiec nie okazuje przy tym żadnego żalu, podobnie jak to czynią wdowcy Indian Witoto. Wśród Indian Warrau wdowiec okazuje przy śmierci żony dużo żalu, leży przed nią i płacze. Najciekawsze przy tym jest to, że w podobny sposób muszą postąpić wszyscy mężczyźni, którzy kiedykolwiek obcowali ze zmarłą seksualnie. Ciekawy zwyczaj panuje wśród współczesnych Indian Aymara. Gdy umrze u nich kobieta przy porodzie, kobieta o której przypuszczano, że jest czarownikiem oraz kobieta-samobójca, we wszystkich przypadkach zmarłych grzebana jest twarzą do ziemi.
Udział kobiet w uroczystościach pogrzebowych wśród Indian Abipon był również bardzo różnorodny. Obok czynność typowo kobiecych, wymienić należy jeszcze tu uderzenie w bęben podczas magicznego tańca umarłych oraz skraplanie wodą głowy zmarłego w trakcie taca. Kobiety również kopały groby i zanosiły zwłoki na ostatnie miejsce spoczynku. Skoro zaś w jakimkolwiek późniejszym czasie kobiety Indian Abipon przypominały sobie jakiegoś zmarłego krewnego, brały do ręki grzechotkę i potrząsając nią kierunku grobu zmarłego. Wśród Indian Tereno natomiast kobiety czciły pamięć o zmarłym w ten sposób, że wybierały się na miejsce spoczynku zmarłego i zawodziły przy tym. Wśród Indian Patangoro i Amani przygotowaniem zwłok do pochówka zajmowały się zwykle siostry zmarłego oraz pozostałe kobiety.
Kobieta Pająk - Postać występująca w mitologii wielu plemion indiańskich.
Według plemiennych podań Indian Navaho, wiedzę o wykonywanych na palcach rąk figurach ze sznurka przekazała Indianom właśnie Kobieta Pająk po to, aby mogli właściwie myśleć i dzięki temu prowadzić swoje życie właściwą drogą.
Opowieść Indian Chippewa mówi o tym, jak to Asibikaashi (Kobieta Pająk) pomagała Wanabozhoo zwrócić ludziom Giizis (Słońce). Wtedy to, u zarania narodu Indian Chippewa, wszystkie ich narody żyły w jednym miejscu na Wyspie Żółwia. Kiedy jednak rozproszyli się po czterech stronach Ameryki Północnej, Asibikaashi nie była już w stanie móc odwiedzać wszystkie kolebki. Dlatego też matki, siostry i babcie zapoczątkowały zwyczaj tkania dla każdego noworodka magicznych pajęczyn. Używały do tego wierzbowych obręczy i ścięgien, lub sznurków robionych z roślin. Okrągły kształt łapacza miał symbolizować drogę, jaką musi Giizis pokonać na niebie w ciągu każdego dnia. Ilość miejsc, w których sieć łączy się z obręczą, wynosi osiem; ze względu na osiem nóg Kobiety Pająka, lub siedem; ze względu na siedem proroctw (ale o jakie tu proroctwa chodzi, to tego już nie wiem). Asibikaashi po dziś dzień troszczy się o swoje dzieci, ludzi Ziemi. Od tysiącleci też buduje o świcie swoje schronienie. Budząc się o tej porze, można być świadkiem cudu, w którym pierwsze promienie Słońca w postaci jasnych iskierek więzione są na kroplach rosy.
Densmore wspomina, że obręcze podobne do łapaczy snów tkali Indianie Pawnee. Miały one przedstawiać Kobietę Pająka, ducha, który według ich wierzeń, miał pieczę nad bizonami.
Jeden z mitów Indian Hoi mówi o tym, jak to z Kobietą Pająkiem spotkał się pewien młodzieniec o imieniu Tiyo. Idąc w górę rzeki zwanej dziś Colorado odnalazł on jej źródło (jak podają jedne zapiski) lub też zawędrował do jej ujścia (jak piszą inni). Zauważywszy, że rzeka płynie zawsze w tym samym kierunku, zapragnął stwierdzić co ostatecznie dzieje się z tymi wodami. Opuścił więc swój dom, zabierając w podróż przedmioty ofiarne dla bogów, których spodziewał się napotkać po drodze. Uczepiwszy się dryfującego na rzece pnia drzewa, dotarł wraz z nim do morza, gdzie powitała go Kobieta Pająk. Zadowolona ze złożonej jej ofiar zgodziła się pomóc dzielnemu młodzieńcowi w trudnych poszukiwaniach miejsca, gdzie zbierają się wody całego świata. Tiyo, wraz ze swą boską przewodniczką, zawędrował do podziemnej krainy, w której spotkał Hikanawaję, bóstwo wyznaczające drogi wędrówek chmur deszczowych po niebie. Zetknął się też i z Muingwą nadzorującym kiełkowanie wszystkich nasion i dojrzewanie roślin. Odwiedził i Słońce, które zaprowadziło go na miejsce swego codziennego wschodu.
koc - Lub pled; płat grubej, zwykle kosmatej tkaniny wełnianej lub bawełnianej, używany jako przykrycie. Indianie Shawnee nazywali go aquewa.
Indianie Chilkat w swej tradycji mają Taniec Koca Indian Chilkat. Jest to konkurencyjny taniec, do którego każdy klan wybiera swego mistrza. Tancerze okryci są słynnymi kocami Indian Chilkat. Jest to bardzo męczący taniec wymagający wyjątkowej pracy nóg.
kocioł - Duże naczynie metalowe zamykane pokrywą. Indianie Shawnee nazywali go h'ko'kwa lub achqua.
koci pazur - (Uncaria tomentosa), liana z puszczy amazońskiej znana również pod indiańską nazwą vilcacora.
Lecznicze właściwości tej rośliny od dawna znane są mieszkańcom Peru, gdzie roślina ta, z racji mocy swego działania, uznawana była za świętą. Indianie mieszkający w Peru od dawna wiedzieli o jej właściwościach ochronnych i leczniczych. Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku naukowiec Klaus Keplinger odkrył tę roślinę dla świata zachodniego. Badania naukowców z wielu krajów potwierdziły jej lecznicze właściwości wspomagające organizm w walce z wieloma problemami wynikającymi ze zmniejszonej odporności.
Koci pazur posiada właściwości przeciwutleniające, przeciwrakowe, przeciwwirusowe i przeciwzapalne. Surowcem leczniczym jest kora i korzeń. W Polsce kariera kociego pazura rozpoczęła się z chwilą wydania książki Grzegorza Rybińskiego i Romana Warszewskiego "Vilcacora leczy raka". Przedstawione są w niej osiągnięcia polskiego misjonarza Edmunda Szeligi (żyjącego od przeszło 60 lat w Peru), który zastosował koci pazur do leczenie wielu chorób, w tym różnych rodzajów raka, osiągając przy tym bardzo obiecujące rezultaty.
Autorzy książki odwiedzili Instytut, gdzie pracuje ojciec Szeliga.
Kuracja antynowotworowa przebiega zasadniczo w trzech etapach - pierwszy z nich to oczyszczenie organizmu ziołami, kolejny to podawanie kociego pazura, następny to kuracja zielem o nazwie Sangre de drago (smocza krew). Kombinacja właściwości tych wszystkich roślin daje bardzo skuteczne antidotum na raka.
Na bazie kociego pazura wyprodukowano preparat leczniczy o nazwie DETOX. Ma on następujące działanie; oczyszcza układ trawienny, wątrobę, pęcherzyk żółciowy, nerki, zmniejsza, a nawet hamuje dzielenie komórek nowotworowych, działa przeciwzapalnie, oczyszcza układ pokarmowy.
koc punktowy - Jeden z podstawowych artykułów handlu z Indianami i traperami w końcu XVIII wieku i pierwszej połowy wieku XIX. Produkowano je głównie dla Kompanii Hudsońskiej ze 100-procentowej wełny. Początkowo białe, później, ze względu na gusty Indian, w różnych kolorach, ale zawsze z dwoma charakterystycznymi ciemnymi pasami. Przy jednym z nich wplecione były w materiał paski - "punkty". Miały około 12 centymetrów długości, a ich liczba zależała od jakości materiału, rozmiaru i wagi koca, szerokości pasów. Określały również cenę koca w skórach bobrowych. Ze względu na doskonałą jakość były bardzo poszukiwane przez Indian i traperów. Służyły nie tylko jako koce, ale także jako materiał na charakterystyczne kurtki traperskie, zwane mackinaw. Około 1830 roku pojawiły się tzw. koce wodzowskie, w których ciemne pasy zastąpiono wielokolorowymi.
Kodeks Aubin - lub Manuskrypt z 1576 roku; zbiór indiańskich tekstów historycznych z ilustracjami dotyczącymi Indian Mexica z okresu przed ich wędrówką do Tenochtitlanu. Swoją nazwę zawdzięcza właścicielowi Josephowi Mariusowi Alexisowi Aubin, który wywiózł go z Meksyku w 1840 roku.
Kodeks Azcatitlan - Manuskrypt zawierający historię Indian Mexica. Napisany w pierwszych latach kolonii, ale techniką prehiszpańską. Obecnie znajduje się w Bibliotece narodowej w Paryżu.
Kodeks Backer I - Manuskrypt należący do kultury misteckiej, zawierający genealogie książąt i arystokracji misteckiej.
Kodeks Backer II Manuskrypt należący do kultury misteckiej, zawierający genealogie książąt i arystokracji misteckiej.
Kodeks Badiano - Rękopis noszący nazwę swego tłumacza Joannesa Badinusa, który przełożył go na łacinę. Pochodzi z wczesnego okresu kolonialnego Meksyku i zawiera opis właściwości ziół leczniczych. Znajduje się w Bibliotece Watykańskiej.
Kodeks Bodleya - Prekolumbijski manuskrypt indiański kultury misteckiej, pokryty pismem piktograficznym; zawiera genealogie książąt i arystokracji misteckiej.
Kodeks Borbónico - Manuskrypt indiański pochodzący z regionu Choluli (Meksyk) z kręgu kultury Puebla-Tlaxcala. Należy do tzw. Grupy Borgia. Obecnie znajduje się w Paryżu w Bibliotece Pałacu Burbońskiego.
Kodeks Borgia - Manuskrypt indiański pochodzący z okolic Choluli (Meksyk), najprawdopodobniej należący do kultury nahuatl (kultura Puebla-Tlaxcala, Meksyk). Księga religijna oparta na kalendarzu losu ludzkiego tonamatl, zawiera teksty magiczne, religijne oraz obserwacje astronomiczne. Posiada 10 metrów długości, wchodzi w skład tzw. Grupy Borgia. Obecnie znajduje się w Bibliotece Watykańskiej.
Kodeks Chimalpopoca - Zwany także Anales de Cuauhtitlan lub Historia de las reinos de Culhuacan; manuskrypt w języku náhuatl pisany alfabetem łacińskim pod koniec XVI wieku. Przypuszczalnie jego autorami byli uczniowie zakonnika Bernardino de Sahagun. Zawiera opis starych tradycji indiańskich i poematy.
Kodeks Cospi- Manuskrypt náhuatl z okolic Choluli (kultura Puebla-Tlaxcala, Meksyk) noszący nazwę swego właściciela markiza Fernanda Cospi, który podarował go swemu rodzinnemu miastu Bolonii. Wchodzi w skład tzw. Grupy Borgia. Pochodzi z okresu przed konkwistą. Ma charakter magiczny i astronomiczny.
Kodeks Cozcatzin - Dokument z Texcoco (Meksyk) malowany oryginalną techniką indiańską. Jego treść stanowią zatargi o ziemię. Obecnie znajduje się w Bibliotece Narodowej w Paryżu.
Kodeks En Cruz - Dokument náhuatl pochodzący z okresu kolonialnego, ale malowany dawną techniką prehiszpańską, o treści historycznej. Obecnie znajduje się w Bibliotece Narodowej w Paryżu.
Kodeks Fejervary-Mayer - Prekolumbijski dokument náhuatl z okolic Choluli (kultura Puebla-Tlaxcala) wchodzący w skład tzw. "grupy Borgia". Obecnie znajduje się w Tree Public Museum w Liverpool (Anglia).
Kodeks Laud - Dokument náhuatl z okolic Choluli (kultura Puebla-Tlaxcala, Meksyk) wchodzący w skład tzw. Grupy Borgia. Nazwa pochodzi od ostatniego jego właściciela, arcybiskupa Canterbury Williama Lauda (1573-1649).
Kodeks Magliabechi Dokument wykonany po konkwiście, składający się z 92 stron, a opublikowany po raz pierwszy w 1903 roku przez uczoną Zelię Nuttall. Manuskrypt pochodzi z biblioteki Antonia Magliabechi (1633-1716), którego imię nosi. Obecnie znajduje się w Bibliotece Narodowej we Florencji.
Kodeks Matricuta de Tributos Dokument kultury náhuatl; wymienia haracze, jakie narody podbite musiały płacić Aztekom. Obecnie znajduje się w Bibliotece Instytutu Antropologii i Historii w stolicy Meksyku.
Kodeks Mendoza - Manuskrypt noszący nazwę od wicekróla Meksyku Antonia de Mendoza, na polecenie którego został wykonany w XVI w. Jest niewyczerpanym źródłem informacji dotyczących życia Indian Náhua. Znajduje się w bibliotece noszącej imię Sir Thomasa Bodley'a w Oksfordzie (Anglia).
Kodeks Mexicanus - Dokument kolonialny relacjonujący historię wędrówek Azteków od chwili opuszczenia przez nich Aztlanu aż do roku 1590. Obecnie znajduje się w Bibliotece Narodowej w Paryżu.
Kodeks Rios - Manuskrypt pisany alfabetem łacińskim w języku maya, pochodzi z okresu podboju Meksyku przez Hiszpanów i jest (wraz z Kodeksem Telleviano-Remensis) kopią dawniejszego, dziś już nieistniejącego rękopisu. Zawiera informacje o kalendarzu meksykańskim oraz opis stworzenia świata. Obecnie przechowywany jest w Bibliotece Watykańskiej.
Kodeks Telleriano-Remensis - Manuskrypt pisany alfabetem łacińskim w języku maya, pochodzi z okresu podboju Meksyku przez Hiszpanów i jest (wraz z Kodeksem Rios) kopią dawniejszego, dziś już nieistniejącego rękopisu. Zawiera informacje o kalendarzu meksykańskim oraz opis stworzenia świata. Nazwa kodeksu pochodzi od jego właściciela biskupa z Reims, Charles'a Maurice Le Tellier. Obecnie przechowywany jest w Bibliotece Watykańskiej.
Kodeks Tira de Peregrinación - Dokument kultury náhuatl malowany na papierze z kory drzewnej (amate) w epoce prehiszpańskiej w Meksyku. Opowiada historię migracji Azteków z Chicomoztoc. Obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym Antropologii i Historii w Meksyku.
Kodeks Troano - Zwany też Codex Tro-Corted lub Codex Tro) manuskrypt prekolumbijski odnaleziony w 1865 roku; zapisany pismem obrazkowym Indina Maya. Obecnie znajduje się w bibliotece w Madrycie.
Kodeks Vaticano (B) 3773 - Dokument náhuatl z okolic Choluli (kultura Puebla-Tlaxcala, Meksyk). Wchodzi w skład tzw. Grupy Borgia. Jest manuskryptem o charakterze kalendarzowym i rytualnym. Obecnie znajduje się w Bibliotece Watykańskiej.
Kodeks Vindobonensis - Znany także pod nazwą Vindoboonensis Mexicanus I; manuskrypt należący do grupy kodeksów kultury misteckiej. Obecnie znajduje się w Bibliotece Wiedeńskiej.
Kodeks Wiedeński - Prekolumbijski manuskrypt indiański kultury misteckiej. Pokryty jest pismem piktograficznym.
Kodeksy Madryckie - Zbiór wypowiedzi Indian i fragmenty dokumentów w języku náhuatl zebranych i zapisanych w brzmieniu fonetycznym alfabetem łacińskim przez zakonnika Bernardina de Sahagun. Jeden znajduje się w Bibliotece Królewskiego Pałacu w Madrycie, a drugi w Królewskiej Akademii Historii - również w Madrycie.
koendu - Jeżozwierz południowoamerykański. Żywi się owocami, korą, kwiatami a niekiedy korzeniami. Najczęściej prowadzi nadrzewny, nocny tryb życia. Występuje w dwóch gatunkach: koendu brazylijski (Coendou prehensilis) i koendu dwukolorowy (Coendou bicolor). Koendu brazylijski występuje na wschód od Andów, W Kolumbii, Wenezueli, Gujanie, Gujanie Francuskiej, w większej części Brazylii, na wyspie Trynidad i w Boliwii. Koendu dwukolorowy występuje bardziej na zachód od koendu brazylijskiego w Kolumbii, Wenezueli, Ekwadorze, Peru i Boliwii.
Kohuana - Indianie z Meksyku i USA.
Kogi - Indianie kolumbijscy. Symbolem zamożności jest u nich koń.
Kogohue - Grupa Indian Shoshone
Kogui - Grupa Indian Kiowa. Nazwa wywodzi się od słowa Kó'gúi znaczącego tyle, co Łosie.
Kohoroxitari- Indianie z brazylijskiego stanu Amazonas, żyjący przy Rio Negro. Być może mówią językiem tucano. W 1976 roku ich liczebność szacowano na 622 osoby. Być może są to Indianie Baniwa.
Kohuana - Indianie z Arizony. Zaliczeni do rodziny językowej hokan-yuman. Mieszkali w kopulastych domach krytych korą, strzechą lub skórami. Utrzymywali się głównie z polowania na zwierzęta i zbierania dzikich roślin.
kojot (1) - (Luciscus latrans); amerykański wilk preriowy. Nazwa wywodzi się z języka nahuatl, od słowa coyotl. Indianie Kiowa nazywali go saynday, Indianie Ojibwa - shawnodese a Indianie Cheyenne - ó'kôhóme. Indianie Nez Perce kojota nazywają itsi-yai-yai.
Występuje w Nowym Świecie aż do 55 stopnia szerokości północnej. Dorosły okaz sięga długości,4 m łącznie z 40 centymetrowym ogonem. Ma jasnobrązowe oczy o okrągłych źrenicach. Futro brudnożółte. Pożera wszystko, co tylko pozwala mu się zjeść. W okresie parzenia się mieszka parami w jamach, a samica rodzi 6-10 szczeniąt. Kojoty posiadaj przemyślne sposoby łowów. Gdy polują na zwierzęta szybciej biegające od nich, rozstawiają się pojedynczo na prerii na całych dziesiątkach kilometrów, niczym do biegu sztafetowego. Gdy kojot rozpoczynający pościg się zmęczy, zastępuje go następny, czający się w pewnej odległości, potem drugiego zastępuje trzeci itd. W ten sposób potrafią dogonić nawet antylopę widłorogą, słynącą z wielkiej szybkości.
Indianie Kiowa obdarzyli kojota zdolnością odciągania epidemii ospy na ich wrogów, Indian Pawnee. Indianie Ojibwa uważali kojota za opiekuna dusz i południa.
Indianki Wasco nosiły suknie bez rękawów wykonywane między innymi ze skór kojotów. Ci sami Indianie ze skóry kojotów wyrabiali też czapy i rękawice. U Indian Cheyenne istniało Stowarzyszenie Kojotów, Oominutqiu.
Kojot (2) - Bohater kulturowy wielu indiańskich plemion.
Opisany przez C. Levi-Straussa w "Opowieści o rysiu" mit plemienia Thompson z północno-zachodniego wybrzeża Pacyfiku opowiadający o dziejach Kojota skonstruowany jest w oparciu o liczbę cztery. "Oto więc kwartety, które następują po sobie: cztery identyczne zabiegi Kojota, żeby oczarować bohaterki; synowie w liczbie czterech; ich cztery próby poślubienia córki czarownika Kanibala; cztery sposoby użyte przez niego w celu zabicia jego zięcia; cztery próby, jakim się wzajemnie poddają rywale, i z których Kojot wraz z synem wyjdą zwycięsko."
koka krzew kokainowy
Kokama - Inna nazwa Indian Cocama-Cocamilla.
kokornak - (Aristolochia L.); nazwa anglojęzyczna: Virginia snakeroot. Jest to pnącze strefy umiarkowanej i podzwrotnikowej z rodziny kokornakowatej. Występuje w wielu gatunkach
Kokornak wielkolistny, A. durior Hill., pochodzi z Ameryki Północnej.
Kokornak powojnikowy, A. clematitis, hodowany jest w ogrodach jako roślina ozdobna. Zapylany jest przez drobne mrówki z rodzaju kuczman (Ceratapogon).
Indianie używali kokornaka na "pokręcenia".
W Polsce rośnie kokornak powojnikowy. Występuje w zaroślach i przy płotach. Ma żółte, nie miło pachnące kwiaty.
Dziś kokornak uważany jest na zioło lecznicze. Stanowi ważny środek regulujący zaburzenia miesiączkowania. Stosowany jest zewnętrznie i wewnętrznie przy zapaleniu żył, trudno gojących się ranach, ropniach, przetokach. Ogólnie wzmacnia odporność.
KOLA - Międzynarodowa organizacja działająca na rzecz praw człowieka. W języku Indian Lakota słowo to znaczy "przyjaciel". Założona została w 1987 roku w rezerwacie Cheyenne River przez grupę Indian Miniconju Teton Lakota Sioux. W roku 1990 KOLA otworzyło swoje biuro w Brukseli (Belgia) jako przedstawicielstwo na Europę.
W zakres działalności KOLA wchodzi:
- zbieranie wszelkich potwierdzonych informacji dotyczących kultury, polityki, edukacji, filozofii, religii i przestrzegania praw Indian,
- zbieranie żywności dla ludności zamieszkującej rezerwaty,
- walka o sprawy związane z prawem Indian do ziemi,
- walka o wolność religijną,
- prowadzenie edukacji w indiańskich rezerwatach,
- walka o prawną eksploatację dóbr naturalnych,
- współpraca z Grupami Poparcia dla Leonarda Peltiera.
KOLA wydaje także kwartalnik EYAPAHA publikujący informacje o akcjach organizacji, najnowsze informacje z ziemi Indian, poezję, listy poparcia, kalendarz wydarzeń kulturalnych, przedruki literatury itp.
Koordynatorem KOLA w Polsce jest Dariusz Kachlak.
Namiar na belgijski oddział:
e-mail: kolahq@skynet.be
kolano - Indianie Cheyenne zwrot "moje kolano" wymawiali jako nanęstane.
kolebka - Zwana też kołyską indiańską lub nosidełkiem. Nazwa anglojęzyczna - cradleboard. U różnych plemion posiadała różne kształty. Najbardziej typowa składała się z dwóch odpowiednio długich, płaskich deseczek, złożonych w kształcie litery V, połączonych poprzeczkami. Do tej drewnianej ramy przymocowywano skórzany pokrowiec, zasznurowywany od dołu aż do otworu pozostawionego na twarz dziecka. "Kolebka" mogła być noszona przez matkę na plecach, można było umocować ją na włókach, zawiesić na końskim siodle lub gałęzi i oprzeć o drzewo. U Indian prerii kolebka pierwotnie służyła jedynie do przenoszenia dziecka podczas wędrówki, lecz na przykład u Indian Salish na Północno-Zachodnim Wybrzeżu pełniła rolę kolebki w naszym pełnym pojęciu tego słowa.
koliber - (Trochilidae); ptak należący do rodziny z rzędu krótkonogich obejmującej ponad 300 gatunków, do której należą najmniejsze spośród żyjących aktualnie ptaków. Zamieszkują głównie tropikalne i subtropikalne lasy Ameryki Południowej, jednak niektóre z nich żyją w Patagonii i Ameryce Północnej. Największy, koliber wielki (Patagona gigas), ma długość 22 cm, natomiast jeden z najmniejszych, szmaragdzik (Amazilia fimbriata), tylko 8 cm. Upierzenie bardzo kolorowe z metalicznym połyskiem. Wielkie mięśnie piersiowe pozwalają uderzać skrzydłami 60 razy na minutę i szybciej. Dzięki temu mogą latać z szybkością 120 km/godz. i zawisać w jednym miejscu. Odżywiają się głównie nektarem kwiatowym.
Ettore Biocca w książce "Yanoama Opowieść kobiety porwanej przez Indian" zapisała zasłyszaną u tychże Indian przypowieść o bawełnie:
"Dawno, dawno, kolibry były ludźmi i miały hamaki z bawełny; jeszcze dziś kolibry kradną bawełnę, żeby zrobić sobie gniazda. Yanoama zobaczyli hamaki i spytali Tenszo (kolibra), z czego one są zrobione. Wtedy Tenszo zaprowadził ich do swojej roca i pokazał młode roślinki bawełny, dalej krzaczki z owocami i jeszcze dalej takie, które już nie miały owoców. I tak im powiedział: Zróbcie roca niedużą; nie sadźcie tam innych roślin, bo odbierają ziemi jej siłę. Sadźcie tak, żebyście mieli tu roślinki młode, dalej z owocami i jeszcze dalej stare: w ten sposób będziecie zawsze mieli bawełnę. Wrócił do domu, wziął nasiona, dał je Yanoama i powiedział: Kiedy roślinki wyrosną dość wysoko, obrywajcie im czubki, będą przez to mocniejsze. Wziął długi patyczek, tykwę okrągłą u dołu i gładką i zrobił wrzeciono: tak nauczył ich prząść. Kiedy ludzie przemienili się w zwierzęta, także i Tenszo stali się ptakami, kolibrami."
Zbigniew Stolarek w swej książce zatytułowanej "Czerwone oczy maski" zamieścił tekst, który ma być śpiewem Indian Quechua o szmaragdowym kolibrze:
O, słońce, o, księżycu, prószcie mi jeszcze światłem na drogę!
Nie zachodź, słońce, tak wcześnie, prósz jeszcze światłem.
jak najdłużej zwlekaj, księżycu,
mój cel daleki, a ciemność mnie trwoży.
Schowaj swoje złote skrzydła, szmaragdowy kolibrze,
nie zatrzymuj mnie, szmaragdowy kolibrze;
jak gołębica, która zgubiła swe małe,
wypatruje mnie matka.
Och, cilili, cilili, piękny kwiecie,
widzisz teraz, jak płaczę,
zawodząc niby rzeki,
niby wiatry, o, cilili, piękny kwiecie!
kolka ciernik
Kolomi - Grupa Indian Creek.
kołysanka - Indianie Lakota nazywają ją Hokśikignan i sami o niej mówią:
"Tym, co uważamy za najważniejsze na ziemi, są nasze dzieci. Chłopcy i dziewczynki. Dzieci kochamy, troszczymy się o nie i chcemy je wychować. Dawniejsze dzieci, to ludzie żyjący dzisiaj. Kiedyś wszyscy byliście dziećmi. Układamy je do snu i karmimy. Pieczołowicie ich doglądamy. Chcemy je wychować." A oto przykład jednej z lakockich kołysanek:
Bebe waśteśtela; bebe iśtima; abu bebe
Dobra, mała dzidzia, śpij dzidzia, cicho dzidzia.
Kołysanka, jako uniwersalna forma pieśni, ma na celu uśpienie dziecka śpiewem. Powyższy przykład wyraźnie uwypukla kojące dźwięki i uspokajające słowa oraz melodię. Wiele z tych pieśni wcale nie posiada słów. Nie używa się przy nich bębna.
kołyska indiańska kolebka
Komancze - Spolszczona nazwa Indian Comanche.
komanczeros - Bandyci i handlarze sprzedający Indianom zakazaną broń i whisky. W zamian brali od nich bydło i konie zrabowane podczas napadów na farmy i karawany. Sprzedawali je na miejscu nieuczciwym handlarzom lub przeganiali do Meksyku. Brali też od Indian pieniądze, biżuterię, białych jeńców, za których potem żądali okupu. Często prowadzili wywiad i wybierali miejsce i cel napadu. Wielokrotnie zdarzyło się, że sami brali udział w indiańskich rajdach. Zasłynęli z wyjątkowego okrucieństwa. Najczęściej współdziałali z Indianami Comanche, skąd też wzięło się ich określenie.
Komlek - Indianie argentyńscy.
kondor olbrzymi - (Vultur gryphus);największy przedstawiciel ptaków drapieżnych z żyjącej tylko w Ameryce rodziny kondorów. Zamieszkuje tereny otwarte i skaliste w Andach, wzdłuż całej Ameryki Południowej. Ciało ma długość 1,3 m, rozpiętość skrzydeł przekracza 3 m, ciężar do 12 kg. Upierzenie czarne z wyjątkiem pokryw skrzydłowych i kryzy wokół szyi, które są białe. Podobnie jak inne kondory odżywia się padliną, której wypatruje krążąc wysoko w powietrzu. Znacznie mniejszy kondor królewski (Sarcorhampus papa) występuje głównie w tropikalnych lasach.
Kongtalyui - Grupa Indian Kiowa. Nazwa pochodzi od słowa Kontä'lyui, znaczącego tyle co "Czarni Chłopcy". Indianie ci nazywani też byli czasem Sindiyúi, "Dzieci Sindi". Grupa ta praktycznie nie istniała już na początku XX wieku. Członkowie tej grupy mieli ponoć ciemniejszy kolor skóry od reszty plemienia, co wskazywałoby na ich obce pochodzenie. Sindi jest wielkim, legendarnym bohaterem Indian Kiowa.
konik polny - Owad z podrzędu szarańczaków, skaczący. Wydaje charakterystyczne dźwięki przez pocieranie tylnych nóg o pokrywy. Indianie Potawatomi nazywali go kwakwanesa.
Konkonelp - grupa Indian Okaingan.
koń - (Equus caballus); ssak nieparzystokopytny z rodziny koniowatych, roślinożerny; hodowany jako zwierzę domowe, pociągowe lub wierzchowe; żyje także w stanie dzikim. Indianie Mandan nazywają go ompah meneda, Indianie Blackfoot - ponokah meta, a Indianie Tuscarora - tyanutsruhuh.
Na początku 1830-tych lat Karol Darwin napisał:
"W warstwie pampasowej koło Bajada odkryłem pancerz kostny gigantycznego zwierzęcia, podobnego do pancerników, którego wnętrze po usunięciu zeń ziemi przypominało wielki kocioł. Znalazłem też Toxodonta i Mastodonta oraz jeden ząb jakiegoś konia, jednakowo sczerniałe i zwietrzałe. Ten ostatni ząb ogromnie mnie zainteresował i z największą skrupulatnością upewniłem się, że złożony został w tym samym czasie, co inne szczątki, nie wiedziałem bowiem wówczas, że wśród wykopalisk z Bahia Blanca znajdował się ząb koński ukryty w podłożu i nie było wówczas pewne, czy szczątki koni są pospolite w Ameryce Północnej. Pan Lyell przywiózł ostatnio ze Stanów Zjednoczonych ząb koński i jest rzeczą ciekawą, że prof. Owen nie mógł wykryć u żadnego gatunku dziś żyjącego czy kopalnej małej, ale temu zębowi właściwej krzywizny, aż wreszcie porównał go z mym okazem i tu tę krzywiznę odnalazł; nazwał on tego amerykańskiego konia Equus curvidens."
Tak, tak - ojczyzną koni i wielbłądów były amerykańskie Wielkie Równiny. W czasie okresowego wyłaniania się lądu w Cieśninie Beringa, zwierzęta te zawędrowały do Azji a stamtąd do Europy. Konie i wielbłądy przeszły również i do Ameryki Południowej przez wynurzony z morza Przesmyk Panamski (do dzisiaj żyją tam lamy spokrewnione z wielbłądami).
Na Alasce, w północnym Jukonie w dolinie Old Crow, znaleziono pochodzącą sprzed 27000 lat wyraźnie zaostrzoną przez człowieka kość mamuta, a w innych okolicach tego rejony natrafiono na gromadne skupiska kości zabitych zwierząt, wśród których były różne odmiany koni, od wielkości kucyka po perszerona. 22000 lat liczy znalezisko kości końskich, i innych zwierząt, odkryte w Meksyku, w pobliżu miasta Puebla, w rejonie zwanym Valsequillo. W jaskini Sandia USA, stan Nowy Meksyk) znaleziono liczące sobie 25000 lat krzemienną broń wraz z kośćmi bizona, konia, mamuta i nawet mostodonta. W grocie Pikimachay na płaskowyżu peruwiańskim (w okolicy Ayacucho) odkryto, wraz z kośćmi olbrzymich leniwców, koni, jeleni i wielkich kotów, zbiór 80 narzędzi. Datowania metodą radiowęglową C14 określiły wiek wykopalisk na około 20-14 tysięcy lat. Pozostałości te przypisano kulturze nazwanej Paccaicasa. W wenezuelskim Taima-Taima odnaleziono stanowisko archeologiczne zawierające między innymi kości mastodontów, glyptodontów, leniwców olbrzymich i koni. Zwierzęta te zostały zabite przy wodopoju. Razem z kośćmi odkryto kamienie, które mogły służyć jako topory. Datowania potwierdziły wiek wykopalisk na 14-12 tysięcy lat. Co niektórzy uczeni twierdzą, że 10 tysięcy lat temu, gdy najprawdopodobniej uderzenie komety spowodowało wielki, niosący śmierć kataklizm, konie całkowicie wymarły na kontynentach amerykańskich. Inna teoria mówi o tym, że wraz z oziębianiem się klimatu zaczęły kurczyć się stada zwierząt, a zjawisko to powiększali jeszcze pierwotni Indianie, polując masowo na resztki zwierząt. Wiadomym jest fakt, że gdy z jakiś powodów zmniejszy się pogłowie stada różnych zwierząt do pewnej, znanej tylko tym zwierzętom granicy, to pozostali członkowie takiego stada nie chcą się już po prostu dalej rozmnażać. To wszystko najprawdopodobniej razem przyczyniło się do powolnego, aczkolwiek całkowitego wyginięcia konia na kontynentach amerykańskich. Jakby jednak nie było, w 1946 roku odkryto na południu Patagonii prehistoryczny rytualny grób, gdzie obok ludzkich kości były też kości końskie - analiza C14 określiła wiek tego znaleziska na 8759 rok p.n.e. Tak więc fakt, że był amerykański koń stwierdzili paleontolodzy, a że koń ten został oswojony i służył człowiekowi - potwierdziły znaleziska Norwega Pedersona i Stanozjednocznika Birda. W jaskini Palli-Aike, w pobliżu Cieśniny Magellana, znaleziono paleniska zawierające na pół zwęglone kości koni, guanako i mylodonta, wśród których znajdowały się wyroby prehistorycznych Indian, co może świadczyć o tym, że mięso tych zwierząt było przez Indian jedzone. Libby i Arnold ustalili za pomocą metody C14 dokładny wiek tych resztek na 8700 lat (inne źródła podają określony wiek tego znaleziska na od 3000 do 5400 lat). Kopalne szczątki konia odkryto również w argentyńskiej jaskini Cueva Eberhardt. Wydrapane prymitywne rysunki guanako, pumy, strusia amerykańskiego i pędzących za nimi jeźdźców na koniach pozostawili po sobie patagońscy Indianie na skałach wyspy Victoria, na jeziorze Nahuel Huapi. Geolodzy, na podstawie zmian poziomu wód jeziora i nacieków określili wiek wykonania tych rysunków na trzy tysiące lat.
Konie, po raz drugi, pojawiły się w Ameryce w 1519 roku, kiedy to hiszpański konkwistador Cortez przywiózł do Meksyku jedenaście ogierów, pięć klaczy i jedno źrebię. Były to konie najlepszej rasy, w większości arabskiej, gdyż na wyprawy zamorskie zabierano tylko zwierzęta wysokiej klasy.
Już od samego początku pojawienia się konia, Indianie meksykańscy siali pogłoski rzekomo o tym, że tak Hiszpanie, jak i konie, jedzą złoto i srebro.
Indianie Mexica uważali konie za jakieś potwory i byli pierwotnie przekonani, że koń i jeździec to jedno stworzenie. Widzieli w koniach istoty nadludzkie, których nie można zranić. Tego zabobonnego strachu przed końmi nie wyzbyli się nawet wtedy, gdy zdobyli jedno ze zwierząt i jakiś kacyk kazał je porąbać na kawałki i rozesłać do wszystkich miast państwa Indian Mexica.
Po wylądowaniu na południowym wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej, Cortes urządził przedstawianie dla wodzów indiańskich w celu wywarcia większego wrażenia. Główną rolę w spektaklu miały odegrać konie, klacz i pełen temperamentu ogier, zwierzęta dotąd nieznane Indianom. Na miejsce zgromadzenia pogalopował z głośnym rżeniem i bijąc kopytami ognisty zalotnik, wietrząc klacz, ukrytą przedtem przez Hiszpanów. Widowisko wywarło ogromne wrażenie. Żołnierze uspokajali dziką bestię hiszpańskimi słowami, brzmiącymi dla uszu indiańskich jak zaklęcia czarodziejskie.
Cuitlahuac, następca władcy Indian Mexica, Montezumy II, rozkazał w swym wojsku obnosić głowę konia, aby przekonać swych wojowników, że konie są istotami śmiertelnymi. Wkrótce też zmienili swe zdanie o nadnaturalności konia i nawet zaczęli wykopywać na drogach doły, maskowane z wierzchu murawą i zieleniną. Wewnątrz zaś wbijali zaostrzone i opalone pale, na które nadziewały się wpadające tam konie.
Mistekowie, zanim jeszcze ujrzeli na własne oczy konia, opowiadali już o monstrach, które rzucały się do walki wydając dzikie odgłosy i przewracając białkami oczu, kopiąc i stając dęba. Aż w końcu ujrzeli jak kopyta spoconych, rżących bestii znaczą i kaleczą ziemię, a potem mówili:
"Każde kopyto robiło dziurę; dziury powstawały w ziemi, kiedy podnosiły nogi. Oddzielnie powstawały przy tylnych nogach, przednie zaś tupały."
Mimo powyższego zaszokowania, Indianie gotowi byli okazać szacunek dla odwagi konia, jakiego nie mieli dla ich panów."
Las Casas opisując rok 1526, zauważył między innymi, że władający wówczas Jukatanem konkwistador Montejo potrafił sprzedać dziecko wyglądające na książęce za ser, a stu innych Indian za jednego konia.
Gdy w 1532 roku Pizzaro zbliżał się do serca państwa Inków, indiańscy kurierzy przynieśli swemu władcy między innymi informację o "olbrzymich zwierzętach". Twierdzono, że stwory te mają nogi ze srebra; pomyłka wzięła się stąd, że konie były podkute.
37 koni, które ekspedycja Pedro de Mendozy pozostawiła w 1535 roku na argentyńskich pampasach, stworzyło podstawę dla powstania na kontynencie południowoamerykańskim nowej formy gospodarczej - myślistwa stepowego.
Co prawda, już w 1538 roku peruwiański Inka Manco dosiadał konia w czasie walki, ale przez długi czas Hiszpanie strzegli koni przed Indianami i nie pozwalali ludności meksykańskiej uczenia się jazdy na koniu. Wkrótce jednak wzrost stad bydła rogatego zmusił Hiszpanów do wsadzenia w siodła swych meksykańskich pomocników.
W 1537 roku po raz pierwszy wysadzono na ląd konia w Buenos Aires, a gdy kolonię na jakiś czas opuszczono, porzucono też pięć klaczy i siedem ogierów. Konie te dały początek zdziczałym stadom.
Indianie z południowoamerykańskich pampasów łapali raczej niż hodowali konie, polując na nie jak na dzika zwierzynę. Robili tak na przykład Indianie Puelche z rejonu Rio Negro, którzy mieli nawet domy i odzież z końskiej skóry i tak samo żyli wyłącznie z konia, jak Indianie północnoamerykańskich Prerii z bizona.
Południowoamerykańscy Araukanie do perfekcji opanowali tajniki jazdy na koniach przywiezionych przez najeźdźców i dziko rozmnożonych na stepach. Indianie szybko wynaleźli własną oryginalną uprząż i obchodzili się z końmi zręczniej niż Hiszpanie. Łapali ja na lassa i bolas, nie hodowali ich jednak. Wkrótce większość szczepów tubylczych z równin Południa aż poza Rio Pilcomayo na północy jeździła konno. Kiedy w 1561 roku wybuchło kolejne powstanie Araukanów pod wodzą kacyka Colo-Colo, Indianie wyszli już naprzeciw Hiszpanom konno. Był to punkt zwrotny z punktu widzenia ich taktyki wojennej. Koń przemienił się w ciągu niewielu stosunkowo lat z wroga najbliższego przyjaciela Indian Mapuche.
W 1580 roku pisało się już o koniach żyjących przy Cieśninie Magellana. Niektóre plemiona indiańskie porzuciły nawet dla konia odwieczną dla nich uprawę ziemi, jak to na przykład miało miejsce z osiadłymi u podnóża Kordylierów Indianami Auca.
Indianie Ona z ziemi Ognistej, dla których duże znaczenie miało guanako, nazywali konia yno'whn, czyli wielkie guanako.
Araukańscy złotnicy wyrabiali końskie napierśniki.
Około 1600 roku kawaleria Indian Mapuche została uznana za jedną z najlepszych na świecie. Koń stał się u tych Indian częścią wiana małżeńskiego, jakie dawał przyszły mąż za przyszłą żonę.
Przenikające do Ameryki Północnej konie uznano od razu za święte. Ich stąpnięcia uświęcały chust, które tubylcy kładli im pod nogi. Ponieważ do ciągnięcia włók Indianie używali zawsze psów, przeto i ciągnącego ładunki konia uważali początkowo za takiego samego czworonoga jak pies i dlatego też Indianie Sioux nazywali go pierwotnie sunka wakan, czyli tajemniczy pies, a Indianie Cree - mistatim (wielki pies). Indianie Shawnee nazywali go m'seewa.
W 1600 roku Indianie Crow i Blackfoot dysponowali już pojedynczymi wierzchowcami. Ponieważ dawnej, do przewozu swych pakunków, używali oni tylko psów, dlatego z początku bardzo się dziwili widząc, że konie z szybkością jeleni tę samą oddawały im usługę i dlatego nazywali je punokomita, czyli jelenio-psami.
W 1618 roku mnichowie Bartholome de Fuensaldia i Juan de Orbita, biegle władający językiem Indian Maja, dotarli do jeziora Peten Inza, oglądali świątynię w Tayatzal i w jednej z nich znaleźli rzeźbę z kamienia przedstawiającą naturalnej wielkości konia. Tubylcy wyjaśnili mnichom, iż jest to uwielbiany przez nich bóg błyskawic i piorunów. Ową świętą istotą był ulubiony kary ogier Cortesa, Morozillo. Kiedy ekspedycja Cortesa ciągnęła przez Peten, koń pokaleczył się dotkliwie i jego właściciel zwrócił się do mieszkańców Tayasal, którzy przyjęli go wówczas gościnnie, by zaopiekowali się jego rumakiem. Szlachetne zwierzę wywarło na Indianach większe wrażenie niż Hiszpanie, toteż Indianie Maja nie żałowali półboskiemu stworzeniu żadnych smakołyków, nawet ludzkiego mięsa. Kiedy zaś koń mimo wszystko padł, w hołdzie dlań wznieśli świątynię, w której umieścili wielki, wykuty w kamieniu posąg tej szczególnej istoty. Pobożni mnisi potłukli posąg konia na kawałki, za co omal nie zostali zabici. Z trudem udało im się zbiec.
Dla Araukanów koń stał się ważnym wyznacznikiem prestiżu społecznego oraz obiektem wykorzystywanym trakcie obrzędów religijnych. I tak na przykład źródła pochodzące z drugiej połowy XVII wieku wspominają, ż na grobach wybitnych wojowników i wodzów zabijano konie, a następnie skóry tych zwierząt rozwieszano na żerdziach ponad mogiłami.
W 1680 roku, podczas powstania Indian Pueblo przeciwko Hiszpanom, część koni wpadła w ręce Indian a część zbiegła na prerię, gdzie dała początek zdziczałym koniom preriowym zwanych mustangami. Wejście Indian Pueblo w posiadanie koni radykalnie zmieniło ich sposób zdobywania środków utrzymania. Po Hiszpanach, Indianom Pueblo zaczęli zagrażać z kolei silniejsi Indianie Apache, którzy brali od tych pierwszych haracz w postaci kobiet i koni.
Od około 1680 roku konie zbiegłe z hiszpańskich obozów chwytali Indianie Comanche, którzy również rozpoczęli ich hodowlę. Zakupione, czy też zrabowane tabuny, zaczęły wędrować od plemienia do plemienia w kierunku północnych prerii.
Szlak handlu końmi przebiegał gdzieś od Santa Fe, na zachód od kontynentalnego działu wód do rzeki Snake i miejsca spotkań Indian Shoshone, a stamtąd do kraju Indian Nez Perce, Flathead, Pend d'Oreilles, Kutenai i Kalispel. Tradycje tego ostatniego plemienia odnotowały pierwsze pojawienie się koni w sposób następujący:
"Jacyś ludzie zobaczyli ślady koni, przecinające pas piasku. Zawołali oni innych, żeby zastanowić się, jakie zwierzęta mogły zostawić takie ślady, które nie były nikomu znane. Później, blisko brzegu rzeki, inni ludzie dostrzegli zbliżającego się na koniu mężczyznę. Zauważyli, że palił tytoń i że wydawał się być spokojny. Patrzyli, jak wchodzi do wody i na grzbiecie konia przepływa przez rzekę. Zebrali się potem i z wielkim zdziwieniem mówili o zwierzęciu."
Zabawna historia, pochodząca z tradycji Indian Okanagan, opowiada o pierwszych próbach ujeżdżania tych dziwnych stworzeń i wielką obawą przed upadkiem:
"Pierwszy koń, którego zdobyliśmy, był bardzo łagodny. Pierwsza osoba, która go dosiadła, w obu rękach trzymała długie kije, żeby utrzymać się na jego grzbiecie. Inny człowiek powoli prowadził konia, a jeździec w miarę posuwania się, przesuwał kije tak, jak przesuwa się laskę."
Indianie Apache, wzorem Hiszpanów, zaczęli chronić swe konie skórzanymi pancerzami.
Indianie Chiricahua Apache stali się smakoszami mięsa końskiego. Młody zaś Indianin tego plemienia, szukając żony, rozmawiał najpierw z jej rodzicami, a później przywiązywał konia przed szałasem wybranki. Jeśli dziewczyna przyjmowała jego zaloty, to karmiła i poiła konia. Po tym młodzieniec zabierał ją na łowiecki miesiąc miodowy, po którym wracali do jego grupy. Przyprowadzenie do obozu dwóch koni i zabicie jednego z nich oznaczało, że rodzice wydali córkę bez pytania się jej o zgodę. Podczas zaś długiej podróży, Indianie Apache chronili kopyta koni, zakładając im "buty" z surowej skóry.
Kwestia daty zdobycia koni przez wschodnie grupy Indian Apache jest niepewna. W raporcie francuskiego odkrywcy, La Selle, napisanym w roku 1682 i opartym na informacjach uzyskanych w St. Louis od indiańskiego jeńca jest wzmianka, że Indianie Kiowa-Apache identyfikowani pod nazwą Gattacka "sprzedają konie, które prawdopodobnie ukradli od Hiszpanów w Nowym Meksyku. Te konie byłyby dosyć przydatne dla nas. Dzikusy używali ich w walkach, polowaniach i do transportu wszystkiego, co posiadali, ale nie mieli w zwyczaju dawania im schronienia, spały pod gołym niebem, nawet w śniegu, i nie dawali nic do jedzenia, prócz tego, na czym się same pasły. Ten rodzaj koni musi być bardzo silny i wytrzymały. Powiada się, że jeden może ciągnąć mięso z dwóch bizonów, które razem ważą ponad 1000 funtów".
Według La Verne, posiadanie koni przyniosło Indianom Navajo i Apache osobisty dodatkowy prestiż i miejsce w społeczeństwie jako wojownika i zamożnego człowieka. Mężczyzna posiadający konia mógł wysoko nosić głowę. Biedny był ten, kto nie posiadał koni. Tchórzem był ten, który bał się wyruszyć na wyprawę po konie dla siebie i swoich krewnych. W mniemaniu tych Indian koń stał się cudownym rumakiem o nadnaturalnych mocach. Wysławiali oni ich konie dosiadane przez ich bogów w swych pieśniach, mitach, opowieściach, leczniczych ceremoniach i rytuałach.
Indianie Navajo śpiewali mnóstwo pieśni o świętych koniach, odkąd po raz pierwszy zobaczyli tą własność białego człowieka w XVII wieku. Słowa poniższej pieśni należały do jednego z ich szamanów zwanego Tall Kia ah ni i są charakterystyczne dla typowych pieśni powodzenia, które śpiewano życząc sobie by ich konie były: "pięknymi końmi, smukłymi jak łasice" - końmi takimi, jakimi wierzono że, należały do jednego z Twin War Gods - Bliźniaczych Bogów Wojny:
"Mój koń ma kopyto jak pasiasty agat;
Jego pęcina jest jak znakomite orle (długie) pióro;
Jego nogi są jak szybkie błyskawice.
Ciało mojego konia jest jak upierzona orlimi piórami strzała;
Mój koń ma ogon jak nadciągająca czarna chmura.
Jego grzywa jest zrobiona z krótkich tęcz.
Uszy mojego konia są zrobione z okrągłej kukurydzy.
Oczy mojego konia są zrobione z dużych gwiazd.
Głowa mojego konia jest zrobiona ze zmieszanych wód
(ze świętych źródeł-nigdy nie zazna pragnienia).
Zęby mojego konia są zrobione z białych muszli.
Długa tęcza jest w jego pysku jako uzda,
I nią go prowadzę".
Będąc w 1691 roku pośród paragwajskich Indian Guarani jezuita Antonius Sepp von Rainegg napisał:
"20 kwietnia wielka gromada dzikich Indian odwiedziła o zachodzie słońca nasz statek. Wysłaliśmy do nich tłumacza, żeby zapytał, czego sobie życzą. Odpowiedzieli mu natychmiast, że przyszli w celach pokojowych i chcieliby sprzedać nam kilka koni.
Wtedy przybyliśmy do brzegu i przez naszego tłumacza przyjaźnie pozdrowiliśmy każdego z Indian.
Na nasze pytanie, czego żądają za konia, jeden chciał igieł, inny spinek, jeszcze inny noży, ten trochę tytoniu, tamten haczyka do wędki. Po takiej korzystnej ofercie kupiłem dwadzieścia pięknych, zdrowych koni, już ujeżdżonych do jazdy wierzchem i do dźwigania juków. Każdy Indianin otrzymał to, czego sobie życzył. W sumie to, co dałem Indianom, było warte nie więcej niż jeden niemiecki talar. Dzicy Indianie gwizdali i krzyczeli z radości. Nie mogli się dość nadziękować i rozstaliśmy się jak bracia."
14 marca, 1697 roku Hiszpanie zdobyli ostatnie miasto Indian Maja, Tayatzal, w którym znaleźli między innymi świątynię poświęconą Tzimin Chakowi, czyli Gromowładnemu Tapirowi. Czyżby wspomniany wyżej posąg został odbudowany, czy też znajdowały się tam tylko szczątki rozbitej rzeźby?
Następny przybysz z Europy zjawił się w mieście Tayatzal dopiero w roku 1696. Jego opowiadanie przytoczone w pracy stanozjednoczeniowego historyka A. Meansa zawiera opis znajdującej się w jednej ze świątyń miasta skrzyni z wielką kością nogi końskiej. Kość ta stanowiła w oczach Indian Maja relikwię. Pod koniec XVII wieku misjonarze mieli ponoć ostatecznie wrzucić resztki posągu konia-boga w wody jeziora.
Jeszcze przed 1700 rokiem konie posiadali już też jeszcze Indianie Wichita, Caddo i Pawnee.
Kiedy konie dotarły do Indian Shoshone, uczyniły ich życie łatwiejszym, umożliwiając penetrowanie większego obszaru w poszukiwaniu pożywienia. Mogli też polować na bizony w Wyoming, suszyć mięso i przewieźć je na zamieszkane przez siebie tereny. Konie umożliwiły im także dotarcie do bogatych w łososia strumieni w Idaho, jak również na prerie, gdzie poszukiwano jadalnych bulw.
Między 1700 a 1725 rokiem Indianie Blackfoot weszli w posiadanie większej ilości koni. W wolnym tłumaczeniu Indianie ci nazywali konia pies-łoś. Pochodziły one z koni Hiszpanów, które zostały zdobyte i przekazane na północ przez plemiona z Południa. W tym też mniej więcej czasie dotarł do nich David Thomson, opowiadając ustami Indian Blackfoot:
"Nasi wrogowie, Indianie Snake, wraz ze swymi sprzymierzeńcami posiadali Misstutin (Wielkie Psy, czyli konie) na których jeździli tak szybko jak to pędzą jelenia i przy których to pomocy rozbili Indian Peeagan, waląc ich po głowach swymi kamiennymi Pukamoggan'ami (maczugami)."
Nauczywszy się dosiadać koni, Indianie Blackfoot ścigali też przy ich pomocy bizony. Zdobywane w ten sposób większa zapasy żywności, pozwoliły im poświęcać więcej czasu religijnym stowarzyszeniom, sztuce dekoracyjnej i prowadzeniu wojen. Stworzyło to również możliwość zbierania się w większe grupy, co wzmacniało w całej grupie poczucie wspólnej więzi.
Wkrótce też powstała wśród nich opowieść o tym, jak to kiedyś pewien wielki wódz pozwalał swoim koniom paść się swobodnie na górze Chief Mountain. Konie były piękne, szybkie i silne, pod każdym względem lepsze od innych, a to dlatego, że karmiły się trawą, która nie rośnie nigdzie indziej poza górą Chief Mountain.
Wybierając się ze swoimi ludźmi na polowanie lub wojnę, wódz zawsze zostawiał swe piękne konie pod opieką córki, przekonany, że ona jedna zna tajemną ścieżkę prowadzącą na szczyt.
Mylił się, bo sekret ten odkrył również pewien młody mężczyzna z jego plemienia. Kochał się w pięknej córce wodza, ale i ojciec, i córka odtrącali go. Młody mężczyzna zaprzysiągł im zemstę.
Którejś nocy późną jesienią, gdy wódz był z myśliwymi daleko od wioski na polowaniu, młody mężczyzna zaprowadził na szczyt góry bandę nieprzyjaciół. Wiedzieli oni, że wódz ma piękne białe konie, i pragnęli je ukraść. Wiedzieli też, że córka wodza jest piękna, i chcieli ją porwać. Odtrącony przez dziewczynę młodzieniec wskazał więc wrogom jedyną ścieżkę prowadzącą na szczyt i nieprzyjacielscy wojownicy szybko wspięli się na górę. Byli pewni zwycięstwa i cieszyli się na myśl o zdobyczy, która niechybni wpadnie om w ręce.
Dziewczyna jadać na ulubionym, białym jak śnieg wierzchowcu spostrzegła nadchodzących wrogów. W pierwszej chwili zdawało się, że nie ma ratunku ani dla niej, ani dla koni. Wiedziała, że na szczyt i ze szczytu prowadzi tylko jedna ścieżka, a właśnie tę drogę zastąpiła jej nieprzyjacielska banda. Wolała śmierć własną i ojcowskich koni niż niewolę.
Nagle znad szczytu zerwała się gwałtowna zamieć śnieżna. Dziewczyna skrzyknęła konie i pchnęła wierzchowca w pełen galop. Na czele stada skoczyła prosto w zawieruchę. Nieprzyjacielscy wojownicy pognali na oślep za nią i wszyscy runęli w przepaść.
Po dziś dzień Indianie widząc śnieżną zamieć wirującą nad górą Chief Mountain mówią:
- Białe konie galopują szybko i wysoko. Wróżą tam szczęśliwe polowanie.
Od 1706 roku Indianie Ute zaczęli najeżdżać Indian Pueblo i Hiszpanów w Nowym Meksyku w celu zdobycia koni i żywego inwentarza.
Pierwszym dostrzeżonym u Indian typem siodła były siodła poduszkowe. Rozwinęły się one ze sposobu narzucania na konia skór zwierzęcych. Były one lekki, ważąc około 1,3 kilograma i posiadały strzemiona i popręgi. Doskonale nadawały się one dla jeźdźca, który zmieniał często pozycję i w czasie jazdy pracował wszystkimi mięśniami swojego ciała. Wyrób takich siodeł był zajęciem kobiet, które potrafiły nie tylko wyprawiać skórę i szyć, ale także zdobić siodła muszelkami. Jednakże wycinanie odpowiednich kształtów w słabo wyprawionych skórach bizonów, jeleni i antylop wymagało dużej siły i prawdopodobnie tę to właśnie czynność wykonywali mężczyźni.
Poduszki, robione z jeleniej skóry, wypełniane były trawą, końskim włosiem lub bawolą sierścią.
Sami zaś mężczyźni, udając się na polowanie lub na bitwę, dosiadali koni bez siodeł lub okrytych tylko suknem, gdyż samo siodło mogło mu być tylko przeszkodą w takich sytuacjach. Jazda zaś na gołym grzbiecie konia mogła spowodować podrażnienia ciała od końskiego potu. Przed taką więc jazdą mężczyźni moczyli swe nogi i tyłki stojąc w słonych źródłach lub w bardzo zimnej wodzie. Po tym, jak sami mówili, nawet bardzo uciążliwa jazda nie powodowała żadnych obrażeń na wewnętrznych stronach ich nóg.
Indianie Nez Perce dzikiego konia nazywali see-kip-te-wat. Przypuszczalnie około 1730 roku dotarły do tych Indian pierwsze konie z których później wyhodowali rasę zwaną appaloosa, choć niektórzy autorzy początków tej rasy wypatrują już w roku 500 n.e. na terenach azjatyckich Chin. Nazwa tego typu koni, appaloosa, pochodzi od region rzeki Palouse, lub według innych źródeł - od nazwy Indian Palouse. Konie te trafiły najprawdopodobniej z Afryki do Hiszpanii, skąd z kolei, wraz z konkwistadorami, dotarły do Ameryki Północnej. Dawni, biali handlarze skórami z Ameryki Północnej konie te nazywali Appple Lucy lub Leopard Blanket Hip. Z powodu szlachetności tej rasy, jej inteligencji, szybkości i wytrwałości, posiadanie appaloosa było przez długi czas marzeniem każdego jeźdźca. Wyselekcjonowane przez siebie pojedyncze sztuki Indianie Nez Perce wysoko cenili, z rzadka decydując się na ich sprzedaż czy wymianę. Były to białe i kremowe wierzchowce, których sierść nakrapiana była czarnymi, brunatnymi lub czerwonymi plamami oraz takie, których ciemna sierść pokryta była białymi cętkami. Miały kusy ogon oraz prążkowane w ciekawy sposób kopyta. Były nieco większe i nieco cięższe niż typowe konie indiańskie, a ich wartość był dwu lub trzykrotnie większa od zwyczajowego.
Indianie Płaskowyżu pierwotnie siodła, uzdy i popręgi zdobywali za pośrednictwem Indian Shoshone.
Około też 1730 roku Indianie Blackfoot przejęli konie od Indian Shoshone. W wolnym tłumaczeniu Indianie ci nazywali konia pies-łoś. David Thompson opowiedział też ustami tych Indian, że:
"Nasi wrogowie, Indianie Snake, wraz ze swymi sprzymierzeńcami posiadali Misstutin (Wielkie Psy, czyli konie) na których jeździli tak szybko jak to pędzą jelenie i przy których to pomocy rozbili Peeagansów, waląc ich po głowach swymi kamiennymi Pukamoggan'ami (maczugami)".
Między 1750 a 1770 rokiem Indianie Blackfoot dokonali lejnych zmian w lokalizacji i rozmieszczeniu plemion, przesuwając się na południe od rzeki Bow ku dolnemu biegowi Missouri i ujścia Yellowstone. Stało się to w wyniku chęci zdobycia na Indianach Flathead większej ilości koni raz w wyniku potrzeby uzyskania bardziej rozległego obszaru obfitującego w bizony.
W 1754 roku, gdy do Indian Blackfoot dotarł Anthony Henday, byli oni już zręcznymi jeźdźcami dostatecznie dobrze zaopatrzonymi w karabiny, konie i noże.
W dawnych tańcach różnych stowarzyszeń Indian Blackfoot, często odbijano na czerwono ślad dłoni na każdej stronie szyi konia, co wraz z innymi rysunkami na piersi, reprezentowało kontakt ciała konia z wrogiem. Inne źródła podają, że namalowany na końskim zadzie czerwony odcisk dłoni, przekazywał informację, że wojownik pragnie pomścić śmierć kogoś bliskiego, przyjaciela lub krewnego. Namalowana na klatce piersiowej na czerwono figura ludzka znaczyła u Indian Blackfoot, że właściciel konia przejechał swego czasu jakiegoś człowieka.
Indianie Crow pozyskali konie prawdopodobnie od Indian Shoshone, lub Comanche, między 1730 a 1760 rokiem.
Około 1750 roku konie zdobyli Indianie Cheyenne i nagle przestawili się z rolnictwa na kulturę opartą całkowicie na bizonach. Niektórzy historycy wierzą, że ta zamiana rolnictwa na łowiectwo dokonała się w ciągu jednego pokolenia.
Symbol antylopy, malowany na koniach przez Indian Cheyenne, miał nadawać wierzchowcowi szybkość i zdolność przetrwanie tego pierwszego zwierzęcia. Chronić zaś konia u tych samych Indian miał malowany na koniu symboliczny znak ważki. Niekiedy także Indianie Cheyenne malowali na koniach na czerwono te miejsca, w które dany koń swego czasu został zraniony.
Około 1750 roku koń był już tak bardzo przyswojony przez Indian Ameryki Północnej, a Indianie stali się tak doświadczonymi jeźdźcami i handlarzami, że pierwsi odkrywcy byli przekonani, iż zwierzę to zawsze występowało w Ameryce. Konie te jednak nie znały w ogóle owsa. Żywiły się delikatną korą drzew i tłustą trawą. Straciły więc już na swej wielkości. Nazywano je pony. Były to już małe, zbite koniki o cienkich pęcinach, najczęściej srokate.
U Indian Comanche wszyscy - wojownicy, kobiety i dzieci - jednakowo dobrze jeździli na koniu. Biali obserwatorzy nie mogli wyjść z podziwu, jak ci niscy, krótkonodzy, mocno zbudowani, niezgrabni ludzie zmieniają się nie do poznania, kiedy dosiądą koni, tworząc wraz z nimi jakby jedną całość. Byli nawet tacy, którzy uważali, że tylko Indianie Comanche potrafią, wisząc n jednym boku wierzchowca w pełnym galopie, strzelać spod szyi konia do przeciwnika.
Przywiązanie, jakim Indianie Comanche darzyli "Boże psy" nie znało granic. Każdy wojownik, tak jak to miało miejsce często i u innych plemion Prerii, miał przynajmniej jednego ulubionego wierzchowca, choć jego stado mogło liczyć kilkaset sztuk. Nocą trzymał go uwiązanego tuż koło tipi, zaś reszta pasła się na prerii. Opiekował się nim, hołubił go i podziwiał.
- Byli tacy, co swoje konie kochali bardziej niż żony, dzieci czy kogokolwiek - wspominał pewien stary Indianin Comanche.
Przy rozsądzaniu sporów poszkodowani żądali od winowajców zadośćuczynienia w postaci ich ulubionych wierzchowców. Zabicie takiego konia traktowano jak morderstwo i znane są przynajmniej dwa przypadki, kiedy ludzie zapłacili za to życiem. Większość koni bojowych i wyścigowych miało własne imiona, w przeciwieństwie do pozostałych. Wojownik, o ile tylko mógł, nie dosiadał klaczy, na której jeździła tylko kobieta lub dziecko, a już pod żadnym pozorem nie dosiadał jej, udając się na wojnę. Powszechnie podziwianym gestem było podarowanie przyjacielowi ulubionego wierzchowca. Choć na ogół na grobie zmarłego zabijano jego konie, to często zdarzało się, że przed śmiercią właściciel obdarzał najlepszymi z nich najbliższych przyjaciół.
Koń zatem był własnością prywatną. Każdy w rodzinie, mogący już samodzielnie jeździć, posiadał przynajmniej jednego wierzchowca na własność. Kobiety jeździły na klaczach oraz na jucznych koniach.
Indianie Comanche pozyskiwali swe konie z czterech źródeł: łowiąc dzikie mustangi, poprzez handel i podarki, na wyprawach wojennych i przez hodowlę. Ten ostatni fakt jest mniej znany, ale Indianie Comanche słynęli jako znakomici hodowcy, górując pod tym względem nad sąsiednimi plemionami. Biali obserwatorzy przypisywali to ich niespotykanej u nikogo znajomości psychiki koni i troski o nie. Tylko wybrane ogiery pokrywały klacze, pozostałe kastrowano w drugim roku życia. Wśród hodowanych przez nich koni znajdowały się tak osobliwe jak dunnia - żółte z czarną grzywą i ogonem.
Koń był zatem dla Indian Comanche przyjacielem domowego ogniska, wyznacznikiem prestiżu i bogactwa, zwierzęciem pociągowym i - w razie potrzeby - źródłem pożywienia. Co jednak najważniejsze - sprawił, że Indianie ci w znaczący sposób przyczynili się do rozwoju kultury Indian Równin.
Koń prowadził również Indian Comanche na wojnę, pozwalał im zapuszczać się daleko w głąb terytorium wroga, pobić go i wracać bezpiecznie ze sławą i łupem. Sprawił, że wojna stała się sprawą najważniejszą w życiu. Zdobyte na niej zaszczyty decydowały o pozycji zajmowanej w plemieniu.
Samo pojęcie wojny zmieniło się teraz w pojęciu Indian północnoamerykańskich w sposób rewolucyjny: nieprzyjaciela atakowano zuchwale nie po to, żeby mu wydrzeć skrawek mało wartej ziemi, ale po to, by uprowadzić mu jego tabuny.
Kradzież koni sprzed obozu przeciwnika, niebezpieczna i fascynująca, cieszyła się powszechnym zainteresowaniem. Przyznawano za nią tytuły bohaterów, a nawet stanowiska wodzów. Kradzieże koni stały się częścią edukacji młodego wojownika.
Wraz z przyjmowanie kultury opartej na koniu, powiększyło się także tipi i jego wyposażenie. Wzbogaciło się życie towarzyskie i polityczne plemion.
Friedrich von Gagern napisał, że Indianie łowi konie między innymi przy pomocy strzelby, podając zarazem szczegóły:
"Robi się to w ten sposób: mają tylko jeden nabój, lecz pewny ładunek w lufie, należy się zakraść jak najbliżej upatrzonego mustanga - jeśli nie ma w pobliżu kryjówki, można się zasłonić maską wilczą. Zaintrygowane zwierzę zwykle podchodzi bliżej. Myśliwy celuje wtedy dokładnie w grzbiet, tek by kula drasnęła tylko lekko stos pacierzowy. Wówczas oszołomiony koń będzie ujeżdżony w dwie godziny, albo nigdy. To jest wyczyn! Nie wiadomo w końcu, kto się bardziej pieni - koń czy człowiek."
W 1764 roku Francuzi sprowadzili na Falklandy konie, które wkrótce ogromnie się rozmnożyły. Wszystkie konie tam hodowane, udomowione, czy też dzikie, były raczej małego wzrostu, choć zazwyczaj dobrej kondycji. Wskutek jednak miękkości gruntu kopyta ich często rosły bardzo nieregularnie, osiągając przy tym wielkie rozmiary i tym samym powodując okulenie koni. Mieszkający tam w latach 30-tych XIX wieku gauchosi zauważyli, że ogiery bezustannie wędrowały tam z miejsca na miejsce i zmuszały klacze do towarzyszenia im bez względu na to, czy młode źrebaki potrafiły nadążać za matkami. Pewien gaucho opowiadał kapitanowi Sulivanowi, że widział, jak ogier przez całą godzinę kopał i gryzł klacz, aż wreszcie zmusił ją do pozostawienia źrebaka na pastwę losu. A zdechłe źrebaki często tam znajdowano.
Około 1772 roku konie stały się bardziej powszechne wśród Indian Santee Dakota Sioux.
Indianie Cheyenne posiadali konie już w roku 1780. Zarówno oswojenie koni jak i zdobycie broni palnej przyczyniło się do tego, że wiele plemion, w tym Indianie Sioux, Cheyenne, Arapaho, Comanche, Kiowa, porzuciło rolnictwo i zaczęło wieść koczowniczy tryb życia, uzależniając powoli swoje pożywienie, ubrania i schronienia od jednego tylko zwierzęcia - bizona.
U Indian Kiowa istniało Stowarzyszenie Końskiego Czerpaka i Stowarzyszenie Szalonego Konia.
Zazwyczaj w obozach Indian Prerii było pod dostatkiem koni dla wszystkich, nie wyłączając kobiet i dzieci. Kiedy plemię ruszało we drogę, wszelkie cięższe bagaże, jak na przykład pokrycie tipi, ubrania, garnki, ładowano na rodzaj sanek, które myśliwi francuscy nazywali travois; między dwiema żerdziami, przytwierdzonymi do boków konia, naciągano skórę bizona i na niej układano zabierane w drogę przedmioty. Wieczorem, kiedy plemię zatrzymywało się na nocleg, szybko rozbierano owe "sanki" i żerdzie, które je tworzyły, służyły do wznoszenia namiotów.
Indianie Sioux i Cheyenne przybierali dodatkowo koszule kosmykami z końskiego włosia. Czasami końskie włosie zdobiło maski irokeskich Stowarzyszeń Fałszywych Twarzy. Wiązkami końskiego włosia Indianie Dogrib dekorowali swoje mokasyny. Ogony końskie używane były niekiedy jako kropidła do polewania wodą kamieni w szałasie pary. Wierzy się też, że koński włos, przypięty do łapacza snów, daje wytrzymałość.
W 1796 roku koń już całkowicie zastąpił łodzie Indianom Santee Dakota Sioux.
Indianie Pawnee słynęli z dalekich wypraw po konie wrogów, zawsze podejmowane na piechotę. Jeśli sprzyjał i los, wracali do domu na zdobytych koniach; jeśli natomiast na prerii zaskoczyli ich konni wrogowie, wówczas mało kto trafił do rodzinnej wsi.
Leszek Michalik przetłumaczył legendę Indian Pawnee, zatytułowaną "Gniady koń", którą też opublikował na łamach KAYAS OCHI nr 37. Oto jej treść:
"Wiele lat temu w plemieniu Pawnee żyła pewna kobieta z szesnastoletnim wnukiem. Nie mieli żadnych krewnych i byli tak biedni, że pogardzała nimi reszta plemienia. Nie posiadali żadnej rzeczy, która byłaby ich własnością. Zawsze gdy tylko grupa Pawnee, wśród której mieszkali, opuszczała stary obóz i przenosiła się na nowe miejsce - dwójka nędzarzy skrupulatnie przeszukiwała wszelkie odpadki i śmieci w nadziei znalezienia czegoś do ubrania lub zjedzenia. Czasami znajdowali jakiś kawałek skóry lub futra, znoszone, dziurawe mokasyny, niekiedy resztki pożywienie.
Któregoś razu po kolejnym wymarszu do nowego obozu, stara kobieta i jej wnuczek natrafili na wałęsającego się bez celu, zmizerniałego starego konia. Widocznie właściciel porzucił nieszczęsne zwierzę. Koń był wychudzony, ślepy na jedno oko, kulał na przednią nogę. W takim stanie nie przedstawiał żadnej wartości dla nikogo z plemienia.
- Zabierzmy go ze sobą, babciu - zaproponował chłopiec. - Może uniesie na grzbiecie nasz skromny dobytek.
Stara kobieta zarzuciła na konia parę tobołów i wolno poprowadziła za sobą, gdyż spuchnięta noga nie pozwalała zwierzęciu na szybki marsz.
Plemię dotarło na miejsce nowego obozowiska nad rzeką Platte. Przez całą drogę dwójka biednych Indian wlokła się daleko z tyłu i jako ostatnia dołączyła do gotowego już prawie obozowego kręgu. Pewnego dni grupa zwiadowców wysłanych na równiny w poszukiwaniu bizonów, przegalopowała przez środek obozu, donosząc wodzowi o sąsiedztwie wielkiego stada bizonów, wśród których znajdowało się osobliwe cielę o futrze w białe łaty.
Wódz Pawnee miał piękną córkę i na wieść o łaciatym cielaku obiecał dać swoją córkę za żonę temu wojownikowi, który upoluje niezwykłe zwierzę. Bizonia skóra w jasne łaty uważana była za niezwykłą rzadkość i była dla Pawnee - ti war uks ti - przedmiotem o nadzwyczajnej mocy magicznej.
Bizony pasły się jakieś pięćset rzutów oszczepem od wioski, toteż wódz niezwłocznie zarządził wielkie polowanie. Przede wszystkim wojownicy posiadający najszybsze konie mogli liczyć na upolowanie łaciatego cielaka, toteż wszyscy bez wyjątku wojownicy i młodzieńcy dosiedli swoich najbardziej rączych rumaków, gotowi do startu. Był z nimi również biedny chłopiec i jego stary gniadosz, ale gdy bogaci śmiałkowie zauważyli swojego marnego rywala, wykrzyknęli:
- Patrzcie jaka stara chabeta wybiera się z nami na łowy.
Śmiali się z biedaka. Było mu wstyd, więc szybko wycofał się poza szereg jeźdźców, nie chcąc słyszeć drwiących żartów i kpin.
Po ujechaniu kawałka drogi koń zatrzymał się, odwrócił łeb i rzekł do chłopca przyciszonym głosem:
- Skieruj mnie w stronę strumienia i tam całego obłóż mułem. Obłóż błotem mój łeb, kark, korpus i nogi.
Słysząc konia mówiącego ludzkim głosem chłopiec wystraszył się, ale spełnił życzenie gniadego. Wtedy koń powiedział:v
Teraz możesz dosiąść mnie, ale nie dołączaj do grupy wojowników, którzy wyśmiewali się z ciebie, że masz takiego nędznego konia. Zostaniemy tu w pobliżu strumienia dopóki wioskowy obwoływacz nie da znaku do rozpoczęcia polowania.
Wszystkie piękne wierzchowce parskały, przebierały kopytami i wprost rwały się do biegu, a jeźdźcy z trudem mogli utrzymać je w miejscu.
Wreszcie obwoływacz wykrzyknął:
- Loo-ah. - Naprzód.
Pawnee na koniach pochylili się do przodu i wydali przeraźliwy okrzyk. Gdzieś z boku, a dala od kłusaków, ruszył z kopyta gniady koń i zdawał się bardziej fruwać jak ptak, niż galopować. Błyskawicznie wyprzedził swoich najszybszych rywali i po chwili wbiegł w sam środek stada bizonów. Natychmiast wypatrzył łaciate cielę i pędząc obok niego, czekał aż chłopiec wypuści strzałę w bok bizona. Ugodzone zwierzę zwaliło się na ziemię. Druga strzał pozbawiła je życia. Chłopiec zeskoczył z konia i zdarł z cielaka skórę zanim ktokolwiek z wojowników zdołał dotrzeć do pierwszych bizonów ze stada. Kiedy podszedł do swojego gniadego, zauważył, że sierść błyszczała na nim jak na młodym kłusaku, nogi prezentowały się znakomicie, a oczy zyskały blask.
Chłopiec zabił jeszcze jedną krowę, zdarł z niej skórę, poćwiartował mięso i załadował cenną zdobycz na grzbiet konia. Całość okrył łaciatą skórą. Chwycił gniadego za uzdę i pieszo podążył w stronę obozowiska Pawnee. Pomimo dużego ciężaru, koń kroczył dumnie wyprężony, bacznie rozglądając się na boki. Po drodze zatrzymał ich jeden z młodych wojowników i zaoferował chłopcu tuzin dobrych koni w zamian za łaciatą skórę, chciał bowiem poślubić piękną córkę wodza. Chłopiec jednakże ze wzgardą i śmiechem odrzucił kuszącą propozycję.
W tym czasie większość wojowników wróciła już do obozu. Jeden z powracających podszedł do starej kobiety i opowiedział jej nowinę:
- Twój wnuk zabił łaciate cielę - oznajmił.
- Dlaczego mówisz mi o tym? - Zdziwiła się stara kobieta. - Pewnie znowu chcesz sobie zadrwić z mojego biednego chłopca.
- To prawda co ci powiedziałem - zaprzeczył wojownik i odjechał dalej.
Po chwili inny śmiałek zbliżył się na koniu do starej kobiety i powiedział dziwną nowinę:
- Twój wnuk zabił łaciate cielę.
Nieszczęsna staruszka rozpłakała się ze zgryzoty. Była przekonana, że każdy żartuje z jej wnuka tylko dlatego, że jest nędzarzem.
Wkrótce zjawił się chłopiec, prowadząc swojego konia prosto przed tipi, w którym mieszkała babcia. Był to mały namiot, tak mały, że ledwo mogły mieszkać w nim dwie osoby. Babcia uszyła go kiedyś z kawałków starych, niepotrzebnych skór wyrzuconych na śmieci przez dawnych właścicieli. Było to najmarniejsze i najmniej okazałe tipi w całym obozie. Staruszka nie potrafiła ukryć zdumienia, widząc swojego wnuka prowadzącego gniadosza obładowanego mięsem i skórami.
- Przyniosłem ci babciu dużo świeżego mięsa i futro bizonie, które po wyprawieniu możesz sobie zatrzymać. Zabierz to wszystko z grzbietu konia.
Babcia uśmiechnęła się promiennie, w jej sercu zagościła wielka radość. Gdy jednak próbowała zdjąć z konia pakunki z mięsem, ten zaczął prychać niezadowolony i wierzgać kopytami jak dziki koń. Stara kobieta nie mogła uwierzyć własnym oczom, że oto obok stoi tak niedawno jeszcze schorowana i wynędzniała chabeta przemieniona w pięknego wierzchowca. W końcu chłopiec sam zajął się rozładowaniem mięsa, gdyż koń nie pozwalał staruszce zbliżyć się do siebie nawet na krok.
Tej nocy koń znowu przemówił do chłopca:
- Jutro o świcie przed nasz obóz zakradnie się duża grupa wrogich wojowników z ludu Lakota, którzy wyruszyli na wyprawę wojenną. Zaatakują wioskę Pawnee, a ty stoczysz z nimi swoją wielką walkę. Gdy wojownicy Lakota ustawią się w szyku bitewnym i będą gotowi do ataku, ty wskoczysz na mnie i pojedziesz pomiędzy nich. Odszukaj natychmiast ich wodza wojennego, najlepszego z wrogich wojowników, zalicz na nim cios, zbij go i szybko wróć do naszych. Uczyń to tak cztery razy i zalicz ciosy na czterech najdzielniejszych Lakotach, zabij też wszystkich czterech. Ale nie więcej. Jeśli wyruszysz do walki po raz piąty, możesz zginąć, albo mnie stracić. La ku ta chix. Pamiętaj!
Chłopiec obiecał gniademu, że zastosuje się do jego rady.
Następnego dnia wszystkie wydarzenia potoczyły się dokładnie tak, jak przepowiedział gniady koń. Wojownicy Lakota uformowali szyk bitewny. Chłopiec nie zwlekając pochwycił swój łuk i strzały, wskoczył na konia i pognał przed gromadę wrogich wojowników. Gdy spostrzegli, ze chłopiec pędzi wprost na ich wodza, wszyscy wycelowali w kierunku młodzieńca Pawnee swoje strzały. Raz po raz niebo ciemniało ponad wioską Pawnee od strzał wroga, ale żadna z nich nawet nie drasnęła dzielnego chłopca. Młody człowiek stoczył gwałtowną walkę z wodzem Lakotów, zaliczył na nim cios, po czym zabił go i wrócił do swoich współplemieńców. Gdy tylko wrogowie skupili się w większą gromadkę, w mgnieniu oka chłopiec zaliczył cios na najdzielniejszym w grupie wojowniku i zabił go. Po pokonaniu czwartego wroga zaprzestał walki, ale gdy potem z boku przyglądał się zmaganiom Lakotów i Pawnee, w pewnej chwili powiedział do siebie:
- Cztery razy stawiałem czoła czterem różnym Lakotom i z każdego starcia wychodziłem cało. Może by tak jeszcze raz spróbować?
Bez namysłu dosiadł gniadego i ruszył do walki. Jeden z wojowników Lakota wziął sobie chłopca na cel, ale chybił. Za to strzała przeszyła na wylot gniadego konia. Raniony śmiertelnie gniady padł na miejscu. W ostatniej chwili chłopiec zeskoczył na ziemię i co sił w nogach popędził do swoich. Lakota widząc, że niezwykły koń leży martwy, wykrzyknęli pomiędzy sobą z uznaniem:
- Ten koń przypominał człowieka! Był bardzo dzielny! Nie zachowywał się jak zwykły wierzchowiec!...
Nożami zdarli z gniadego skórę, poćwiartowali mięso i podzielili je na małe kawałeczki.
Pawnee walczyli z Lakotami aż do zmierzchu, ale po zapadnięciu ciemności napastnicy uznali swoją przegraną i odstąpili od wioski.
Chłopiec czuł się przygnębiony po śmierci swojego konia, dlatego po skończonej bitwie wyszedł z obozu, aby oddać hołd szczątkom wiernego przyjaciela. Podszedł do miejsca, w którym zginął gniady, pozbierał resztki rozrzuconego wokół mięsa, wszystkie kości i kopyta, i ułożył je razem w nieduży stos. Potem wspiął się na wierzchołek pobliskiego wzgórza, usiadł na ziemi, zakrył głowę derką i zaczął opłakiwać stratę gniadego.
Kiedy siedział tak na wzgórzu, usłyszał przeraźliwe odgłosy nadchodzącej wichury, a gdy głośne podmuchy wiatru nieco ustały, spadł gwałtowny deszcz. Chłopiec patrzył ze smutkiem na błyszczący w oddali kopczyk szczątków konia oblewany strumieniem deszczu. Im mocniej padało, tym większy ciężar czuł w sercu.
Nie minęło wiele czasu, jak nadeszła szalona wichura, a po niej deszczowa ulewa. Chłopcu zdawało się, że leżący w oddali koń dwa albo trzy razy poruszył ogonem, potem próbował unieść do góry łeb. Bardzo się bał, chciał nawet uciec ze wzgórza, ale jakaś siła nie pozwalała mu ruszyć się z miejsca.
Po kolejnej nawałnicy ujrzał przez strumienie lejącego się z nieba deszczu, jak koń wolno podnosi się na trawie i staje na równe nogi.
Chłopiec zszedł a pagórka i zbliżył się do konia. Gniady odwrócił łeb i odezwał się ludzkim głosem:
- Widziałeś co się stało dzisiaj i możesz sobie wyobrazić co też wydarzy się potem. Ale Tirawa, nasz Stwórca, okazał wiele łaski i pozwolił mi powrócić do ciebie. Odtąd rób dokładnie wszystko to co ci każę, nie więcej ani nie mniej.
Potem koń dodał:
- Teraz zabierz mnie stąd, o tam, za to wielkie wzgórze. Muszę pozostać z daleka od obozu. Zostawisz mnie samego na noc, ale z samego rana przyjdziesz do mnie.
Chłopiec wykonał polecenie gniadego.
Rankiem zjawił się na umówionym miejscu i ujrzał obok swojego gniadego przepięknego białego wierzchowca, piękniejszego od najurodziwszego rumaka w całym plemieniu Pawnee. Gniady kolejną noc pozostał za wzgórzem, a kiedy rano następnego dnia chłopiec znowu odwiedził go, zastał w pobliżu innego pięknego wierzchowca, tym razem czarnego jak skrzydło kruka. Przez kolejnych dziesięć nocy opuszczał swojego konia, a rano znajdował nowego konia coraz to innej maści: kasztanka, łaciatego, srokacza... Wszystkie konie były lepsze od najlepszych, jakie kiedykolwiek hodował lud Pawnee.
W ten sposób chłopiec stał się zamożnym człowiekiem. Wkrótce poślubił pękną córkę wodza, a po paru latach sam został wodzem Pawnee. Ze swoją piękną żoną miał wiele dzieci. Gdy umarł mu najstarszy syn, jego ciało owinął w łaciatą skórę cielęcia bizona i spalił na stosie pogrzebowym. Nigdy nie zaniedbywał swojej babki, zapewniając jej aż do śmierci dostatnie życie i własne, wygodnie urządzone tipi. Gniadego konia nigdy już nie dosiadał, nawet od święta i podczas ważnych ceremonii plemiennych, za to wszędzie zabierał go ze sobą. Koń żył w wiosce jeszcze przez długie lata, aż zmarł ze starości."
Koń znalazł się wśród zwierząt, którym Indianie północnoamerykańscy przypisywali egzystencję niejako na dwóch płaszczyznach - rzeczywistej i mitologicznej, świeckiej i sakralnej. Jego udział w wierzeniach i rytuałach Indian Prerii dorównywał niemal znaczeniu bizona. Fakt ten jest zdumiewający choćby tylko ze względu na późne pojawienie się tego zwierzęcia w tubylczej gospodarce i kulturze. Nie przeszkodziło to też w uważaniu konia za istotę, która pojawiła się na Ziemie jeszcze przed człowiekiem, o czym mówią Indianie Cree w jednej ze swych cyklicznych opowieści o kultowym bohaterze, Wisakadżaku. Wspomina się tam jak to różne zwierzęta deklarowały swoją wolę służenia człowiekowi, który wkrótce miał się pojawić na świecie. Wśród tych zwierząt był i Koń, który powiedział:
- Ja się przydam ludziom, bo będę przenosił ich rzeczy z jednego obozu do drugiego. Pozwolę im też jeździć na swoim grzbiecie. Chętnie zostanę ich niewolnikiem.
Szybkie włączenie konia w strefę życia religijnego można wyjaśnić tylko w kategoriach ekonomicznych. Zwierzę to jako swoisty środek produkcji przyczyniło się do takiego zrewolucjonizowania tubylczej gospodarki, że stało się przedmiotem szacunku, który po pewnym czasie przekształcił się w kult religijny. Jego zaś rozmiary były wprost proporcjonalne względem roli, jaką koń odgrywał w życiu Indian.
Kult tego zwierzęcia pojawił się na przełomie XVIII i XIX wieku. Jego genezę wiąże się z faktem wyspecjalizowania się niektórych znachorów w zakresie nieznanej dotychczas weterynarii. Poczęli oni służyć swą wiedzą tajemną ochronie największego indiańskiego bogactwa, jakim niespodziewanie stał się koń. Im też przypisuje się autorstwo szeregu wierzeń związanych z tym zwierzęciem, a przede wszystkim stworzenie scenariusza wielu ceremonii magiczno-religijnych odprawianych ku jego czci.
Owi znachorzy-weteryniarze poczęli zrzeszać się w tajne związki, których nadprzyrodzonym opiekunem był naturalnie nadprzyrodzony władca koni. W połowie XIX wieku niemal w każdym plemieniu Indian Prerii istniało już takie bractwo. Otaczana głęboką tajemnicą działalność tego typu stowarzyszeń obejmowała szereg elementów szamanizmu i magii. Jej zasadniczym celem było pomnożenie stad koni zarówno dzikich, jak i hodowlanych. Zaczynem tych praktyk było tubylcze lecznictwo, które łączyło autentyczną wiedzę z zabiegami irracjonalnymi. Ten wzór ludowej medycyny został powielony w przypadku indiańskiej weterynarii, która dzięki temu szybko znalazła się w sferze religijno-magicznej działalności człowieka. Świadczą o tym liczne rytuały, tańce, pieśni, modlitwy i zaklęcia, którymi bractwa znachorów-weteryniarzy wspomagały racjonalne sposoby leczenia koni.
I tak na przykład wiadomym jest, że Indianie Alabama z Teksasu gotowali korę brzozy na lekarstwo używane przy leczeniu bolących, chorych miejsc oraz kolki u koni. Indianie Pawnee natomiast gotowali liście i końce gałązek doględy do obmywania żółci wytwarzającej się pod końskim siodłem oraz leczenia innych chorób końskiego grzbietu.
Indianie Cheyenne wyciąg robiony z łodyg i liści skrzypu E. arrense nazywali "koński lekiem"; mo in' ă ăm es se eohk (moe', łoś, oswojony; es se e ohk, lek) i wlewali w gardło konia, gdy ten miał ciężki kaszel.
Roślinę lacinaria scariosa Indianie Chippewa nazywali o'mucko'zowa'no, co znaczy "ogon łosia", i stosowali jako lek na choroby końskie; robili wyciąg z jednego korzenia i jednej kwarty wody. Lek stosowano zewnętrznie i wewnętrznie. Podawano go koniom do picia przed podróżą, a także spryskiwano tym jego klatkę piersiową i nogi.
Korzeni innej rośliny, sieversia, Indianie Chippewa również używali do leczenia koni. Po wysuszeniu zaś, i sproszkowani, dokładano go do karmy, podając ją koniowi do jedzenia przed podróżą, aby koń nie stracił oddechu. Ci sami Indianie używali zewnętrznie, jako środka pobudzającego, wyciągu z liści i łodyg krwawnika.
Obrzędowość związana z kultem konia powstała w oparciu o tradycyjne wzory wypracowane przez Indian na gruncie kultów myśliwskich oraz kultu duchów-opiekunów. W efekcie niektóre nowe rytuały nałożyły się niekiedy na wcześniejsze obrzędu łowieckie. Przykładem służyć może Taniec Konia u Indian Cree, gdzie wyrósł on ze zmodyfikowanych nieco form obrzędowych wcześniejszego kultu łasicy. Również liczne tabu dotyczące konia były niczym innym jak tylko zakazami wykształconymi uprzednio na gruncie kultu zwierząt łownych, a następnie przeniesionymi na konia
Zwierzę to zostało również harmonijnie wkomponowane w tradycyjną mitologię India Prerii. Świadczą o tym między innymi mity wyjaśniające pochodzenia konia. Na przykład Indianie Blackfoot stworzyli dwie wersje tego typu mitów. Jedna z nich przypisywała dzieło stworzenia tego zwierzęcia duchom niebiańskim, druga zaś - duchom podwodnym. Obie jednak mieściły się w plemiennym wzorze wywodzenia genezy największych indiańskich świętości od tych właśnie kategorii istot nadprzyrodzonych.
Przykładem może służyć tu jeden z takich mitów, w którym stwórcą o dawcą konia jest duch nieba - Gwiazda Zaranna:
Wiele lat temu Indianie nie mieli koni. Posiadali tylko psy, które pomagały im w przenoszeniu obozu na inne miejsce postoju. Nie znali jeszcze wówczas żelaza, a ich narzędzia wyrabiane były z krzemienia.
Pewnej nocy jeden z Indian zaprosił do swego namiotu wodzów, wyrzucając z niego swą młodą żonę i dziecko. Nieszczęśliwa kobieta, spędzając całą noc pod gołym niebem, ujrzała nad ranem światło Gwiazdy Zarannej. Oczarowana jej blaskiem rzekła:
- Chciałabym zostać żoną tej pięknej Gwiazdy.
Następnego ranka, zbierając bizonie łajno na opał, ujrzała młodego mężczyznę, który podchodząc do niej rzekł:
- Przyszedłem po ciebie. Jestem tą wspaniałą Gwiazdą, którą wczoraj zapragnęłaś poślubić.
Kobieta zgodziła się pójść z nim do obcego jej kraju, gdzie przebywało Słońce, ojciec Gwiazdy Zarannej. Po jakimś czasie parze tej urodził się synek. Dziadek, Słońce, podarował mu do zabawy zakrzywiony kawałek drewna, który nieco przypominał kształtem małego konika. Ojciec chłopca stwierdził, że zabawkę należy pokryć sierścią, a będzie wówczas ładniejsza. Upiększając ją dodał jej również ogon i uszy, ale wszystko to jeszcze go nie zadowoliło. Poprosił więc żonę, by osadziła synka na grzbiecie tego zwierzęcia, które postanowił ożywić. Po pierwszym wypowiedzianym przez Gwiazdę Zaranną zaklęciu koń zaczął ruszać nogami, po drugim - machał już ogonem, po trzecim - zastrzygał uszami, po czwartym - ruszył kłusem. Dzięki temu mały jeździec miał wiele uciechy ze swej nowej, udoskonalonej przez ojca zabawki.
Wkrótce jednak żona Gwiazdy Zarannej, tęskniąca do rodziców, zapragnęła wrócić do swej wioski. Życzenie to spełniło się. Dzięki mocy jej niebiańskiego małżonka znalazła się znów na Ziemi wraz z dzieckiem i jego konikiem. Tutaj połączyła się ze swym pierwszym, złym mężem, który ślepo nienawidził synka Gwiazdy Zarannej. Pragnąc jego śmierci, nie pozwolił żonie go żywić, noce kazał spędzać pod gołym niebem u wejścia do namiotu. Nad maleńkim chłopcem ulitował się jednak jego przyrodni brat, który oddając mu część swych posiłków, uchronił go przed śmiercią głodową.
Tę krzywdę dziecka spostrzegł szybko jego niebiański ojciec - Gwiazda Zaranna. Wkrótce też zjawił się na Ziemi, aby zabrać ze sobą poniewieranego synka, lecz chłopiec nie chciał rozstać się ze swym ukochanym przyrodnim bratem. Duch nieba, chcąc zatem wynagrodzić dziecku ból rozłąki, postanowił obdarzyć ziemskiego towarzysza jego zabaw wielką mocą. W związku z tym nakazał indiańskiemu chłopcu udać się nad jezioro i spędzić nad nim cztery kolejne noce.
- Nad ranem - powiedział - z jeziora zaczną wychodzić zwierzęta podobne do zabawki twego małego brata. Ale nie zwracaj na nie uwagi. Staraj się tylko pochwycić małego, kosmatego źrebaka. Jeśli ci się to uda, to wszystkie pozostałe konie zatrzymają się wokół niego. Jeśli za nie powiedzie ci się, to wszystkie zwierzęta wrócą do wody.
Trzy razy z rzędu chłopcu nie udawało się to przedsięwzięcie. Aż wreszcie czwartej nocy Gwiazda Zaranna przyszedł do niego we śnie i oświadczył:
- Mój chłopcze, jeśli dziś nie złapiesz źrebaka, to nie zdobędziesz przyobiecanej ci mojej mocy.
Lecz następnego dnia chłopiec był bardzo uważny i dopadł właściwe zwierzę, wokół którego skupiło się całe stado. I znów przed młodym Indianinem stanął Gwiazda Zaranna:
- Mój chłopcze, wracaj teraz z tymi zwierzętami do domu i daj je każdemu z wyjątkiem twego ojca. Od tej pory ty i twoi współplemieńcy będą mieli konie. Nie będziecie dłużej korzystać z pomocy sów i już nigdy nie będziecie chodzić pieszo.
Przedstawione wyżej mitologiczne wyjaśnienie genezy konia, świadczy o tym, że Indianie uznali go za dar sił nadprzyrodzonych, mający takie samo znaczenie, jak większość ich najważniejszych religijnych ceremonii i świętości plemienia. Wierzono więc, że konia stworzyły te same siły nadprzyrodzone, które zapoznały Indian z ich tradycyjnymi rytuałami. To właśnie pochodzenie zapewniło koniom dysponowanie dużym potencjałem nadprzyrodzonej mocy.
A zatem nowe zwierzę zostało bezkonfliktowo włączone w obręb starych wyobrażeń religijnych. Powstanie wierzeń związanych z koniem stanowi więc znakomity przykład dużej elastyczności dawnych indiańskich koncepcji religijnych, które szybko poddawały się modyfikacjom od nowych sytuacji społecznych i kulturowych.
W jednorazowej ceremonii o nazwie Taniec Konia Czarny Wapiti odtworzył swoją wielką wizję. Wystąpiły w niej cztery czwórki koni o różnej maści. Koni karych dosiadali jeźdźcy pomalowani na czarno, koni białych - biali jeźdźcy, gniadoszy - czerwoni, kasztanów - pomalowani na żółto. Na ceremonialnym tipi namalowano: od strony zachodniej - łuk i kubek wody, od północy - białe gęsi i ziele, od wschodu - gwiazdę poranną i fajkę, od południa - kwitnącą laskę i Krąg Narodu. W ceremonii wzięły udział również cztery dziewice. Pieśni śpiewano czterokrotnie, czterokrotnie wznoszono okrzyki. Wioska została okrążona.
W wizji szamana, Czarnego Wapiti, która wprawdzie nie jest mitem, ale miała szansę stać się nim, także wielokrotnie pojawia się liczba cztery. Kosmos w tej wielkiej wizji ustrukturyzowany jest według czterech punktów kardynalnych, czterech stron świata:
- zachód - skąd nadeszło czwórkami dwanaście karych (czarnych) koni, których grzywy były błyskawicami, z nozdrzy wylatywały im grzmoty, a na szyjach miały naszyjniki z bizonich kopyt,
- północ - dwanaście białych koni, których grzywy powiewały jak zamieć śnieżna, z nozdrzy wydobywał się ryk, a wokół nich krążyły białe gęsi,
- wschód - dwanaście gniadych (czerwonych) koni, obwieszonych naszyjnikami z zębów łosia, o oczach błyszczących jak gwiazda poranna i grzywach świecących światłem poranka,
- południe - dwanaście kasztanowych (żółtych) koni, z rogami na głowach i grzywami żyjącymi i rosnącymi jak trawa i drzewa.
Jednym z darów, które otrzymał Czarny Wapiti od Dziadków - Mocy Świata w swojej wizji było kwitnące ziele mocy o czterech kwitach na jednej łodydze: niebieskim, białym, szkarłatnym i żółtym.
Kiedy wszystkie konie z wizji utworzyły krąg wokół ogiera uzdrowionego przez Czarnego Wapiti, cztery piękne dziewice odziane w szkarłat przeszły przez pierścień koni, po jednej z każdej strony świata. Każda z nich trzymała jeden ze świętych przedmiotów - darów od Dziadków: drewniany kubek, białe skrzydło, fajkę i Krąg Narodu.
Konie służyły też Indianom jako nieformalny środek wymiany. Ofiarowano je za przysługę i nagradzano nimi.
Chłopcy indiańscy, ucząc się jazdy na koniu, ćwiczyli także podnoszenie z ziemi różnych przedmiotów, dopóki nie sprawiało im trudności podniesienie i przerzucenie sobie przez konia ciężkiego mężczyzny. Umiejętność ta była bardzo ważną podczas walki, gdyż obowiązkiem każdego wojownika było niesienie ratunku powalonemu towarzyszowi. Podczas ataku konie stanowiły też ruchomą tarczę - zwisając z boku konia Indianie zasypywali wroga strzałami puszczanymi spod jego szyi.
Pierwsze dosiadanie złapanego, ale już oswojonego mustanga, odbywało się w potoku o piaszczystym dnie, albo na głębokiej wodzie, gdyż łagodziło to zdarzające się upadki.
Do około 1800 roku Indianie Prerii przyswoili sobie sposób polowania na bizony z koni. Pozwalał on myśliwym na zadawanie bawołom śmiertelnych ciosów w przypadku, gdy stado uciekało w panicznym popłochu. Koń umożliwiał też tubylcom szybkie odnajdywanie pasących się stad bawołów. Przy pomocy konia myśliwy mógł też naganiać bawoły do miejsc, gdzie czekała na nich śmierć lub zamknięcie w potrzasku. Jeźdźcy chętnie maskowali konie i siebie samych, używając okryć ze skóry bawolego cielaka lub też wilka. Pozwalało to na swobodne poruszanie się pośrodku bizoniego stada.
W czasie takiego polowania wprawny myśliwy mógł zabić około sześciu bizonów. Sposób ten dostarczał Indianom wiele emocji, umożliwiał wykazanie się odwagą, sprawności oraz dużą umiejętnością sztuki jeździeckiej. Przestawiał on jednak duże niebezpieczeństwo dla myśliwego, przede wszystkim z powodu wierzchowca, który gnając wśród stada, oślepiony kurzem, narażony był na połamanie nóg w przypadku natrafienia na nory piesków preriowych, bądź innych zwierząt. Upadek konia oznaczał dla myśliwego nieuchronną śmierć przez stratowanie.
Indianie używali stosunkowo krótkich łuków, chociaż w czasie pieszych wędrówek były one nieco dłuższe. Po zdobyciu koni, podczas jazdy wierzchem łatwiej można było posługiwać się krótszym lukiem (około 105 cm długości). Łuki były używane przez Indian jeszcze przez długi czas po zdobyciu koni, ponieważ nabijanie przez lufę ówczesnych muszkietów sprawiało wiele trudności, co uniemożliwiało szybkie strzelanie. Łuki posiadały dużą przewagę nad muszkietami nabijanymi przez lufę. W czasie koniecznym na ponowne naładowanie muszkietu wprawny łucznik mógł wystrzelić z łuku od 12 do 15 strzał.
W 1800 roku Indianie Crow pośredniczyli w handlu między Indianami Flathead i Shoshone a Indianami Mandan, zazdrośnie strzegąc przy tym swojej pozycji. Edwin Denig podał, że Indianie ci zbierali się w jednym miejscu każdego roku, a potem ruszali przez góry Rocky nabywać konie od Indian Flathead, Nez Perce i Shoshone. Później stada pędzili na wschód, nad Missouri i wymieniali na karabiny, amunicję, siekiery, narzędzi i tytoń, które ich pobratymcy, Indianie Hidatsa, nabywali od brytyjskich kupców. Tak to kupcy plemienni zapewniali sobie dzięki koniom duże dochody.
Ale i dla Indian Crow handel nie był jedynym sposobem pozyskiwania koni, o czym świadczą przypadki z życiorysu ich wodza, Zgniłego Brzucha. On to w ogóle swą karierę rozpoczął będąc jeszcze młodym człowiekiem dowodząc małymi oddziałami rabującymi konie Indianom Cheyenne, Arapaho, Sioux i Blackfoot. Na ogół wyprawy te okazały się udane, zdobywano wiele koni bez strat w ludziach, co też było głównym celem każdego przywódcy organizującego takie wyprawy. Zgniły Brzuch zawsze zachowywał środki ostrożność, wybierał dobrych, odpowiednio uzbrojonych ludzi, każąc im broń trzymać zawsze w pogotowiu i zawsze też wycofywał się wraz ze swoją zdobyczą w stronę drzew, wśród których jego grupa mogłaby się ukryć na wypadek kontrataku, a gdy dalsza ucieczka stawałaby się niemożliwa, mógł tam podejmować walkę, umacniając pozycje za drzewami i głazami. Takie potyczki z wrogiem zdarzały się często, lecz szczęście przyszłemu wodzowi sprzyjało.
Na początku XIX wieku Indianie Crow byli już znakomitymi jeźdźcami, zaprawianymi do jazdy od wczesnego dzieciństwa.
Stojący Niedźwiedź, Indianin Sioux, tak oto opowiadał o swoim pierwszym polowaniu na bizony:
"Dotarłszy do szczytu wzgórza, wszyscy myśliwi popuścili cugle i konie ruszyły jak wiatr. Chłostałem moją karą klaczkę i omal nie wyprzedziłem towarzyszy. Wkrótce otoczyła mnie chmura pyłu, tak iż nic nie widziałem o krok przed sobą. Słyszałem tylko ryki i tupot racic bizonów, biegnących z dudnieniem grzmotu. Przez chwilę nie próbowałem nawet dobyć strzały z kołczanu, tyle wysiłku wkładałem w utrzymanie się na końskim grzbiecie. Zdałem sobie wówczas sprawę, jak bardzo jestem bezbronny pośród całego tego łoskotu i kurzu, pośród ciżby potężnych, oszalałych ze strachu zwierząt. Ogarnął mnie śmiertelny lęk."
W 1805 roku Indianie Kiowa-Apache posiadali wielkie stada koni, które sprzedawali Indianom Arikara i Mandan.
W 1805 roku Lewis i Clark po raz pierwszy opisali widziane przez siebie konie Indian Nez Perce. Szacowali oni wtedy, że na jednego mężczyznę z tego plemienia przypadało od 50 do 100 koni. Indianie Crow mieli w tym czasie po 7 koni na jedno tipi.
Indianie Sarsi konia nazywali siedmioma psami, gdyż mógł on udźwignąć ciężar większy niż jakikolwiek pies.
W 1820 roku, Alexander Ross z Kompanii Hudsońskiej, zaobserwował, że Indianie Nez Perce najchętniej dosiadali białych koni, pomalowanych w wojenne wzory:
"Pokryte one były najróżniejszymi hieroglifami; głowy i szyje miały nakrapiane czerwonymi i żółtymi plamkami, grzywy zabarwione na czarno, a czerwone ogony związane na węzeł i krótko przycięte (...) Zarówno jeździec, jak i koń, byli tak umalowani czerwoną, niebieską i żółtą ochrą, że nie sposób było określić, jakie były ich naturalne kolory."
Indianie Nez Perce wyspecjalizowali się w produkcji własnej uprzęży, której nadano wyróżniające cechy. Siodła męskie zbliżone były do siodeł Indian Równin - wyściełane poduszkami, z czterema rogami ozdobionymi koralikami. Siodła damskie miały wysoki przedni i tylni łęk, z przodu umieszczano zazwyczaj haczyk lub kolec, z którego zwisały trójkątne poły, pięknie ozdobione koralikami i suknem. Strzemiona robiono z giętego drewna i obciągano je niewyprawioną skórą; szczególnie wyróżniały się strzemiona kobiet, również Indian Flathead, Pend d'Oreilles, z przyszytymi od spodu wisiorami z koralików. Stosowano również szerokie podogonia i chomąta; te ostatnie z bardzo ozdobnymi połami, podobnymi do tych, jakie przyszywano do strzemion.
Tak atrakcyjna uprząż używana była również przez Indian Crow i w szczególny sposób związała się również i z tym plemieniem. Indianie ci styl ten zapewne zapożyczyli od Indian Płaskowyżu.
Uprząż koni kobiet Indian Nez Perce musiała zwracać uwagę, skoro prezbiteriański misjonarz Henry H. Spalding spostrzegł, że ich siodła były: "doskonalsze od naszych, jeśli wziąć pod uwagę wygodę kobiet." Ponadto kobiety Indian Nez Perce zawsze używały koca lub opończy, które przerzucały przez siodło, częściowo nimi się przykrywając.
Kobiety indiańskie używały do jazdy konnej siodeł szkieletowych. Robiono je na bazie ramy drewnianej, sporządzanej najczęściej z krzewu bawełnianego. Rama taka składała się z dwóch belek bocznych i dwóch widełek w kształcie odwróconej litery Y, które tworzyły przedni i tylni łęk. Drewniane elementy łączone były cienkimi rzemykami, przewlekanymi przez otwory wypalane rozgrzanym do czerwoności żelazem.
Skórę używaną do obciągania drewnianej ramy moczono najpierw przez kilka dni w wodzie, później polewano wrzątkiem i usuwano z niej sierść za pomocą ostrego, kamiennego narzędzia. Metalowy nóż używany był tylko do mizdrowania, czyli zeskrobywania resztek mięsa i błon. Gdyby posłużono się nim do oczyszczania skóry od strony lica, można byłoby łatwo materiał uszkodzić i stałby się zbyt cienki. Następnie obszywano szkielet skórą. Skóra schnąc kurczyła się i mocno przylegała do ramy, o co też tu chodziło. Zbyt szybki jednak wysychanie mogło spowodować całkowite odkształcenie się pierwotnej formy zarysowywanej prze ramę. Aby temu zapobiec, na czas schnięcia, nakładano siodło na coś w rodzaju prawideł.
Następnie wypalano w siodle nowe dziury, aby przymocować skórzane poduszki wyściełające szkielet, a wraz z nimi popręg i strzemiona. Siodła takie nie kładziono bezpośrednio na końskim grzbiecie, lecz na skórze zwierzęcej lub na tkanym kocu.
Siodła takie, dzięki swym bardzo wysokim łękom, nadawały się także doskonale do transportu pokryć tipi oraz do uczenia dzieci konnej jazdy. W takich przypadkach łęki obwiązywano dal bezpieczeństwa dodatkowo rzemieniem lub sznurem.
W 1830 roku Indianie Kiowa posiadali więcej koni na głowę niż jakikolwiek inny szczep na Wielkich Równinach, a kulturę Indian tego okresu nazwano później kulturą końską lub kulturą centaurów. W tym samym roku szacowano też, że Indianie Crow posiadali po 15 koni na jedno tipi.
Karol Darwin, opisując susze nawiedzające okolice Buenos Aires w latach 1827-32, zauważa:
"Wszystkie małe rzeki stały się bardzo słone, co w pewnych miejscach wywołało pomór olbrzymich ilości bydła, które jest zgubione, gdy napije się takiej wody. Azara opisywał szał, jaki ogarnął konie, które rzucały się w mokradła tratują się nawzajem całymi stadami. Dodaje on, że niejeden raz widywał trupy ponad tysiąca dzikich koni, które w ten sposób zginęły."
Ten sam naukowiec, przebywają w okolicach Cieśniny Magellana tak oto napisał o napotkanych tam Indianach:
"Są dobrze zaopatrzeni w konie, każdy bowiem mężczyzna posiada wedle pani Low sześć lub siedem koni, a każda kobieta i nawet dziecko ma również swego wierzchowca."
Jan Sztolcman w swej książce "Czwarty Polak za Kordylierami" napisał o koniach peruwiańskich:
"Między końmi sierrańskimi należy odróżnić dwie rasy: koni rzeczywiście rasowych (caballos de raza, lub caballos finos), czyli inochodów, i koni ordynarnych, odpowiadających naszym chłopskim konikom (caballos ordinarios lub caballos churos). Pierwsze z nich przeważnie pochodzą z Pomorza, lub przynajmniej od koni sprowadzonych z Pomorza, gdzie rasa pięknych koni andaluzyjskich w bardzo dobrych warunkach się hoduje (...)
Właściwą rasą sierrańską są konie chłopskie, które wyrodziły się w tak wybitną odmianę, że ją na pierwszy rzut oka odróżnić można. Głowę mają bardzo małą, takież uszki stojące, nogę suchą i wysmukłą, kopyto maleńkie stojące. Obok tych jednak zalet budowy ciała spotykamy i wady kapitalne, a mianowicie pierś bardzo wąską, zad spadzisty, znamionujący słabe krzyże, nogi zbyt długie, sierść nieładną, najeżoną. Są to w rzeczy samej koniki dość słabe, z trudnością wytrzymujące kilkudniową podróż. Z głównych cech ich charakteru jest niezwykła płochliwość, gdy przeciwne konie rasowe peruwiańskie odznaczają się łagodnością."
Tenże sam autor w dalszej części cytowanej książki zauważa:
"Krajowcy, gdy im na ziemi wypadnie nocować zabezpieczają się od kleszczy w ten sposób, że pościel otaczają postronkiem z włosia końskiego. Postronek taki jest zawsze najeżony końcami włosów i kleszcz po nim chodzić nie może. Ma to być środek niezawodny."
Wśród południowoamerykańskich Indian Mocovi, po porodzie kobiety często urządzały tańce, gdzie przy narodzeniu syna wodza stare kobiety przebierały się za wojowników i przybywały do dziecka w nakryciach głowy wykonanych z końskiego włosia a mających imitować skalpy.
Północnoamerykańscy Indianie Seneca nazywali konia - gëdanëhgwih.
Słynny malarz, George Catlin, przebywając od 1832 roku pośród Indian północnoamerykańskich napisał wręcz, że Indianin Comanche bez konia jest niczym małpa bez gałęzi, ale kiedy znajdzie się w siodle, ruchy jego nabierają nieopisanego wdzięku, a nawet twarz jaśnieje niezwykłym blaskiem. Sami Indianie uważali ich za najlepszych jeźdźców, którym z innych plemion mogli dorównać czasem tylko Indianie Ute.
Ten sam autor dotarłszy do Indian Pawnee zauważył:
"Słyszałem raz zdanie, że kulturę narodu poznać można po obchodzeniu się ze zwierzętami. Proszę sobie wyobrazić moje zdumienie, gdy zaproszono mnie u Indian Pawnee na uroczystość wyswobodzenia konia. Uszom własnym nie wierzyłem, aby jedno z najdzikszych koczowniczych plemion mogło się zdobyć na tak charytatywny akt w stosunku do zwierzęcia.
A jednak fakt był faktem.
Jeden ze starych wojowników podał do wiadomości plemienia, że w dniu porostu nowej trawy na preriach puszcza na wolność swego ulubionego rumaka i że na tę uroczystość wszystkich zaprasza.
O oznaczonej godzinie i w oznaczonym miejscu zeszło się całe plemię, a z nim i ja jako specjalnie zaproszony.
Wszyscy wojownicy przybyli dziwacznie pomalowani, przystrojeni w wojenne i myśliwskie trofea i z bronią. Konie zaś miały w grzywy wplecione pióra orle, sokole lub kiście świeżo urosłej trawy.
Urzędowa fajka pokoju poszła w ruch, po czym właściciel wprowadził na lassie rumaka w środek koła, utworzonego przez jeźdźców i pieszych. Koń był odświętnie przystrojony, niosąc na sobie kukłę wyobrażającą jeźdźca z tarczą, toporem i włócznią. Cały korpus był pomalowany rozmaitymi kolorami, wśród których czerwone pasy oznaczały ilość odbytych wypraw bojowych, a zielone ilość polowań na grubszego zwierza.
Wojownik podszedł do konia i zakładając mu po kolei na szyję strzelbę, włócznię zdobną w orle pióra, względnie tomahawk miał przez cały czas przemówienie, opisujące przewagi jakich dokonał dzięki szybkości i rozumowi konia. Za każde powodzenie dziękował mu dając do zjedzenia wiązkę świeżej paszy, względnie gałązki drzew, których liście stanowiły przysmak podczas wędrówek po lasach.
Na zakończenie zwrócił się do wojowników i oświadczył:
- Oto przyjaciel mój, który mi towarzyszył w sławnych bojach. Oto skalpy, które przy nim zdobyłem, oto pazury dzikich kotów, które darły moją i jego skórę. Aby mu okazać wdzięczność, puszczam go na wolność - niech odszuka plemię swoje i resztę życia wśród niego spędzi.
Zdjęto z konia kukłę, broń przewieszoną przez szyję, zwolniono lasso i otwarto koło robiąc wolne przejście na bezkresne prerie pokryte świeżą runią.
Koniska w pierwszej chwili stało niezdecydowane, ale że był jak wszystkie indiańskie konie pół-dziki, szybko się zorientował, rozdarł chrapy, zarżał i z kopyta ruszył w nieznane. Od tej chwili stał się nietykalny. Ani jeden Indianin Pawnee lub jaki inny Indianin, poznawszy kolory na skórze konia, nie ośmieliłby się schwytać go na lasso i obrazić zasług, za które został nagrodzony.
Po kilku dniach zobaczyłem tę scenę wymalowaną na opończy wojownika, który z dumą przechwalał się ze swego czynu. Przechwalanie się to zwykła przywara ludzi półdzikich, ale duma z dobrego czynu jest oznaką wyższej kultury.
Uroczystość powyższa nie była odosobniona, gdyż każdy z wojowników Indian Pawnee puszczał swego konia po upływie trzech - czterech lat służby."
Dotarłszy zaś do Indian Comanche, George Catlin, tak opisał polowanie na dzikie konie:
"Raz po raz płoszyliśmy stada mustangów, bo wjechaliśmy w ojczyste okolice dzikich koni. Rozpoczęły się najtrudniejsze łowy, bo na preriach nie ma zwierzęcia tak płochliwego i czujnego jak mustangi. Uciekają, gdy tylko ujrzą coś, co nie jest dzikim koniem. Utrudni to szalenie podejście, ale zwiększa emocje myśliwskie. (...) Z daleka prze lornetkę wypatrzyłem stado. Zbliżałem się do niego pieszo, kryjąc po zaroślach (...) W stadzie pasły się konie najrozmaitszej maści: śnieżno-białe, szpakowate, siwe, gniade, bułane itd., aż do kruczo-czarnych. Wszystkie obdarzone były lwimi grzywami i olbrzymimi długimi ogonami.
(...) Indianie Comanche dosiedli najszybszych koni i zatoczywszy olbrzymie półkole wpędzili stado mustangów w step przed nami. Wówczas z możliwie największą szybkością rzucili się na stado i zaczęła się wspaniała gonitwa. Dzikie konie i Indianin na swym rumaku gnali, że niemal brzuchami końskimi ocierali się o ziemię. Początkowo zdawało się, że koń oswojony nie da rady dzikusowi, lecz omyliliśmy się. Jeździec cal za calem zbliżał się, specjalnym ruchem ręki rozwijając lasso, które nad ściganym utworzyło jakby wężowe kręgi. W pewnym momencie silniejszy zamach ręki i lina błyskawicznie zacieśniła się na karku zwierzęcia. Kilka kroków i na pół zaduszony koń zwalił się ciężko chrapiąc.
Z kolei przystąpili Indianie Comanche do równie ciężkiego, jeśli nie gorszego zadania, do ujarzmiania.
W tym celu Indianin szybko związuje mustangowi przednie nogi i zwalnia pętlę pozostawiając ją jednak dalej na karku. Zwierzę rychło odzyskuje przytomność i robi wszystko, by zerwać pęta uniemożliwiające mu ucieczkę w szeroki, rozwarty step, z którego dochodzi do niego jeszcze dalekie, przerażające rżenie braci i sióstr. Indianin Comanche trzymając ciągle jedną ręką lasso, drugą przykrył oczy konia i pełnymi płucami dął w nozdrza rumaka. Uspokoiło to w dziwny sposób zwierzę, tak, że po pewnym czasie Indianin rozwiązał mu nogi i na swej zdobyczy podjechał do nas. Koń czując na karku pętlę, pomny duszenia, które przypisuje jej, poddał się zwycięzcy na całe życie. Rozpoczynał służbę bardzo ciężką, bo dla koni Indianie Comanche są bezwzględni, chociaż równocześnie najwięcej dbają o ich zdrowie i siłę.
Dziwnie łatwo wyglądało to ujarzmianie mustangów, lecz zwieść się pozorom nie dałem, wiedząc z moich poprzednich podróży jakiej siły jest ucisk pętli, w którą przypadkowo się dostałem; czując taką pętlę na karku, a później i bez niej człowiek chociaż obdarzony rozumem mógłby ze strachu stać się niewolnikiem. Do tego dodać trzeba potęgę nacisku nóg Indianina i (może to przede wszystkim) tę sugestywną odwagę i czar siły z jaką się czerwonoskóry zbliżał do zwierzęcia.
Wszystko to było równie dziwne jak wspaniałe.
Całe polowanie trwało zaledwie godzinę, upolowane zaś zwierzęta oglądaliśmy w ciągu kilku godzin. Dziki koń z tych okolic jest niewielkiego wzrostu, ale bardzo mocny. Odznacza się nadzwyczaj wypukłym okiem, ostrym nosem, wysokimi nozdrzami, małymi kopytami i delikatnymi nogami."
Catlin zauważył też, że:
"Indianina bez konia trudno sobie wyobrazić, ale Indianina Comanche czy Pawnee po prostu nie można (...) Bez konia nie zdobyłby on w bezgranicznym stepie pożywienia. Koń to jego jedyny ratunek w czasie głodu. Jeśli Indianin Comanche, dzięki koniowi nie potrafi czegoś upolować, musi zjeść swego rumaka."
Dla Indian Comanche koń był też i źródłem rozrywki, o czym w swych wspomnieniach dalej pisze George Catlin:
"(...) nadszedł wódz i zaprosił nas na najpopularniejszą zabawę Indian Comanche - wyścigi konne. Udaliśmy się na pobliskie błonie, gdzie zawody już się rozpoczęły. Zawodnicy startowali po dwóch, wzdłuż trasy wyznaczonej przez pozostałych jeźdźców. W miejscu mety wbito chorągiew. Każdy mógł brać udział, toteż przez kilka godzin podziwiać mogliśmy wspaniałą jazdę. Lecz na tym nie skończyła się zabawa. Z kolei nastąpiły popisy młodzieży. Wyjechała grupka młodych wojowników i pokazała cały repertuar wojenny od strzelania zza konia do atakowania wroga z ukrycia pod brzuchem. Ta ostatnia 'sztuka' byłaby zupełnie niepojęta, gdyby nie jeden z Indian, który za tytoń zdradził mi tajemnicę. Otóż pod szyją konia wisi rzemień zwinięty na stałą pętlę. W niego wkłada się rękę i to ułatwia utrzymanie się pod brzuchem końskim. Abym jednak nie nabrał przekonania, że rzemień jest konieczny, pokazał mi taką jazdę bez niego utrzymując się tylko dzięki mięśniom brzucha i pleców.
Ostatnie widowisko upewniło mnie, że nie ma lepszych jeźdźców nad Indian Comanche."
Przebywając wśród Indian Fox i Sauk Catlin opisał zaobserwowany wśród nich zwyczaj zwany "wypalaniem koni". Oto na czym on polegał:
Gdy wojownikom Indian Fox zabrakowało koni na wojenną wyprawę, wtedy wysyłali wiadomość do swych braci, Indian Sauk, że przybędą nazajutrz o ustalonej porze "wypalić" określoną liczbę koni. Następnego dnia udali się w kierunku osady Indian Sauk i w jej pobliżu, obnażeni do pasa, zsiedli kołem na ziemi zwróceni twarzami do siebie. Każdy Z nich zaczął palić fajkę. Wkrótce po tym pełnym galopem nadjechali Indianie Sauk. Było ich akurat tylu, o ile koni prosili Indianie Fox.
Każdy z nadjeżdżających w pełnym pędzie Indian Sauk trzymał w ręku ciężki, długi bicz. Zataczali oni coraz węższe koło wokół palących fajki i każdy wybierał sobie tego, któremu chciał ofiarować swego konia. Potem, dalej galopując wkoło, za każdym razem gdy mijał wybrańca, uderzał go biczem w ramiona i plecy. Trwało to tak długo, dopóki po plecach proszącego nie popłynęły strugi krwi. Wtedy to Indian Sauk natychmiast zatrzymywał rumaka, zsiadał z niego i uzdę, wraz z biczem, wręczał wybrańcowi, mówiąc: Jesteś żebrakiem, ofiaruję ci konia, ale za to będziesz nosił mój znak na swoich plecach.
U Indian Kiowa istniał między innymi święty związek wojenny zwany Końskim Czerpakiem oraz związek Szalonego Konia.
Indianie Prerii z fantazją dekorowali w technice quill nakrycia głowy i maski głów końskich, siodła i uprząż, wzbogacając je barwnymi piórami.
Koń stał się częścią wojownika. Przed bitwą mężczyźni błogosławili konie i swoją broń. Przed bitwą rzędy końskie były malowane i dekorowane tak samo troskliwie jak to robili ze sobą ich właściciele. Wspólne śpiewanie pieśni przeznaczonych dla zwierząt dawały błogosławieństwo koniom. Później były modlitwy w intencji wojowników, koni i powodzenia w bitwie. Włosie końskie służyło Indianom do ozdabiania tak odzieży jak i przedmiotów ceremonialnych, na przykład fajek.
Szlachetne ruchy konia i jeźdźca, powiewające na wietrze pióra, frędzle, błyszczące w słońcu kolorowe wzory z paciorków - wszystko to złożyło się na żywy, wierny i pełny obraz Indian Prerii.
"Są to najlepsi jeźdźcy na świecie i gdyby ich odpowiednio uzbroić, pokonaliby z łatwością wyborowe pułki kawalerii amerykańskiej i europejskiej" - Ta opinia generała Benteena, wypowiedziana po ataku Indian Sioux i Cheyenne na transport wojskowy, okazała się prorocza, ale w swoim czasie nie wzięto jej sobie zbytnio do serca.
Koń stał się też zwierzęciem jucznym. Spowodowało to duży przewrót w życiu myśliwych. Zdobywano więcej pożywienia, skór i innych surowców, dzięki czemu wzrastał ogólny poziom życia. Poprawiła się także i pozycja kobiet. Zmniejszyły się ciężary, które musiały dźwigać i mogły teraz towarzyszyć plemieniu w najdalszych wyprawach, a niektóre kobiety miały nawet własne konie, na których brały udział w wędrówkach i jeździły oprawiać zabite bizony. Jeśli więc już można powiedzieć, że mężczyźni kochali swoje konie, to zaraz trzeba też dodać, że kobiety po prostu je uwielbiały.
Indianie Arapaho, po wejściu w posiadanie koni, stoczyli niejedną bitwę w okolicach, do których poprzednio pieszo w ogóle nie docierali.
W roku 1835 Indianie Caddo sprzedali swoje luizjańskie ziemie rządowi Stanów Zjednoczonych za 40000 dolarów (w koniach, innych dobrach i gotówce corocznie wypłacanej do 1840 roku) i przenieśli się w region rzeki Washita (Oklahoma) i rejon rzeki Brazos (Teksas).
Koń stał się też i wyznacznikiem znakomitości ich właściciela, stając się symbolem szacunku i jego siły. W przypadku śmierci wojownika Indian Prerii, zabijano także jego konie. Koń miał też i swoją wartość wymierną: wśród Indian Blackfoot liczni myśliwi posiadali po 20-30 żon, które zazwyczaj kupowano za konia.
Młodzi Indianie Dakota mogli zdobyć największe honory tylko przez uczestniczenie w niebezpiecznych czynnościach dotyczących międzyplemiennych walk. Najlepszym treningiem zalet wojownika odnoszącego sukces (odwagi, przebiegłości i wytrzymałości) było uprowadzenie koni wroga. Kradzież koni była więc honorowym czynem, w szczególności jako wyraz akcji odwetowej. Te cechy były tak bardzo ważne w działaniach wojennych, że nawet w czasie pokoju młodociani wojownicy uczestniczyli w niebezpiecznych wyprawach na wroga po to, żeby powiększyć swoje dobra.
Przed wyprawami wojennymi i polowaniami na bizony, za pomocą magicznych środków, Indianie nadawali koniowi cudowną moc i skazywali na zagładę konie nieprzyjaciół.
Indianie Lakota wierzą, że konie mogą być chronione i modelowane poprzez symbole malowane bezpośrednio na ich skórze. Koło namalowane wokoło oka zwierzęcia nadawało koniowi zdolność unikania potknięć w czasie galopu w dziury i umiejętność pokonywania przeszkód. Falująca linia zakończona błyskawicą tradycyjnie wywiedziona w kręgu, biegnąca przez szczęką do szyi i przedłużona do przedniej nogi zachęca konia do szybkości i wzmacnia jego siły witalne. Symbol ziaren gradu, to cztery kropki, usytuowane w bezpośrednim sąsiedztwie, malowane przed wyprawą wojenną, nadawały zwierzęciu władzę nad końmi przeciwnika i siłę darowaną od Matki Natury, zamkniętą w sile ziaren gradu spadającego na ziemię podczas burzy. Symbol czerwonej dłoni odciśnięty na zwierzęciu był wewnętrznym rozkazem dla konia, by poruszał się ostrożnie, niosąc rannego w bitwie jeźdźca, lub jeśli sam był zraniony. Czerwonym kołem zaznaczało się również blizny wierzchowca. Jeśli ranny wojownik leciutko dotykał tego miejsca, wtedy koń oznaczony w ten sposób chronił rannego jeźdźca podczas walki, kopiąc i gryząc inne zwierzęta lub ludzi.
Biała Tarcza, Indianin Sioux, miał przed wyruszeniem do boju zwyczaj obsypywania kopyt swego konia magicznym proszkiem, aby galopował lekkie i nie potykał się, a na boku malował niebieską czaplę, by koń nie stracił tchu.
Szalony Koń obsypywał swego konia kurzem.
Zachowały się słowa pieśni o pomalowaniu konia przed bitwą śpiewanej przez Siyaka:
Wanaka ho hiyuwaye
Sitomniyan nihinciya yo
Oyate wakanyan yenkecin
Sitomniyan nihinciya yo
Wtedy wydałem głos
Wszędzie wrogowie krzyczą histerycznie
Z tajemniczą mocą ja siedzę
Wrogowie wszędzie krzyczą histerycznie
Podczas bitwy jeden z wojowników Indian Cheyenne zawołał do swojego konia:
- Walcz dzielnie! Pamiętaj o dzieciach i tych, którym odebrano nadzieję. To dobry dzień do umierania.
Mężczyzna rozmawiał z koniem, nie ukrywał przed nim żadnych tajemnic. Były sprawy o których nie mówił z rodzonym bratem, najbliższym przyjacielem a nawet żoną, ale jego koń musiał wiedzieć wszystko, gdyż najczęściej razem umierali i razem umierali i razem udawali się do Świata Po Tamtej Stronie.
Wojownicy też chętnie przywiązywali się do koni w czasie odpoczynku. Pętali swoje zwierzęta w ten sposób, że powróz zamocowany do uzdy zaciśnięty był na przegubie mężczyzny. Tak właśnie zapobiegano utracie wartościowych rumaków. Podczas najazdów, lub dużych bitew, przeciwne strony podkradały sobie konie.
Konie mogły być dawane w prezencie jako dowód wdzięczności.
Indianie Cheyenne stosowali wiele nazw związanych z koniem. Wśród nich były:
he'é'hame - klacz he'hemęšéonávo'ha - appaloosa hemotséhno'ha - koń rozpłodowy heóvo'ha - nędzna szkapa hetané'hame - koń (jako samiec) mâhtamâháahévo'ha - stara klacz ma'háhkęhno'ha - stary koń ma'ováhe lub tséma'övâtse - deresz ho'kéhno'hamëso - źrebię tséhe'hemövâtse - koń pstry tsémomé'šęhahtase - koń włochatonogi tsévó'névóvâtse - kasztan a'kéevo'ha- muł vó'hó'óhta - osioł nâhahévo'ha - dziki koń novęše'évo'ha - koń wyścigowy táhoévo'ha - koń pod siodło tóva'hévo'ha - koń do prac gospodarczych
Indianie Sioux konia nazywali go Sunka Wakan, "tajemniczy pies" i jak powiadają: "Dawno temu ci, którzy posiadali konie, przyprowadzali je na wielkie zgromadzenia ludzi. Najlepsze konie używano wtedy do gry. Przydawały się tylko szybkie. Stawiano na nie pieniądze - na pierwsze, drugie i trzecie miejsce. Płacono za te miejsca mnóstwo pieniędzy. Tak się wtedy ludzie zabawiali. Teraz już tego nie robią." Po zakończonej gonitwie zwycięskiego konia przyprowadzano pod zadaszenie przy placu tanecznym. Śpiewano wtedy następującą Pieśń Posiadacza Konia Wyścigowego:
Tuwa iyankela kaheci
Maka unpi ye ki cin wa imna kin kte
(Imię konia) heya yunkan kuwa akupelo
Nie wiem, kto się ściga
Ja będę biegał po prerii
Powiedział (imię konia), ale był doganiany
Ikininyanke ki inyankapi
Yunkan (imię konia) tokea inyankelo
(Imię właściciela) he niye nita śunkelo
Konie biegły
A (imię konia) biegł pierwszy
(Imię właściciela) to, twój koń
Podczas jednej z powyższych pieśni konia oprowadzano dookoła pod zadaszeniem, gdy tymczasem tancerze tańczyli pośrodku placu. Pieśń posiada podstawowy wzór "manzasa", to jest dwa, trzy powtórzenia z rytmem paradnym, a następnie dwa lub trzy szybkie, z krótkim ogonem. Po skończeniu pieśni, właściciel konia rozdawał prezenty.
Zanotowano również słowa pieśni Orlej Tarczy, zatytułowanej "Zamierzam zabrać ci konie":
Kangi toka kin
Wanblake cinahan
Taunke kinhan icu wacaumí ye
Hecamon kinhan
Omatanin kte
Ujrzawszy cię wrogu z plemienia Crow
Postanowiłem zabrać ci konie
Poprzez ten wyczyn
Chcę zdobyć sławę
Była i Pieśń Ujeżdżania Dzikiego Konia, zwana przez Indian Sioux Sungwatogla Akanyanka Olowan; a jak powiadają sami Indianie Lakota:
"Dawno temu, tak jak i dzisiaj, była to najtrudniejsza rzecz do zrobienia. Może tego dokonać ktoś, kto jest odważny, a ten, kto nie jest - nic nie zrobi. Ujeżdżanie konia to najtrudniejsze, co można zrobić. Nikt nie wie czy utrzyma się na wierzgającym koniu, czy też nie. Młodzi mężczyźni i chłopcy, a od czasu do czasu młode kobiety, ujeżdżają dzikie konie. To bardzo przerażające. Można zostać rannym lub zginąć. Można złamać nogę lub ramię. Oto, jakie to groźne."
Oto treść Pieśni Ujeżdżania Dzikiego Konia:
(Imię) cokata unye yo.
Śungwatogla wan kokipapi ca,
O'oyuspe colaka'sak nankin kte lo.
(Imię), pozostań na środku.
Oni boją się dzikiego konia, więc
Dosiądź go bez lejców, popędzisz go.
(Imię),śungwatogla wan akanankin kta ca,
nihimiciye yunkan leaś wayupikaśka.
(Imię) miał ujeżdżać dzikiego konia, więc
bałem się, ale on był w tym dobry.
Powyższą pieśni śpiewano dla wierzchowca, którego nikt nie mógł ujeździć; albo śpiewano je temu, któremu to się udało. Pieśń śpiewana według wzoru "manzasa", po dwa lub trzy razy z wolnym i szybkim rytmem, plus krótki ogon. Po pieśni następuje rozdawanie prezentów przez jeźdźca lub jego rodzinę.
Zimowe Kroniki Indian Sioux odnotowały, że w latach 1824/25 wojownik o imieniu Łabędź stracił 20 koni. Zabił je rozgniewany na niego człowiek. Lanca i krew pokazują, w jaki sposób tego dokonał. Kroniki te odnotowały również, że Pióro We Włosach w roku 1841/42 ukradł 30 cętkowanych koni.
Ktoś kiedyś wyliczył, że od sierpnia 1846 roku do października roku 1850 Indianie Apache i Navaho w samym tylko Nowym Meksyku uprowadzili siedem tysięcy koni.
W 1850 roku liczbę zdziczałych koni północnoamerykańskich oceniano na dwa miliony sztuk. Malowane kroniki szczepowe dowodzą, że plemiona z okolic rzeki Columbia w roku tym nie znały konia.
W czasach, gdy ilość posiadanych konia była wyznacznikiem zamożności Indian Prerii, nie zabijano już w przypadku śmierci wojownika wszystkich jego koni, lecz tylko jednego z nich. Drugiego pozostawiano wdowie, a resztę rozdzielano pomiędzy najbliższych krewnych.
W połowie XIX wieku zauważono modyfikację siodła szkieletowego wyrabianego przez Indian północnoamerykańskich. Widlaste elementy przeznaczone na łęki zaczęto wyrabiać z rogów jelenich, zmiękczanych w ciepłej wodzie. całość obszywano skórą bez wprowadzania istotniejszych zmian konstrukcyjnych, poza dodatkowymi klapami bocznymi służącymi do podtrzymywania ładunku. Siodło takie miało już charakter uniwersalny i używane było zarówno przez kobiety jak i starców oraz dzieci, a także przez młodych mężczyzn w czasie dłuższych wypraw.
W połowie też XIX wieku kobiety Indian Comanche zaczęły jeździć na mułach. Na mułach jeździli też i jeńcy tego plemienia, zanim przyjęto ich do plemienia, gdyż poważnie zmniejszało to im szansę na ucieczkę.
Trudno dokładnie określić, jak wiele koni posiadali Indianie Comanche, ale zdaje się, że żadne inne plemię nie mogło im w tym dorównać. Wzięty przez nich w niewolę Clinton Smith mówił, że jego grupa miała blisko sześć tysięcy koni, z czego połowa należała do jego wroga. Kapitan Rondolph B. Marcy podawał w 1852 roku, że czołowi wojownicy posiadali od 200 do 500 wierzchowców. Dla porównania można zaznaczyć tu, że wojownik Indian Sioux uważał się za bogatego, jeśli miał ich 30 lub 40.
Koński Grzbiet, wódz Indian Comanche Nokoni otrzymał imię Tin-ha-yah-quahip, co znaczy Koń O Odparzonym Grzbiecie, co odnosi się do faktu, że jeździł na tak długie i ciężkie wyprawy, że jego koń odparzył sobie grzbiet. Biali skrócili jego imię do Końskiego Grzbietu.
Auguste Guinnard, będąc w niewoli południowoamerykańskich Indian patagońskich w latach 1856-59, zauważył wiele interesujących zjawiska związanych z koniem. Pierwszą taką rzeczą było stwierdzenie, że konina stanowiła główne pożywienie tych Indian. Przyuważył on również, że po posiłku Indianie palili fajki nabijane tytoniem zmieszanym z krowim, lub końskim, łajnem. Za najlepszy zaś napitek, mający właściwości lecznice, Indianie ci uważali zsiadłe mleka przechowywane w workach zrobionych z końskiej skóry. Pisząc o kobietach dodał, że jeżdżą one tak samo dobrze konno jak i mężczyźni. Guinnard zauważył także, że czwartego dnia, podczas obchodów święta ku czci boga Vitauentru, Patagończycy składali bogu w ofierze źrebię i wołu, zwierzęta uważane przez nich za najcenniejsze, "ułożywszy je wprzód na ziemi głową ku wschodowi. Kacyk wyznacza jednego człowieka, by rozciął pierś każdej z ofiar i wyrwał jej serce, które wbija się jeszcze drgające na włócznię. Wówczas ciżba gromadzi się powodowana ciekawością i z oczyma utkwionymi w krew tryskającą z rany odgaduje wróżby, które niemal zawsze bywają pomyślne, a potem każdy odchodzi do swego szałasu przekonany, że bóg będzie sprzyjał mu we wszelkich przedsięwzięciach."
Tenże sam Guinnard, omawiając zaślubiny, pisze:
"Patagończyk, który - pragnąc się ożenić - upatrzył sobie dziewczynę ze swoich okolic, składa kolejno wizyty swym rozlicznym krewnym i przyjaciołom, wyjawiając powodujące nim pragnienie. Każdy, zależnie od stopnia pokrewieństwa czy zażyłości, udziela mu rad i aprobaty, dołączając do krótkiej perory jakiś podarek mający zwiększyć jego szanse powodzenia. Prezenty te składają się przeważnie z koni, wołów, strzemion i srebrnych ostróg, bardzo niezdarnie obrobionych, a pochodzących z wymiany z Indianami osiadłymi."
A podczas samych już oświadczyn:
"Pan młody zarzyna dobrze podtuczoną klacz, a kobiety dzielą ją na wiele kawałków i przyrządzają. Żaden z biesiadników nie może odejść przed końcem uczty, po której winny pozostać jedynie kości i skóra pożartego zwierzęcia. Kości te, już dokładnie ogryzione, zbiera się i zakopuje w ziemi na poczesnym miejscu dla upamiętnienia związku, który od tego momentu zostaje uświęcony. (...) Rodzice dziewczyny zabierają ze sobą skórę zjedzonej kobyły i, gdy przybędą do sadyby zięcia, darowują ją świeżo upieczonym małżonkom, każąc im sporządzić sobie okrycie."
Organizowana zaś czterolatkom ceremonia przekłuwania uszy, przyrównywana przez Guinnarda do chrztu, odbywała się wtedy w sposób następujący:
"Koń ofiarowany dziecku, tak chłopcu jak dziewczynce, przez ojca obalony zostaje na ziemię z silnie skrępowanymi nogami. Potem naczelnik rodziny albo plemienia sadza na koniu przyozdobione malowidłami i otoczone kręgiem krewnych i przyjaciół i przedziurawia mu uszy bardzo ostrą kością strusia. (...) Jak podczas wszystkich świąt, tak i tutaj klacz jest nieodzownym zbytkiem w czasie uczty. Najbliżsi krewni rozdzielają między siebie kości żeber i każdy składa tę, którą obgryzł, u stóp dziecka, zobowiązując się tym aktem do ofiarowania mu jakiegoś daru."
Kiedy zaś takie dziecko kończyło pięć lat, to jeździło już samodzielnie na koniu i stawało się użytecznym dla rodziny pilnując bydła. Opisując zaś pogrzeb, Guinnard podaje:
"Trupa przybranego najpiękniejszymi ozdobami układają na końskiej skórze, po obu jego bokach umieszczają broń i najcenniejsze przedmioty, takie jak ostrogi, srebrne strzemiona itp., po czym mocno zawiązują skórę, tak by zmarły był nią ciasno owinięty, i objuczają nią jego ulubionego konia, któremu nie zapominają wprzód złamać lewej przedniej nogi, ażeby widok kulejącego zwierzęcia pogłębił smutny nastrój uroczystości. (...) Skoro zostanie już złożony i przykryty ziemią, zabija się na tym samym miejscu konia, który przyniósł śmiertelne resztki swego pana, a później podobny los spotyka wiele innych zwierząt, koni i baranów, podług wierzeń przeznaczonych, by służyć za pożywienie zmarłemu, o którym sądzą, że wyrzekł się ziemi, ażeby żyć w innym, nieznanym świecie."
Indianie Navaho konia nazywali lin.
Pierwszy fort Stanozjednoczników w krainie Indian Navaho powstał u wylotu kanionu Bonito. Nazywał się Fortem Defiance. Mieszkańcy fortu paśli swe konie na pastwiskach wysoko cenionych przez przywódcę Indian Navaho, Manuelito i jego ludzi. Dowódca żołnierzy oznajmił Indianom, że pastwiska te należą do fortu i rozkazał, aby trzymali swe stada z daleka. Ponieważ nie było tam żadnych ogrodzeń, Indianie Navaho nie mogli zapobiec przechodzeniu swych zwierząt na zakazane łąki. Pewnego ranka grupa konnych żołnierzy z forty zastrzeliła wszystkie zwierzęta należące do Indian. Aby zaopatrzyć się ponownie w konie i muły, Indianie Navaho napadali na stada należące do wojska i na karawany zaopatrujące fort. W lutym 1860 roku Manuelito, prowadząc pięciuset wojowników, zaatakował stado koni pasące się kilka mil na północ od Fortu Defiance. Włócznie i strzały Indian nie mogły równać się z dobrym uzbrojeniem wojskowych strażników stada. Ponad trzydziestu wojowników zostało więc rannych, podczas gdy zdobyto kilka zaledwie koni. W ciągu paru tygodni po tej wyprawie, Manuelito wraz ze swoim sprzymierzeńcem, Barboncito, zgromadzili siłę ponad tysiąca wojowników i w ciemnościach nocy, 30 kwietnia, otoczyli Fort Defiance. Na dwie godziny przed świtem Indianie Navaho przypuścili atak na fort z trzech stron równocześnie. Byli zdecydowani zmieść fort ze swej ziemi. I tak to końska sprawa narobiła wiele zamieszania.
Fortu Defiance nie zdobyto, a wkrótce zbudowano nowy, zwany Fortem Wingate. A tu zamieszanie wynikło z powodu konia jeszcze większe, a zaczęło się tak niewinnie. W forcie tym wytworzył się zwyczaj urządzania wyścigów konnych pomiędzy Indianami Navaho a żołnierzami z fortu. Wszyscy Indianie Navaho ogromnie interesowali się tymi zawodami i w dniach gonitw setki mężczyzn, kobiet i dzieci, ubranych w barwne stroje, na swych najlepszych koniach udawały się do fortu. Pewnego słonecznego, rześkiego poranka, 22 września 1861 roku, odbyło się kilka gonitw, ale najważniejsza wyznaczona była na samo południe. Miał to być wyścig między Pistoletową Kulą (imię nadane przez żołnierzy wodzowi Manuelito), dosiadającym konia Indian Navaho, a jednym z poruczników na koniu wojskowym. Poczyniono wiele zakładów na tę gonitwę - na pieniądze, koce, zwierzęta, paciorki, w sumie na wszystko, co się do tego celu nadawało. Konie wystartowały jednocześnie, ale już w ciągu paru sekund wszyscy widzieli, że Pistoletowa Kula ma kłopoty. Stracił zupełnie kontrolę nad koniem i zjechał z toru. Wkrótce stało się jasne dla wszystkich, że jego wodze zostały przecięte nożem. Indianie Navaho udali się do sędziów, którymi byli wyłącznie żołnierze, domagając się powtórzenia gonitwy. Sędziowie odmówili i ogłosili zwycięzcą porucznika, a żołnierze natychmiast udali się w paradnym szyku do forty, aby odebrać wygraną. Rozwścieczeni Indianie podążyli za nimi, ale bramy fortu zatrzaśnięto im przed nosem. Kiedy jeden z Indian usiłował się włamać, został zastrzelony przez wartownika. Po tym nastąpił szereg wypadków, w których zginęło kilka osób i wiele czasy upłynąć musiało zanim ponownie stosunki między Indianami a białymi jako tako się unormowały pokojowo.
Pułkownik Richard I. Dodge opisał inny wyścig w teksańskim forcie Chadbourne, w którym pewien Indianin Comanche na "nędznym pony" pokonał oficera dosiadającego rasowego wierzchowca, rodem z Kentucky. Wojownik indiański tak wysforował się przed swego rywala, że usiadł tyłem na koniu i grymasami oraz gestami zachęcał Stanozjadnocznika do wzmożonego wysiłku.
Pułkownik Dodge napisał też słów kilka o sztuce wykradania koni przez Indian Comanche, zaznaczając, jak to potrafili oni:
"Wczołgać się do obozu, w którym spało kilkunastu żołnierz, każdy przywiązany do swego konia lassem owiniętym wokół nadgarstka, przeciąć sznur w odległości niecałych dwóch metrów od śpiącego i ulotnić się z koniem, nie budząc żywej duszy."
W sztuce wykradani koni wcale nie gorsi byli i Indianie Apache. Pewnego ranka konie Pierwszego Pułku Kawalerii Kalifornii prowadzono w okolice San Xavier del Bac, aby je podleczyć i dać im wypocząć. Podpułkownik Ferguson miał znakomitego wierzchowca i podczas marszu nie pozwalał wiązać go razem z innymi końmi w obawie, że mógłby nabawić się jakiegoś urazu. Dlatego też uwiązał go na noc w pewnej odległości od innych wierzchowców. Nikt nie słyszał w nocy żadnego dźwięku, lecz rankiem koń zniknął i został po nim tylko kawałek sznura.
Czerwony Lis swoje wyczyny opisał następująco:
"Gdy ujrzałem tę wioskę, wdziałem wojenny czepiec, wsiadłem na swojego białego konia i pogalopowałem w jej kierunku. Zaatakowałem ich i wtargnąłem w sam środek ich stada, uprowadzając około pięćdziesięciu koni."
Plenty Coups, wódz Indian Crow, którego imię tłumaczy się na język polski jako Dużo Ciosów lub Wiele Dotknięć, pozostawił po sobie opowieść, której akcja najprawdopodobniej rozgrywała się w okolicy 1861 roku. Oto jej treść:
"Na jednej z wypraw po konie spotkaliśmy na Cloud Peak inną grupę tropiącą ślady obozu wroga i w końcu połączyliśmy swoje siły na wojennej ścieżce. Jedna grupa szła z Black Hills, a druga z zachodu. Ślady, jakie napotkaliśmy, były świeże i dobrze widoczne. Zostawiło je wiele rodzin, które były gdzieś przed nami. Przed zachodem Słońca Wilki (nasi zwiadowcy) przynieśli wiadomość o dużej wiosce znajdującej się nad Goose Creek. Ależ to była wioska! Sięgała od Goose Creek do rzeki Tongue. Pięć bębnów grało jednocześnie, a wielka polana była cała zapełniona końmi. Zobaczyłem na raz chyba najwięcej tipi w swoim dotychczasowym życiu. Nie mieliśmy szans w walce przeciwko tej wiosce, ale mimo to chcieliśmy ukraść im trochę koni. Spojrzałem na niebo; Księżyc już wzeszedł czekając na noc. Nasi wodzowie zwołali naradę, na którą po kolei się stawili. Skalny Dzwon skinął na mnie, Niedźwiedź W Wodzie zawołał Zakrywającego Swoją Twarz. Obaj podeszliśmy by otrzymać instrukcje. My dwaj, i kilku innych wybranych przez Pół Żółtej Twarzy i Ognisty Wiatr, mięliśmy iść do wioski i odciąć tak dużo koni, ile zdołamy. Reszta grupy miała pozostać w ukryciu na wypadek gdybyśmy zostali odkryci podczas odwrotu. Byłem bardzo dumny.
Ja, oraz Zakrywający Swoją Twarz, mięliśmy działać razem. Czekaliśmy jak się ściemni, ale zmierzch nie nadchodził. Zamiast tego, Księżyc stawał się coraz bardziej jasny. Bębny nadal grały informując nas, że wróg nadal tańczy i że jest zbyt zajęty zabawą by zwracać uwagę na konie.
Letnie noce są krótkie i świt mógł nadejść szybko. Nie mogliśmy więc czekać dłużej.
- Pozwólcie nam iść - powiedziałem.
W końcu spętaliśmy nasze konie. Nie lubiłem opuszczać swojego wierzchowca - był najlepszym koniem, jakiego kiedykolwiek miałem, ale też nie mogłem teraz go wziąć ze sobą.
Ruszyliśmy, ale nim się spostrzegłem, Zakrywający Swoją Twarz zniknął. Zostałem sam pośród tipi wroga. Najbliższe było tipi Pasiastych Lotek (czejeńskie). Nie ma co - wioska była ogromna, a Indianie Sioux nie byli sami. Mieli towarzystwo i myślę, że to mogło wywołać w nich pewność tego, że nikt ich nie zaatakuje. Tak wiele tipi przytłoczyło mnie. Poczułem się osamotniony. Postanowiłem znaleźć miejsce gdzie nie były one tak gęsto ustawione - nie mogłem jednocześnie patrzeć przed siebie, za siebie i na boki. Odszedłem już kawałek i znalazłem luźniejsze miejsce. Stało tam na uboczu jedno bardzo wysokie tipi przy którym był przywiązany bardzo wspaniały, gniady koń. Natychmiast zapragnąłem go mieć, ale miałem się na baczności, ponieważ spostrzegłem, że pokrycie tipi jest lekko podniesione. Zauważyłem też, że jest to domostwo Indian Arapaho.
(...) Mój wzrok skupiony był na gniadym koniu. Skubał on trawę przed tipi, do którego tyczki był przywiązany. Ktoś musiał go bardzo kochać, gdyż spał, trzymając sznurek pętający konia w ręku. Nie mogłem go za to winić. Pomyślałem, że gniady musiał być tak dobry jak Jeleń, mój koń - najlepszy wojenny koń, którego uwiązałem na końcu wioski. Żaden Indianin Sioux nie miał lepszego konia niż ten Indianin Arapaho. Podczołgałem się jak mogłem najciszej. Skóra tipi była podniesiona z przodu, a linka znikała w ciemnościach. Chciałem zajrzeć do środka, ale Księżyc tak świecił, że oświetlał wszystko wyraźnie dookoła. Zatrzymało mnie to z dala od tipi. Nie mogłem nić zobaczyć i nic usłyszeć. Czekałem na okazję. Leżałem płasko na ziemi obok gniadego i już podniosłem nóż by odciąć konia, gdy nagle coś poruszyło się wewnątrz. Opuściłem rękę z nożem. Indianin Arapaho wstał i spojrzał na swego konia, którego cień padał na mnie. Nie ośmieliłem się poruszyć. Pięć bębnów nadal grało (...) Nie mogłem zbyt długo pozostawać w tej pozycji. Nawet jeśli nie spostrzegł mnie Indianin Arapaho, to inni Indianie Crow mogliby zostać odkryci i mógłbym zostać wtedy złapany, lub nawet zabity. Zacząłem więc powoli wyczołgiwać się z końskiego cienia, dopóki nie oddaliłem się wystarczająco daleko, poza zasięg wzroku Indianina Arapaho. Odszedłem szybko w poszukiwaniu innego konia. Ten był kremowy, z białą grzywą i ogonem. To był dobry koń, ale nie tak dobry jak gniady. Był przywiązany do tipi jakiegoś Indianina Sioux - było ono ciemne i spokojne. Jego właściciel najprawdopodobniej tańczył. Podszedłem i odciąłem konia. Ale nadal chciałem gniadego; nie mogłem odejść z obozu bez niego. Pomyślałem, że spróbuję raz jeszcze. Kremowy koń był łatwy do zauważenia, zwłaszcza w taką księżycową noc. Miałem nadzieję, że pomoże mi to w kradzieży gniadego. Prowadziłem więc kremowego, zmagając się z nim i ukrywając za nim swoją postać, zwłaszcza przed spojrzeniem Indianina Arapaho. Ponownie dodarłem do gniadego, cały czas spodziewając się poczuć strzałę w boku lub zobaczyć błysk wystrzału z ciemnego otworu tipi. Oba konie zastanawiały się co się dzieje, dotykając się nosami. Ich ciepłe ciała napierały na moje boki, a ja wciąż wpatrywałem się w ciemną dziurę. Nic się nie poruszyło - być może mężczyzna zasnął. Nie przecinając liny wiążącej konia, założyłem mu na szyję swój własny powróz, spuszczając go obok jego nogi. Chwyciłem drugi jej koniec i zacząłem po cichu odchodzić, prowadząc kremowego. Szliśmy tak dopóki lina się nie napięła. Stanąłem i zacząłem powoli ciągnąć za linę. Srokacz czując, że ktoś go ciągnie, zaczął podążać w moim kierunku. Gdy się zbliżał, zwinąłem linę. Srokacz znalazł się w maksymalnym zasięgu liny Indianina Arapaho i nie mógł już iść dalej. Uważnie słuchałem i patrzyłem. Jeśliby Indianin Arapaho pociągnął za linę przywołując konia do siebie, pozostawiłbym linę przywiązaną do pyska srokacza i odszedłbym z kremowym. Ale on nie pociągnął. Srokacz stał z zawieszonymi linami i zastanawiał się, co się dzieje. Właściciel koni wciąż spał. Zaprowadziłem kremowego za srokacza i odciąłem linę krępującą srokacza. Zacząłem się wycofywać na skraj wioski, gdzie pozostawiłem mojego Jelenia. Byłem w połowie drogi, gdy rozległ się strzał, a potem następny. Wskoczyłem na srokacza i popędzając kremowego do biegu, myślałem o Zakrywającym Swoją Twarz. Skalny Dzwon był pierwszym Indianinem Crow jakiego napotkałem. Prowadził on Jelenia. Gdy się zrównaliśmy, rzucił mi linę do konia.
- Prowadź go ty. Może go ktoś potrzebować.
Cała wioska była rozbudzona. Słychać było wystrzały. Nie było czasu by zmieniać konie. Odrzuciłem lejce do Skalnego Dzwonu, ale on ich nie złapał. Jeleń został za nami - mój cudowny wojenny koń nie był już mój. Indianin Sioux, który go złapał, był szczęściarzem.
Myślałem, że Zakrywający Swoją Twarz został odkryty, ale to inna grupa wypędziła przestraszone konie na wioskę. Wiedziałem, że mamy dużo koni, ale nie czekałem aby z kimś porozmawiać, lecz uciekałem do miejsca, gdzie zostawiliśmy naszych dwóch strażników i nasze ubrania. (...) Gniady był szybki i jako pierwszy dojechał na miejsce.
- Przygotujcie się! - Krzyknąłem zeskakując z konia i zakładając nogawice i koszulę. - Nasi wracają!
Słyszałem tętent już gdy zakładałem koszulę. Zanim cały się ubrałem, widziałem już wskakujących na koń mężczyzn gotowych kierować pędzącymi wierzchowcami. Za nimi byli już wrogowie. Cięgle słychać było wystrzały. Całość prowadziło czterech Indian Crow. Jechali oni szybko jak wiatr w kierunku urwiska. (...) Stałem nieruchomo, a mój oddech nieomal mnie udławił, gdy pierwszy koń przeskoczył ponad krawędzią. Wszyscy przelatywali nade mną - konie i jeźdźcy - jak wir suchych liści niesiony przez wiatr. I zanim zrobiłem dziesięć kroków, wszyscy byli uratowani. Nie mogłem uwierzyć swoim oczom; był tylko jeden ranny - jego twarz była rozbita, a koń nieżywy.
W końcu poczułem się szczęśliwy; dojechaliśmy do punktu, gdzie mieliśmy najlepsze miejsce do odparcia ataku wroga.
Trzy dni później jechaliśmy przez wioskę śpiewając pieśń zwycięstwa, a nasi wodzowie, Siedzący Pośrodku Ziemi i Żelazny Byk, wyszli aby nas powitać, śpiewając pieśń pochwalną. Moje serce radowało się, ale Zakrywający Swoją Twarz, zorientowawszy się, że zwierzę, które ukradł, to klacz - czuł niesmak i zadeklarował się, że powróci i ponownie ukradnie konie."
O kradzieżach koni tak oto napisał przebywający wśród Indian Blackfoot O.P. Prando:
"Kiedy wyprawa koni miała tylko na celu grabież, wówczas wojownicy, przybywszy na terytoryum nieprzyjacielskie, ukrywali się przesz dzień cały na szczycie najbliższej góry, skąd rozglądali się po okolicy, szukając pastwiska, na którem pasły się konie. Skoro upatrzyli zdobycz, zbiegali na dolinę i uciekali ze wszystkimi końmi, jakie wpadły w ich ręce. Niekiedy, dla tem łatwiejszego i pewniejszego połowu, zabierali ze sobą oprócz broni, długie arkany, czyli lasso, poczem, z szybkością błyskawiczną dosiadłszy przywłaszczonych w ten sposób wierzchowców, puszczali się cwałem ku swoim. Bywało, że właściciele koni, spostrzegłszy kradzież, obsypywali jej sprawców wszelkiemi możliwemi obelgami i przekleństwami, młodzi zaś wojownicy korzystali z tej okoliczności, aby okazać swą waleczność.
Po świeżych śladach ludzi i koni na drodze, rozpoznawali oni z łatwością kierunek, w którym udali się zbiegowie, tudzież miejsca, gdzie się zatrzymywali niekiedy na wypoczynek. Czasami także zdarzało się im spotkać jakiego starego lub słabego, który nie mogąc biedz dalej, pozostał na drodze i wolnym krokiem wlókł się ku domowi. Jeżeli zbiegowie, zanadto ufni w swe szczęście, nie dość szybko uciekali, lub nie mogli już powetować tej straty czasu, wówczas ścigający starali się ich wyprzedzić i ukrywszy się w wąwozach lub krzakach, urządzali na nich zasadzkę, której wynikiem było zwykle wymordowanie złodziei, lub przynajmniej odebranie im wszystkich koni. Jeżeli zaś urządzenie zasadzki okazało się niemożliwem i złoczyńcy na drodze napadniętymi zostali, w takim razie wywiązywała się bitwa, i zwycięscy ze zdobyczą wracali do domów.
(...) Gdy złodziejom udało się wrócić szczęśliwie do swego domu, przyjmowano ich tam uroczyście, chóry zaś dziewcząt radosnym witały ich śpiewem. Korzystali z tego częstokroć nieprzyjacielscy wojownicy, aby uderzyć niespodzianie na obóz, wymordować choćby jedną, niewinną najczęściej rodzinę i zabrawszy skalpy swych ofiar, zniknąć w ciemnościach nocy. Niekiedy również dotarłszy pokryjomu do nieprzyjacielskiego obozu, ukrywali się przez dzień cały w zaroślach, w nocy zaś chwytali jak najwięcej koni i uciekali ze swoją zdobyczą, przez co nietylko mścili się za poniesioną stratę, ale nawet znaczną osiągali korzyść. Stąd wypływały ciągłe wojny i nieporozumienia, grabieże zaś i krwawe zemsty były prawie na porządku dziennym.
Podług indyjskiego kodeksu, jeżeli konie zostały skradzione, wojownicy zaś, puściwszy się w pogoń za złoczyńcami, zdołali je odzyskać, wówczas nie potrzebowali już ich zwracać dawnym właścicielom. Stosownie bowiem do wymagań filozofii krajowców, właściciel, który z powodu własnej nieudolności lub nieostrożności został okradzionym, traci już przez to prawo do swych koni, wojownicy zaś, którzy z narażeniem własnego życia starali się o ich odzyskanie, powinni je otrzymać jako nagrodę za męstwo i odwagę. Jeżeli ci ostatni w przyjaznych ze sobą żyją stosunkach, w takim razie podział wypada na korzyść tego, kto się okazał najzręczniejszym i przyczynił się do zwycięstwa. W przeciwnym razie dochodziło nieraz do kłótni, bójek, a nawet zbrodni. Tak np. gdy dwaj Pieganie wracali raz ze sporym łupem, zrabowanym u plemienia Kruków, jeden z nich zabił z drodze swego towarzysza, aby sobie przywłaszczyć całą zdobycz."
Gdy Siedzący Byk miał około 30 lat (około 1861 rok), jego grupa przeprawiła się przez Yellowstone i stanęła obozem na jej północnym brzegu. W nocy oberwanie chmury uczyniło rzekę wprost nie do przebycia. Rankiem, następnego dnia, pewna młoda kobieta zaczęła głośno rozpaczać, gdy spostrzegła, że jej ulubiony wierzchowiec pozostał na drugim brzegu, gdzie widać było, jak rżał i grzebał nogą. Kilku młodzieńców zaoferowało swoją pomoc, lecz wszyscy twierdzili, że rwący nurt naraża ich na zbyt wielkie niebezpieczeństwo. Siedzący Byk nie przemówił słowa, lecz poszedł pół mili w górę rzeki i rzucił się w wodę. Na oczach spoglądających z brzegu ludzi popłynął na południową stronę.
Kiedy wyczerpany, lecz cały, wydostał się z rzeki, zbliżył się do spłoszonego konia.
- Wnuczku - powiedział - przyszło mnie, bym cię ocalił. Nie uciekaj ode mnie. Ktoś oczekuje cię na drugim brzegu.
Po przedłużeniu wodzy sznurem znalezionym na miejscu dawnego obozowiska, Siedzący Byk odpoczął, aby nabrać sił przed następną przeprawą.
- Wnuczku - zwrócił się znów do konia - postaraj się, pozwól mi się poprowadzić. Jeśli ja i ty dostaniemy się bezpiecznie na drugą stronę, sprawię, że plemię zatańczy na twoją cześć.
Dosiadł konia i pogrążyli się w rozszalałej rzece. Prąd zniósł ich pół mili w dół, lecz bezpiecznie osiągnęli północny brzeg. Wszyscy wyruszyli naprzeciw z okrzykami i pieśniami, aby uczcić człowieka, który wykazał się nie tylko życzliwością, ale i odwagą. Spełnili też jego obietnicę, co nazwano Tańcem Świętego Konia.
Kiedy inny Indianin Sioux, Jeden Byk, miał sześć lat, Siedzący Byk podarował mu pięknego srokacza. Chłopiec nazwał go Itanchan, czyli Wódz, i zaopiekował się nim z całym oddaniem. Kiedy Wódz osiągnął wiek dwóch lat, Jeden Byk zaczął go szkolić pod wierzch, Nie używał nigdy bata ani ostrych słów, nie robił też niczego, co mogłoby go drażnić, toteż uczynił z niego jednego z najszybszych koni w obozie, przedmiot zazdrości wszystkich oraz wielu odrzuconych propozycji kupna.
Pewnej nocy Wódz zniknął ze stada. Jeden Byk szukał go zrozpaczony przez trzy dni, ale bez powodzenia. Siedzący Byk dowiedział się, co zaszło. Poprzysięgał "odwrócić każdy kamień", żeby znaleźć zaginionego pony. Mówiąc to, miał na myśli święty kamień. Po zbudowaniu szałasu pary zaprosił innych szamanów z wioski, by wzięli udział w obrzędzie inipi. Wewnątrz ciemnego szałasu, pośród duszących oparów śpiewali pieśni świętego kamienia, podczas gdy Siedzący Byk modlił się do swego kamienia, aby mu pomógł znaleźć pony. Kiedy wyszli na zewnątrz, Siedzący Byk oświadczył, że kamień powiedział mu, iż pewien chciwy człowiek zaprowadził Wodza do wąwozu leżącego jakieś pięć mil na zachód od wioski i przewrócił go na bok, na ziemię. Leży tam teraz - żywy, lecz śmiertelni zraniony. Wszyscy pobiegli na miejsce i ujrzeli zwierzę jeszcze oddychające. Kiedy Jeden Byk zapłakał, Wódz zarżał i zdechł.
Nie zrobiono nic, by znaleźć winowajcę, gdyż doprowadziłoby to do odwetu i przyczyniło się do większej niedoli niż śmierć konia. Aby zapobiec dalszym niepokojom, Siedzący Byk obdarzył Jednego Byka innym srokaczem.
Na północnej Prerii, gdzie zimy były mroźne, konie trzymano w tipi i karmiono liśćmi.
W drugiej połowie 1866 roku Indianie Sioux uprowadzili ponad 700 sztuk bydła i koni z Fortu Phil Kearny.
W 1867 roku Indianie Kwahadi Comanche, liczący około dwa tysiące osób, trzymali 156 tysięcy koni oraz 300-400 mułów. Ich wódz, Ten Który Się Potknął I Ciężko Upadł w chwili śmierci był właścicielem 1500 koni, choć potężna tusza nie pozwalała mu dosiąść żadnego z nich i musiał podróżować, spoczywając na travois. Całe zaś plemię Pawnee miało wtedy 1400 koni, Indianie Osage i Omaha po 1200 każde.
W latach siedemdziesiątych XIX wieku Stopa Wrony, Indianin Blackfoot, był jedynym wodzem wynajmującym na dwadzieścia cztery godziny strażników do pilnowania swych koni, w rezultacie czego rzadko zdarzało się, aby ktoś ukradł, czy też przepłoszył mu konie. Miał on wtedy około czterystu koni, wśród których były konie do polowania na bizony, konie wyścigowe, do zwykłej jazdy i konie pociągowe. Stado to podzielił na cztery grupy liczące po około sto sztuk każda i pasł je w różnych miejscach. To nie tylko rozwiązywało problem dostatku trawy, ale minimalizowało też ewentualne skutki panicznej ucieczki w przypadku burzy, czy ataku wroga. Strażnik, który zasnął na służbie, mógł nie tylko stracić powierzone mu konie, ale i własne życie, co też dość często się zdarzało w przypadku innych stad. Stopa Wrony był pod tym względem bardzo wymagający i unosił się gniewem zauważywszy, że jego strażnicy niedbale wykonują swoje obowiązki.
Również w latach siedemdziesiątych XIX wieku wojownicy Indian Pawnee, których waleczności nikt nie ośmieliłby się kwestionować, pojmowali nadal wojnę jako wyprawę po konie i dopóki prowadzili ich właśni wodzowie, nie potrafili uwolnić się od tego przekonania. Indianie Sioux potrafili wybić setkę Indian Pawnee i zabrać im tyle koni, ile tylko mogli, a ci zamiast odpłacić im tym samym, wyprawiali się na południe od Arkansas kraść konie Indianom Comanche, by prawie natychmiast znów je stracić na rzecz Indian Sioux. Co do broni, to kiedy udawało im się nabyć więcej strzelb i amunicji, znaczną ich część wymieniali z Indianami Kiowa i Comanche na konie. Potem pieszo, i uzbrojeni głównie w łuki, wyruszali kraść konie tym samym plemionom i ginęli zaskoczeni przez konnych wrogów na otwartej prerii, zabijani ze strzelb, które im niedawno sprzedali.
Gdy w roku 1874 zmarł Cochise, wódz Indian Apache, ciało jego owinięta w jasnoczerwony koc i złożono na jego koniu. Konia poprowadzono na dalekie miejsce w górach Dragon, gdzie go zastrzelono i gdzie spadł w przepaść razem z całym orężem należącym do zmarłego.
Latem 1875 roku Siedzący Byk do szałasu Tańca Słońca podjechał na wspaniałym czarnym koniu bojowym, podarowanym mu przez Lód. Zygzakowate pasy białej gliny biegły od zadu zwierzęcia w dół prawego biodra i nogi oraz od czubków uszu do kącików pyska. Grzbiet do nóg jeźdźca roił się od białych plam, przedstawiających grad.
W 1876 roku, John Gregory Bourke napisał odnośnie Indian Shoshone:
"Przygalopowali do kwatery głównej i wykonali w linię lewo front we wspaniałym stylu. Żadni wyszkoleni żołnierze cywilizowanej armii nie wykonaliby tego manewru ładniej."
Czarny Wapiti, Indianin Sioux, w swej opowieści przekazanej Johnowi Neihardtowi tak pokrótce powiedział o pewnym zdarzeniu związanym z koniami i jednym Indianinie Crow:
"Nasza grupa rozbiła obóz nad rzeką Tongue. Zbudowaliśmy ogrodzenie z kołków dla koni takie jak na noc i trzymaliśmy je w nim przez cały dzień, gdyż Indianie Crow byli wielkimi koniokradami i musieliśmy być ostrożni. W dzień kobiety rąbały topole i zdzierały korę, którą nocą dawały koniom. Konie lubiły to, przybierały na wadze i dostawały gładkiej sierści.
Przy wejściu do zagrody stało tipi dla strażnika koni. Pewnej nocy wartę pełnił Wroni Nos; była z nim też jego żona. W tipi miał dziurę, przez którą mógł wyglądać. Niebawem zrobił się bardzo śpiący, zbudził więc żonę i powiedział jej, żeby wstała i trochę czuwała, kiedy on się zdrzemnie. Kobieta wkrótce zobaczyła, że coś ciemnego rusza się powoli po śniegu, zbudziła więc męża i szepnęła: Ej, stary, lepiej byś wstał, bo chyba coś widzę. Wroni Nos wstał więc, zerknął przez dziurę i ujrzał w blasku gwiazd jakiegoś człowieka krzątającego się w zagrodzie w poszukiwaniu najlepszego konia. Wroni Nos kazał żonie nie odrywać oka od tej dziury i dać znak, kiedy mężczyzna będzie wychodził z koniem. Sam zaś położył się w wejściu do tipi. Lufa jego karabinu wystawała spod płachty. Niebawem usłyszał zgrzyt belki podnoszonej u wejścia do zagrody. Kiedy żona go szturchnęła, Wroni Nos wystawił szybko głowę i zobaczył, że złodziej właśnie zamierza wskoczyć na wierzchowca i uciec."
Strzał Wroniego Nosa zakończył jednak poczynania koniokrada.
W innym fragmencie swej opowieści Czarny Wapiti podaje, że Indianie Sioux na czas wstąpienia na ścieżkę wojenną zawiązywali koniom ogony.
Zachowała się też ponoć całkowicie prawdziwa opowieść Indian Arikara o następującej treści:
W czasach, kiedy rosła trawa a rzeki płynęły, żyło sobie na stepie niedaleko Fort Brrthold stado mustangów. Było swobodne jak wiatr. Bizony i antylopy nie przeszkadzały tabunowi, a czworonożni rabusie (pumy, wilki i kojoty) zostały zdziesiątkowane przez polujących na ich skóry Indian Arikara i same żyły w strachu.
W stadzie była klacz ze źrebięciem. Konik był śliczny, umaszczenie miał tarantowe, a grzywę i ogon czarne. Dobrze wykształcone mięśnie na wysokich nogach i mocne kopyta wskazywały na przyszłą siłę i szybkość ogiera.
Pory roku zmieniały się szybko. Minęło lato, potem przyszła jesień, aż wreszcie nadciągnęła straszliwa zima. Potworna zamieć śnieżna rozproszyła stado. Do wiosny klacz ze źrebięciem przetrwała na skromnej paszy wydobywanej pracowicie spod zwałów śniegu w nadbrzeżnych jarach i dolinkach. Gdy wreszcie pojawiła się nowa trawa, ogierek rzucił się na nią z niepohamowanych apetytem. Zapłacił za to wysoką cenę; rozbolał konika strasznie brzuch i nie mogąc uciekać, został łatwo schwytany przez sławnego wojownika Indian Arikara - Krótkoogoniastego Byka. Zwierzę nie chciało życie na swobodzie zamienić na służbę u człowieka. Rumaczek sprytnie udając osłabienie szczęśliwie uciekł z indiańskiego stada, ale życie na wolności też nie było usiane różami. Najpierw ledwo zdołał ujść dwójce polujących na niego wilków, a w parę dni później o mało co nie zginął od kopyt i zębów ogiera, który wrogo potraktował jego chęć dołączenia do prowadzonego przez siebie tabunu. Te doświadczenia zahartowały konika. Odtąd był stale czujny i ostrożny. Rozważnie wybierał pastwiska i walczył zajadle, kiedy nadchodziła taka potrzeba. Któregoś dnia poczuł zapach tytoniu. Zaciekawiony poszedł za tą wonią. W dolinie wyżłobionej przez wiosenne wody zobaczył Indianina Arikara, który niegdyś schwytał go na arkan. Indianin wznosił modły do bogów. Potem jeszcze kilkanaście razy spotkali się w tym odludnym miejscu. Wojownik nie próbował złapać ogiera, za to opowiadał koniowi o jego najdzielniejszych pobratymcach i ich wspaniałych czynach. Po pewnym czasie rumak dał sobie nałożyć uzdę a potem siodło. Krótkoogoniasty Byk uczył zwierzę różnych sztuczek i forteli. Kiedy skończył się okres nauki, wojownik zabrał konia do wsi Indian Arikara. Odtąd razem polowali na bizony i walczyli przeciw wrogom. Indianin nigdy nie pętał ogiera. Rozumieli się bez słów, ale też tylko Krótkoogoniasty Byk mógł na nim jeździć. Swą wielką wartość ogier potwierdził w ciężkiej kampanii wojennej 1873 roku nad rzeką Żółtego Kamienia. Zachowywał się tam jak stary wyjadacz frontowy: był czujny niczym żuraw, jak pies wietrzył wroga, a w czasie strzelaniny stał spokojnie jak głaz. W roku 1875 w Fort Lincoln Krótkoogoniasty Byk założył niebieski mundur i został mianowany sierżantem w 7 pułku kawalerii USA (jednocześnie był wodzem wszystkich zwiadowców z plemienia Arikara służących w armii Wuja Sama). Nadciągał fatalny rok 1876. Ogier od początku wiosny był niespokojny. Ciągle prześladował konia upiorny sen - widział w nim jak wilki w czerwonych derkach, w kłębach dymu prochowego, osaczają jego i Krótkoogoniastego Byka. Duchy w postaci sów ostrzegały też Indianina Arikara, ale mimo tych złowróżbnych znaków, obaj postanowili wziąć udział w nadchodzącej wojnie, bowiem wyżej od życia cenili swój honor. Proroctwo spełniło się podczas wielkiej bitwy z Indianami Sioux i Cheyenne w Górach Koziorożca. Mimo niesłychanej odwagi i waleczności Krótkoogoniasty Byk poległ w walce z Indianami Sioux zabijając wielu wrogów i zaliczając wiele "ciosów". Ogier walczył do końca nad ciałem wojownika, aż wreszcie okryty ranami padł na ziemię. Indianie Dakota uznali konia za martwego. Nocą rumak ocknął się, pożegnał się z Krótkoogoniastym Bykiem a następnie dowlókł się do rzeki, gdzie ugasił pragnienie, rano zaś dołączył do swoich, znajomych się na nadrzecznym wzgórzu wśród osaczonych szwadronów majora Reno. Tam dopiero Indianie Arikara opatrzyli jego rany. Potem gdzieś zniknął i przez długi czas nikt ogiera nie widział. Odnalazł się dopiero jesienią w pobliżu wsi Indian Arikara, niedaleko Fort Brethold. Oznaczało to, że ranny i osłabiony przeszedł sam 400 kilometrów wracając do domu. Odtąd widywano często konia na wzgórzach w okolicy fortu. Chodził też po brzegu rzeki, a najczęściej zaglądał do dolinki w której Krótkoogoniasty Byk rozmawiał zwykle z duchami. Indianie Arikara nazwali rumaka Sławnym Koniem Wojennym. Dla Indian stał się nahurac (zjawą-duchem).
Prawie 10 lat po opisywanych tu wypadkach kilku polujących Indian Wron widziało starego konia krążącego nad brzegami Little Big Horn. Zachowywał się tak, jakby czegoś szukał. W roku następnym na jednym ze wzgórz znaleziono biały koński szkielet. Starzy ludzie opowiadają, że czasem w czerwcu, gdy nadchodzą gwałtowne burze z piorunami a po nich wstaje na niebie wielobarwna tęcza, to ten, kto ma czyste serce, może wtedy zobaczyć jak po świetlistych pasach na niebie jedzie w kierunku Gwiazdy Wieczornej na wspaniałym tarantowym mustangu stary wojownik - wypowiedziane wtedy życzenie ma moc szczególną; zawsze się spełnia.
W 1877 roku, w czasie dramatycznej obrony przed wojakami Stanów Zjednoczonych, Indianie Nez Perce utracili wiele swoich koni, co też w znacznym stopniu uniemożliwiło im dalszą ucieczkę i przekroczenie granicy kanadyjskiej. Po brutalnej i niechlubnej rozprawie z plemieniem, oprócz ziemi, Indianom Nez Perce odebrano także 800 z pozostałych 1100 koni appaloosa, podczas gdy inne źródła podają, że to w czasie jednej z akcji żołnierze jednorazowo zabili 800 tych koni. Reszta wierzchowców rozproszyła się po górach Rocky i została później niemalże wytępiona przez łowców mustangów.
Również w roku 1877 przywódcy głodującej grupy Północnych Indian Cheyenne nie pozwolili na zjedzeni posiadanych przez nich koni, które otrzymali od Agencji na polowanie, uznając, że będą one im niezbędne gdy wyruszą na północ. W ogóle Indianie ci byli po prostu zrośnięci ze swymi wierzchowcami; potrafili porozumiewać się z nimi dotknięciem ręki, pieszczotą czy też szeptem. Rok później udowodnili to podczas ucieczki przed armią Stanów Zjednoczonych, kiedy to między innymi przeszli nocą pomiędzy rozstawionymi strażami wojskowymi, pokonując przy tym, wraz z końmi, nasyp i tory kolejowe i nie wydając żadnego zdradzającego ich odgłosu.
Koń jest symbolem zamożności kolumbijskich Indian Kogi. U Indian Paez koń może być własnością tylko mężczyzny.
Po dziś dzień Araukanie są dumni ze swego kunsztu ujarzmiania i oswajania młodych koni. Sztuka to niełatwa, jeśli się zważy, że źrebaki nie rodzą się w stajniach, a wolno hasają w tabunach na pampie. Przez półtora, dwa lata nawet nie dotyka ich ręka ludzka. Potem dzikusa trzeba złapać lassem i ujarzmić. Zajęcie do bezpiecznych nie należy. Samo założenie uzdy, potem "oślepienie" narzuconym na głowę konia ponczem i krótkie przywiązanie do samotnie stojącego w polu pala, i osiodłanie bestii i wskoczenie na siodło. Pomocnicy ostrożnie odczepiają konia i zrywają oślepiające poncho. Zwierzę wpada w szał. Okładane nieludzkimi razami, ściągane po raz pierwszy w swoim życiu munsztukiem koń skacze do góry, staje dęba, pada na grzbiet. Jeśli wszystko idzie dobrze, to wracają - zziajany, triumfujący jeździec na mokrym, pokrytym płatami piany i już poskromionym koniu. Najczęściej taki ujarzmiacz jest wspomagany dwoma pomocnikami, którzy pędzą po obu jego stronach, łeb w łeb i jak najciaśniej nacierają, uniemożliwiając tym manewrem dzikiemu koniowi skoki w bok.
Jednym z charakterystycznych szczegółów obchodów dojrzałości dziewczęcej wśród Indian Tehuelche jest częstowanie gości koniną. Zabija się specjalnie w tym celu klacz, a następnie dojrzewająca dziewczyna częstuje gości jej mięsem. Zwyczaj ten występował także wśród pozostałych szczepów z obszaru Pampasów. Wśród Indian Pehuenche ojciec dziewczyny zabujał na uroczystość swą najlepszą klacz i rodzice zapraszali trzeciego dnia wszystkich gości na uroczystość, podczas której każdy z gości składał dziewczynie gratulacje. Dziewczyna częstowała każdego z nich koniną, a następnie dziewczynę obnoszono na płaszczu przez cały obóz, przy wtórze bębnów i z towarzyszeniem tańców.
W 1900 roku misjonarz O. P. Prando S.J. niezbyt pochlebnie pisał o indiańskich weterynarzach, podając takie oto swoje spostrzeżenia:
"Pewnego razu uboga jakaś kobieta przybiegła do mnie z płaczem, mówiąc, że wąż ukąsił w nogę jej konia, znachor zaś po dopełnieniu tych guseł zabrał jej wszystko, co posiadała, to jest koc i trochę pieniędzy.
- Nie mam więc już koca - rzekła - koń mój nie wyzdrowiał wcale, tak, że nie może chodzić, ja zaś będę musiała odbywać odtąd pieszo wszelkie podróże.
Potem wzięła do ręki trochę piasku i podniósłszy go w górę, zawołała z oburzeniem:
- Oto wszystko, co mi pozostało!
Uspokoiłem więc ją o ile możności, poczem wezwałem owego czarownika i poleciłem mu zwrócić nieszczęśliwej kobiecie to, co od niej otrzymał, ponieważ koń bynajmniej nie wyzdrowiał. Znachor, chociaż niechętnie, usłuchał mego nakazu. Leczenie jego polegało na tem, że naciąwszy nożem skaleczoną nogę biednego konia, zalewał mu potem rany odwarem z mięty."
Ten sam autor poczynił i uwagę innego rodzaju:
"Pewien Indyanin imieniem Wielkie Pióro, sprzedał w ostatnich czasach swą fajkę za trzydzieści wierzchowców. Gdy wkrótce potem odwiedziło mię kilku krajowców, zapytałem ich o zalety owej fajki i o przyczynę tak wysokiej ceny.
- Jest to sobie najzwyklejsza fajka - odparł jeden z dzikich, imieniem Czarna Obroża - ale bardzo stara, istniała bowiem już wówczas, gdy nasi przodkowie nie znali jeszcze ani namiotów, ani psów lub koni i przechodziła kolejno z rąk jednego wodza do drugiego."
U Indian Blackfoot jeszcze na początku XX wieku zdarzało się niekiedy, że po złożeniu zwłok zmarłego mężczyzny do grobu, zastrzeliwano obok jego konia, wierząc, że będzie on swemu panu towarzyszył w Krainie Zmarłych.
Na początku XX wieku dał się zauważyć zanik zwyczaju produkowania przez Indian siodeł końskich. Indianie uznali, że siodła białych były lepiej dostosowane do końskiego grzbietu, wygodniejsze dla jeźdźca i trwalsze w eksploatacji. Chętnie więc i masowo używali już raczej tylko siodeł robionych przemysłowo przez białych, a pozyskiwanych w drodze zakupu lub wytarowanych jako część należności za odstępowanie terytoria.
Z autobiografii D. C. Talayesvy, Indianina Hopi żyjącego na początku XX wieku wcale nie wynika, że koń wśród jego narodu zdołał osiągnąć jakiś bardziej znaczący status, co w przypadku tych wielce uduchowionych Indian może wydawać się dość dziwne, ale co też zarazem świadczy o tym, że ich system wierzeń był tak mocno wśród nich zakorzeniony i rozbudowany, że mnie było już w nim miejsca na jakikolwiek kult konia. Indianie Hopi do konia podchodzili raczej w sposób praktyczny. Wiadomym jest, że z końskiego włosia wyrabiali sidła w które chwytali ptaki. Czasami jadano koninę. Koń służył tym Indianom też i dla rozrywki; urządzano wyścigi tak dorosłych zwierząt jak i źrebaków, organizowano przy użyciu koni "wyciąganie kur". Zawitało jednak w rozumieniu świata przez Indian Hopi kilka wierzeń związanych z koniem, do których można zaliczyć wiarę w to, że porażony śmiertelnie przez piorun koń jest przyczyną choroby piorunowej, "od której człowiek staje się bojaźliwy, nerwowy i łatwo się podnieca, szczególnie podczas burzy." "Oczyszczeniem" ze złego wpływu takiej padliny zajmowali się osoby z Bractwa Ahl.
Czytając tę autobiografię, zauważyć można też i to, że koń na początku XX wieku wcale nie był tak bardzo popularny wśród tych Indian, o czym świadczyć mogą słowa Talayesvy:
"Pracowałem jak zawsze ciężko, ale wyglądało na to, że bez koni nie dam sobie rady. Tak więc w zimie zdobyłem kilka turkusów i muszli i cały wolny czas spędzałem na polerowaniu i przygotowywaniu dwóch sznurków paciorków. Sprzedałem je pewnemu Indianinowi Navaho za małego ogiera rozpłodowego zwanego Blackie, związałem go sznurami i kazałem Indianinowi Navaho go wykastrować. Sam nigdy nie zdobyłbym się na ten zabieg, ale nie wzdragałem się przed naznaczeniem go rozpalonym żelazem.
Kupiłem również klacz za dwadzieścia dolarów, które zarobiłem przy zwózce drzewa dla białych, ale była leniwa i bezpłodna, wobec czego zamieniłem ją na dobrze ciągnącego gniadosza (...) Po pewnym czasie nająłem się z zaprzęgiem do robót drogowych w Agencji, potem pracowałem na zaporze w pobliżu Oraibi i pomagałem przy budowie domu, by kupić sobie jeszcze jedną parę koni. Następnie splotłem fantazyjny bat z bykowca i nauczyłem się powozić czwórką koni. Konie orały, pracowały przy pasieniu owiec i przy żniwach. Zwoziłem nimi drzewo i miękki węgiel, ciągnęły zgarniacz drzewa i woziły ładunki dla faktorii. Gdy zaprzęgałem je do wozu, by wieźć Irene i naszych przyjaciół na tańce Katcina, wkładałem na siebie całą biżuterię, jaką posiadałem, przepaskę na włosy w jasnych kolorach i powoziłem szybkim kłusem, zadowolony i szczęśliwy jak człowiek, który z doliny wspiął się na szczyt góry.
Dzięki koniom lżej mi się pracowało i miałem uczucie, że staję się poważnym człowiekiem interesów, ale zmieniło to również mój rozkład dnia. Rano po przebudzeniu się myłem twarz i ręce, gęstym grzebieniem czesałem i odwszawiałem moje długie, jedwabiste, czarne włosy i szedłem na wschodni skraj mesy załatwić swoje potrzeby o pomodlić się. Potem wchodziłem na dach domu i rozglądałem się za końmi. Gdy były w pobliżu, szedłem po nie przed śniadaniem. Jeśli ich nie mogłem dostrzec, zjadałem najpierw śniadanie i niekiedy szukałem ich przez kilka godzin, a nawet przez całe przedpołudnie, szczególnie jeśli któryś z nich oswobodził się z pęt. Woda była poważnym problemem, a w czasie posuchy musiałem jeździć z moimi końmi do odległych źródeł. W zimie rozbijałem lód i pozwalałem im pić z sadzawek na półce skalnej. Troszczenie się o te konie zabierało mi dużo czasu. Trzeba je było każdego wieczora pętać za mesą, by pasły się na skąpej trawie, nie miałem bowiem pieniędzy na siano. Byłem odpowiedzialny za każdą szkodę, jaką mogły wyrządzić u sąsiadów, i musiałem ich nieustannie pilnować w deszcz i pogodę, zimą i latem. Tyle miałem kłopotu z odszukiwaniem ich, że próbowałem przywiązywać im dzwonki na szyi, ale Indianie Navaho kradli wszystkie dzwonki.
Blackie podobał się wielu ludziom. Chcieli go ode mnie kupić, ale stale odpowiadałem, że człowieka nie stać na sprzedanie najlepszego konia. Pewnego dnia koń wystraszył się na skraju mesy na południowy wschód od wsi i zeskoczył na dolną półkę. Skoczyłem za nim i schwyciłem sznur, ale on cofnął się gwałtownie i wylądował na kości ogonowej dziesięć stóp niżej. Nająłem trzech mężczyzn ze szpadlami i łopatami, by wykopali ścieżkę do równego terenu, ale koń był ciężko ranny. Nastąpiło zakażenie, a gdy po otwarciu rany zobaczyłem, że kości są złamane, zastrzeliłem go z litości. Nie mogliśmy jednak jeść tego mięsa z powodu zakażenia."
Ale i koń mógł był dla Talayesvy być źródłem jeszcze większych kłopotów, o czym poniżej:
"Kupiłem małego gniadego ogiera i nazwałem go Długim Ogonem, ponieważ penis zwisał mu zawsze między nogami. Ale gdy weterynarz rządowy przeprowadził próbę krwi na jakąś specjalną chorobę, Długi Ogon został skazany i musiałem go zastrzelić. Pozwoliłem jednemu z przyjaciół pojechać na nim do Moenkopi, ale lekarz, mały, surowy wojskowy, kazał mi go przyprowadzić z powrotem w ciągu dwóch dni albo dostarczyć dowody, że został zabity, w przeciwnym bowiem wypadku każe mnie aresztować. Rozgniewałem się i powiedziałem mu, żeby mnie zastrzelił, wiedząc, że prawo zabrania tego, bo przecież nie byłem ani złodziejem, ani mordercą. W końcu weterynarz zgodził się poczekać cztery dni na zabicie konia. Gdy wyruszyłem do Moenkopi, wrócił mój przyjaciel z wiadomością, że koń zachorował po drodze. Powiedziałem mu, że moja głowa jest w niebezpieczeństwie, i ruszyłem po konia. Gdyby już nie żył, mogłem odciąć piętno i dostarczyć je jako dowód. Ale zastałem go jeszcze żywego i przyprowadziłem z powrotem, okręciwszy mu szyję powrozem, by uratować własną.
- Byłeś o rok od zguby - powiedział mi kierownik szkoły.
Razem poszliśmy do Oraibi Wash, gdzie sprawdził piętno i uniósł strzelb. Odwróciłem głowę czując, że ściska mnie w gardle, a gdy spojrzałem, mój koń już umierał. Ściągnąłem z niego skórę, zawlokłem ją do faktorii i sprzedałem za siedemdziesiąt pięć centów, ale od rządu dostałem dwadzieścia pięć dolarów za Długiego Ogona i za te pieniądze kupiłem sobie pięknego czarnego konia."
Dalej o swych koniach Talayesva mi następująco:
"Kochałem moje konie. Nauczyłem się poznawać ich wiek po zębach, leczyć im rany sadłem niedźwiedzim i uspokajać dobrymi słowami. Zawsze pamiętałem, by podczas Soyalu przywiązywać im do ogonów modlitewne pióro, a gdy konia rozbolał brzuch, dawałem mu sól, przywiązywałem kawałek tytoniu do uzdeczki i trzymałem tlącą się szmatę pod nozdrzami. Jeśli poprawa nie następowała szybko, obcinałem sobie paznokcie, nacierałem rękę i ramię sadłem lub wazeliną, brałem kawałek surowej cebuli i wpychałem go koniowi jak najgłębiej w odbytnic. Zazwyczaj następowało wypróżnienie i cebula bywała wydalana w ciągu pół godziny."
Sam zaś koń wśród Indian Hopi początku XX wieku wcale nie miał łatwego życia, ale sami to prześledźmy w cytowanych niżej kolejnych fragmentach autobiografii Talayesvy:
"Nadal kupowałem i traciłem konie. Było ich zbyt wiele, by wyliczyć je tutaj szczegółowa, chociaż nigdy nie miałem naraz więcej jak pięć lub sześć koni. Gdy były już stare czy słabe i nie nadawały się do roboty, wypuszczałem je, by umarły na wolności. Kiedyś jeden z koni potknął się o kamień i złamał nogę. Mój brat Ira znalazł go leżącego na grzbiecie w parowie i zabił kamieniem. Innym razem jeden koń kopnął drugiego łamiąc nogę. Zabiłem biedaka siekierą na północnym skraju wioski. Kobiety zabrały mięso do jedzenia, a ze skóry wódz zrobił bęben. Inny koń nażarł się rośliny loco i oszalał. Był zaprzężony do wozu i jechaliśmy po stromym brzegu na moje pole, gdy zaczął się zachowywać dziwnie i krnąbrnie. Uderzyłem go batem, a wtedy przewrócił się, zaczął tarzać, po czym zerwał się i próbował mnie ugryźć i kopnąć. Chciałem go zaprząc do kultywatora w polu, ale mi się nie udało. Wracając do dom pasł się przy drodze i zaplątał w lejce. Gdy próbowałem go wyswobodzić, zarżał i chciał mnie ugryźć. Szybko go wyprzęgłem, skrępowałem sznurami, związałem mu głowę i nogi i poderżnąłem rzeźnickim nożem. Przykro mi było zabijać najlepszego konia, ale nie mogłem go puścić, by zjadał plony innych ludzi."
O dużym przywiązaniu Talayesvy do swych koni świadczy jeszcze inny fragment jego biografii:
"W lipcu, prawdopodobnie 1936 roku, zginął mój ulubiony bułany koń. Następnego ranka wsiadłem na kucyka i pojechałem do szałasu Neschelles'a, gdzie mi powiedziano, że wczesnym rankiem przejeżdżał na nim jakiś jeździec. Neschlles osiodłał mi swego najszybszego wierzchowca, bym dogonił złodzieja. Wyjechałem bez jedzenia i popędziłem za nim aż za Niebieski Kanion. W nocy biwakowałem o pustym żołądku. Następnego dnia, jadąc szybko, znalazłem się w lesie jałowcowym w dolinie, ale na szczęście nie zgubiłem drogi. W południe byłem już tak osłabiony, że sznurem podwiązałem sobie brzuch, by wytrzymać głód. Wreszcie dojechałem do pola, na którym była jedna dynia wielkości mojej pięści. Zjadłem ją, ale nie poczułem się lepiej i bałem się, że umrę na pustyni.
Wreszcie dotarłem do szałasu Johokimna, przyjaciela, który sprzedawał mi konie. Jedząc opowiedziałem mu całą historię. Zauważyłem, że mina jego staje się coraz poważniejsza i groźniejsza. Wreszcie sam mi zaproponował, że pojedzie ze mną i zabije złodzieja, kazał mi przy tym jeść więcej, żebym nabrał sił do walki.
- Zbierz wszystkie siły i zachowaj się jak mężczyzna - powiedział.
Byłem zadowolony z jego pomocy, a gdy wyjechaliśmy z szałasu, kazał mi podciągnąć popręgi, bo, być może, będziemy musieli stoczyć walkę konno. Jadąc ścieżką po górskim stoku dotarliśmy do innego szałasu, gdzie Johokimn ostro oświadczył, że szukamy złodzieja. Jakiś mężczyzna poinformował nas, że widział syna Tłustego Williamsa na koniu ze znakiem Indian Hopi.
Szybo jadąc natknęliśmy się wkrótce na starego człowieka siedzącego przed łaźnią Indian Navaho. Johokimn zeskoczył z konia, chwycił starego, powalił na ziemię, nazwał koniokradem i zagroził, że go zabije. Wszystko to były żarty, bo stary był tylko dziadkiem prawdziwego złodzieja. Przyszło dwóch Indian Navaho i przywitało się z nami. Jednym z nich był Joe Isaac, mój dziadek klanowy, ponieważ ożenił się z kobietą Klanu Piasku Indian Navaho. On też zaofiarował się z pomocą i obiecał, że złoi chłopcu skórę. Stamtąd opędziliśmy do innego szałasu i weszliśmy do środka nie czekając na zaroszenie; zastaliśmy tam kilka kobiet, które zaczęły nam się bacznie przyglądać. Johokimn zbeształ je i kazał im pomówić ze mną. Oświadczyłem, że od dwóch dni ścigam złodzieja i że gdy go złapię, każę go zamknąć w więzieniu na dziesięć albo piętnaście lat.
- Jeśli staniecie po stronie chłopca - dodałem - też znajdziecie się przed sądem i mogą zamknąć was w więzieniu.
Matka chłopca rozpłakała się i powiedziała, że poszedł do koralu dla bydła.
Postanowiliśmy pójść do pobliskiego szałasu, gdzie śpiewano pieśni mające uzdrowić chorego, aby przedstawić całą sprawę kilku sędziom Indian Navaho, którzy byli tam obecni. W śpiewach uczestniczyło z dziesięciu mężczyzn i zobaczyłem, że głównym lekarzem jest mój brat klanowy Hotlotis z Klanu Słońca Indian Navaho. Przywitał mnie uprzejmie zapytał, jak to się stało, że znalazłem się tak daleko od domu. Joe Isaac i Johokimn wyjaśnili zebranym moją obecność, a Hotlotis przemawiał do sędziów jak biały adwokat, mówiąc, że stara się uratować życie choremu, ale że jeden z nich ukradł konia jego brata klanowego, co może zepsuć śpiewy.
- Wy, Indianie Navaho, - mówił - którzy mieszkacie z dala od Indian Hopi, bardzo psujecie reputację nam, którzy mieszkamy blisko. Musicie zwrócić tego konia.
Dyskutowali przez długi czas i w pewnej chwili tak się podniecili, że myślałem, iż dojdzie do bójki; kątem oka zerkałem na wielką pałkę, która mogła mi się przydać w obronie własnej. Kilka kobiet płakało. Wreszcie mężczyźni uspokoili się, a sędziowie powiedzieli, że złodziej musi być ukarany i że następnego dnia poślą po niego policjanta Navaho. Ale mój przyjaciel Johokimn oświadczył, że sam się wybierze po chłopca, kazał mi czekać w kivi, a sam odjechał konno (..)
Następnego dnia po śniadaniu zobaczyłem, że nadjeżdża Johokimn z chłopcem związanym na siodle.
- Oto złodziej - zawołał. - Możesz go zabić, jeśli chcesz.
Podszedłem do chłopca, przypatrzyłem mu się i zobaczyłem, że dostał już baty od Johokimn. Zrzucił go z konia na ziemię, nie rozwiązując mu rąk, i powiedział do mnie:
- Możesz z nim zrobić, co ci się podoba.
Sędziowie zebrali się i stwierdzili:
- Od ciebie tylko zależy, co ma się stać z chłopakiem, ale jeśli chcesz, by zajął się twoim koniem, może pójść po niego, a ty tu zaczekasz.
Zgodziłem się, złodziej pokornie ruszył po konia, a my tymczasem siedzieliśmy i śpiewaliśmy, by uratować życie chorego.
(...) Pożegnałem się z moim bratem Navaho w Niebieskim Kanionie i przed zachodem słońca dotarłem do szałasu Neschelles'a. Powitał mnie uśmiechając się serdecznie i ku mojemu zdumieniu powiedział mi, że mego konia zwrócono przed kilkoma godzinami.
(...) Odjechałem następnego dnia i do szałasu Hotlotisa dotarłem w południe. On też zarżnął owcę, którą przywiązał mi z tyłu do siodła. Późnym popołudniem na czwarty dzień po moim wyjeździe z Oraibi wróciłem dumny na moim bułanku do wsi prowadząc kucyka obładowanego świeżą baraniną i cennymi darami, co było oczywistym dowodem mojej dzielności. Niewielu bowiem Indianom Hopi starczyłoby odwagi, by ścigać złodzieja Navaho."
Tak więc koń mógł nie tylko dla Indian Hopi stać się powodem do dumy ale i kształtował charakter tak Indian Hopi jak i Navaho, czego bardziej dobitny przykład odnajdujemy w dalszej części autobiografii Talayesvy:
"Chłopiec mój miał już czternaście lat i chciałem kupić mu własnego wierzchowca. Ale wynikł z tego wielki spór z pewnym Indianinem Navaho. Przyszedł do mnie i powiedział:
- Mam na sprzedaż dwa konie, jeden to piękna czteroletnia klacz i tak łagodna, że dzieci mogą na niej jeździć. Sprzedam ją tylko za coś wartościowego.
Kiedy zaprosiłem go do domu, by obejrzał parę turkusowych kolczyków, Julius podszedł do drzwi i powiedział w języku Indian Hopi:
- Don, wiedz o tym, że rząd zmusza Indian Navaho do wybicia koni z powodu suszy i płaci im tylko po dwa dolary za zabitego starego konia. Spróbuj dostać oba za swoje kolczyki.
Podziękowałem mu i zwróciłem się do Navaha w jego języku:
- Przyjacielu, kolczyki te są bardzo cenne. I tak musicie się wyzbyć swoich koni, inaczej rząd je zabije. Daj mi oba konie, bo nie zrobimy interesu.
Zwiesił na chwilę głowę, po czym zapytał:
- A nie masz innych kolczyków?
- Nie. Ale daj mi oba konie za te kolczyki i będziemy dobrymi przyjaciółmi.
Podał mi rękę na znak zgody, a ja zaprosiłem go na śniadanie. Potem odszedł z kolczykami, ja zaś zapędziłem konie do koralu.
Gdy późnym popołudniem wróciłem z Bakabi, Irene powiedziała, że mnie wszędzie szukała.
- Wrócił ten zwariowany Navaho i ma zamiar sprzedać drugiego konia komuś innemu.
Pospieszyłem do koralu o zastałem go tam z kilkoma Indianami Hopi.
- Co ty sobie właściwie wyobrażasz postępując w ten sposób? - Zapytałem. - Ubiliśmy dziś rano interes i rozstaliśmy się jako przyjaciele.
- Dowiedziałem się, że woje kolczyki nie są warte dwóch koni.
- Nie potrzebuję przyjaciela, któremu do tego stopnia brak rozumu, że nie chce dotrzymać umowy. Znam dobrze twego ojca. Jest to stary człowiek z siwymi włosami i mądrą głową, ale zdaje się, że ty jesteś cholernym głupcem.
Wszedłem do koralu, rozpętałem oba konie i powiedziałem Navahowi, że może sobie z nimi iść, gdy tylko zwróci kolczyki.
- A nie chcesz zatrzymać jednego konia? - Zapytał zdumiony
- Nie. Możesz je zabrać oba i niech rząd je zabija. - Uciąłem krótko rozmowę i ruszyłem do domu.
Niedługo potem przyszedł Andrew z kilkoma innymi Indianami Hopi, którzy towarzyszyli mu, by posłuchać. Podając mi rękę Navaho powiedział:
- Przepraszam cię za to, że złamałem naszą przyjaźń, i proszę, zatrzymaj konie.
- Nic z tego. Przestań się wygłupiać, zabieraj konie i zmykaj.
Andrew powiedział mi w języku Indian Hopi, że dał już temu człowiekowi srebrną bransoletkę za jednego z koni.
- No cóż, bracie. To ty zachęcałeś tego Navaho do oszustwa. Nie chcę, by ktokolwiek kupił jego konie. Niech je zabiera do domu i zabija.
Andrew odebrał swoją bransoletkę i wyszedł, a ja łagodniejszym już tonem zwróciłem się do Navaha:
- To ten człowiek narobił nam kłopotu.
Navaho raz jeszcze podał mi rękę, ale ja pokręciłem głową i zwróciłem się do obecnych w języku Indian Hopi:
- Dam mu teraz nauczkę.
Indianin Navaho miał zmartwioną minę i siedział ze spuszczoną głową. Po długim milczeniu zaproponowałem:
- Może byś już sobie poszedł?
- Przyjacielu - powiedział w końcu - jeśli zatrzymasz konie, wrócę wkrótce ze świeżą baraniną, by poprawić ci humor.
- No dobrze masz jeszcze szansę. - Gdy podszedłem, by podać mu rękę, zobaczyłem w jego oczach łzy. Ruszył do drzwi, ale zawołałem za nim:
- Poczekaj, zjemy coś.
Towarzyszący mi Indianie Hopi śmieli się, ale nie odezwali się słowem. Gdy jedzenie ustawiono już na podłodze, zwróciłem się do nich:
- No cóż, sędziowie, posilmy się - na co wszyscy odpowiedzieli śmiechem.
Po kolacji Indianin Navaho pomógł mi wyprowadzić konie na mesę i spętać je, po czym się pożegnał. Wróciłem do domu i prosiłem Irenę, by mi posłała łóżko, bo długi spór mnie zmęczył. Ale przez pójściem spać powiedziałem do rodziny:
- Mam nadzieję, że ten przeklęty Indianin Navaho nie wróci w nocy i nie ukradnie naszych nowych koni."
Zbigniew Stolarek w swej książce "Czerwone oczy maski" podał własne tłumaczenie "Śpiewu Indian Navaho o koniu":
Jak rży radośnie!
Posłuchaj, to turkusowy koń Boga Słońca,
Jak rży radośnie!
Stoi na kosztownych skórach,
Jak rży radośnie!
Płatkami świeżych kwiatów się tam pasie,
Jak rży radośnie!
Napojem z świętych wód się tam poi,
Jak rży radośnie!
Kurz gwiaździsty tam wzbija,
Jak rży radośnie!
W mgłę pyłków jest tam spowity,
Jak rży radośnie!
Jego młode się tam mnożą po wiek wieków,
Jak rży radośnie!
W 1938 roku kilka sztuk appaloosa trafiło w ręce zachodnich farmerów, którzy zrzeszyli się w celu odnowienia rasy. Osiągnęli w tym dobre wyniki.
W połowie XX wieku patronem koni i mułów u Indian meksykańskich był Święty Jakub. W każdy piątek, który jest tam dniem tych zwierząt, zapala się Świętemu Jakubowi świeczki.
Stare Indianki ekwadorskie radzą małżonkom chcącym mieć syna umieszczanie pod łóżkiem odrobiny łajna końskiego.
W drugiej połowie XX wieku N. Scott Momaday, Indianin Kiowa tak oto napisał w przetłumaczonej na język polski książce "Imiona":
"Miałem trzynaście lat i moi rodzice dali mi konia. Był to mały, dziewięcioletni wałach o rzadkiej maści, którą tam nazywano truskawkowym dereszem. Otóż ten mój koń i ja w trakcie naszego wspólnego życia nauczyliśmy się wzajemnie rozumieć, staliśmy się niemal jednością. Jest to opowieść, historia, która wydarzyła się naprawdę w tym wielkim pejzażu, w którym zlewaliśmy się w jedno z całym jego ruchem, tworzyliśmy centrum odwiecznej pastoralnej kompozycji, czasem nieuchwytnej i wiecznie się zmieniającej. I temu to koniowi dałem imię Pecos.
Gdy siedziałem na grzbiecie mego konia, inaczej patrzyłem na świat. Potrafiłem zobaczyć więcej, bo sięgał ów świat poza wszelkie horyzonty, jakie kiedykolwiek dostrzegałem (...) Czułem swego konia pod sobą, jego kołyszący ruch i drgania wędzidła w ręku. Czułem słońce na swojej twarzy i lekki podmuch wiatru, który muskał mi włosy. I poprzez ciężkie podkowy, poprzez smukłe nogi i pełne kłęby, poprzez sprężysty grzbiet mego konia czułem pod sobą ziemię."
Motyw konia przewija się i w dzisiejszej poezji, czego przykładem może być między innymi wiersz Joy Hajro zatytułowany "Ona miała kilka koni", prezentowany poniżej w przekładzie Marka Maciołka:
Ona miała kilka koni.
Ona miała konie, które miały ciała z piasku.
Ona miała konie, które miały mapy wykreślone krwią.
Ona miała konie, które miały skóry z wody oceanu.
Ona miała konie, które miały błękit nieba.
Ona miała konie, które miały sierść i zęby.
Ona miała konie, które były z gliny i chciały się rozbić.
Ona miała konie, które były poszarpane czerwoną skałą.
Ona miała kilka koni.
Ona miała konie z długimi ostrymi piersiami.
Ona miała konie z pełnymi brązowymi udami.
Ona miała konie, które za dużo się śmiały.
Ona miała konie, które rzucały kamieniami w szklane domy.
Ona miała konie, które lizały ostrza żyletek.
Ona miała kilka koni.
Ona miała konie, które tańczyły w ramionach swych matek.
Ona miała konie, które myślały, że są słońcem, a ich ciała świeciły i płonęły jak gwiazdy.
Ona miała konie, które tańczyły nocą walca przy księżycu.
Ona miała konie, które były zbyt płochliwe i stały spokojnie w boksach swej własnej roboty.
Ona miała kilka koni.
Ona miała konie, które lubiły pieśni tańca Krików.
Ona miała konie, które rżały z beztroski.
Ona miała konie, które pluły na pedałów, które sprawiły, że bali się siebie.
Ona miała konie, które twierdziły, że się nie boją.
Ona miała konie, które kłamały.
Ona miała konie, które mówiły prawdę, których pozbawiono ich mowy.
Ona miała kilka koni.
Ona miała konie, które same nazywały się "końmi".
Ona miała konie, które same nazywały się "duchami" i trzymały swe głosy w tajemnicy i tylko dla siebie.
Ona miała konie, które nie miały imion.
Ona miała konie, które miały księgi imion.
Ona miała kilka koni.
Ona miała konie, które szeptały w ciemności, które bały się odzywać.
Ona miała konie, które wydzierały się ze strachu przed ciszą, które nosiły noże dla obrony przed upiorami.
Ona miała konie, które oczekiwały zniszczenia.
Ona miała konie, które oczekiwały zmartwychwstania.
Ona miała kilka koni.
Ona miała konie, które padały na kolana przed każdym wybawcą.
Ona miała konie, które sądziły, że uratowała je wysoka cena.
Ona miała konie, które próbowały ją uratować, które wchodziły nocą do jej łóżka i modląc się gwałciły ją.
Ona miała kilka koni.
Ona miała kilka koni, które kochała.
Ona miała kilka koni, które nienawidziła.
To były te same konie.
W 1967 roku zarejestrowano 80000 sztuk konie appaloosa. Pod koniec XX wieku liczbę koni appaloosa szacowano na 258000 sztuk.
W drugiej połowie XX wieku uznanymi hodowcami koni byli Indianie Cayuse.
W 1974 roku w jednym z muzeów Smithsonian Institution otwarto wystawę prezentującą siodła i uprząż używaną w Meksyku i na zachodzie Ameryki Północnej. Wystawa nosiła tytuł "Człowiek wyprawiony n drogę".
7 czerwca 2003 roku niedaleko Deadwood w Dakocie Południowej, tuż obok Dunbar Resort, odsłonięto wystawę zatytułowaną "Tatanka - opowieść o bizonie". Posągi przedstawiające 14 bizonów i trzech konnych wojowników Indian Lakota.
Koński Grzbiet - Wódz Indian Comanche Nokoni. Pokojowo usposobiony Indianin, którego imię Tin-ha-yah-quahip znaczy Koń o Odparzonym Grzbiecie, co odnosi się do faktu, że jeździł na tak długie i ciężkie wyprawy, że jego koń odparzył sobie grzbiet. Biali skrócili jego imię do Końskiego Grzbietu.
Podpisał układ nad Medicine Lodge i udał się później nad potok Chandler w pobliżu Fortu Sill, trzymając się z dala od zamieszek. Cierpiąc na gruźlicę nie oddalał się z rezerwatu by polować na bizony. Agent nie wydzielał mu odpowiednich racji żywności i mógł przeżyć tylko dzięki pomocy oficerów z Fort Sill.
W 1875 roku Koński Grzbiet został mianowany przez agenta naczelnym wodzem i powierzono mu niewdzięczne zadanie wyznaczenia buntowników mających jechać na Florydę. Był jednym z dziesięciu wodzów, którym rząd wybudował domy w 1879 roku. Wolał on jednak obozować na podwórzu - "Ho! Mnóstwo wężów w domu!" Wielu jego potomków żyje dziś w okolicy Fortu Sill.
Baldwin Parker, syn Quanaha Parkera, uważa, że Koński Grzbiet leży na cmentarzu Fortu Sill lub na cmentarzu Indian Comanche w Fort Sill Military Reservation.
Kootenai - lub Kootenay ewentualnie Kutenai; Indianie północnoamerykańscy. Żyli na styku dzisiejszych stanów Idaho, Montana i Kolumbia Brytyjska. Zaliczeni zostali do grupy kitunahan algonkińskiej rodziny językowej. Mieszkali w tipi. Utrzymywali się głównie z polowania na dzikie zwierzęta.
W stowarzyszeniu z Indianami Spokane, Indianie Kootenai pierwotnie zamieszkiwali wśród gór Rocky, ale zostali zmuszeni do przesunięcia się na zachód przez ich tradycyjnych wrogów, Indian Blackfoot.
Stosunku między Indianami Kootenay a Białymi zawsze były w gruncie rzeczy dobre.
W 1885 roku przyłączyli się do powstania Louisa Riela.
Dziś żyją w regionie, gdzie ich nazw została nadana głównemu jeziorowi, rzece i kanadyjskiemu parkowi narodowemu. Po latach animozji, żyją dziś już w dobrych stosunkach z Indianami Blackfoot.
W 1964 r. plemię liczyło 103 osoby.
W 1967 roku było 549 Indian Kootenai w rezerwacie Kanady a w roku 1985 w leżącym w Idaho Rezerwacie Indian Kootenai żyło ich 123.
kopeina - (Copeina gittala); ryba ze środkowej Brazylii.
kopernicja - (Copernicia); rodzaj z rodziny palm, około 25 gatunków z Ameryki Południowej. Kopernicja woskodajna (Copernicia cerifera) dostarcza wosku roślinnego, tzw. wosku karnauba, zeskrobywanego z dolnej powierzchni liści palm rosnących dziko. Pnie stosowane w budownictwie, z liści uzyskuje się włókno na maty i plecionki, owoce są jadalne. Kopernicje są jednym z typowych składników sawann palmowych, tzw. palmares.
kopiapoa - (Copiapoa Br. et R.), kaktus kulisty lub niskocylindryczny, często rozgałęziający się, o wierzchołku pokrytym gęsto włoskami, jak filcem. Występuje na skrajnie suchych terenach pustynnych Chile. Opisano około 50 gatunków tego rodzaju.
Kopiący Niedźwiedź - Wojownik szaman Indian Oglala Teton Lakota Sioux. Stał się znany jako krzewiciel obrzędu Tańca Ducha i przywódca powstania w 1890 roku. On to zorganizował i prowadził pierwszy obrzęd Tańca Ducha w obozie Siedzącego Byka nad rzeką Grand w agencji Standing Rock. Później został aresztowany i więziony jako jeniec wojenny.
kopystka - Drewniana łopatka, lub łyżka, o długim trzonku. Indianie Shawnee nazywają ją coomati lub shumaghtee, jako rodzaj łyżki.
kora - Tkanka łodygi (pnia) i korzenia występująca na zewnątrz miazgi. Indianie Shawnee nazywają ją oulagequi.
kordieryt - Jest szczególnym minerałem używanym do celów jubilerskich i do rzeźbienia. Występuje w postaci skupień ziarnistych lub zbitych, czasami tworzy krótki kryształy o pokroju słupkowym, przybierając barwę brązowo-niebieską, żółtawą, brązowo-zieloną, szaroniebieską, niebieską lub fioletową. Jest stosukowo rozpowszechniony w gnejsach lub przeobrażonych skałach osadowych.
Na terenie dzisiejszego USA znajdowany jest w stanie Connecticut. W Polsce występuje w Górach Sowich.
Znany był i używany przez ludzi od bardzo dawna. Wykonywano z niego części rzeźb kultowych i amulety w Ameryce Północnej na długo przed tym, zanim w 1492 roku Indianie poznali swego pierwszego oprawcę jakim był Krzysztof Kolumb.
kornerupin - Rzadki i piękny kamień ozdobny, szlifowany tylko w celu wystawiania w kolekcjach mineralogicznych. Ma zazwyczaj barwę szmaragdowozieloną lub jabłkowozieloną, ale może być także czarny, brunatny, różowy, żółty lub bezbarwny. Występuje w magmowych skałach głębinowych oraz w skałach przeobrażonych pod wpływem wysokiej temperatury i ciśnienia. Na Ziemi Indian znaleźć go można w Lac Sainte-Marie (Quebek, Kanada).
Koropati - Indianie z brazylijskiego stanu Alagoas.
Korubo - Indianie z brazylijskiego stanu Amazonas. Być może mówią językiem z grupy tucano. Przypuszcza się też, że mogą to być Indianie Marubo bądź krewniacy Indian Yanomami. W 1995 roku ich liczebność szacowano na 500 osób.
korund - Minerał. Przybiera baryłkowate lub wrzecionowate formy. Może być żółty, brązowy lub zielony. Najbardziej znane jego odmiany to rubin i szafir - kamienie szlachetne. Z powodu swej wysokiej twardości używany jest powszechnie w przemyśle jako materiał ścierny. Korund jest najtwardszą substancją naturalną na Ziemi i tylko diament może go zarysować.
Znajdowany bywa w niektórych skałach wulkanicznych i metamorficznych w postaci łupków i gnejsów. Duże kryształy korundu występują m.in. w starych formacjach skalnych Kanady i USA. W USA wydobywany jest też korund jakości jubilerskiej - w stanie Montana. W Polsce ziarna korundu spotyka się w pegmatytach w okolicy Karpacza.
koryfanta - (Coryphantha Lem.); większość gatunków tego rodzaju to niewielkie, kuliste lub niskocylindryczne rośliny porastające Meksyk, USA i południową Kanadę. Niektóre z tych kaktusów rozgałęziają się i tworzą poduszkowate skupienia. Mają brodawki ułożone spiralnie. Na górnej powierzchni brodawek znajduje się podłużna bruzda, z której wyłaniają się kwiaty. Opisano około 50 gatunków tego rodzaju.
korzennik lekarski pimentowe drzewo
korzeń maciczny arnika
korzybiel biały - (Canella alba Murr.), (Winterana canella L.); drzewo do 16 m wysokości o białej korowinie, silnie pachnące cynamonem i muszkatem dzięki obecności olejku lotnego. Występuje na Antylach, Wyspach Bahama, na południowej Florydzie, uprawiane jest w Ameryce Środkowej i na tamtejszych wyspach. Krajowcom znane było przed konkwistą; obecnie korowina używana jest jako przyprawa kulinarna - tzw. "biały cynamon".
kos - Indianie Cheyenne nazywali go he'heeno.
kosmos - (Cocmos); roślina pochodząca z Ameryki. C. bipinnatus to kosmos podwójnie pierzasty. Pochodzi z Meksyku, gdzie dorasta do 120 centymetrów. Pędy ma silnie rozgałęzione, liście jasnozielone, pierzastosieczne. C. sulphureus lub C. hybridus to kosmos żółty. Występuje w Meksyku i Brazylii. Dorasta do 90 centymetrów.
koszula -Sztuka bielizny okrywająca ramiona i tułów, noszona najczęściej bezpośrednio na ciele. Indianie Shawnee nazywają ją kota lub piitenika. Część odzieży męskiej Indian Ameryki Północnej. Koszule często mylnie nazywano "wojennymi" lub "skalpowymi", ponieważ Europejczycy mniemali, że zdobiące je włosy pochodzą ze zdobytych loków skalpowych. Nie były to też i stroje wojenne, gdyż Indianie na wojennej 10 ścieżce, dla zachowania całkowitej swobody ruchów, ubierali się jedynie w przepaskę biodrową, nogawice i mokasyny. Do tego jeszcze włosy obramowujące koszulę nie musiały pochodzić z ludzkiej głowy. Na przykład Indianie Dakota i Cheyenne do zdobienia ich używali końskich włosów, a Indianie Blackfoot, i niektóre inne plemiona, używały do tego celu wąskich pasków ze skór białych łasic. Koszule tego typu stanowiły strój na niezwykle uroczyste okazje dla starszych, zasłużonych mężczyzn oraz wielkich wodzów.
koszula skalpowa koszula
koszula wojenna koszula
Koszykarze Wypalacze Koszów
kość -Część szkieletu ludzi i zwierząt, twardy twór barwy białej zbudowany z tkanki kostnej. Indianie Shawnee nazywają ją h'kah-nih lub ho'kani.
kot - Indianie Shawnee nazywają go posetha.
Kot Lecący Powietrzem - Jeden z dwóch braci Tecumseha u którego boku zginął w 1794 roku w Bitwie Pod Zaporami Z Pni.
kotofretka - (Bassaviscus astutus); norka kalifornijska, po angielsku nazywana ringtailcat, jest to ssak zaliczany do rodziny szopowatych, z rzędu drapieżnych. Występuje w Ameryce Północnej, w zachodnich stanach USA oraz w Meksyku. Długość ciała bez ogona: 30-40 cm, długość ogona: 31-45 cm, masa ciała: 0,9 - 1,1 kg. Ubarwienie sierści szarożółte, brzuch biały, oczy okolone białymi obwódkami, na ogonie naprzemienne białe i czarne pasy. Prowadzi nocny tryb życia, żyje w małych stadach, wszystkożerna. Ciąża trwa 51 - 55 dni, samica rodzi 1 - 5 młodych (zazwyczaj jednak 2 - 3). Doskonale wspina się po drzewach, kryjówki zakłada w dziuplach, rozpadlinach skalnych oraz opuszczonych zabudowaniach. Niegdyś hodowana w domach dla tępienia gryzoni.
kowelin - Piękne, głęboko ciemnoniebieskie kryształy kowelinu są bardzo cenione przez kolekcjonerów. Jeśli kowelin występuje w dużych ilościach to jest wydobywany jako ruda miedzi.
Występuje m.in. w Argentynie, Boliwii, Chile, Peru i w Butte (stan Montana, USA).
Koyukon - Indianie ze środkowej Alaski, znad rzeki Yukon i Kuskokwin. Zaliczeni do atapaskańskiej rodziny językowej. Mieszkali w prostokątnych, krytych ziemią domach. Utrzymywali się głównie z polowania na karibu, łosia amerykańskiego i połowu ryb. Postrzegają oni Ziemię jak żywą i posiadającą moc. Dla tradycjonalistów z tego plemienia środowisko jest zarówno naturalną, jak i nadnaturalną sferą. Wszystko, co istnieje w przyrodzie jest przepojone świadomością i mocą... wszystkie działania skierowane na przyrodę muszą uwzględniać jej świadomość i wrażliwość. Wymiana pomiędzy ludźmi i przyrodą jest oparta na wypracowanym systemie szacunku i moralności, bez którego przetrwanie byłoby zagrożone.