szafir - Szafiry należą do najpiękniejszych i najwyżej cenionych drogich kamieni. Są one wyjątkowo twarde i odporne na wysokie temperatury. Znajdują wiele zastosowań w przemyśle.
Większość szafirów znajduje się w złożach okruchowych, głównie w osadach rzecznych. Pierwotnie były one rozproszone w rozmaitych skałach, które z czasem uległy erozji. Twarde szafiry uległy wypłukaniu przez wodę a następnie zaistniały ich koncentracje w rzekach.
Szafir jest tak zwanym dziennym kamieniem, ponieważ szczególnie w świetle Słońca ukazuje swój promieniujący błękit. W niektórych szafirach można zauważyć sześciopromienną gwiazdę - jest to zjawisko asteryzmu.
Szafir błękitny wróży pomyślnie osobom urodzonym w znaku Byka. Szafiry są pogodne, bezkonfliktowe, zawsze otoczone kręgiem przyjaciół. Lubią podróże i zmiany. Są trochę "niespokojnymi duchami". Z łatwością znajdują pracę i zdobywają pieniądze.
Szafir sprzyja też osobom urodzonym 3 dnia każdego miesiąca. Leczy stawy, kości i skórę.
Szafir błękitny sprzyja osobom urodzonym 12 dnia każdego miesiąca wspomagając leczenie nadciśnienia, jelit i skóry.
Szafir niebieski najbardziej odpowiedni jest dla osób urodzonych 13 dnia każdego miesiąca pomagając leczyć choroby wątroby, pleców i głowy.
Piątym miesiącem roku Indian Maja, zwanym Mol - co w języku plemion zamieszkujących Jukatan i Gwatemalę oznaczało suszę - rządziła bogini Ix Chebel Yax, boska małżonka wodza bogów Itzamny, patronka tkactwa. W tym to okresie składano w świątyni najpiękniej zdobione tkane zwoje materiałów, chcąc sobie zapewnić przychylność bogini. Ix Chebel Yax należała też do bóstw domowych, opiekujących się kobietami - jej wizerunki znajdowano w domowych ołtarzykach. Podobizną, bądź hieroglifem oznaczającym jej imię zdobiono czasem biżuterię, haftowano go też na szatach noszonych przez kobiety. Klejnotem poświęconym Ix Chebel Yax był szafir. On też w "Kręgu 18 klejnotów" symbolizował ten okres roku rozpoczynający się 23 kwietnia a kończący 12 maja.
Kapłani Indian Maja stawiali ludziom urodzonym w miesiącu Mol zdecydowanie pomyślne prognozy - dotyczące zarówno ich charakterów jak i ich przyszłych losów. Mieli oni być roztropni, rozważni, posiadać wiele rozsądku i wrodzonej mądrości. Cechy te sprawiają, że Szafiry idą przez życie prostymi drogami, otacza ich szacunek rodziny i przyjaciół a sumienność i uczciwość nie mają sobie równych.
Są pracowici i wytrwali, wiele też w różnych dziedzinach osiągają, chociaż na ogół nie wykazują w dążeniu do celu bezwzględności, jaka cechuje często ludzi urodzonych pod wpływem Diamentu czy Rubinu. Szafir zawsze liczy się z interesami innych ludzi, nie zdobywa niczego za wszelką cenę, potrafi nawet zmienić życiową orientację, jeżeli dojdzie do wniosku, że - walcząc zbyt zaciekle - krzywdziłby innych.
Ludzie Szafiry lubią sytuacje jasne i dopowiedziane do końca. Są prawdomówni a czasem nawet zbyt szczerzy. Nie potrafią udawać, skrywać swych poglądów. Wszelka dwulicowość, jak również umiejętność dyplomacji jest im obca. Ta ostatnia cecha sprawia, że nieraz popadają w konflikty z ludźmi myślącymi inaczej niż oni, w oczach których uchodzą za szorstkich weredyków.
Wiele ludzi urodzonych w okresie tego klejnotu cieszy się dużym autorytetem zarówno w kręgu rodzinnym jak i w gronie osób im podległych, przy czym autorytet Szafirów opiera się raczej na uznawanej (czasem podświadomie) przez otoczenie, niż na bojaźni czy też poczuciu zależności.
W sprawach materialnych ludzie ci wykazują wiele rozwagi i intuicji - potrafią właściwie gospodarować posiadanymi funduszami, szczęśliwie je lokować i pomnażać. Szafiry zachowują bez trudu proporcje pomiędzy nadmierną oszczędnością a rozrzutnością, stąd też nawet żyjąc w skromnych warunkach, dają sobie radę lepiej niż osoby będące w tej samej, a nawet nieco korzystniejszej sytuacji finansowej.
Dla wielu Szafirów - i to nie tylko kobiet - własny dom, jego zagospodarowanie i urządzenie jest źródłem wielu radości i satysfakcji. Szafiry lubią czystość i porządek. Przyjemność sprawiają im ładne i wygodnie umeblowane wnętrza. Prawie wszyscy cenią przyjemności dobrej kuchni, a nieraz obdarzeni są prawdziwymi talentami kulinarnymi. Wolą ubiory trwałe i w dobrym stylu, niż stroje ekstrawaganckie i wystawne. Czasem sprawia im przyjemność kolekcjonowanie drobiazgów służących ozdobie, lecz przedmioty te muszą być artystycznie wykonane i mieć pewną wartość.
Mimo że wielu ludzi obchodzących urodziny w okresie miesiąca Mol dobrze się czuje wśród zieleni to jednak Szafiry nie mają szczególnego pociągu do podróży i wędrowania, wolą życie osiadłe, unormowane, spędzane w dobrze znanych sobie miejscach.
W przyjaźni Szafiry są wierne i oddane, odznaczają się też dużą stałością przywiązań, chociaż niełatwo ich przekonać do siebie. Od przyjaciół - i wszystkich ludzi sobie bliskich - wymagają niemało, jeśli idzie o charakter, sposób bycia i postępowania. Uczucia Szafirów względem płci przeciwnej oparte są na podobnych podstawach. Pan czy pani spod tego znaku muszą kogoś najpierw szanować i cenić, aby potem móc pokochać. Nie rzucają słów na wiatr, gardzą czczymi obietnicami, rzadko kiedy składają miłosne deklaracje, ale jeśli już to czynią - można im zawsze wierzyć. Zrażeni, czy odepchnięci - nigdy już nie przekonują się do osoby, która potraktowała ich w ten sposób - nie znają powrotów.
Jako małżonkowie są dbali i wierni - pełni poczucia odpowiedzialności za partnera i rodzinę, którą założyli. Potrafią poświęcać wiele czasu i trudu aby zapewnić swym bliskim materialne dobra. Wymagają jednak stosowania się do ich rad i poleceń.
Kobiety Szafiry prawie zawsze bywają dobrymi żonami i oddanymi matkami. Dobrze radzą sobie zarówno z gospodarstwem domowym jak i wychowywaniem dzieci. Nawet otoczone licznym potomstwem znajdują czas na wszystko. Są rzeczywistą i duchową podporą domowników. Często pani będąca faktyczną głową rodziny - to właśnie Szafir.
Wobec swoich dzieci matki Szafiry są spokojne, rozsądne i wymagające - zwykle też potomstwo bez szemrania stosuje się do ich poleceń i wymagań. Potrafią wyegzekwować dobre zachowanie, nawet ze strony upartych i niesfornych z natury dzieci. Rzadko zdarza się, aby ich potomstwo wyrastało na dziwaków, oryginałów, czy też ludzi źle radzących sobie w życiu. Tak ojciec jak i matka potrafią dołożyć wszelkich starań i trudów, aby wskazać swym dzieciom właściwą drogę.
Za młodu Szafiry są dziećmi niekłopotliwymi - dopisuje im prawie zawsze dobre zdrowie i apetyt. Nie są szczególnie błyskotliwe, za to spokojne i nad wiek poważne, nie trzeba powtarzać im dwa razy tych samych poleceń, łatwo wdrożyć je do prostych zadań domowych i obowiązków wobec młodszego rodzeństwa. Małe szafiry lubią uczyć się i zwykle osiągają dobre wyniki w szkole, chociaż rzadko należą do grona prymusów i ulubieńców nauczycieli. To raczej solidni uczniowie mający we wszystkich dziedzinach dobre, choć nie budzące zdumienia u pedagogów, wyniki.
Współcześni znawcy mocy kamieni twierdzą, że szafir daruje harmonię i zdrowie. Działa prosto na intelekt, jest skuteczny przy chorobach umysłowych, nerwowości, bezsenności, leczy zapalenia oczu, astmę, pomocny bywa w przypadku wrzodów żołądka. Kryształ tan wzmacnia serce i centralny system nerwowy. Przedłuża życie i wpływa na młody wygląd tego, kto go nosi. Noszony w pierścieniu, przekazuje silne, lecznicze wibracje.
Głęboki błękit szafiru budzi uczucia wewnętrznej przemiany i wiary. Przypomina nam o naszym zadaniu życiowym, pomaga przy urzeczywistnieniu naszych idei i przyjęciu życiowej odpowiedzialności. Szafir inspiruje duchowo, jak również budzi i wzmacnia zdolności telepatyczne. Jest dobrym kamieniem do medytacji.
Szalony Koń - Ta-sunko-witko - Crazy Horse; urodził się około 1842 roku na terenie obecnej Dakoty. Zmarł 5 września 1879 w Fort Robinson, Nebraska. Jeden z najwybitniejszych przywódców indiańskich w walkach z białymi.
Początkowo stawiał opór napływowi poszukiwaczy złota z Montany, u boku Czerwonej Chmury wziął udział w walkach na Szlaku Bozemana. Nie podporządkował się drugiemu Traktatowi z Fort Laramie i wyprowadził swych ludzi na prerie, dalej prowadząc sporadyczne walki z białymi. Po odkryciu w 1874 roku złota w Black Hills poszukiwacze wtargnęli na ziemia rezerwowane dla Indian. George Crook zaatakował zimowy obóz Szalonego Konia nad rzekami Tongue i Powder w Montanie. Indianie wycofali się w góry i połączyli z plemieniem Cheyenne. Wówczas zaatakowali wojsko i po bitwie w Rosebud Valley, 17 czerwca 1876 roku, zmusili Crooka do odstąpienia.
Szalony Koń ruszył na północ, gdzie połączył się z głównymi siłami Indian Sioux dowodzonych przez Siedzącego Byka i wziął udział w pogromie Custera w bitwie nad Little Big Horn. Potem wraz ze swoją grupą wrócił na stare tereny. Bezustannie tropieni i atakowani przez generała Milesa, osłabieni głodem i zimnem, poddali się generałowi Crookowi w Agencji Czerwonej Chmury w Nebrasce 6 maja 1877 roku. Po pewnym czasie Szalony Koń został skarżony o przygotowywanie buntu, aresztowany przez wojsko i indiańską policję, a następnie zamordowany.
szałas pary - Zwany również szałasem oczyszczenia lub szałasem potów, był tradycyjnym miejscem odbywania oczyszczających praktyk leczniczych (mocno powiązanym z szamanizmem) lub higienicznym większości ludów tubylczych obydwu Ameryk. Służył też do przeprowadzenia obrzędów religijnych zapewniających jednostce lub całej społeczności powodzenie w zamierzonym przedsięwzięciu.
Catlin opisuje te kąpiele tak, jak widział je we wszystkich szczegółach i zaznacza:
"Mówię o ich łaźniach parowych lub wywołujących poty, których kilka posiada każda wieś, i które wydają się być rodzajem otwartej własności - dostępnej wszystkim mężczyznom, kobietom, starym i młodym, chorym lub zdrowym".
Pani Beverly Hungry Wolf w wywiadzie udzielonym Bartkowi Strnzowi na postawione jej pytanie: "Czy mogłabyś wyjaśnić dlaczego kobiety Czarnych Stóp nie uczestniczą w szałasach potu?" odpowiedziała:
- Są dwa rodzaje szałasu potu. Kąpiel oczyszczająca i kąpiel obrzędowa. Kobieta może uczestniczyć w obrzędowym poceniu, może wówczas siedzieć na zewnątrz, gdzie ludzie modlą się i palą fajkę. Tutaj może palić i podawać ją z powrotem do szałasu. Może też zając się całym przebiegiem obrzędu, ale nie może wchodzić do szałasu razem z mężczyznami. Tak było już w dawnych czasach, gdy kobiety ostatnie wchodziły do szałasu i brały kąpiel oczyszczającą. Kobiety i mężczyźni Czarnych Stóp nie wchodzą razem. Jest to dość skomplikowana sprawa, gdyż zarówno kobiety, jak mężczyźni otrzymali święte rzeczy. Istnieje więc pod tym względem równość, ale jeśli chodzi o szałas pary, to mężczyźni i kobiety nie biorą kąpieli razem. Jeśli kobieta i mężczyzna są małżeństwem, mogą brać kąpiel razem, ale pod warunkiem, że nie będzie to kąpiel obrzędowa. Podczas obrzędu zaprasza się wielu mężczyzn, nie byłoby to więc wskazane, żeby kobiety brały kąpiel z obcymi.
Każda wioska indiańska posiadała w dawniejszych czasach "łaźnię parową". Najczęściej używana była ona do celów rytualnych a nie tylko do utrzymywania ciała w czystości. Kapitan W. Philo Clark mówi, że: "znajdowały się one we wszystkich szczepach". Każdy znawca Indian wie, że były one w codziennym użyciu u Indian i że były wyszydzane przez białych osadników, którzy sami odczuwali mało skłonności do kąpieli jakiegokolwiek rodzaju.
Szałas pary służył też do oczyszczania się samych prowadzących go zazwyczaj leczniczych ludzi, o czym w swych wspomnieniach mówi Czarny Łoś:
"Nazajutrz kilku naszych ludzi budowało szałas pary dal lekarza o imieniu Drzazgi, który miał odprawić obrzęd i musiał się wpierw oczyścić."
Każdy szczep miał własne metody urządzania szałasów potowych i przeprowadzania kąpieli. Na ogół jednak sposób był podobny w całym kraju. Sporządzano półkolistą, a niekiedy podłużną, ramę, wbijając w ziemię kije wierzbowe lub innego, giętkiego drzewa. Kije te formowano w łuki i wiązano razem.
Swego rodzaju "standardowy" sposób budowy szałasy przy przez Indian Sioux pozostawili nam Reginald i Gladys Laubn'owie w książce "The Indian Tipi Its hiastory, construction and use":
"Na wykonanie szkieletu o przeciętnej wielkości używa się 12-14 gałęzi wierzbowych o grubości kciuka i długości 2,5-3 metrów. Wbija się je pionowo w ziemię tak, aby utworzyły okrąg o średnicy około 2,1 metra. Wejścia do wszystkich szałasów pary jakie widzieliśmy, niezależnie od plemienia, skierowane były na stronę wschodnią. Przy budowie szałasu, najpierw dla oznaczenia wejścia, wbija się dwa drągi wierzbowe, oddalone od siebie o około 60 centymetrów. Umieszcza się je w otworach głębokich na 15-20 centymetrów wykonanych za pomocą drewnianego lub żelaznego kołka. Na przeciw drzwi, po stronie zachodniej , umieszcza się w taki sam sposób dwie podobne gałęzie. Dla oznaczenia środku szałasu można wbić w ziemię kołek i przy pomocy przywiązanego do niego sznurka odmierzać odległość do każdej gałęzi. Gałęzie wbija się parami, tak aby łącząca je linia przechodziła przez środek okręgu.
Kiedy wszystkie gałęzie zostaną już wetknięte w ziemię, te z nich, które mają tworzyć wejście do szałasu, zagina się do środka tak, aby spotkały się tam ze swoimi odpowiednikami ze strony zachodniej i skręca się je razem tak, aby utworzyły dwa łuki o wysokości około 1,2 metra. Pozostałe gałęzie, tworzące południowy i północny bok szałasu, zaginane są prostopadle do wschodnio-zachodnich łuków i skręcane ze sobą w podobny sposób tak, aby wszystkie razem utworzyły strukturę o kształcie kopuły podobnej do małego wigwamu. Jeśli skręcone i skrzyżowane łuki nie zachowują wymaganego kształtu, należy je związać korą ściągniętą z gałęzi wierzbowych lub ewentualnie sznurkiem."
N. Scott Momaday w książce "Imiona" podaje, że szałas pary Indian Kiowa budowany był z osiemnastu gałęzi wierzbowych i nazywał się seidl-ku-toh.
Państwo Laubin natomiast zauważają: "Byliśmy również w szałasie pary Indian Arapaho (...) Powiedziano nam, że do konstrukcji szałasu pary używają trzynastu gałęzi (tyle samo używają do szałasu w Tańcu Słońca) i wolą olchę niż wierzbę." W innym miejscu natomiast piszą: "W dawnych czasach budowano czasami szałasy na więcej niż 20 osób. Używano wówczas 100 gałązek wierzbowych i podobna liczbę kamieni. Szałasy te były zwykle w kształcie elipsy."
Wszystkie elementy konstrukcji szałasu oczyszczenia; rozmiary kamieni układanych w dołku, zestaw ziół, rozmaite przedmioty używane w trakcie kąpieli, usytuowanie siedzących wewnątrz szałasu, itd., mają swoją bogatą symbolikę i znaczenie. Dotyczy to również specjalnych pieśni i modlitw towarzyszących obrzędowym kąpielom parowym.
Indianie z Wielkich Równin całą konstrukcję pokrywali pierwotnie skórami bizonów. Plemiona zamieszkujące górskie obszary Ameryki Północnej szczelnie okrywały szkielet szałasu darnią, trawą i gałązkami sosnowymi. Indianie z Południowego Zachodu używali do tego celu gliny zwilżonej wodą. Te różne sposoby były silnie uwarunkowane tym, co mogło dostarczyć Indianom ich najbliższe otoczenie. Obecnie konstrukcję szałasu okrywa się po prostu układanymi warstwowo kocami, śpiworami, brezentem lub jakimkolwiek innym płótnem. W pobliżu wejścia kopano dół, w którym składano kamienie, rozgrzewane na zewnątrz szałasu ale i często kamienie układano bezpośrednio na ułożonym wpierw "rusztowaniu" z palików.
W środku chatki kopano drugi, dość głęboki dół, do którego wrzucano (w czasie obrzędu oczyszczenia) rozgrzane kamienie, posypywane później ususzonym zielem szałwi i skrapiane wodą. Dół taki zazwyczaj ma 38 centymetrów średnicy i 30 centymetrów głębokości.
Zazwyczaj dla oczyszczenia szałasu z negatywnej energii i uzyskania przyjemnego zapachu na rozgrzane kamienie sypie się odpowiednio dobrane zioła i po tym dopiero można spryskać kamienie wodą. Powstająca para powoduje obfite pocenie się uczestników ceremonii. Ognisko z szałasem łączy niewielkie wzniesienie usypane z ziemi wydobytej z dołka na kamienie. Indianie Sioux zazwyczaj ziemie tę umieszczali wpierw na kawałku płótna lub (dawniej) skóry i dopiero tak złożoną wynosili przed wejście.
"Około 1,8 metra przed wejściem do szałasu ziemię tą układa się w mały kopiec reprezentujący Ziemie na której żyjemy. - Napisali Reginald i Gladys Laubin. - Trochę tej ziemi rozsypuje się tak, aby utworzyć ścieżkę od wejścia do kopca - Dobrą Drogę".
Była to tzw. Ścieżka Duchów, lub Ołtarz Duchów o którym Arvol Looking Horse powiedział: - Gdy ogień zaczyna się palić, ludziom nie wolno jej przekroczyć.
Ewa Nowicka w książce "Bunt i ucieczka Zderzenie kultur i ruchy społeczne", opisując Taniec Duchów zauważa:
"Wśród Siuksów uczestnicy Tańca Duchów dokonywali przed tańcem oczyszczenia rytualnego w parowej kąpieli. Budowano w tym celu małą chatkę z wierzbowych gałęzi nakrywając jej szkielet kocami i skórami bizona. Następnie w środku chatki wykopywano dół, a z ziemi z niego wydobytej usypywano przed wejściem chatki wzgórek, na którym ustawiano czaszkę bizon tak, żeby patrzyła w stronę wejścia."
Arvol Loking Horse dalej mówi:
- Pierwsze cztery rozgrzane kamienie umieszczane są w palenisku domu potu w czterech kierunkach. Następne trzy reprezentują wszystkie siedem kierunków. Pozostałe kamienia reprezentują różne duchy i umieszczane są bez porządku na pierwszych siedmiu.
Zauważa także:
- Nie ma znaczenia ile jest razem kamieni. Zależy to od człowieka, który prowadzi ceremonię domu potu.
Państwo Laubin obserwując szałas pary organizowany przez Indian Arapaho zauważyli:
"Używają 32 kamieni, ale nie mogą podać powodu dlaczego akurat tylu."
Indianie Sioux z reguły kamienie znosili ze zboczy wzgórz, nigdy z łożyska rzeki. Za najlepsze uważali oni kamienie pochodzenia wulkanicznego ponieważ ogrzany, a następnie polany wodą piaskowiec lub granit rozpada się, a z kolei kwarc lub krzemień po prostu eksplodują.
Dawniej święty człowiek Indian Sioux, prowadzący rytuał szałasu pary, wybierał cztery dziewice, które miały szukać kamieni i znosić je na miejsce ceremonii. Kamienie takie powinny mieć wielkość mniej więcej dwóch pięści.
Ognisko, w którym rozgrzewano kamieni, lokalizowano 2,5-3 metry od wejścia do szałasu. Państwo Laubin sposób przygotowania takiego ogniska, zaobserwowany u Indian Sioux, opisali następująco:
"Miejsce na ognisko przygotowuje się przez ułożenie równolegle na ziemi czterech kawałków drewna o długości około 90 centymetrów i średnicy około 20 centymetrów, tak aby wskazywały wschód i zachód. Pomiędzy te polana ładzie się drewno na podpałkę, a następnie dokłada cztery dalsze polana tak, aby krzyżowały się pod kątem prostym z pierwszą warstwą (będą tym sposobem wskazywać północ-południe) oraz dodaje się drewna na podpałkę i małe patyczki, kładąc je między polana. teraz na szczycie górnej warstwy drewna kładzie się kamienie a o cztery boki stosu opiera się kolejne polana, zaczynając od strony zachodniej i poruszając się dokoła zgodnie z drogą, jaką na nieboskłonie wykonuje Słońce. Niezależnie od kierunku wiatru, ognisko rozpala się od strony wschodniej, jako, ze tam najpierw ukazuje się Słońce - źródło światła. Od tego momentu, do chwili całkowitego spalenia się ogniska, mija od trzech kwadransów do jednej godziny i po tym czasie kamienie będą już rozgrzane prawie do białości."
Kiedy ognisko jest już prawie wypalone, uczestnicy ceremonii wchodzą do szałasu, choć niekiedy są wyjątki, o czym piszą państwo Laubin:
"Pewnego razu, kiedy byliśmy w stanie Washington u Indian Yakima, dowiedzieliśmy się, że przed kąpielą parową robią oni najpierw kąpiel błotną. Kopią w ziemi dół tak duży jak balia, wypełniają go wodą a następnie z powrotem wrzucają trochę ziemi tak, że w rezultacie uzyskuje się 'balię' pełną niezbyt gęstego błota. Do tego wkłada się jeszcze parę gorących kamieni tak, aby błoto stało się tak gorące jak tylko można wytrzymać. 'Pacjent' siedzi przez chwilę w gorącym błocie a następnie, w celu ostatecznego oczyszczenia, udaje się do kąpieli parowej."
Państwo Laubin wejście do szałasu pary opisują to w sposób następujący:
"(...) wchodzą do szałasu kierując się, zgodnie z ruchem Słońca, na lewą stronę. Jako ostatni wchodzi prowadzący ceremonię i siada po lewej stronie wejścia. Ustalonym zwyczajem wszyscy siadają ze skrzyżowanymi nogami. Następni prowadzący ceremonię ofiaruje Niebu, Ziemi i (zaczynając od zachodu) czterem stronom świata szczyptę indiańskiego tytoniu zwanego przez Indian Sioux "chanshasha". Z kolei umieszcza tytoń w dołku, po jego zachodniej stronie, a następnie dodaje szczyptę po stronie północnej, jeszcze jedną po stronie wschodniej i kolejną po stronie południowej. W środku dołka umieszcza się węgiel z ogniska, przyniesioną przez pomocnika. Na węglu kładzie się małą wiązkę tataraku, aby wypełnić szałas przyjemnym zapachem."
Większość opisów przebiegu ceremonii szałasu pary mówi jednak, że do szałasu jako pierwsza wchodzi osoba prowadząca ceremonię a Ewa Nowicka w książce "Bunt i ucieczka Zderzenie kultur i ruchy społeczne", opisując Taniec Duchów zauważa jeszcze coś innego:
"W ognisku rozpalonym z dala od tej chatki kapłani rozgrzewali kamienie, które następnie przy pomocy rozwidlonych kijów wrzucali do wgłębienia pośrodku chaty i polewali wodą, aby wytworzyła się masa pary. Osoba oczyszczająca się siedziała w tej łaźni aż do wystąpienia obfitych potów. Kapłani zaś siedzieli wokół chaty modląc się i śpiewając, od czasu do czasu dorzucając kamieni. Taka łaźnia potowa znana była wszystkim plemionom Ameryki Północnej, lecz jako element Tańca Duchów występował tylko u Siuksów."
Państwo Laubin dalszy przebieg ceremonii pisują w sposób następujący:
"Prowadzący oczyszcza siebie w świętym dymie, zanurzając w nim swoje ramiona i ciało, a także oczyszcza w tym dymie swoją fajkę. Następnie przekazuje ją na lewą stronę do mężczyzny w tyle, który ofiarowuje ją sześciu kierunkom - Niebu, Ziemi i czterem stroną świata. Następnie zapala ją i wypuszcza kilka kłębów dymu zanim przekaże ją następnemu mężczyźnie po lewej stronie. Każdy uczestnik, przekazując fajkę następnemu, zmawia krótką modlitwę. Fajka odbywa swoją drogę dokoła, mijając po drodze wejście, aż trafi z powrotem do mężczyzny w tyle. Człowiek ten czyści ją, wysypuje popiół do dołka po jego zachodniej stronie i kładzie fajkę tak, aby cybuch wskazywał wschód."
W podobny sposób postępowi Indianie Arapaho z tym tylko, że fajkę przekazywali tak, aby nie mijała wejścia.
Państwo Laubin dalszy przebieg ceremonii szałasu pary u Indian Sioux opisują w sposób następujący:
"Następnie asystent zaczyna wnosić gorące kamienie. Pierwszy kładzie obok dołka, do środka którego kamień ten wkładany jest przez prowadzącego za pomocą dwóch rozwidlonych drągów o długości około 50 centymetrów. Pierwszy kamień reprezentuje Wakan Tanka - Wielka Tajemnicę, która jest środkiem wszystkiego. Następne kamienie dokłada się w następujący sposób: drugi na zachód od środka dołka, następny na północ, kolejne na wschód i południe. Każdy umieszczony w dołku kamień dotykany jest przez mężczyzn siedzącego -w tyle, za pomocą kamiennej lulki fajki. Po tym dokłada się szósty kamień, reprezentujący Ziemię oraz siódmy i ostatecznie jest siedem kamieni będących symbolami Siedmiu Ognisk Rady Plemiennej Narodu Sioux. Wszystkie pozostałe kamienie kładzie się na szczyt pierwszych siedmiu do momentu aż wypełnią cały dołek.
Następnie przynosi się prowadzącemu wiadro wody, który stawia je przed sobą a za pomocą czerpaka zrobionego z wiązki szałwi i wierzbowych gałązek, których końce są tak zgięte do tyłu i splecione aby całość tworzyła płytki garnuszek, wylewa kilka kropel wody na gorące kamienie aby oczyścić powietrze z dymu, który powstał przy paleniu tytoniu kadzidła lub węgla, który mógł być przyniesiony z kamieniami. Można używać innych rodzajów czerpaków, na przykład zrobionych z rogu bizona, ogona bizona lub ogona końskiego. Czasami woda nabierana jest do ust i za ich pomocą pryskana na kamienie.
W następnym punkcie rytuału naczynie z wodą przekazywane jest dokoła i każdy uczestnik moczy dokładnie swoje włosy i twarz oraz, jeśli tego chce, wypija jeden łyk. Kiedy już naczynie minęło wszystkich uczestników, prowadzący stawia je przed sobą, obok wiadra, a z zewnątrz zamyka się wejście. Wewnątrz jest zupełnie ciemno i tylko poświata gorących kamieni łagodzi ciemność, która nagle rozbrzmiewa wystrzałem jakby z pistoletu, kiedy prowadzący chlapie niewielka ilość wody na kamienie. Szałas natychmiast wypełnia się syczącą, dławiącą parą. Gorąco staje się prawie nie do zniesienia. Każdy pochyla się do przodu tak nisko, jak tylko może, tak aby głowa prawie dotykała klan gdyż w pobliżu pułapu upał jest największy. Wówczas też każdy wykrzykuje "Hi-ye! Pilamaya!" (Dziękuję! Dziękuję!) i mówi, jak dobrze się czuje.
Cztery razy polewa się ostrożnie wodą kamienie. - Piszą dalej państwo Laubin. - Czerwona poświata ginie, ale nie ma wątpliwości, że nadal kamienie są gorące. Za każdym razem syczenie staje się głośniejsze a gorąco bardziej intensywne. Niektórzy podają, że temperatura osiąga wtedy 600-770 C i można w to wieżyc. Pot wypływa ze wszystkich porów skóry. Odgłos pary, gorąco, brak powietrza, gorzki smak szałwi w ustach, piekący w oczy pot - to wszystko w zupełnej ciemności jest przerażające. Impuls do ucieczki jest prawie nie do zwalczenia. po wylaniu czwartego czerpaka, kiedy zostaje osiągnięta granica wytrzymałości, prowadzący wydaje krzyk i asystent podnosi zasłonę wejścia."
Każdej sesji szałasu pary prowadzonego w celach ceremonialnych towarzyszyły odpowiednie dla danego plemienia modlitwy lub święte śpiewy. Louie McAlpne, tradycyjny szaman pochodzący z narodu Indian Osage/Cherokee, tak oto opisuje ten fakt właściwy Indianom Osage:
"Ceremonia szałasu była gorąca i wszystkie pieśni w jej trakcie skierowane były do Tho'-xe."
Świeże, chłodne powietrze nigdy nie było tak pożądane. - Dalej piszą państwo Laubin.- Jak wspaniale ono pachnie i smakuje! Siedzisz tam, oddychając nim, wchłaniając je i zastanawiając się dlaczego chciałeś kiedyś spróbować takiej rzeczy jak szałas pary. Twoja skóra jest już tak czerwona jak homar a przecież ty dopiero zacząłeś! Wiesz teraz już co wódz Biały -Byk miał na myśli mówiąc: "Szałas pary czyni mnie dzielnym!" Lecz nie możesz teraz wyjść. Oto jest miska z wodą, zasłona opada i znów jesteś otulony ciemnością.
W tym czasie wylewa się na kamienie cztery kolejna czerpaki wody, lecz z krótszymi przerwami tak, że gorąco rośnie szybciej niż poprzednim razem. Powiedziano ci, że jeśli nie będziesz mógł tego wytrzymać, to połóż się na boku na ziemi. Możesz nawet trzymać swój nos blisko zasłony i nieznacznie ją uchylić. Lecz wstyd ci będzie to robić jeśli nikt inny nie będzie tego czynił. Rozumiesz teraz jak ważnym było to, że zmoczyłeś swoje włosy i twarz oraz wypiłeś trochę wody. Pot spływa po tobie jakbyś wylał na siebie całe wiadro. Prze to, że zmoczyłeś włosy i twarz możesz wytrzymać intensywny upał panujący w najwyższej części szałasu, bez uczucia zupełnego wysychania twojego ciała. Ale chociaż szałas wydaje się być bardziej gorący niż przedtem masz wrażenie, że możesz łatwiej to wytrzymać. W rzeczywistości jest w tym coś przyjemnego nawet jeśli czujesz, że jesteś psychicznie i fizycznie ugotowany. Jesteś wdzięczny, kiedy ponownie zostaje otwarte wejście, ale ten seans wydaje się być znacznie krótszy od poprzedniego.
Będą jeszcze dwa takie seanse - w sumie cztery. W trzecim z nich wylewa się siedem czerpaków wody. Kamienie stają się nieco chłodniejsze. Kiedy prowadzący zaczyna dodawać wody, śpiewa świętą pieśń. Podczas czwartego seansu śpiewa ponownie i używa całą pozostałą wodę. Kamienie wystygły już całkowicie, ale upał w szałasie wydaje się być tak intensywny jak poprzednio.
Kiedy zasłona podnosi się po raz czwarty i ostatni, wszyscy wychodzą jeden za drugim, obchodząc w lewą stronę centrum szałasu. Na zewnątrz wszyscy wycierają się aromatyczną, słodką szałwią i zanurzają w rzece. Mógłbyś pomyśleć, że jest to straszny szok! Wskoczyłeś do prawie lodowatej wody po trwaniu w takim gorącu, - komentują państwo Laubin - ale nie jest to szokiem prawie wcale. Czujesz się cudownie! Jak anioł bez kości, gotowy do odlotu. Jesteś całkowicie zrelaksowany i w zupełnym pokoju ze światem.
Jeśli w pobliżu nie ma potoku, bardzo podobny efekt można uzyskać przez wzajemne polewanie się wodą z wiader. Obecnie Indianie często muszą tak robić ponieważ wielu z nich mieszka wiele mil z dala od rzek czy potoków."
O obmywaniu się zimna wodą nic nie wspomina Louie McAlpine, który opis tradycyjnej ceremonii szałasu pary Indian Osage kończy w sposób następujący:
"Po zakończeniu ceremonii szałasu pary zasiedliśmy przed jego wyjściem i przystąpiliśmy do posiłku."
Konstrukcję szałasu pary można rozebrać po zakończeniu obrzędu, ale często pozostawia się ją do wykorzystania w następnej ceremonii.
Dla Indian Sioux szałas pary był jedną z świętych siedmiu ceremonii zapewniających przetrwanie ich narodu.
Brown dakocki rytuał szałasu pary wyjaśnia następująco:
"Obrzęd - onikare - (szałas pary) spożytkowuje wszystkie Moce świata: Ziemię i rzeczy, które wyrastają z ziemi, wodę, ogień i powietrze. Woda reprezentuje istoty Grzmotu, które przybywają wyglądając groźnie, lecz przynoszą dobro, ponieważ para, która uchodzi z kamienie, między którymi znajduje się ogień, wygląda groźnie, lecz to oczyszcza nas tak, że możemy żyć tak jak Wakan Tanka sobie życzy, a on może nawet zesłać nam wizje jeżeli staniemy się bardzo czyści."
Państwo Laubin, Indianie Sioux, obrzęd szałasu pary podsumowuję w ten sposób:
"Zgodnie z legendami Indian Sioux, niski, czarny szałas reprezentuje łono Matki Ziemi. Ciemność jest ignorancją ludzkich umysłów. Gorące kamienie przedstawiają nadejście życia; gorąca para jest twórczą siłą rozpoczynającego swoje działanie wszechświata; zasłona podniesiona jest w kierunku wschodu - źródła życia i siły, świtania mądrości w umysłach ludzi. W szałasie pary, zwanym przez Indian Sioux "initipi", czyli szałas nowego życia, reprezentowane są elementy Ziemi, powietrza, wody i ognia. Ogień, który rozgrzał kamienie to 'peta owihankeshni", czyli "ogień, który nigdy nie gaśnie", światło świata, wieczności."
Goose, dobrze znany na przełomie XIX i XX wieku leczniczy człowiek Indian Dakota, będący specjalistą w leczeniu suchot i mający prawdopodobnie wiele sukcesów w swej pracy, wypowiedział się na temat szałasu pary w sposób następujący:
"Najważniejszą sprawą jaką się nauczyłem to fakt, że pierwszą rzeczą, jaką powinna zrobić chora osoba, powinno być wypocenie się w szałasie pary, przez co usuwa się wszystkie nieczystości, przygotowując ciało do odpowiedniego reagowania na lekarstwa. Szałas pary stawia się wtedy, gdy ktoś chce się wypocić. Przygotowuje się zarazem gorące kamienie. Rozpalone kamienie wnosi się do szałasu i oblewa je zimną wodą. Kąpieli w takiej łaźni używają często niektórzy w celach zapobiegawczo-zdrowotnych. W przypadku, gdy kąpieli takiej maj a zażyć chorzy, zrobić to mogą tylko na zlecenie uzdrawiacza, jak i zresztą muszą mu się podporządkować w innych nakazach. Ja zawsze w pierwszej kolejności nakazuję wypocenie się w szałasie. wymagam też, że jeśli chory chce wyzdrowieć, powinien zmienić sposób odżywiania się."
Państwo Laubin, sumując zalety szałasu pary, poruszają jeden, bardzo znaczący problem:
"Indianie brali kąpiel parową we wszystkich przypadkach niedomagania zdrowia i być może czasami czyniła ona więcej złego niż dobrego. Kiedy wiele lat temu wybuchła wśród nich epidemia ospy, choroby im nieznanej, uciekli się do tego jedynego im znanego panaceum, które mogło ich tylko wybić. To samo można powiedzieć o gruźlicy - innej chorobie, z którą również nie byli obeznani. Wysoka temperatura i wilgoć powodowała raczej rozszerzenie procesu choroby niż jego stłumienie. Wierzymy jednak, będąc gorącymi zwolennikami kąpieli parowych, że są one korzystne na wiele sposobów. Pomogły nam przezwyciężyć przeziębienia oraz złagodzić ból spowodowany zwichnięciem stawu, nadwerężeniem mięśni czy zapaleniem stawów. Mięśnie i stawy stają się tak rozluźnione, że po kąpieli idziesz do łóżka i spisz jak dziecko."
Lowie, przebywający wśród Indian Crow, opisując wznoszone przez nich modlitwy zauważa:
"(...) W tym konkretnym przypadku Indianin zanosi modły do łaźni parowej, do wikliny tworzącej jej szkielet, do węgla drzewnego na palenisku i do przyniesionego ze sobą tłuszczu. W ten sposób w mistycznej, podniosłej sytuacji rzeczy martwe nabierają cech życia, świętości, boskości. Wątpliwe jest przy tym, czy jakiś Indianin Crow w takiej samej sytuacji rozszerzyłby w ten sam sposób pojęcie boskości i czy nawet ten sam Indianin kiedykolwiek później ubóstwiałby jeszcze węgiel drzewny i tłuszcz. Moim zdaniem chodzi tu o chwilowe bóstwa, które stwarza na poczekaniu doraźny impuls osobliwej sytuacji. Jednakże ich moc, jakkolwiek przemijająca, jest dla Indian Crow nie mniej skuteczna niż innych bóstw."
Około 1883 roku wiele świętych dla Indian ceremonii, takich jak Taniec Słona czy szałas pary, stało się karalnymi "przestępstwami indiańskimi".
Ceremonia szałasu pary, będąca ważną częścią religii indiańskich, latach w 1900 - 1934 roku była represjonowana w rezerwatach Indian Sioux przez urzędników rządowych, misjonarzy i policje indiańską. Uważano ją za jeden z przejawów karygodnych praktyk pogańskich i poważną przeszkodę w żmudnym procesie cywilizowania "dzikusów". Inne plemiona nie były tak nękane - Indianie Sioux byli tak zawziętymi wojownikami i sprawili armii tek wiele kłopotów, że podejmowano każdy wysiłek mogący w jakiś sposób złamać i ducha i przyczynić się do ich "ucywilizowania".
Nie bacząc na ewentualne konsekwencje, wielu tradycjonalistów cichaczem i mimo groźby represji, budowało w ustronnych miejscach szałasy pary zwyczajem przodków, zażywając w nich kąpieli parowych.
Mimo, że szałas pary kojarzony jest głównie z Indianami Ameryki Północnej, to wiadomym jest, że z tego rodzaju kąpieli korzystali już prekolumbijscy Toltecy z Meksyku, którzy tego rodzaju kąpiele nazywali temascal.
Etnografowie gwatemalscy i amerykańscy, badający zwyczaje niektórych plemion w lesistej, północno-zachodniej Gwatemali stwierdzili, ze ludy te od czasu do czasu zażywają kąpieli w urządzeniu, które przypomina saunę lub inne rodzaje łaźni parowej. Indianie grzeją się w parze bijącej z polanych wodą rozgrzanych kamieni nie tyle w celach higienicznych, co rytualnych i leczniczych. Fakt ten zainteresował żywo archeologów, którzy w Palenque, mieście, które było w okresie wczesnośredniowiecznym jednym z głównych ośrodków kulturowych Indian Maja, odkryli niewielkie pomieszczenia o nieznanym dotychczas przeznaczeniu. W świetle obserwacji dokonanych w osadach Indian w północno-zachodniej Gwatemali można założyć, że owe zagadkowe komory pełniły rolę łaźni parowych.
Ewa Lips w "Księdze Indian" podaje ponadto, że łaźnie parowe urządzane były też i przez południowoamerykańskich Indian Arauco w celach leczniczych i rytualnych.
Czasopismo SZAMAN z czerwca 1992 roku opublikowało artykuł o Rusellu Willierze, współczesnym Indianie Cree, leczącym dziś w szałasie pary chorych, szczególnie na psoriasis. Oto kilka cytatów:
"Rytuał jest barwny i skuteczny. Najpierw szaman oczyszcza pomieszczenie dymem z żarzącego się grzyba, który miesza się z dymem przechodzącej z rąk do rąk fajki. Pacjent ofiarowuje symboliczny dar składający się z kawałka tkaniny i szczypty tytoniu. Stojąc na tym kawałku tkaniny szaman rozrzuca tytoń wokół siebie tworząc pierścień opiekuńczych mocy. Następnie podaje pacjentowi do wypicia wywar z ziół i skrapia jego skórę jakimś niezbyt mile pachnącym roztworem. Potem udaje się do specjalnej łaźni parowej zbudowanej z wygiętych prętów wierzbowych pokrytych brezentem. Wewnątrz tej łaźni potrząsając grzechotką, szaman śpiewa rytualne pieśni i modlitwy, podczas gdy gęste kłęby pary wydobywają się z rozgrzanych do białości kamieni polewanych wodą.
Leczenie psoriasis przez szamana Russela Williera wygląda niczym zabobonny obrzęd. Jednakże rezultaty jakich świadkami był zespół z Uniwersytety Alberta są czymś godnym odnotowania. Dr Steven Aung z uniwersytetu mówi, że tego rodzaju leczenie wydaje się być bardziej skuteczne i posiada mniej skutków ubocznych, niż tradycyjna terapia.
(...) Największym sukcesem był przypadek 8-letniej dziewczynki z Toronto, u które choroba ustąpiła na osiemnaście miesięcy. Dr Young nazywa tę terapię wieloczynnikową, gdyż nie dotyczy jedynie fizycznych objawów, ale ma ścisły związek z psychicznym i duchowym stanem pacjenta. Według niego wywar z ziół przemieszcza ognisko choroby na powierzchnie skóry, gdzie ulega zniszczeniu. Łaźnia parowa umożliwia proces oczyszczenia. Terapia ma też aspekt religijny w postaci 'duchów opiekuńczych', które udzielają porady i pomocy w jej przeprowadzeniu.
(...) Nawet zachodnie koncerny farmaceutyczne odwołują się w jakiś sposób do tych tradycji - z niezliczonej wielości roślin, które mogłyby być źródłem lekarstw, naukowcy koncertują swoją uwagę na tych, które są wykorzystywane przez szamanów i healerów.
Jedno z takich ziół, którego używał Willier, zostało zbadane przez zespół Uniwersytetu Alberta, który odkrył w nim trzy aktywne składniki. Także para wodan w łaźni parowej zawiera pochodzący z prętów wierzbowych kwas salicylowy, będący jednym ze składników aspiryny."
W procesie ujednolicania się współczesnej kultury indiańskiej, stopniowo odchodzącej od wzorów plemiennych, pewne jej cechy nabierają charakteru ogólnego, na przykład strój oklahomski, tipi, niektóre pokazy tańców czy organizacja widowisk typu pow-wow. Istotnym elementem ogólnoindiańskiej kultury ponadplemiennej, dostrzeganym przez Indian już w przeszłości, jest użytkowanie szałasu oczyszczenia. Szałas ten stał się też w końcu i przedmiotem walki politycznej, co na przykład ilustruje list Steve'a Laytona opublikowany w 1987 roku w wydaniu ulotnym serwisu informacyjnego TAWACINU, zatytułowanego "Z ziemi Indian: Oto jego treść:
"Hau! Jestem półkrwi Lakotą, członkiem Stowarzyszenia Akicita i więźniem jednostki kontrolnej więzienia federalnego w Marion. Z pomocą naszych duchowych przywódców w ostatnich latach nasiliła się walka o stworzenie namiastki naszej religii w tym zamkniętym środowisku. 21 maja 1986 roku z pomocą takiej osoby zbudowano wreszcie Inipi (święty szałas potu) tutaj, w tym więzieniu o najwyższym bezpieczeństwie! Było to zwycięstwo WSZYSTKICH Indian, tutaj i na zewnątrz. Wieńczy ono lata strajków, protestów, procesów, głodówek, kampanii listów, petycji, etc. Od tego czasu zezwala się na używanie Inipi tylko kilku wybranym braciom, którzy na to zasłużyli 'odpowiednim' zachowaniem. Każdego dnia tłoczą się w tych bunkrach walki podobne jak ta, a my z siłami Tunkosili będziemy czynić postępy..."
O prawo do odbywania szałasu pary w więzieniu walczyli też m.in. Dino i Gary Butlerowie.
21 czerwca, 1986 roku, Dziesiąte Spotkanie Kręgu Tradycyjnej Starszyzny odbyte w Pine Ridge ogłosiło Komunikat nr 9 w którym m.in. napisano, że Indianie skarżą się, że ich obrzędy fajki i szałasu pary używane są przez pseudo-szamanów.
W polskich źródłach pisanych zachowało się
kilka opisów i szałasu pary i przebiegu samej ceremonii. Opisów tych nie można wplatać w jakich jednolity tekst poświęcony temu tematowi. Stanowią one zazwyczaj własne wrażenia odniesione przez autora; są jedyne i niepowtarzalne i z tego też powodu przedstawię je poniżej w takiej formie w jakiej zostały pierwotnie napisane.
INIPI: Rytuał oczyszczenia
Rytuał onikare (szałas potu) wykorzystuje wszystkie Siły wszechświata: Ziemię i energie z niej płynące, wodę, ogień i powietrze. Woda reprezentuje istotę Grzmotu, która nadchodzi budząc przerażenie ale zarazem przynosi deszcz, będący dobrem. Jest ona pod postacią pary wydobywającej się ze skał, w których znajduje się ogień. Wywołuje ona strach. Jednak właśnie para oczyszcza nas powodując że możemy żyć tak, jak chce Wakan Tanka. Dzięki jej oczyszczającemu działaniu możemy dostąpić od Niego wizji.
Używając wody w szałasie potu powinniśmy myśleć o Wakan Tanka, który jak woda daje siłę i życie wszystkim. My również powinniśmy być jak woda, która poddając się wszystkiemu potrafi być silniejsza od skał.
Szałas potu jest zrobiony z dwunastu lub szesnastu gałęzi wierzbowych. To również jest dla nas nauką. Po ścięciu gałęzi, ich życie kończy się i powraca do ziemi, jednak na wiosnę ożywają ponownie . Podobnie człowiek umiera aby żyć ponownie w świecie Wakan Tanka, gdzie są tylko duchy wszystkich rzeczy. Tą życiową prawdę możemy poznać jeżeli oczyszczamy swe ciało i umysł. Przybliża nas to do Wakan Tanka. który jest całkowitym oczyszczeniem.
Wierzby po zmontowaniu konstrukcji szałasu potu układają się w kształt zbliżony do symbolu przedstawiającego wszechświat podzielony na cztery części: dlatego szałas jest zobrazowaniem wszechświata wraz z zamieszkującymi go istotami dwunożnymi, czworonożnymi i skrzydlatymi. Wszystkie rzeczy na świecie zostały zawarte w tym kształcie. Wszystkie te rzeczy musiały być uświęcone aby mogły zanieść nasze modlitwy do Wakan Tanka.
Kamienie używane w szałasie przedstawiają Babkę Ziemię, od której pochodzą wszystkie płody. Reprezentuje Ona również niezniszczalny i wieczny charakter Wakan Tanka. Ogień, w którym ogrzewamy kamienie, przedstawia potęgę Wakan Tanka, który dał wszystkim istotom życie. Jest on jak promień słońca ponieważ Wakan Tanka jest w pewnym sensie Słońcem.
Okrągły wykop na kamienie położony w centrum szałasu jest odpowiednikiem centrum wszechświata, gdzie przebywa Wakan Tanka wraz ze swą mocą i ciepłem. Wszystkie te myśli są wakan dla nas i muszą być dogłębnie zrozumiane jeżeli chcemy się oczyścić, ponieważ siła wiedzy i czynów jest zrozumienie znaczenia.
Szałas potu zawsze jest ustawiony drzwiami na wschód ponieważ z tej strony nadchodzi światło mądrości. Kolejnym elementem składającym się na szałas potu i znajdującym się po wschodniej stronie jest miejsce na ogień, który nazywamy petaowihankeshni "Wieczny ogień" lub "Ogień bez końca"; jest to miejsce gdzie kamienie rozgrzewają się. Układnie ogniska rozpoczynamy od położenia czterech konarów obok siebie na linii wschód-zachód, na nich kładziemy cztery kolejne konary prostopadle, czyli na linii północ-południe. Całość obkładamy dokoła drobniejszym opałem, tworząc
kształt tipi. Pierwsze gałęzie kładziemy od zachodniej strony i układamy je poruszając się wokół w kierunku północnego boku, dalej w kierunku wschodniego, a następnie południowego boku i tak aż do zamknięcia kręgu. Kamienie układamy na spodniej konstrukcji w kształcie stożka. Podczas układania ogniska powinniśmy się modlić:
"O Dziadku Wakan Tanka. Jesteś i zawsze będziesz. Ty stworzyłeś ten świat aby móc naucza nas. Wiemy, ze tak jak te święte kamienie również Ty znajdujesz się w centrum. O święte kamienie, pomóżcie spełniać nam wolę Wakan Tanka."
Potem, rozpalając ognisko zawsze po wschodniej stronie, modlimy się:
"O Wakan Tanka, to jest Twój wieczny ogień, który został nam podarowany na wielkiej wyspie! Za Twoim przyzwoleniem zbudowaliśmy ten szałas w uświęcony sposób. Wieczny ogień zawsze się odradza. Podobnie jak on również będziemy ponownie żyć aby modlić się do ciebie i aby podążać do zjednoczenia się z Twą Siłą."
W środku szałasu robimy okrągły wykop, który jest ołtarzem i w którym potem będziemy umieszczać gorące kamienie. Najpierw wbijamy patyk w centrum konstrukcji, następnie wokół tego punktu rysujemy okrąg za pomocą sznurka. Podczas wyznaczania centrum powinniśmy modlić się:
"O Dziadku i Ojcze Wakan Tanka, Ty, który stworzyłeś wszystko co jest i wszystko co będzie po mnie! I Ty Babko i Matko Ziemio, Ty jesteś wakan i posiadasz święte kłosy. Usłyszcie mnie! Chcemy przybyć do Was i spotkać się z Wami. Wiemy, że wszystkie ciała powrócą do Was kiedy ich duchy powędrują do góry po wielkiej drodze. Zaznaczając centrum na ziemi, pamiętam Ciebie do której ciało musi powrócić, ale przede wszystkim myślę o Wakan Tanka, w którym wszystkie duchy łączą się w jedność. Oczyść mnie w ten sposób, chcę być godnym Ciebie. O Wakan Tanka to jest mą ścieżką życiową."
Gdy krąg wewnątrz konstrukcji jest gotowy, wybieramy z niego ziemię i usypujemy a niej świętą ścieżkę prowadzącą na wschód od szałasu i zakończoną kopczykiem z ziemi. Gdy to robimy modlimy się:
"Z Ciebie, Babko Ziemio, tworzę świętą ścieżkę, aby oczyścić wszystkich ludzi, chcemy iść tą drogą pewnym krokiem ponieważ ona prowadzi prosto do Wakan Tanka. Poza tą drogą są cztery święte części. Będziemy wszyscy szli tą drogą! Będziemy się modlić! Będziemy żyli ponownie!"
Następnie kierujemy nasz głos w kierunku Wakan Tanka:
"Dziadku, Wakan Tanka, chcemy uczyć się Twej woli, znamy magiczne czynności wykonywane przez nas. Z prośbą o pomoc i zesłanie myśli posyłamy nasz głos do Ciebie. Bądź miłosierny dla nas! Pomóż nam! Stoję nad tą świętą ścieżką i posyłam me słowa do Ciebie poprzez znane nam cztery siły tworzące jedność. Pomóż w tym przedsięwzięciu. O mój Dziadku, Wakan Tanka, bądź miłosierny dla nas. Proszę Ciebie, pomóż memu ludowi i wszystkim istotom żyć w święty sposób. Dopomóż nam o Wakan Tanka żyć ponownie!"
Osoba prowadząca rytuał wchodzi samotnie do środka trzymając w ręku fajkę. Wewnątrz przemieszcza się zgodnie z ruchem Słońca aż znajdzie się po zachodniej stronie. Umieszcza wtedy szczypty tytoniu z czterech stron ołtarza na kamienie. Pośrodku dołka umieszcza żarzący się węgielek. Na dno wrzuca słodką trawę, w jej dymie oczyszcza swój tors, stopy, głowę, dłonie oraz fajkę. wszystko zostaje uświęcone i jeżeli jest jakaś zła siła wewnątrz szałasu to ucieknie - taka jest moc dymu.
Następnie święty tytoń umieszczany jest w fajce. Prowadzący ofiarowuje szczyptę tytoniu duchowi przebywającemu w miejscu gdzie Słońce zachodzi, od którego przychodzi oczyszczająca siła. Szczypta tytoniu ofiarowana duchowi z północy, skąd nadchodzi oczyszczający wiatr. Trzecia szczypta ofiarowana wschodowi, gdzie pojawia się Słonce i skąd przychodzi mądrość. Kolejna szczypta dla południa, które jest początkiem i końcem życia. Piąta ofiarowana niebu i ostatnia szczypta dla Matki Ziemi. Do każdej siły w celu uzyskania jej pomocy posyłane są prośby wraz z włożeniem szczypty tytoniu. W tym czasie uczestnicy szałasu siedzący na zewnątrz za każdym razem wołają: "How!", dla zaznaczenia jak bardzo są szczęśliwi i zadowoleni z tego, że magiczna czynność został wykonana.
Fajka została napełniona, a wszystko zostało uczynione w sposób wakan. Prowadzący opuszcza szałas poruszając się w kierunku wschodu, dalej wzdłuż świętej ścieżki i umieszcza fajkę na kopczyku z ziemi lulką skierowaną w kierunku zachodnim, a cybuchem w kierunku wschodu.
Wszyscy którzy mają być poddani oczyszczeniu wchodzą do szałasu. Pierwszy prowadzący. Gdy zajmie już swoje miejsce na wschodzie, przy samym wejściu, wchodzą następni, każdy pochylając się w wejściu. Prowadzący modli się:
"Hi ho! Hi ho! Pila miya [dziękuję]! Wszyscy pochylamy się nisko aby wejść do tego szałasu. Wiemy, że nie ma nic co mogłoby porównać się z Tobą. O Wakan Tanka, który jesteś wszystkim. Jesteś tym, który znajduje się ponad tą wyspą. My zostaliśmy stworzeni jako ostatni przez Ciebie, który jesteś pierwszy, i który będziesz zawsze. Modlimy się do ciebie, abyś dopomógł nam uzyskać oczyszczenie. Pomóż nam w naszych czynach".
Każdy z uczestników porusza się wewnątrz szałasu według ruchu Słońca i siada na świętej szałwi rozesłanej na ziemi. Wszyscy przez moment zachowują ciszę rozpamiętując dobroć Wakan Tanka i fakt, że jest On stwórcą wszystkich rzeczy. Następnie fajka jest podawana do szałasu przez pomocnika, którym często jest kobieta i który pozostaje na zewnątrz podczas całego rytuału. Mężczyzna siedzący po zachodniej stronie odbiera fajkę i umieszcza przed sobą cybuchem skierowanym ku zachodowi.
Z pomocą rozwidlonego patyka pomocnik wyjmuje jeden kamień z magicznego ognia - Peta Owihankeshni i poruszając się wzdłuż świętej ścieżki umieszcza kamień po środku okrągłego ołtarza. Ten pierwszy kamień jest dla Wakan Tanka, który zawsze jest w centrum wszystkiego. Mężczyzna trzymający fajkę dotyka główką fajki kamienia umieszczonego w ołtarzu. Wtedy uczestnicy wołają: "Hi ye! Pila miya!". drugi kamień wniesiony do szałasu umieszczany jest po zachodniej stronie ołtarza, kolejny po północnej, następny na wschodniej, a piąty po stronie południowej. Te kamienie są dla czterech kierunków. Kolejny kamień poświęcony jest ziemi i na koniec ołtarz napełniany jest pozostałymi kamieniami. Wszystkie razem reprezentują wszystko co składa się na wszechświat. Osoba siedząca po wschodniej stronie ofiarowuje fajkę niebu, ziemi i czterem kierunkom, potem zapala ją i po wypuszczeniu kilku obłoków dymu (skierowanych tak aby oczyścić całe ciało) podaje ją do osoby siedzącej po lewej stronie ze słowami: "Ho ate" lub "Ho tunkashila" określającymi ich powiązanie. Otrzymujący fajkę odpowiada How ate" lub "How tunkashila". W ten sposób każdy z uczestników oczyszcza się w świętym dymie przekazując fajkę dalej zgodnie z ruchem Słońca, aż zatoczy ona pełen krąg i wróci do osoby siedzącej po zachodniej stronie. Osoba ta oczyszcza fajkę i ostrożnie wysypuje popiół na krawędzi magicznego ołtarza. To pierwsze użycie fajki w szałasie przypomina nam historię Białej Kobiety Bizona, która dawno temu przyniosła w święty sposób szałas potu i pozostała na ziemi. Fajka podawana jest do prowadzącego, który przez chwilę trzyma ją nad ołtarzem cybuchem skierowanym na zachód, a następnie przesuwa nad świętą ścieżką podając ją pomocnikowi siedzącemu na zewnątrz przy wejściu. Pomocnik po napełnieniu jej w rytualny sposób odkłada ponownie na kopczyk z ziemi lulką skierowaną na wschód, a cybuchem na zachód dla przywołania ducha z tego kierunku.
Pomocnik zamka wejście do szałasu czyniąc go wewnątrz całkowicie ciemnym. Ta ciemność przedstawia ciemność duszy i ignorancję z których musimy się oczyścić aby móc posiąść światło wiedzy. Podczas trwania ceremonii Inipi, wejście otwierane jest cztery razy i czterokrotnie wpuszczane jest światło; przypomina to cztery odsłony; dzięki Wakan Tanka mamy światło dostępne dla wszystkich w każdej z nich.
Mężczyzna siedzący po zachodniej stronie woła do Wakan Tanka w ten sposób: "Hee-ay-hay-ee-ee!", powtarzając czterokrotnie (mówimy tak zawsze gdy potrzebujemy pomocy lub jesteśmy w rozpaczy, albo też będąc w ciemnościach potrzebujemy Światła).
"Posyłam swój głos (czterokrotnie). Usłysz mnie (czterokrotnie). Wakan Tanka, Dziadku. Jesteś pierwszym i zawsze będziesz. Ty sprowadziłeś nas na tą wielką wyspę i tutaj wszyscy powinniśmy żyć na święty sposób. Naucz nas poznawać i widzieć Siły wszechświata, daj nam wiedzę aby zrozumieć to co jest naprawdę jedną Siłą. By wszyscy mogli posyłać swe modlitwy do Ciebie krocząc po świętej ścieżce życia.
O sędziwa skało, Tunkayatakapaka, jesteś razem z nami. Wakan Tanka uczynił Ziemię a następnie umieścił Ciebie na niej. Po tobie chodziły pokolenia i ich kroki nigdy nie zachwiały się. O skało nie masz oczu, ani ust, ani też kończyn. Nie możesz poruszać się. Masz jednak swe święte tchnienie . Czasem ludziom brakuje tchu podczas wędrówki ścieżka życia. Twój oddech jest oddechem życia.
Oto jest duch z kierunku gdzie Słonce zachodzi na odpoczynek. On opiekuje się wodą aby wszystko co jej potrzebuje mogło żyć. Dzięki niemu mamy tutaj wodę i możemy jej użyć do świętych rzeczy.
O narodzie, który zawsze stoisz, przeszywasz korzeniami Ziemię i który dosięgasz nieba. Wy - drzewa - jesteście bardzo liczne, ale niektóre z was są wybrane do stworzenia tego oczyszczającego świętego szałasu. Jesteście pod opieką Ducha, który zbudował swój szałas nad wami i tam unosi swą rodzinę. Pod wami jest wiele narodów, którym dajecie schronienie aby one i ich pokolenia mogły żyć z zgodzie!
Do wszystkich ziemskich rzeczy, o Wakan Tanka, Ty dałeś siłę, a ogień jest najpotężniejszym z Twoich tworów ponieważ spala wszystkie inne rzeczy. Dlatego umieszczamy go tutaj - po środku. Kiedy go widzimy i myślimy o nim pamiętamy Ciebie. Aby ten magiczny ogień był zawsze w centrum. Dopomóż nam w tym co robimy!"
Prowadzący spryskuje kamienie wodą: raz dla wszystkich Dziadków, tunkashila, ra dla wszystkich Ojców, ate, raz dla wszystkich Babek, unchi, raz dla wszystkich Matek, ina, dla Ziemi i raz dla Świętej Fajki. Jest to czynione gałązek świętej szałwi lub słodkiej trawy dlatego para wodna jest pachnąca gdy zaczyna unosić się i wypełniać szałas.
Prowadzący modli się:
"O Wakan Tanka, usłysz mnie! Jestem człowiekiem. Ofiaruję się Tobie. Ofiarowuję wszystkich ludzi tutaj będących, oni są moim życiem. Chcemy żyć ponownie! Pomóż nam!"
W szałasie jest już bardzo gorąco, jednak jest nam bardzo dobrze ponieważ czujemy oczyszczające działanie ognia, powietrza i wody oraz zapach świętej szałwi. Gdy te siły przenikną już w nasze ciała, drzwi od szałasu są otwierane, przypominając nam o pierwszej odsłonie w której przyjęliśmy Światło od Wakan Tanka. Podawana jest do środka woda i prowadzący, siedzący po wschodniej stronie, przekazuje ją zgodnie z ruchem Słona. Niektórzy z uczestników nieco wypijają lub polewają się -nią. Robiąc to myślimy o miejscu, gdzie Słonce zachodzi i z którego przychodzi woda i siła tego kierunku, która pomaga nas oczyścić.
Pomocnik będący na zewnątrz szałasu bierze napełnioną fajkę z kopczyka, ofiarowuje ją Niebu i Ziemi, a następnie poruszając się wzdłuż świętej ścieżki podchodzi do wejścia i podaje ją osobie siedzącej po zachodniej stronie. Osoba ta ofiarowuje fajkę sześciu kierunkom, wypala część tytoniu (odmuchując dymem całe swoje ciało) i podaje ją następnemu. Tak czynią wszyscy aż fajka zatoczy pełen okrąg i zostanie całkowicie wypalona. Mężczyzna siedzący po zachodniej stronie oczyszcza fajkę wysypując popiół obok centralnego ołtarza i podaje ją na zewnątrz. Pomocnik ponownie napełnia ją i układa na kopczyku z ziemi cybuchem skierowanym w kierunku północnym, ponieważ drugi okres ciemności w szałasie poświęcony jest Sile Ducha z północy.
Drzwi do szałasu są zamykane i ponownie znajdujemy się w ciemności. teraz modlimy się do Ducha z północy:
"Spójrz na nas Łysy Orle, Ty, który zamieszkujesz w miejscu gdzie wielki Wazian ma swój szałas! Wakan Tanka umieścił Ciebie tam abyś miał pieczę nad tą ścieżką. Jesteś tam aby strzec zdrowia i życia ludzi. Pomóż nam wraz ze swym oczyszczającym wiatrem. Spraw abyśmy byli czyści. Wtedy będziemy mogli zanieść w święty sposób poprzez świętą ścieżkę prośby do Wakan Tanka.
O Dziadku Wakan Tanka, Ty jesteś ponad wszystkimi! Ty umieściłeś świętą skałę na Ziemi, w miejscu gdzie teraz stoi, w centrum wszystkich kręgów. Ty również dałeś nam ogień, a w miejscu gdzie Słońce zachodzi dałeś siłę Wakinyan Tanka, która kontroluje wodę i która kontroluje święte fajki. Ty umieściłeś Skrzydlatego tam, gdzie Słońce wschodzi, on daje nam mądrość. Ty również umieściłeś Ducha tam, gdzie zawsze kierujemy twarz, on jest źródłem życia i prowadzi nas po świętej czerwonej ścieżce. Wszystkie te siły są Tobą i tak naprawdę są one jednym. Wszystkie one są teraz w szałasie.
O Wakan Tanka, Dziadku, będąc ponad wszystkim jesteś w tym co robimy teraz. Dzięki tej sile, która przybywa z miejsca gdzie żyje wielki Wazin oczyszczamy siebie aby żyć jak świeży śnieg. Przebywamy teraz w ciemności, ale wiemy że nadejdzie wkrótce Światło. Gdy opuścimy ten szałas, pozostawimy w nim nasze nieczyste myśli, cała ignorancję. Będziemy jak niemowlęta. Będziemy żyć ponowni, o Wakan Tanka!"
Woda jest polewana na kamienie czterokrotnie, po razie dla każdej z Sił przebywających w czterech kierunkach i gdy rozchodzi się para śpiewamy pieśń lub jeżeli jest wieczór po prostu nucimy monotonnie. To pomaga nam zrozumieć misterium wszystkich rzeczy. Drzwi szałasu są ponownie otwierane symbolizując nadchodzącą, oczyszczającą Siłę z północy. Dzięki temu widzimy światło, które rozproszyło ciemność tak jak mądrość rozprasza ignorancję. Podawana jest woda prowadzącemu. Ten, po użyciu przekazuje ją dalej by mogła być wykorzystana tak jak przy poprzedniej odsłonie. Fajka ponownie przenoszona jest do szałasu i podawana osobie siedzącej po północnej stronie. Osoba ta ofiarowuje ją sześciu kierunkom, zapala i po wypuszczeniu kilku kłębów dymu (rozdmuchując dym na całe swe ciało) podaje ją następnemu. Kiedy każdy z uczestników oczyścił się w dymie i fajka wykonała pełne okrążenie wypalony kinnikinnik wysypywany jest przy ołtarzu. Następnie fajka oddawana jest pomocnikowi, który ponownie ją napełnia i układa na wzgórku, tym razem cybuchem skierowanym w stronę wschodu, ponieważ kolejna część zostanie poświęcona Sile z tego kierunku. Drzwi szałasu są zamykane i mężczyzna siedzący przy wejściu (prowadzący) przemawia w ten sposób:
"O Wielki Duchu, Wakan Tanka, chcę zobaczyć dzień, Światło Życia. Tam gdzie Słońce wschodzi Ty dałeś siłę mądrości Gwieździe Porannej. Duch, który strzeże tej drogi ma silne tchnienie i pozwoliłeś o Wakan Tanka aby wraz z Tobą pilnował ścieżki ludzi. O Ty który pilnujesz Ścieżki na której wschodzi Słońce, spójrz na nas z Twoimi czerwonymi i niebieskimi dniami o dopomóż nam w posyłaniu słów do Wakan Tanka! O Ty, który znasz, podaruj część tej wiedzy, aby rozświetlić nasze serca i abyśmy poznali to co jest święte!
O Gwiazdo Poranna przebywająca na wschodzie Słońca. O Ty, która posiadasz wiedzę, której potrzebujemy w oczyszczeniu siebie. Całe pokolenia, które nadejdą, będą potrzebować Światła jak wędrować po Świętej Ścieżce. Ty poprowadzisz nas do mądrości wskazując nam drogę swym Światłem, które jest wiedzą, tak jak prowadzisz dzień. Robisz to dla nas i dla wszystkich ludzi na Ziemi. Jest to dla nas przejrzyste i zrozumiałe podczas wędrówki po ścieżce wakan. Wszystko to, co poznamy, jest uświęcone i wiedza ta wzrasta w święty sposób"
Kamienie są spryskiwane wodą i zaczynamy nucić magiczną pieśń. Po niedługim czasie, gdy ciepło pary rozgrzeje nas, po raz trzeci otwierane są drzwi i światło wschodu oświetla nas. gdy fajka podawana jest mężczyźnie siedzącemu po wschodniej stronie, wszyscy mówią: "Hi ho! Hi ho!" (dziękujemy). Prowadzący poświęca fajkę niebu unosząc ją i mówiąc:
"Wakan Tanka, dziękujemy za Światło, które dałeś nam poprzez Siłę z miejsca, gdzie wschodzi Słońce. Dopomóż nam Duchu wschodu. Bądź miłosierny dla nas."
Fajka jest zapalana i palona w kręgu. Po wypaleniu i oczyszczeniu pomocnik ponownie odbiera fajkę, napełnia ją tytoniem i odkłada na miejsce, tym razem cybuchem skierowanym na południe. Wewnątrz szałasu znowu krąży woda podawana zgodnie z ruchem Słońca. Uczestnicy mogą polewać ciało, szczególnie głowę. Po tych czynnościach drzwi zamykane są po raz ostatni. W ciemnościach słychać głos mężczyzny siedzącego po południowej stronie:
"Dziadku, Wakan Tanka, usłysz mnie! Umieściłeś wielkiego Ducha tam, gdzie zwracamy swe twarze. Z tego kierunku wiele pokoleń wyszło i tam powróciło. Duch, który tam zamieszkuje, strzeże świętej czerwonej ścieżki po której odeszły pokolenia. Chcemy zostać oczyszczeni abyśmy mogli żyć ponownie!
Palimy słodka trawę jako ofiarę dla Wakan Tanka i zapach jej rozchodzi się od Ziemi do nieba. On uczynił czworonogi, duchy, gwiezdnych ludzi i wszystkie inne rzeczy. Od Ciebie, o Babko Ziemio, która jesteś miłością i podtrzymujesz nas jak matka, ten zapach wędruje w górę. Jego siła zostanie zauważona poprzez wszechświat i zostaną oczyszczone ręce i nogi dwunożnych, którzy chodzą po świętej Ziemi podnosząc ręce do Wakan Tanka!"
Po tym wszystkim kamienie są skrapiane wodą mimo, że i tak jest bardzo ciepło, a para unosi się i wdziera wszędzie. Uczestnicy śpiewają lub nucą świętą pieśń. Następnie prowadzący mówi:
"Wkrótce pomocnik otworzy drzwi po raz ostatni i wtedy zobaczymy Światło. Jeżeli Wakan Tanka zechce, kiedy światło rozproszy ciemność, wtedy będziemy mogli patrzeć nie tylko parą naszych oczu, ale również okiem znajdującym się w sercu (chante ishta). Wtedy będziemy widzieć i wiedzieć co jest dobre! Skończyło się! Hetchetu alo!"
Gdy drzwi szałasu zostają otwarte, wszyscy uczestnicy wołają: "Hi ho! Hi ho!" (dziękujemy). Wszyscy są szczęśliwi ponieważ wyszli z ciemności i żyją teraz w Świetle. Pomocnik przynosi ze świętego ognia rozżarzone węgle i układa je przed drzwiami na świętej ścieżce. Spala na tych węglach słodką trawę mówiąc:
"To jest zapach Wakan Tanka. Dzięki niemu istoty dwunożne, czworonożne, uskrzydlone i wszystkie istnienia we wszechświecie będą szczęśliwe i uradowane !"
Prowadzący ceremonię mówi:
"To jest ogień, który pomaga nadejść pokoleniom jeżeli jest traktowany w ceremonialny sposób. Jeżeli nie jest tak traktowany, może swą siłą uczynić wiele krzywdy"
Prowadzący oczyszcza swe ręce i stopy w dymie i kieruje swe dłonie ku niebu modląc się:
"Hi ho! Hi ho! (czterokrotnie) Wakan Tanka byłeś dziś bardzo dobry dla nas i dziękujemy Ci za to. Znam miejsce mych stóp na Ziemi. Z wielką radością chodzę po Ziemi jak Matce. Oby pokolenia, które nadejdą, mogły również poruszać się w ten uświęcony sposób!"
Poruszając się zgodnie z ruchem Słońca, wszyscy opuszczają szałas potu oczyszczając dłonie i stopy oraz modląc się do Wakan Tanka tak jak to zrobił prowadzący.
Ten najbardziej uświęcony rytuał został w tym momencie ukończony a wszyscy jego uczestnicy są narodzeni ponownie i uczynili wiele dobrego nie tylko dla siebie ale również dla wszystkich ludzi.
Chciałbym nadmienić, że często, gdy przebywamy w szałasie potu, małe dzieci wsuwają ręce do środka i pytają potem czy Wieli Duch uczynił ich życie czystym. Nie zabraniamy tego ponieważ wiemy, że te dzieci mają czyste ręce. Będąc wewnątrz szałasu nasza dusza jest w opiece Wakan Tanka i po powrocie jest już oczyszczona. Dla nas życie przed szałasem INIPI jest nieczyste, dopiero po szałasie otrzymujemy błogosławieństwo Wielkiego Ducha.
KAYAS OCHI nr 42 opisując "Duchowość Apaczów", opublikowało fragment książki Toma Browna "The Vision" w którym znalazł się poniżej cytowany fragment dotyczący ceremonii szałasu pary.
(...) Mieliśmy kilka rytuałów i ceremonii, które były ważne dla Dziadka i dla nas. Nie stanowiły rodzaju odjazdu, ale były niezbędne dla naszego duchowego rozwoju. Przeszły próbę czasu i prawdy w czystości Świętej Natury, stając się drzwiami wejściowymi dla naszego głębszego duchowego zrozumienia. Za każdym razem kiedy praktykowaliśmy te rytuały, ciągnęły nas bliżej ku świadomości jaką chcieliśmy zdobyć. Były zawsze świeże i nowe, nigdy zbędne, nigdy traktowane jako nadmierny bagaż. Ponieważ były prawdziwe i nigdy nie służyły nam jak typowe podpórki dla człowieka. Przede wszystkim mogły być użyteczne dla każdego, bez względu na to, w co ktoś wierzył lub kim był. Szałas pary był jedną z takich ceremonii. Usuwał wszystkie rytualne nieczystości, przywodził podstawowe prawdy, przenosił wprost do świata duchów.
Miałem siedem lat, kiedy po raz pierwszy wszedłem do szałasu pary i stał się on moim chrztem w łączeniu rytuału i ducha. Oczywiście ofiarowaliśmy fajkę w trakcie licznych dziękczynień i introspekcji, ale przez cały czas był to klarowny obrzęd, nigdy uciążliwy. Przez wiele miesięcy Dziadek objaśniał nam filozofię szałasu, my zaś nigdy nie widzieliśmy takiej budowli i nie mieliśmy nic z czym moglibyśmy porównać to, o czym mówił. To wszystko wydawało się nam obce i skomplikowane ale to co robił, miało na celu upewnienie się, że zrozumiemy każdą cząstkę szałasu, zanim wkroczymy w jego wymiar duchowy.
"Szałas pary - mówił Dziadek - jest końcowym oczyszczeniem ciała, umysłu i ducha. Wchodząc do gorąca ciemności szałasu wkraczacie w pustkę wolną od wszystkiego co rozprasza na zewnątrz. Umysł skupia się na rzeczach duchowych, ciało i emocje relaksują się w cieple a duch unosi się swobodnie. To w szałasie otwieramy przestrzeń ducha, aby oczyścić nasze ciało i myśli, oraz aby się modlić. To tutaj, na zewnątrz świata człowieka uczymy się dotykać ziemi i przebywać w miłości Wielkiego Ducha. Tutaj znajdujemy odmłodzenie i pokrewieństwo w wszystkimi. Znajdujemy doskonałą jedność."
Poświęciliśmy kilka dni aby zbudować ten nasz pierwszy szałas pary, tak by wszystkie jego części były doskonałe. Wszystkie młode drzewka użyte do konstrukcji musiały pochodzić z bardzo specyficznej części ziemi, modląc się okrążaliśmy każde z nich. Inne elementy musiały być wybrane w ustalony sposób z towarzyszeniem specjalnych modlitw oraz ofiarą dziękczynną. Nic co sztuczne nie mogło być użyte, jak ze wszystkimi rzeczami, które Dziadek budował i używał. Używał tylko tych rzeczy, które były czyste, wyrobione jago własnymi rękoma i z surowych materiałów pochodzących z dzikiej natury. Skracanie i upraszczanie czegokolwiek nie przyniosłoby tej samej mądrości, jak poprzez czynności wykonywane wolno i z pomocą naturalnych sposobów.
Szałas pary, jaki budowaliśmy, musiał być sporządzony w ściśle określony sposób. Każda użyta rzecz, każdy ruch - miały swój głębszy, filozoficzny aspekt i wzajemne, subtelne powiązania, niedostrzeżone jeśli jakiś krok zostałby zaniechany.
Kiedy szałas był już gotowy, rozpoczęliśmy przygotowania do naszej pierwszej prawdziwej ceremonii, naszego pierwszego szałasu pary. Nie miałem żadnego pojęcia czy nasza ceremonia miała swoje źródła w tradycji Apaczów, czy był to też jeden ze sposobów, przez który Dziadek chciał nas nauczać, ale było to bardzo mocne - to jedno co zapamiętałem z tamtego dnia.
Kiedy słońce stanęło w głębokiej czerwonej toni, Rick i ja wnieśliśmy rozgrzane kamienie do dołka w środku szałasu, używając do tego rozwidlonych patyków. Modliliśmy się za każdym razem, kiedy umieszczaliśmy kamień w dołku, czując pełną siły gorączkę zaczynającą wypełniać szałas wraz z pojawieniem się każdego nowego kamienia. Kiedy skończyliśmy je wnosić, otwór wejściowy został zasłonięty, my -staliśmy zaś i patrzyliśmy na cienką obręcz światła znikającą za horyzontem, kiedy Dziadek modlił się i śpiewał. Otworzył najpierw szałas i wszedł, a po długiej przerwie skinął na nas abyśmy podążyli za nim. Nasze serca biły z podekscytowania. Kiedy otoczyły nas ciemności, pojawił się też strach i ciekawość. Gorąco było uciążliwe, ciemność rozświetlał jedynie jasny żar czerwono - pomarańczowych gorących kamieni. Ciepło palącego gorąca falowało i tańczyło. Leżałem skulony tuż przy ziemi w wyznaczonym mi miejscu tuż przy otworze wejściowym. strach stał się mocniejszy kiedy gorąco i ściany szałasu otoczyły nas. Czułem panikę i poczułem obawy klaustrofobika. Dziadek przerwał ciszę i rzekł:
- Pozwól swojemu strachowi odejść.
Wydawało się nam, że będziemy tak siedzieć bez końca czekając, aż Dziadek zacznie ceremonię. Pot spływał po moim ciele a mój umysł wydawał mi się pijany i słaby. Nie wiedziałem jak długo ceremonia miała jeszcze trwać lub jak długo tu wytrzymam, ale kiedy gorączka stała się jeszcze bardziej uciążliwa, dałem mojemu strachowi odejść. Nie było żadnych świadomych prób z mojej strony, które spowodowałyby to uwolnienie, ale po prostu ti coś się wydarzyło poza jakąkolwiek fizyczną czy mentalną kontrolą. Było to tak jakby szałas miał swój własny umysł, nie dopuszczający żadnego strachu czy napięcia. Mój umysł rozprężał się poza horyzont szałasu, moje ciało i emocje pozostały nieruchome, a mój duch wyłonił się. Dziadek zaczął nisko, prawie niedosłyszalnie śpiewać, co wydawało się napełniać szałas sensem magii. Moja świadomość była niesiona przez jego słowa z dala od mojego ja i jakąkolwiek wymyśloną niewygodę mogłem zostawić wewnątrz. Dziadek posypał wtedy święte zioła na kamienie i szałas wypełniła potężna woń. Zapach palonego cedru, szałwi i słodkiej trawy zmieszał się z gorącem i wywołał jednakowe mrowienie w ciele jak i w umyśle. Kiedy dym opadł, modlitwy zostały wysłane do Stwórcy i do Ziemi. Podziękowaliśmy wodzie - krwi Matki Ziemi i szałas ogarnęła sycząca para. Obłok kłębił ię z kamieni na kształt grzyba pod sklepieniem i spokojnie opadał w dół. -Para obciążona gorącem była nawet gorętsza niż suche ciepło i bardziej efektywna. Dotykała każdej części mojego ciała. Z każdym pryśnięciem wodą temperatura w szałasie rosła i opadała jak jakieś potężne gliniane serce. Również nasze ciała i umysł wzrastały i opadały, zbliżając się coraz bardziej ku duchowi z każdą taką falą. Pot obficie spływał po moim ciele, jak ostatniej drobinie siebie zagubionej w pustce.
Siedziałem bez żadnej jasnej myśli. Mój umysł wydawał się zbyt rozgrzany, aby funkcjonować, moje ciało było zbyt odprężone, aby się poruszać. Sycenie wody na kamieniach płynęło z każdym ruchem ręki Dziadka, powodując coraz gęstsze kolumny pary. Kamienie częściowo świeciły w szałasie. Niewyraźne figury zdawały się być naokoło nas, para przybierała jakieś kształty i znaki. Dziadek sprawiał wrażenie, że promieniuje swoi własnym wewnętrznym ciepłem, a Rick zupełnie zniknął. W szałasie było jednak więcej ludzi. Mogłem bardziej czuć ich obecność, niż ich widzieć poprzez parę. Było to uczucie pochodzące głębokiego wnętrza, wewnętrzne uczucie, zmysłowe rzeczy poza to, co podpowiadały mi zmysły. Wiedziałem, że nie powinienem wierzyć w to, co widzę lub odczuwam zmysłami, ponieważ to co musiało być prawdziwe jest tym co rozumiałem jako realne. Zrozumiałem, że nie byłem sam, nie bacząc na nicość w ogóle. Szałas, ceremonia, trwała przez długi czas. Kamienie pozostawały gorące, a powietrze jeszcze bardziej. W miarę upływu czasu poczułem, że moje ciało jakby płynęło, bez trudu przekraczając czas, miejsce i przestrzeń. Czułem się ożywiony i pobudzony, moje zmysły uchodziły poza zwykle fizyczne parametry i poza horyzonty. Czułem przede wszystkim ogromną miłość, pokój i radość. Odczuwałem też głęboką wdzięczność i wdzięczność dla tych, którzy ofiarowali nam szałas. Mogłem ich tan czuć, patrzących, czekających, jakby chcieli zobaczyć, że wszystko było zrobione właściwie. Pozostawałem z tym uczuciem, nie mając żadnych innych świadomych myśli lub wyobrażeń, dopóki nie usłyszałem głosu śpiewającego Dziadka. Zgubiłem zupełnie poczucie czasu i miejsca, a obrzęd szałasu pary zbliżał się ku końcowi. Kiedy Dziadek zaśpiewał poczułem potężne wrażenie zagubienia, rozczarowania tym, że ceremonia skończyła się. Było to ogromne uczucie dotknięcia tych wszystkich istnień, które przyszły przed nami i uczucie pełnego spokoju rozprężenia samego siebie ku horyzontom zewnętrznego świata.
Wysunąłem się na zewnątrz przez twór wejściowy i stanąłem w środku nocy. Uczucie, które mi towarzyszyło nigdy nie dało się opisać słowami czy obrazami. Nigdy nie czułem się tak żywy, noc nigdy nie wydawała się tak świetlista i piękna. Czułem oczywiste wrażenie absolutnego rozluźnienia. Mogłem czuć siłę nocy, energię pochodzącą od wszystkich żywych istot wokół mnie, oraz głęboką łączność z ziemią. Modliłem się, abym nigdy nie zatracił tego uczucia rozprzestrzenionej świadomości i wrażenia cudu i świętości. Poszedłem do potoku, w nocnym powietrzu moje ciało wciąż parowało od gorąca. Wszedłem do wody. Z gwiazdami ponad sobą i wodą, czułem jakbym był zawieszony w przestrzeni połączonej z ziemią. Poczułem wodę zespalającą mnie ze wszystkimi wodami świata i z niebami. Czułem się taki odprężony, taki świadomy i taki żywy. Wyszedłem z wody i położyłem się na ziemi, łącząc -się z nią i czując ciało ziemi i moje własne stające się jednym.
Jeszcze tej nocy słuchaliśmy Dziadka mówiącego o szałasie pary. Zrozumiałem wszystko, teraz, kiedy byłem ochrzczony w magii szałasu. Dziadek powiedział:
- Poczułeś obecność przodków, własne rozprężenie i spokój. Wiesz teraz jaka powinna być prawdziwa ceremonia, czując moc szałasu, również z innymi, nie bacząc na ich wiarę. Szałas pary przemawia do wszystkich ludzi w języku ich własnej wiary i tym samym staje się to prawdą uniwersalną. Dlatego używaj szałasu pary jako narzędzia, drzwi wejściowych dla fizycznego i duchowego odnowienia i oczyszczenia, ścieżki rozwoju, wehikułu przenoszącego do świata niewidzialnych i odwiecznych. W szałasie znajdziesz czystość od wszelkich zewnętrznych rozproszeń. Bez nich dotkniesz Wielkiej Tajemnicy.
Kiedy Dziadek ofiarowywał nam ceremonię, musiało to być precyzyjne, Mogłem poświęcić wiele miesięcy, aby nauczyć się najprostszej ceremonii, ale zawsze ważny był powolny proces uczenia się. Ponieważ Dziadek nie znał żadnego języka pisanego, cała historia i ceremonia musiały być przekazane ustnie. Dlatego to przygotowanie czystości ceremonii, każdy gest, słowo i ruch musiały być precyzyjne. Nie było miejsca na błąd, ponieważ popełniony w przyszłych pokoleniach stałby się wielkim wypaczeniem. Jeśli prawdy miały być przekazywane dalej, wtedy musiały być przekazywane dokładnie. Nawet proste przypowieści czy historie musiały być tak samo drobiazgowo zapamiętane. Wiele lat upłynęło zanim mogłem poprowadzić własny obrzęd szałasu pary, czy trzymać świętą fajkę w stosownej ceremonii. Zapamiętane ceremonie były jednymi z najtrudniejszych rzeczy jakie musieliśmy zrobić, ale nie było to tyle dla nas ile dla przyszłych pokoleń.
Rozdział "PRZEBIEG SZAŁASU PARY" z książki "Flag and Emblem of the Apsaalooka Nation" autorstwa Lloyd George Mikey Old Coyote and Helene Smith:
Generalnie każdy szałas potu rozpoczynał się paleniem bear root i zapaleniem świętej fajki, po czym następowały opowieści, z których najważniejsze były legendy. Ta ceremonia sama w sobie sprzyja optymistycznemu myśleniu i dobrej postawie, relaksacji, wiedzy i obserwacji dobrodziejstw natury.
Na początek osoba organizująca święty szałas potu jest odpowiedzialna za przygotowanie drzewa na ognisko. Sam szałas jest tradycyjnie zbudowany z 12 - 17 wygiętych gałęzi wierzby, jesionu lub brzozy i całkowicie pokryty płótnem żaglowym różnego rodzaju. Oryginalny szałas potu był pokryty skórami bizona lub jelenia, które były zszyte razem w podobny sposób, w jaki zszywano pokrycie tipi. Wewnątrz, na ziemi kładziono skóry i koce dla gości organizatorów szałasu. W czasie ceremonii budowniczy i opiekun ognia wkładali do dołu na środku szałasu rozgrzane do czerwoności kamienie. Każdy rozgrzany kamień jest rytualnie błogosławiony.
Pierwsza odsłona (sesja): Kiedy rozpoczyna się ceremonia klapa szałasu potu zostaje zamykana i otwierana na krótkie okresy pomiędzy odsłonami. Przy rozpoczęciu organizator lub przywódca duchowy kropi wodę na rozgrzane do czerwoności kamienie, używając niedźwiedziego ziela (bear root), jak to robią Wrony, chociaż szałwia lub wierzba jest używana przez inne plamiona. Pierwsza woda jest symgolem początku jesieni lub wiosennego deszczu, w zależności, która z tych pór roku nadchodzi zgodnie z naturalnym cyklem natury. W tym czasie wyraża się wdzięczność poprzez chwalenie doskonałości ziemi, jej plonów, które człowiek potrzebuje do życia, bez której to natury życie nie byłoby możliwe Święta woda jest kropiona aby odzwierciedlić cztery pory roku, które łączą się ze sobą: Wiosnę, Lato Jesień i Zimę. Wszyscy uczestnicy ceremonii wypowiadają życzenia do każdej pory roku, wyrażając wdzięczność Dla Pierwszego Stworzyciela i Ziemi - naszej matki. Także cztery wiatry bierze się pod uwagę: Wschód - gdzie słońce wstaje, wieczne słońce Południa, Zachód - gdzie słońce się chowa i wieczną zimę - Północ.
W tym czasie wyraża się także życzenia za uczestników szałasu; za dobre zdrowie dla członków rodziny, miłość pomiędzy nimi oraz życzenia długiego życia przez wiele pór roku. Jest to czas wyrażania dobrych pragnień dobrych rzeczy w życiu i wielu dobrych snów. Życzenie są nie tylko wyrażane dla najbliższych osób. Obejmują cały świat, a także osobiste prośby i potrzeby - o oczyszczenie i siłę. Wszystkie te czynności wykonuje prowadzący lub wyznaczona osoba.
Drzwi unoszą się pierwszy raz i znów zostają zamknięte.
Druga odsłona: Woda ogarnia wszystko dookoła, odświeżając uczestników. Ten proces utrzymuje się poprzez symboliczne kropienie na gorące kamienie. Druga odsłona wymaga opowiedzenia legendy o Siedmiu Bizonach, o tym jak przybyły aby pomagać sobie wspólnie - początek świętego szałasu pary. W tym czasie, w odpowiednim momencie pojawiają się inne legendy i opowieści. Ich ilość i wybór określają prośby poszczególnych osób. Wówczas konkretna osoba wyraża dobre życzenia lub ofiaruje coś Wielkiemu Duchowi. W tej odsłonie wyrażane są też modlitwy wdzięczności dla natury i jej Stworzyciela poprzez siedem źródeł: powietrza, wody, ognia, ziemi, żyjących roślin, ptaków i wszelkich żyjących stworzeń - harmonii życia i natury.
Drzwi unoszą się po raz drygi i znów zostają zamknięte.
Trzecia odsłona: Kiedy drzwi zamykają się ponownie rozważa się 10 księżycowych miesięcy: od urodzenia do poczęcia. Opowiada się legendę o tym jak Słonce- Stary Człowiek i Księżyc- Stara Kobieta zdobyli swoje nazwy. Ta legenda opowiada o Zaćmieniu, kiedy to Księżyc zachodzi za Słońce, wówczas Słońce wygląda jak Stary Człowiek, a Księżyc jak Stara Kobieta. Podczas tej odsłony prosi się Wielkiego Ducha o błogosławieństwo, dobre zdrowie i wszystkie potrzeby do życia. Myśli skupiają się na pozytywnych refleksjach o życiu człowieka i jego relacjach z czterema elementami: powietrzem wodą, ziemią i ogniem - całą naturą.
Drzwi unoszą się trzeci raz i znów zostają zamknięte.
Czwarta odsłona: Tą część nazywa się "milion życzeń" - czas próśb do Wielkiego Ducha o dobre rzeczy w życiu; aby było ich tak wiele jak gwiazd na niebie. Dobre myśli, podniosła atmosfera, pragnienia ludzi - wszystko to następuje w tym czasie. Jest to czas ponownego spojrzenia na siebie w otoczeni natury. Woda jest znów cztery razy wylewana na rozgrzane kamienie. Jest to sposób aby uzyskać natchnienie, uświadomić sobie głębokość życia i docenić pracę natury. Jest to czas uwalniania się od złych myśli - czas medytacji i wyrażania przez słowa, również przez sowa pieśni życzeń dla siebie i innych, czas wizji o nadziei, dobroci, przyjaźni i miłości.
Drzwi unoszą się czwarty i ostatni.
Po tych wzlotach uczestnicy od lewej do prawej wychodzą odświeżyć się w rzece (styl Wron). Zimna woda nie tylko oczyszcza ale także ożywia umysł. Po tym nadchodzi czas uspołeczniania się. To jest sposobność aby wyrazić dobre myśli pomiędzy sobą, podążać napełnieni leczniczą siłą szałasu potu i odnowiona duszą, powtórzenie, że jest to doświadczenie, które wzbogaca spojrzenie na życie.
Ta znacząca, duchowa ceremonia jest organizowana w czasie Tańca Słońca, a także podczas innych ważnych okazji.
Kiedy odprawiam obrzęd potu, wyjaśniam moim współuczestnikom, że szałas potu reprezentuje łono naszej prawdziwej Matki, Ziemi. Jest to tradycyjna indiańska wiara głosząca, że Ziemia jest rzeczywiście pierwszą Matką, a stąd my - Jej bezpośrednimi następcami. W szałasie potu znajduje się wiele rzeczy, które pomagają umocnić to pokrewieństwo. Obecne są wszystkie żywioły: Woda (którą wlewa się na gorące kamienie), Ogień (który reprezentuje ciepło zawarte w kamieniach), Powietrze (które jest dostrzegalne dzięki parze wodnej), i najważniejszy - Ziemia (sam szałas i same kamienie). Lame Deer powiedział, że wszystkie kamienie (od ziarenek piasku po góry) są spokrewnione, więc mieć do czynienia z jednym oznacza mieć do czynienia ze wszystkimi. Poprzez kamienie możemy związać się z całą Ziemia. Kamienie były z Ziemią w chwili Jej pierwszego pojawienia się. Kamienie są jak nasi najstarsi, najbliżsi krewni. Senekowie mówią, że kamienie pierwsze opowiedziały nam o tym, co zdarzyło się dawno temu, tak dawno, że nikt tego nie pamięta. Wiele kamieni, wzorem ożywionych form życia, zawiera węgiel. Doszedłem do wniosku, że węgiel (pierwiastek) jako istniejący wiecznie "ziemski gen" wskazuje, że pomiędzy całym życiem, jakie znamy, istnieje silnie powiązanie,... bardzo ogólne ''DNA", które przywiązuje nas do prawdziwego źródła życia - Ziemi. Nazywanie jej "Matką" może być czymś więcej niż metaforą.
James Robideau w Gołuchowie poprowadził dwie tury szałasu pary (jedną po drugiej) i za każdym razem robił to w inny sposób. Można więc ogólnikowo przyjąć, że nie ma i nigdy nie było jednego, schematycznego "przepisu" na prowadzenie tego rodzaju ceremonii. Sam James powiedział przy innej okazji, że każdy leczniczy człowiek naucza w inny sposób i nigdy nie można mówić, że to, co zostało przekazane danej osobie przez danego leczniczego człowieka jest jedynym i jedynie prawdziwym "schematem".
James, zapytany też przeze mnie na czym polega różnica między szamanem a leczniczym człowiekiem zaznaczył, że Indianie Lakota nie używają określenia "szaman". stwierdził, że jest to nazwa białych ludzi a oni używają tylko i wyłącznie określenia "medicine man", które też można "wymienić" na "holly man" (święty człowiek).
Na długo przed rozpoczęciem ceremonii szałasu pary James przyszedł sprawdzić poczynione już przygotowania. Pouczył jak usypać ścieżkę duchów, jak głęboki ma być w szałasie dół na kamienie, pokazał w którym miejscu usypać ołtarzyk i jak go wstępnie przygotować oraz ułożył drwa na ognisko w którym miały być grzane kamienie. Polegało to na tym, że ułożył wpierw jedną warstwę polan długich na mniej więcej 70 cm - układając je obok siebie w ten sposób że u sumie utworzyły one kwadrat. Na tym ułożył drugą warstwę takich samych polan, lecz kładzionych w poprzek warstwy pierwszej. Po tym James obejrzał zebrane przez nas kamienie (które nazywał "rocks" - skały). Łącznie przynieśliśmy siedem kamieni - i tyle powinno być. Tak naprawdę jednak to nikt z nas, organizujących szałas pary (w osobach; Marek Cichomski, Tomasz Banasiak, Krzysztof Biesiada) nie wiedział ile tych kamieni być powinno. Fakt więc, że przynieśliśmy ich akurat siedem niech już każdy zechce zinterpretować na swój własny sposób.
James wziął w rękę jeden z kamieni, podniósł go w stronę zachodzącego Słońca i odmówił krótką modlitwę, po czym ułożył go na wcześniej przygotowanych dwóch warstwach polan. Był to pierwszy, mistyczny moment tego dnia, tak bardzo odrywający mnie od dotychczasowej rzeczywistości. Była to chwila, kiedy po raz pierwszy widziałem stojącego obok mnie Indianina, który wykonywał gesty pochodzące wprost z wielowiekowej tradycji jego kultury. Był to moment kiedy naprawdę przekroczyłem zasłonę oddzielającą mój świat od świata duchowości Indian Lakota. Czułem to całym sobą a dziś żałuję, że trwało to tak bardzo krótko. Były to sekundy w ciągu których bardziej czułem się zespolony z całym światem, wszechświatem, niż ze stojącymi za mną ludźmi. Była to chwila w której naprawdę czułem Moc James'a. Była to chwila w której ogarnął mnie nagle niewytłumaczalny spokój pozwalający złapać "oddech" i "nabrać "sił" mocno już wyeksploatowanych dość energiczną pracą fizyczną, nerwówką związaną z załatwianiem spraw organizacyjnych oraz pechową infekcją dziąseł.
Do wcześniej poświęconego i ułożonego kamienia, James dołożył jeszcze dwa inne kamienie a resztę kazał nam w odpowiedni, określony przez niego stos.
Myśląc, że James nie będzie chciał poprowadzić wspólnej ceremonii dla mężczyzn i kobiet spytałem się go, czy jest taka możliwość, aby mógł przeprowadzić dwie takie ceremonie. Zgodził się na to natychmiast, ale kazał nam poszukać jeszcze kilka kamieni. Kamienie donieśliśmy - znów w liczbie siedmiu, nadal jeszcze nie wiedząc o tym, że właśnie tyle powinno ich być.
Całość kamieni ułożonych w stosie obłożyliśmy drwami i czekaliśmy już tylko na odpowiedni czas by rozpalić ognisko i zdążyć nagrzać kamienie tak, by przed zachodem Słońca można już było rozpocząć samą ceremonię.
James polecił mi jeszcze obsypanie kruszonom w palcach szałwią miejsc w szałasie na których mieli siedzieć uczestnicy ceremonii.
W międzyczasie okazało się, że przybyły specjalnie na tę uroczystość Jarek Pruchniewski z Łodzi, przywiózł swój własny, bajerancko zdobiony ołtarzyk, który też ustawił przed wejściem do szałasu, co kilkanaście minut później wzbudziło u Jamesa bardzo duże zdziwienie i zaskoczenia w jak najbardziej pozytywnym świetle tych określeń.
Odjechali w końcu decydenci, słuchacze a i nawet dziennikarze, którym powiedziałem, że James chciał aby ceremonia szałasu pary była nieoficjalnym punktem jego pobytu w Polsce. Dziennikarze uszanowali wolę naszego gościa w sposób wielce dostojny i po prostu bez słowa i komentarza znikli zaraz po tym, kiedy w końcu James został całkowicie oddany w ręce tylko i wyłącznie uczestników PRPI. Rzucił wtedy hasło do rozpoczęcia grzania kamieni, po czym wszedł do rozbitego tuż koło szałasu pary tipi Marii Giżyckiej z Krotoszyna, gdzie to w naszym kręgu opowiadał m.in. o sposobie organizowania ceremonii szałasu pary.
W pewnym momencie zwróciłem Jamesowi uwagę na to, że przygotowany przez nas szałas pokryty jest wpierw folią, co też jest lokalnym, gołuchowsko-kaliskim "wynalazkiem" Tomka Bnasiaka. James "słodko" się przy tym uśmiechnął mówiąc, że "plastic is good" i okazało się, że wcale nie ma nic przeciwko takiej innowacji. Prawdę mówią mocno obawialiśmy się tego, że nie pozwoli on na zastosowanie "plastiku".
Gdy kamienie były już dobrze rozgrzane, James polecił, aby zebrała się pierwsza grupa uczestników ceremonii, zaznaczając przy tym, aby przystąpiły do niej osoby mniej odporne fizycznie, gdyż tura druga będzie o wiele "cięższa" z racji używania wtedy już czternastu kamieni oraz nagrzania się już samego szałasu i ziemi. Gdy ten pierwszy skład został już skompletowany, okazało się, że jest on mieszany (jeśli chodzi o płeć) ale Jamesowi nic a nic to nie przeszkadzało.
Jamesowi zaofiarowaliśmy także specjalnie dla niego uszytą na tę okazję przepaskę, ale wolał on pozostać w szortach.
Osobami obsługującymi uczestników ceremonii i podającymi kamienie(nazywanymi przez Jamesa "fire mans") zostałem ja oraz Tomasz Banasiak. Dla mnie było to tak bardzo stresujące, że od tej pory już gubić będę się miejscami w opisywaniu całej ceremonii i nie należy już sądzić, że wszystko co napiszę poniżej udało mi się opowiedzieć w sposób bardzo dokładny - na pewno też wiele szczegółów po prostu nie zauważyłem (w pełni wewnętrznego przejęcia) a także na pewno wiele niuansów po prostu nie zapamiętałem (w nawale ogromu nowych dla mnie, duchowych przeżyć).
Po lewej stronie wyjścia z szałasu James polecił ustawić jeszcze wiadro z wodą a po prawej butelkę z wodą mineralną. James upewnił się tylko, czy jest to na pewno woda źródlana. Okazało się, że spośród wielu dostępnych nam tego dnia różnego rodzaju butelek z wodą do picia, ustawiliśmy akurat tę jedyną, na której etykiecie zaznaczono, że jest to woda pochodząca ze źródła.
James przystąpił w końcu bezpośrednio do przeprowadzenia ceremonii. klęknął przy ołtarzyku, otworzył swoją jak najbardziej współczesną czarną walizeczkę i zaczął wyciągać z niej ceremonialne przedmioty. Nie jestem teraz w stanie móc przypomnieć sobie kolejności w jakiej to czynił. Mniej więcej robił to jednak w sposób następujący:
- wyjął zawiniątko ze świętą fajką którą (po złączeniu główki z cybuchem) oparł o poprzeczkę ołtarzyka wpychając koniec główki lekko w ziemię, a sama fajka umieszczona została w ten sposób po lewej stronie ścieżki (patrząc od ołtarzyka w stronę wejścia do szałasu),
- obok fajki wbił w ołtarzyk pióro orła,
- koło pióra położył korzeń cedru (uwaga - "cedr" w języku angielskim ma wiele znaczeń i niekiedy określana tak roślina wcale nie ma nic wspólnego z cedrem),
- z drugiej strony pióra James położył kulkę; nikt z nas jakoś nie spytał się czym ona była a i jak się później kazało - kulka ta wcale nie została bezpośrednio użyta w ceremonii; ja sądzę, że kulką tą była jakaś mieszanina ziół i żywic a Jarek Pruchniewski sądził, że był to jakiś kamień lub minerał,
- na samym skraju ołtarzyka, ale wciąż po jego lewej stronie, James ułożył woreczek z tytoniem,
- za piórem, korzeniem i "Kulką" James położył jeszcze warkocz słodkiej trawy.
Resztę przedmiotów jakie James podokładał do ołtarzyka stanowiły już chyba tylko i wyłącznie te, które miały nabrać mocy w czasie odprawiania samej ceremonii. Były to:
- pięć lub sześć piór orła podarowanych Jamesowi prawdopodobnie przez Andrzeja Rutkowskiego z Konstantynowa Łódzkeigo,
- dwie wiązki opakowanych w folię wiązek polskiej żubrówki.
Teraz z kolei uczestnicy PRPI położyli lub zawiesili na ołtarzyku swoje własne przedmioty, które również miały nabrać mocy. Wśród nich znalazły się m.in. łapacze snów, okręgi, pióro z jakiegoś ptaka no i woreczek z fajką Jarka Pruchniewskiego.
Jednym z pierwszych czynności związanych z ceremonią szałasu pary było rozpalenie przez Jamesa warkocza słodkiej trawy, który przekazał komuś z nas, aby wydobywającym się z niego dymem okadził wkoło sam szałas ora wszystkich zebranych wokół uczestników wydarzenia, a na koniec samo wnętrze szałasu.
Jeszcze tuż przed wejściem do szałasu, w pewnym momencie James nabił tytoniem fajkę i odstawił ją na swoje miejsce.
Do szałasu wpierw wszedł sam James z tej strony ścieżki, po której znajdowała się jago fajka i (zgodnie z ruchem wskazówek zegara) okrążył wnętrze szałasu, siadając tuż przy jego wyjściu, po drugiej stronie ścieżki. Po tym, w ten sam sposób, do szałasu weszli po kolei wszyscy uczestnicy ceremonii.
Klęcząc, kucając czy też siedząc u wejścia do szałasu, miałem za zadanie podawać Jamesowi poszczególne, wskazane przez niego przedmioty złożone na ołtarzyku. Podałem więc mu warkocz słodkiej trawy, który następnie James zapalił i uzyskanym w ten sposób dymem okadził siedzące wewnątrz szałasu osoby. Podałem też mu korzeń "cedru", który z kolei James położył koło siebie. Kiedy i w jaki sposób użył go podczas ceremonii - tego już nie wiem. Po zakończeniu jednak obrzędu korzenia tego już nie było w szałasie. Najprawdopodobniej "skopcił" się on na gorących kamieniach podczas jednej z faz samej ceremonii.
Za każdym razem, zanim James poprosił o podanie mu z ołtarzyka danej rzeczy, przyglądał się im bardzo uważnie i z rozmysłem.
Teraz nastąpiło wnoszenie do szałasu rozgrzanych kamieni. Tomek wnosił je pojedynczo, przy pomocy gabli gospodarczych. W ostatniej fazie tych czynności James osobiście odbierał gable i sam wrzucał każdy kamień do dołu. Gdy w dole znalazło się już siedem kamieni, James poprosił o podanie fajki, której końcem cybucha dotknął gorącego kamienia a następnie w geście modlitewnym uniósł ją do góry ofiarując niebu (ustnikiem do gry a główką ku piersi). Tak też uczynili po kolei wszyscy znajdujący się w szałasie, z tą tylko różnicą, że kobiety nie unosiły fajki do góry, ale przyciskały ją do piersi.
Po odłożeniu fajki na jej miejsce na ołtarzyku, podałem do wnętrza szałasu wiadro z wodą i drewnianym czerpakiem, wyrzeźbionym zbiorowo podczas Trzeciej Gołuchowskiej Fiesty Indiańskiej. James chwycił wiadro e ręce i jego spodem, w modlitewnym geście, dotknął gorących kamieni, po czym postawił je obok siebie, naprzeciw wejścia do szałasu.
James polecił jeszcze aby Tomek podgarnął w stos płonące w ognisku głownie w ten sposób, aby okryły pozostałe w nim kamienie i żeby dołożył do ognia drwa tylko wtedy, gdy nastąpi zagrożenie wystudzenia się kamieni.
Padła w końcu komenda "zamknij drzwi". Opuściłem więc skórę stanowiącą klapę szałasu i od tej chwili powinny rozpocząć się pierwsze modlitwy błagalne lub intencyjne każdego z uczestników ceremonii, bo główna idea szałasu pary prowadzonego przez Jamesa polegała na tym, że następowały cztery zamknięcia i otwarcia szałasu podczas których, wśród gorącej pary, każdy uczestnik miał prosić głośno lub w myślach o dowolną, bliska sercu sprawę. Każda tak "sesja" kończyła się wspólnym wypowiedzeniem zwrotu "Mitakuye Oyasin" (wszyscy moi krewni). Po tym padało hasło "Otwórz drzwi" i odchylałem klapę szałasu do połowy wysokości otworu drzwiowego.
Po pierwszym zamknięciu klapy nastąpiła tak wewnątrz jak i na zewnątrz szałasu totalna cisza, przerwana nagle niesamowitym, przepięknym i jakże miłym dla naszych uszu śpiewam błagalnym Jamesa. Tysiące, jak nie więcej razy słuchałem już podobnych pieśni z taśm magnetofonowych, ale to było coś innego! To było prawdziwe i żywe. To miało swoją moc i siłę. Zaparło mim dech w piersiach i nów całkowicie odizolowałem się na tę chwilę od całego toczenia. Tak samo zresztą był i później, kiedy James intonował kolejne pieśni.
Po trzecim otwarciu klapy pierwszej tury ceremonii szałasu pary James poprosił o podanie butelki z wodą źródlaną z której to po kolei napili się trochę płynu wszyscy chcący tego uczestnicy misterium siedzący w szałasie.
Znów zamknąłem klapę po raz już czwarty i znów usłyszeliśmy po trzykroć syk pary powstającej podczas polewania wodą gorących kamieni.
Po czwartej odsłonie James poprosił ponownie o fajkę, zapalił ją i kazał po kolei każdemu z uczestników ceremonii w nią dmuchać. Dlaczego dmuchać - Nie wiem. Nikt też o to nie zapytał, ale było z tym sporo zamieszania, bo też po kolei fajka każdemu gasła i trzeba było od nowa ją zapalać. James wykorzystywał do tego celu zapalniczkę.
Dziś zastanawiam się, czy oby nie nastąpił tu błąd tłumacza (lub zła interpretacja tego co powiedział James) i nie chodziło o to, aby owszem dmuchać, ale dymem na siebie (a nie w fajkę).
Po zakończeniu dmuchania w fajkę (?!) James podał mi ją i kazał ją przedmuchać w celu oczyszczenia. Wydało mi się to dziwne więc poprosiłem tłumacza o upewnienie się, czy na pewno mam w nią dmuchać. Tłumacz po konsultacji z Jamesem potwierdził to, więc na co miałem czekać? - Dmuchnąłem ze dwa razy, stwierdziłem, że fajka jest już czysta i odłożyłem ją na ołtarzyk, co też spowodowało gorzki śmiech prowadzącego. Jak się później okazało, powinienem wtedy podejść do ogniska, odłączyć główkę od cybucha, dmuchnąć w główkę i przy pomocy patyka (nad ogniskiem) dokładnie wyczyścić główkę i dopiero całą fajkę odłożyć na ołtarzyk. No ale trudno... stało się... i poszło...
W dalszym ciągu James poprosił jeszcze o podanie mu jego orlego pióra, którym to uderzył po kolei w dłonie uczestników ceremonii i dopiero po tym wszyscy po kolei wyszli za Jamesem z szałasu, też zgonie z ruchem wskazówek zegara, przechodząc od razu na tę stronę ścieżki, po której była fajka.
Po krótkiej przerwie James rozpoczął drugą turę ceremonii szałasu pary zaczynają od nabicia fajki.
Po dorzuceniu do szałasu pary kolejnych siedmiu kamieni James polecił wszystkie palące się jeszcze polana podgarnąć w stos, nie dorzucać już nowych szczap i dopilnować aby wszystko całkowicie się wypaliło.
Poszczególnym czterem odsłonom drugiej ceremonii szałasu pary nie towarzyszyły już tylko i wyłącznie pieśni prowadzącego. Słychać było głównie jego modlitwy słowne a w jednej z nich, wymawianych w języku angielskim, modlił się on między innymi polskich przyjaciół Indian.
Po trzeciej odsłonie drugiej ceremonii James nie prosił już o padanie wody do picia ale o pióro orła, którym oklepał dłonie nie tylko uczestników ceremonii ale także i moje oraz donoszącego kamienie Tomka.
Po czwartej odsłonie James podał dodatkowo do wypalenia fajkę tak mi, jak i też Tomkowi.
Obydwie ceremonie kończyły się myciem się pod prysznicem.
Po wyjściu z szałasu pary (po drugiej ceremonii) James podał rękę każdemu z jej uczestników oraz mi i Tomkowi. Dodał jednak, że podawanie ręki nie jest zwyczajem Indian Lakota ale jest to zwyczaj białych. Wyjaśnił też, ze on podał nam rękę aby podziękować, ale teraz prosi o to, aby już tego dnia nikt się do niego nie dotykał, gdyż otoczony jest on teraz mocą, która nie powinna być naruszana. Stwierdził też, że przeprowadzone ceremonie szałasu pary były bardzo dobre i dodał jeszcze, że Indianie Lakota wcale nie stawiają szałasu w ten sposób, aby jego wejście było na wschód Słońca, lecz na zachód - co też dokładnie zgięło mnie wpół w przypłynie fali nagłej rozpaczy...
Każda ceremonia trwała około 45 minut.
Inny opis tego samego co powyżej wydarzenia pozostawił nam Radek Borowski z Łodzi : Mój pierwszy szałas pary (Gołuchów, 10.05.2001)
Gdy poznałem Jamesa Robideau podczas jego pobytu w Łodzi, nawet nie łudziłem się, że uda mi się wziąć udział w ceremonii szałasu pary, którą miał poprowadzić w Gołuchowie. Mimo to postanowiliśmy razem z Andrzejem, Jarkiem, Adamem i Gosią tam pojechać, aby chociaż posłuchać nauk Jamesa. Na miejscu okazało się jednak, że James bardzo chętnie przystał n naszą propozycję poprowadzenia dwóch szałasów. W ten sposób udało mi się wziąć udział w tej ceremonii.
Szałas połączony był z ogniskiem specjalną ścieżką usypaną z ziemi. W jednej trzeciej odległości między nim a ogniskiem znajdował się usypany kopczyk pełniący rolę ołtarza. Właśnie tam James umieścił świętą fajkę. Jej główka skierowana w stronę szałasu spoczywała na ziemi, natomiast koniec wskazujący wschód oparty był o rusztowanie. James powbijał w ziemię orle pióra tworząc z nich półkole od strony wschodniej. Uczestnicy również mogli położyć przy ołtarzyku ważne dla nich przedmioty, a w ten sposób wzmocnić ich oddziaływanie.
Pierwszym krokiem było nabicie przez Jamesa fajki i umieszczenie jej z powrotem na ołtarzyk. Następnie polecił On Jarkowi wziąć słodką trawę i okadzić nią szałas od zewnątrz. Miał to także zrobić również ze ścieżką do ogniska i z samym ogniskiem. Marek, pełniący funkcję fireman'a miał też posypać szałwią miejsca w szałasie, gdzie mieliśmy siedzieć. Gdy powyższe czynności zostały wykonane, James, jako pierwszy, wszedł do szałasu, okrążając dół przygotowany na kamienie, i usiadł -po prawej stronie, przy drzwiach. Pozostałe osoby weszły do szałasu w ten sam sposób. Gdy już wszyscy siedzieli, James policzył uczestników. "Siedem to dobra cyfra" - stwierdził zadowolony. Następnie udzielił nam instrukcji dotyczących przyjmowania kamieni. Pierwsze sześć kamieni musiało by potraktowanych w specjalny sposób. Oczywiście były one wnoszone oddzielnie i James polecił Gosi, aby na każdy kamień sypała szczyptę szałwi. Potem kamień musiał zostać dotknięty ustnikiem świętej fajki, co czynił Darek. gdy szósty kamień został umieszczony w szałasie, James zabrał fajkę i polecił umieścić ja na ołtarzyku, na zewnątrz szałasu. Z siódmym kamieniem nie był związany żaden rytuał. Przez cały czas James uważał, aby kamienie nie były popękane czy też ubrudzone popiołem.
Gdy wszystkie kamienie zostały przyniesione do szałasu, James polecił zamknąć drzwi. Następnie zaśpiewał tradycyjną pieśń w języku Lakota, zaczynającą się od słów "oyate wamayanka po", po czym wylał kilka łyżek wody na rozżarzone kamienie. Wtedy zaczęliśmy się modlić. Każdy z nas, zaczynając od Adama siedzącego najbliżej drzwi, modlił się głośno lub w myślach w intencji naszych bliskich. Gdy dana osoba zakończyła swoją modlitwę, mówiła: "Mitkuye oyasin" lub po angielsku: "All my relations", co oznacza: "wszyscy moi krewni". Był to sygnał dla następnej osoby, że może zaczynać swoją modlitwę. W tym czasie James spryskiwał kamienie wodą. Jeśli ktoś poczułby się źle i chciałby, aby drzwi zostały otwarte, mógł powiedzieć: "mitakuye oyasin". Jednak mógł to zrobić tylko od razu po zakończeniu modlitwy przez kogoś z uczestników ceremonii. Ważne jest, aby nie przerywać komuś jego modlitwy. Gdy Darek skończył swoją modlitwę, drzwi otworzyły się po raz pierwszy.
Wtedy James wziął od Marka butelkę wody źródlanej i spytał, czy ktoś chce się napić. Po chwili James polecił zamknąć drzwi i rozpoczęła się druga cześć ceremonii. Teraz mdliła się Gosia, potem ja i Jarek. Następnie James polecił otworzy drzwi. Druga część ceremonii dobiegała końca.
Podczas trzeciej części ceremonii James modlił się, zwracając się m.in. do ziemi, nieba, czterech kierunków i dziadka (tunkashila), wylewając kilka łyżek wody na kamienie. W tym czasie my mogliśmy wspierać go lub modlić się samemu w intencji osób o których zapomnieliśmy wcześniej.
Gdy drzwi tworzyły się po raz trzeci, James polecił "firemanom" przynieść świętą fajkę oraz patyk z ogniska do jej zapalenia. Gdy James zapalił fajkę i pociągnął z niej kilka razy, przekazał ją Adamowi siedzącemu z drugiej strony drzwi, według wskazówek Jamesa, nie powinniśmy zaciągać się dymem ze świętej fajki w szałasie potów. Powinniśmy palić ja delikatnie, lub po prostu w nią dmuchać. Fajkę paliliśmy zgodnie z kierunkiem ruchu Słońca - tzn. przekazywaliśmy ją osobie siedzącej po lewej stronie. Rzeczą ważną jest, aby przekazując fajkę drugiej osobie nie odwracać jej lub nie przekręcać, lecz przez cały czas należy trzymać ją skierowaną główką do przodu. Należy uważać również, aby fajka nie zgasła podczas palenia. W takim przypadku odpaleniem fajki zajmuje się osoba prowadząca ceremonię, która dopiero potem przekazuje ją osobie będącej w kolejności. Na koniec fajka trafiła do Marka będącego osobą zamykającą drzwi oraz do fireman'a. Potem James wziął z powrotem fajkę, ofiarował ją niebu, ziemi i czterem stronom świata.
Następnie James oczyścił fajkę, wyrzucając popiół na kamienie i przekazał ją fireman'owi. Wtedy zaczął się modlić, cały czas polewając kamienie wodą. Gdy skończył swą modlitw, polecił nam wyciągnąć ręce spodem do góry, wziął orle pióro i po kolei, zgodnie z kierunkiem ruchu słońca, dotykał nim naszych rąk, na przemian zanurzając pióro w wodzie. Następnie polecił zamknąć drzwi i rozpoczęła się ostatnia część ceremonii, podczas której James wylał całą pozostałą wodę na kamienie i w powstałej parze modlił się za swój i nasz naród, o uwolnienie Peltiera, o to abyśmy wszyscy kroczyli dobrą drogą. Polecił nam również, abyśmy modlili się za polityków, których nie cenimy szczególną sympatią, ponieważ dzięki tym modłom zrozumieją swoje błędy i zaczną postępować właściwie. Na koniec James udzielił nam instrukcji, aby z szacunkiem traktować miejsce gdzie odbyła się ceremonia szałasu pary. Zasugerował, że dziurę w ziemi, gdzie znajdowały się kamienie, można zasypać ziemią lub zakryć darnią. Polecił nam także otoczyć opieką osobiste przedmioty złożone przez uczestników ceremonii na ołtarzyku. Należy traktować je z szacunkiem i strzec przed małymi dziećmi czy innymi osobami, które mogłyby świadomie lub nieświadomie je zniszczyć. James powiedział również, że przedmioty te powinniśmy mieć jak najczęściej przy sobie, a w wypadku, gdy nie możemy ich zabrać w podróż, należy przed wyjazdem pomodlić się za nie. Po tych instrukcjach James polecił otworzyć drzwi i wszyscy, prowadzeni przez niego, opuścili szałas. Na zewnątrz James podał każdemu z nas rękę dziękując za wspólną ceremonię. Powiedział również, że dla nas zrobił wyjątek, ponieważ Indianie po opuszczeniu szałasu potów nie dotykają siebie nawzajem. Uścisk ręki to wynalazek białego człowieka i przybył do ameryki razem z nim. Każdy z ludzi posiada swoistą duchową otoczkę, która po ceremonii szałasu pary jest dodatkowo wzmocniona, dlatego dotykając się wzajemnie osłabiamy ją, a co za tym idzie - również samych siebie. Jak powiedział James, to był dobry szałas potów. następnie poszliśmy się wykąpać, a osoby mające przedmioty na ołtarzyku zabrały je. Tak wyglądał mój pierwszy szałas pary.
Niektórzy współcześni Indianie ciągle traktują kąpiel w szałasie pary jako świętą ceremonię, umożliwiającą dosłowne oraz symboliczne oczyszczenie ciała i duszy. Inni jako relikt tradycyjnej medycyny ludowej, jeszcze inni po prostu jako formę przyjemnego relaksu.
Bez względu jednak na to w jaki sposób została zbudowana lub jakie źródło ciepła czy też jak wyglądał przebieg ceremonii, chata była zawsze podstawą do czystości w sensie cielesnym i duchowym, była miejscem spotkań towarzyskich, impulsem duchowym i rytuałem. Była to ceremonia, która z dużym powodzeniem mogłaby być u nas wprowadzona, aby nas włączyć w związek z wieloma świtającymi marzeniami, które zginęły w gorączkowym pośpiechu, w którym pędzimy z przeszłości w życie nowoczesne, konsekwentnego dążenia do celu, w stresie i bez tchu, nie troszcząc się o wiecznie istniejący związek między ciałem i duchem.
Indianie Okanagan z Płaskowyżu Zachodniego pozostawili nam opowieść o pierwszym szałasie pary, i nie pozostaje tu nic innego, jak tylko ją przytoczyć:
"Gdy Stwórca ponazywał wszystkie stworzenia, został mu jeszcze jedna nazwa: Dom Potów. Chciał, żeby zarówno zwierzęta, jak i istoty ludzkie, które miały się po nich zjawić, miały dom, gdzie mogłyby się oczyszczać na ciele i na duszy, ale nie było żadnego stworzenia wśród zwierząt, które by już nie miało swojej nazwy, więc Wielki Wódz na Wysokościach dał to imię swojej żonie. Przyjęła je chętnie, bo także chciała, żeby ludzie mieli takie miejsce, gdzie by się obmywali i modlili o siłę, zdrowie oraz szczęście. Kojot przekazał ludziom dokładne wskazówki, jak powinni budować szałas potów i w jaki sposób z niego korzystać.
- Szkielet szałasu zrobicie z ośmiu lub dwunastu gałęzi - powiedział. - Bierzcie je z młodej brzozy, wierzby lub jodły, bo gałęzie tych drzew są giętkie. Szałas ma być tak niski, żeby człowiek musiał się podczas kąpieli schylać; wtedy para lepiej ogarnie całe ciało. Szkielet okryjcie korą, liśćmi i ziemią.
Przy wejściu do szałasu wykopcie dół i w nim będziecie nagrzewali kamienie. Użyjcie drobnych kamyków nazbieranych w suchej ziemi, nie rzeki, bo te by w ogniu popękały. Gorące kamienia zatoczycie, posługując się kijami, do wnętrza szałasu. wejście zamkniecie szczelnie matą albo gałęziami jodłowymi. Wreszcie skropcie rozgrzane kamienia wodą.
Kąpiący się niech pozostanie w parze tak długo, jak będzie mógł wytrzymać. Przez cały czas powinien śpiewać pieśń domu potów i modlić się do jego ducha. Po wypoceniu się należy zawsze spłukać ciało pływając w rzece czy jeziorze. Kto chce sobie uprosić wielkie szczęście lub powodzenie w jakimś przedsięwzięciu, niech najpierw kilka razy oczyści się w domu potów, zawsze śpiewając i odmawiając modlitwy.
Po kąpieli trzeba kamienie odnieść przed szałas i ułożyć na stos. Nie wolno ich rozrzucać ani deptać, bo to by ściągnęło na was nieszczęście. Duch domu potów mógłby się rozgniewać: trzeba ten szałas traktować z szacunkiem należnym wszystkim duchom.
Szkielet szałasu potów, jego ożebrowanie, wyobrażają żonę Wielkiego Wodza na Wysokościach. Ona jest niewidzialna, gdyż jest duchem, lecz słyszy pieśni śpiewane przez ludzi podczas kąpieli i wysłuchuje ich próśb. Kocha ludzi i współczuje im w ich zmartwieniach.
Mężczyzna przed wyruszeniem na łowy niech poleje wodą gorące kamienie w szałasie potów i śpiewa taką modlitwę:
O! O! Domu Potów!
Zlituj się nade mną!
Daj mi dożyć starości,
Wspomagaj mnie,
Obdarz siłą,
Żebym mógł zabić jelenia.
Jeleniu!
Kto choruje, niech prosi ducha domu potów o uleczenie i doda na końcu pieśń o zdrowie.
Kiedyś zdarzyło się, że pewien chłopiec obraził dom potów. Mając piętnaście lat chciał się oczyścić, ale nie umiał rozpalić przed szałasem ogniska, więc wpadł w gniew. Kopnął kamienie tak, że rozsypały się wokół dołu. Niemal natychmiast poczuł silne bóle i długo potem chorował. Matka jego dowiedziała się, czym syn zawinił, i zwróciła się o radę do czarownika. Czarownik wyleczył chłopca i przestrzegł go, by nigdy więcej nie znieważał domu potów. Odtąd chłopiec do końca życia pamiętał, że jest to miejsce święte. Zawsze przed kąpielą śpiewał modlitwy, a po kąpieli układał porządnie kamienia w stos przez szałasem i nie pozwalał sobie dotykać ich nogą."
Szałas pary Indian Crow
Przy wielu okazjach nasi przyjaciele z plemienia Crow zapraszali nas, podczas naszych wizyt w Montanie, do wzięcia kąpieli parowej. Oni nigdy nie zrezygnowali z szałasu pary. W stosunku do białych byli zawsze przyjaźni a nawet służyli w armii Stanów zjednoczonych jako zwiadowcy. Dlatego też, chociaż wywierano na nich duży nacisk aby zaprzestali swoich starych metod, nie byli faktycznie karani kiedy okazało się, że pozostali przy kąpielach parowych. Jedną dużą różnicą w szałasie pary plemienia Crow jest to, że dołek na kamienie nie znajduje się w centrum, ale tuż przy wejściu, po jego prawej stronie (patrząc od zewnątrz). Szkielet szałasu może być nieznacznie niższy a i tak będzie na tyle miejsca, żeby nie było niebezpieczeństwa zapalenia się szałasu d gorących kamieni.
Pośród Indian Crow wielu nawet młodych ludzi wciąż bierze kąpiele parowe. Kiedy Indianin Crow przygotowuje kąpiel, informuje o tym swoich sąsiadów, tak, że oni mogą przyłączyć się do niego, jeśli tylko tego zechcą. Jako porę na kąpiel parową Indianie Crow preferują wieczór, przed zjedzeniem swojego wieczornego posiłku. Szałasu otwarte są na stronę wschodnią, lecz w ich pobliżu nie sypie się małych -kopców ziemi. Drewno na ognisko układane jest w taki sam sposób jak u Indian Sioux; zwykle na wschód od szałasu, lecz nie zawsze tak bywa. Mężczyźni i kobiety wchodzą do środka razem, jeśli są krewnymi lub bliskimi przyjaciółmi. W innych przypadkach mężczyźni przygotowują ognisko, rozgrzewają wystarczającą ilość dodatkowych kamieni, biorą kąpiel i dopiero po nich do kąpieli przystępują kobiety.
Wewnątrz szałasu kładą maty ze starego płótna, kocy lub nawet kawałków karbowanego kartonu. Mężczyźni wchodzą do środka mając na sobie jedynie krótkie, bawełniane przepaski biodrowe. Jeden pozostaje na zewnątrz aby nosić kamienie. Kiedy już plonie ogień, blisko niego stawia się dwa wiadra wody, żeby nieznacznie ogrzała się. Do wyciągania z ognia kamieni i układania ich w dołku stosuje się widły. Jest to wygodne w użyciu, ponieważ dołek znajduje się w pobliżu wejścia. Kiedy pierwsze cztery kamienie wkładane są do dołka nikt nie rozmawia i każdy ma tylko dobre myśli, myśli o przyjemnych rzeczach i życzy wszystkiego dobrego swoim sąsiadom i całemu gatunkowi ludzkiemu. Podczas jednego z seansów w których uczestniczyłem, Idzie razem powiedział: "Chciałbym aby każdy z nas mógł być tutaj jeszcze raz w następnym roku, w dobrym zdrowiu i w tym samym miejsc, na lejnej kąpieli parowej." Potem dodał: "Dawniej ludzie zwykli śpiewać pieśń. Powtarzali ją cztery razy zanim przygotowali kąpiel. Później, dla każdej części kąpieli, śpiewali inną pieśń. teraz, jeśli ktoś ze starszych nie prowadzi kąpieli, nie śpiewamy już pieśni."
Kiedy już wszystkie kamienie zostały umieszczone w dołku stawia się obok niego wiadro z ciepłą wodą, a mężczyzna, który nosił kamienie, wchodzi i siada obok wejścia. Pełni o funkcję prowadzącego ceremonię. Metalowym czerpakiem rozlewa wodę po kamieniach w celu oczyszczenia szałasu z dymu, tak jak to robią Indianie Sioux. Następnie czerpak podawany jest dokoła i każdy moczy swoje włosy i twarz oraz pije łyk. Każdy tez ma ze sobą witkę zrobioną z łozy lub gałązek wierzbowych i szałwi, których grube końce są związane razem sznurkiem służącym jako uchwyt.
Od wewnątrz opuszcza się zasłonę i zawiesza ja tak dokładnie, aby do środka nie docierało żadne światło. Tak jak u Indian Sioux, tak i tu cztery czerpaki wody są pojedynczo i ostrożnie wylewane na kamienie i każdy uczestnik delikatnie szoruje się swoją witką. Uważamy, że właśnie to stanowi przewagę nad kąpielą parową Indian Sioux, ponieważ łagodne uderzenia witką nie tylko pobudzają ciało i krążenie krwi, lecz również rozprzestrzeniają w sposób równomierny gorąco po całym szałasie. Ostatnio dowiedzieliśmy się że witki takie używane są również i przez Indian Kiowa i Navajo, tak więc, być może wiele jeszcze innych plemion stosuje je od dawien dawna. Południowi Indianie Cheyenne woleli zamiast tego używać orlich skrzydeł lub piór.
Po wylaniu czterech czerpaków wody, zasłona zostaje podniesiona na kilka chwil a następnie wylewa się siedem czerpaków. Kąpiel u Indian Crow również składa się z czterech części z tym, że podczas trzeciej wylewa się dziesięć czerpaków, a część czwarta zwana jest "milion", co oznacza, że wylewa się tyle wody, ile potrzeba do uzyskania żądanej temperatury w szałasie.
Przed opuszczeniem szałasu pary, po ostatnim podniesieniu zasłony, każdy namydla się. Myśleliśmy, że jest to współczesna innowacja, lecz powiedziano nam, że Indianie zawsze używali do tego celu juki lub korzeni mydlnicy. Zawsze też używali witek. Po oczyszczeniu się za pomocą mydła, wszyscy wskakiwali do rzeki Little Big Horn i choć jej temperatura była bliska punktu zamarznięcia, nikt nie doznawał szoku termicznego.
(...) Niektórzy Indianie Crow brali kąpiel parową dwa lub trzy razy w tygodniu a wielu z nich brało ją prze okrągły rok.
Para
W ogromnej ciemności
szałasu słyszę
jak kamienie śpiewają
i znów śpiewają gdy
lana jest woda, czuje
duchy kamienia
i wody wypalające,
oczyszczające
Modlę się
we wdzięczności.
Jedynie pokój
jest.
Carroll Arnett - Gogisgi
Para
zasunięte wejście
i byliśmy tam
dzieląc się ciemnością
dzieląc się modlitwami
dzieląc się wrażeniami gdy
woda zderzała się z gorącymi kamieniami
te stare kobiety
ze skręconymi artretyzmem stopami
dzieliły swą obecność
z dziećmi co
chłeptały z pragnienia
wodę z czerpaka
nawet gdy starcy mówili
w swych językach
było bez znaczenia że
mogliśmy nie zrozumieć
uczucia jakie tam było
tragedii cierpienia i nadziei
więc płakaliśmy razem z nimi
dzieliliśmy się tym szczególnym czasem
i właśnie wtedy gdy wejście
zostało zasunięte
i powoli wstawaliśmy
dostosowując oczy
do światła na zewnątrz
widzieliśmy że gdy ujrzymy
się potem wzajemnie
ten błysk rozpoznania
przypomni nam
czego doświadczyliśmy razem
Nila Northsun
szarłat amarant
szczaw - (Rumex); nazwa anglojęzyczna dla R. obtusifolius to bitter dock, a dla R. crispus - yellow dock. Roślina zielna lub półkrzew strefy umiarkowanej. Zaliczana do rodziny rdestowatych. Ma liście pojedyncze, wydłużone a niektóre gatunki uprawiane są ze względu na jadalne liście, z których sporządza się zupę.
Kwaśny smak szczawiu pochodzi od zawartego w ni8m kwasu szczawiowego, który ogranicza używanie go w większych ilościach. Uznawany jest za dzikie warzywo.
Surowiec roślinny służy do pozyskiwania witaminy C oraz jako środek oczyszczający krew przy anemii i wypryskach skórnych.
Zarówno R. obtusifolius jak i R. crispus pochodzą z Europy. Należą one do kilku roślin adoptowanych przez niektórych Indian i używanych wraz z innymi, tubylczymi gatunkami tej rośliny.
Cutler stwierdził, że Indianie używali korzenia R. floribus (dziś - R. verticillatus L., nazwa anglojęzyczną - water dog) z wielkim powodzeniem w oczyszczaniu paskudnie ropiejących ran, co też starali się utrzymywać w tajemnicy przed Europejczykami. Indianie Choctaw starali się chronić przed ospą poprzez kąpanie się w wywarze z liści tych gatunków. "Commondock" był przeciwżółtaczkowym lekiem wśród Indian Chickasaw: prawdopodobnie z powodu jego żółtych kwiatów. Indianie Teton Dakota obwiązywali zgniecione, zielone liście R. crispus na czyraki, aby spowodować ich ropienie się. Korzenie, posiadające taninę, używane były przez Indian Ojibwa do zasklepiania się i gojenia ran ciętych. Indianie Pima używali R. hymenosepalus Torr. jako leku na bolące wargi i bolące gardło. Niektóre korzenie używane były jako lek na biegunkę przez Indian Wichita i Pawnee. Indianie Houma natomiast używali korzeni tubylczego R. mexicana na problemy z wątrobą, intensywny rozstrój żołądka, żółtaczkę i do regulacji menstruacji. Indianie Meskwaki gotowali korzeń R. brittanica L. na antidotum przeciw zatruciu, podczas gdy Indianie Potawatomi używali tego samego do oczyszczania krwi.
szczawik - (Oxalis); roślina zielna pochodząca głównie z południowej Afryki i Ameryki. Występuje w wielu gatunkach, spośród których niektóre uprawiane są w ogrodach jako rośliny ozdobne. Uważany jest za dzikie warzywo. W Polsce uprawiany jest szczawik zajęczy. Liście szczawika zajęczego zbierane są na wiosnę jako dodatek do sałatek, zup ziołowych i jarzyn. Dzieci zjadają chętnie liście i kłącza na surowo, dla orzeźwienia. Liście można konserwować z cukrem na zimę. W większych ilościach są one jednak trujące.
Szczawik bulwiasy, O. tuberosa, uprawiany w Ameryce Południowej dla jadalnych bulwek korzeniowych. O. ortgiesii pochodzi z Peru. O. adenophylla, ozdobna roślina ogródków skalnych, pochodzi z Chile. O. buplenrifolia pochodzi z Brazylii.
szed złotośledź
szerlit - Szerlit jest najpospolitszym turmalinem o czarnej barwie. Ogrzewany lub pocierany uzyskuje ładunek elektryczny, przyciągając na obu swych końcach kurz, małe kawałeczki papieru albo popiół. Z powodu swej barwy bywał noszony jako biżuteria żałobna, ale od dawna już wyszedł z tej mody. Jest bardzo pospolity na całym świecie a jego słupowe kryształy mogą osiągać kilka metrów długości.
Piękne okazy szerlitu pochodzą m.in. z brazylijskich kopalń w Santa Flora. W Polsce piękne skały szerlitowe występują koło Mirska na Pogórzu Izerskim. Kryształy automorficzne znaleźć można w pegmatytach Gór Sowich, masywu strzelińskiego, karkonoskiego oraz na wzgórzu Lisiec koło Strzegomia.
Główna rola czarnego turmalinu w leczeniu polega na ustanowieniu harmonijnej polaryzacji w ciele. Położony w stopach, szpicem na dół, oddala z organizmu negatywne, chorobotwórcze energie. Szerlitu (zwanego też niekiedy szerlem) używa się do leczenia systemu wydalania; w tym celu (np. przy biegunce), można go położyć w okolicy jelit.
Czarny turmalin daje nam inspirację, wiarę w siebie i zadowolenie z życia. Rozjaśnia nasze myśli oraz godzi ducha z materią. Przybliża duchową świadomość i ochrania ją.
szerszeń - Nazwa Indian Anadarko znaczy tyle, co "Ci, którzy jedzą miód szerszeni".
sześć - Liczba mająca różne znaczenie w indiańskich wierzeniach.
Szóstka najczęściej symbolizuje sześć podstawowych kierunków przestrzeni. Powstaje przez dodanie do czterech kierunków horyzontalnych dwóch kierunków wertykalnych: zenitu i nadiru. Jednakże szóstka nieporównywalnie rzadziej niż czwórka pojawia się w mitach indiańskich i jest raczej jej uzupełnieniem. Świadczyć może o tym fakt, że mimo iż w niektórych mitach występuje sześć kierunków kardynalnych, to jednak cała struktura opowieści składa się z sekwencji czwórek.
Jest tak np. u kalifornijskich Indian Pomo: "Potem obaj [Stwórca Marumda i jego brat Kuksu] wstali, zwracając się twarzą ku wschodowi, potem stali zwracając się ku północy, potem stali zwracając się ku zachodowi, potem stali zwracając się ku południowi, potem stali zwracając się ku zenitowi, potem stali zwracając się ku nadirowi. A następnie obeszli jeden drugiego w obu kierunkach, obeszli jeden drugiego cztery razy tam i z powrotem. (...) Potem Marumda nałożył tytoniu do fajki, którą wyjął z wyschłego woreczka. (...) Cztery razy zaciągnął się, a potem oddał fajkę swemu bratu Kuksu. Cztery razy ten robił tak, jak gdyby ją brał, a potem ją przyjął. Cztery razy się zaciągnął, a potem oddał fajkę Marumdzie. Ten ją przyjął i włożył z powrotem do wyschłego woreczka. Dmuchał dymem cztery razy. Najpierw dmuchał ku południowi, potem dmuchał ku wschodowi, potem dmuchał ku północy, potem dmuchał ku zachodowi, następnie dmuchał dymem ku zenitowi, następnie dmuchał ku nadirowi."
Podobnie rzecz przedstawia się w wizji Czarnego Łosia. Wśród sekwencji czwórek tylko trzy razy pojawia się liczba sześć. Moce Świata reprezentowane są przez Sześciu Dziadków: Moc Zachodu, Moc Północy, Moc Wschodu, Moc Południa, Moc Nieba, Moc Ziemi. Od Sześciu Dziadków Czarny Łoś otrzymał sześć darów: kubek wody - moc ożywiania, łuk i strzały - moc niszczenia, białe skrzydło oczyszczenia, uzdrawiające ziele, świętą fajkę, kwitnącą laskę. Marsz Indian Lakota dobrą czerwoną drogą odbywa się w wizji w sześciu grupach w następującej kolejności: szesnastu (4 x 4) jeźdźców na koniach, wiozących dary od Dziadków; czterej naczelnicy plemion wraz z młodymi mężczyznami i kobietami; czterej doradcy z mężczyznami i kobietami w średnim wieku; starcy; staruszki; Czarny Łoś, za którym podążały duchy przodków.
W zakresie działań rytualnych liczba sześć wiąże się z ustalaniem i oddawaniem czci kierunkom świata. I tak np. w obrzędzie świętej fajki dym wydmuchiwany jest ku czterem kierunkom horyzontalnym oraz ku niebu i ziemi. Do koła widnokręgu dodawany jest zatem krąg zataczany po niebie przez Słońce i inne ciał niebieskie. Te dwa skrzyżowane okręgi symbolizują pełnię wszechświata.
szczokur czyr
szczupaczek żyworodny - (Belonesox belizanus); ryba wschodniej części Ameryki Środkowej.
szczupak - (Esox); szczupak amerykański - (Esox masquinong); ryba Ameryki Północnej. Szczupak pospolity (Esox Lucius); ryba żyjąca m.in. w Ameryce Północnej.
szkarłatka amerykańska - (Phytolacca americana); pochodzi z Ameryki Północnej. Ma grona niepokaźnych kwiatów i czarnoczerwone jagody, których używa się do barwienia wina i wyrobów cukierniczych. Korzeń służy jako środek przeczyszczający i wymiotny.
Szlak Bozemana - wytyczona przez Johna Bozemana najkrótsza i najłatwiejsza droga z Jelesburga do złotodajnych pól wokół Virginia City. Prowadził przez Fort Laramie, gdzie przecinał Szlak Oregoński, i dalej do Fort Connor nad rzekę Powder. Tu skręcał na wschód przez góry Big Horn do rzeki Yellowstone, skąd ciągnął na zachód do Virginia City. Zamknięty definitywnie po wojnie z Indianami Sioux Czerwonej Chmury, gdy armia opuściła posterunki założone wzdłuż szlaku. W 1877 otwarty ponownie jako część szlaku przepędu bydła z Teksasu do Wyoming i Montany.